centered image

Rockets naprawdę chcą być mistrzami NBA, pożegnajmy Big Baby Davisa

82

Biję się w pierś, mimo wątpliwości i znaków zapytania, NIE spodziewałem się dzisiejszej wygranej Houston w Oracle Arena! A powinienem, bo przecież sam przed 10 dniami pisałem:

  • Warriors nie leży styl gry Houston
  • Houston jest zespołem ofensywnie lepiej zbilansowanym i głębszym
  • Houston gra wolniej, lepiej zbiera w obronie, traci mniej piłek, lepiej pilnuje linii 7.24 metra
  • Zdecydują niuanse: decyzje sędziowskie, odbite piłki, jakość koncentracji i wytrzymałość…
  • … no i zdrowie oczywiście

Wszystko się zgadza, każdy szczegół. Chyba zmylił mnie ten 41-punktowy pogrom w ostatnim meczu… A propos zdrowia: weteran Andre Iguodala ma obrzęknięte kolano, nie zagrał. Tym dobitniej przekonaliśmy się jak ważne stanowi ogniwo w drużynie obrońców tytułu.

houston rockets 95 golden state warriors 92 [2-2]

Nic nie zapowiadało takiego scenariusza, Steph Curry na rozgrzewce prędko trafił do kosza z tunelu, a Warriors rozpoczęli spotkanie serią 12-0. W miejsce kontuzjowanego Igły ujrzeliśmy mobilnego podkoszowego Kevona Looneya. Chris Paul (ponownie) kończy pierwszą kwartę z zerowym dorobkiem i już zaczyna mu się wyświetlać w głowie film pod tytułem 1-3. Nie tak prędko jednak.

Klay Thompson gruchnął o parkiet i z urazem kolana idzie do szatni na rozmowę z lekarzem. Za chwilę wraca na ławkę zespołu, kciuk w górę, jest OK, tylko mistrzowie nam się rozluźnili i po dominującej pierwszej ćwiartce, w drugiej dostają po garach. James Harden wsadza piłkę ponad skaczącym do bloku Greenem. Wiwatom na ławce gości nie ma końca, bo CP3 niszczy system, a przecież ma problemy z nogą!

Mike D’Antoni latami słynął z ofensywy, zwanej roboczo „run and gun” ukierunkowanej na tempo, ruch piłki, spacing i strzelanie. W tym roku dostał do dyspozycji dwóch wybitnych graczy 1-na-1 więc gra izolacje. Prosty basket, jak z LeBronem w Cleveland. Szukają najlepszego matchupu i biją jak w bęben. Różnicę w tym sezonie stanowi… obrona.

Przez cały sezon panowie Ariza, Tucker, Mbah a Moute stanowili zmorę dla graczy rywali z pozycji 2-4. Wielki postęp jako strażnik pola trzech sekund poczynił także Clint Capela, a Paul to przecież wielokrotny członek All-Defensive Teams i cwaniak jakich mało.

Trafił swój na swego

Od tych podań w poprzek kota idzie dostać, w każdym razie Rockets taki zrobili szacher macher, że na przerwę do szatni schodzili z 7-punktową zaliczką. GSW oczywiście wyskoczyło na nich z karabinami w trzeciej kwarcie, KD nacierał z prawej flanki, wrotki odpalił Curry zaliczając chyba 4 czy 5 trójek i wydawało się, że porządek w Oracle został przywrócony. Nic bardziej mylnego! Houston przyjęli ciosy, lekko cofnęli, ale determinacji nie stracili. No i co?

W ostatniej odsłonie górą znów byli goście, a nasi mistrzowie uskładali 3/19 z gry! Święta trójca Kevin, Klay i Stefan strzelała ślepakami, a w szarpanej, izolacyjnej grze lepiej odnaleźli się Rockets. Najważniejszą trójkę wkleił Paul, z którego już nikt nigdy śmiać się nie ma prawa. Także wszystkim śmieszkującym na temat obrony Hardena polecam fragment, w którym wybrał piłkę w koźle w KD albo przeciął tor lotu podania.

Houston zagrali jakby od zwycięstwa zależał ich sezon (bo zależał) podczas gdy Dubs zagrali jak rozpuszczone dzieci bogatych rodziców. Nie, nie ty Draymond tylko proszę, kończ te wsady jak należy. Przegrywając dwoma punktami, w ostatniej akcji Thompson spudłował z półdystansu (dlaczego Kerr nie wziął przerwy?!) Udało się jeszcze sfaulować zbierającego Paula, który zmarnował jeden wolny. Na pół sekundy przed zakończeniem Curry rzucał na remis, ale jego przestrzelona próba i tak by się nie liczyła. Seria zaczyna się na nowo, ale teraz gramy do dwóch zwycięstw. Za kim trzymacie? Warriors wkraczają na nieznane terytorium, za czasów Duranta nie grali jeszcze sześciu meczów w serii.

Dziś zasłużyli na ochrzan. Dwukrotnie zmarnowali 12 punktów prowadzenia! Fatalna selekcja rzutowa, leniwe podania, brak energii w grze bez piłki, zaburzony spacing. Jakby celowo chcieli oddać rywalom przewagę parkietu. Oddać z powrotem. Na tym etapie szanse naprawdę są wyrównane.

Statystyki

  • James Harden 30 punktów 4 zbiórki 4 asysty 3 przechwyty 11/26 z gry
  • Chris Paul 27 punktów 4 asysty 5/9 zza łuku
  • Trevor Ariza 9 punktów 3 zbiórki 2/4 z gry
  • PJ Tucker 4 punkty 16 zbiórek 0/4 z gry
  • Clint Capela 8 punktów 13 zbiórek 2 bloki
  • Eric Gordon 14 punktów 4/14 z gry
  • Stephen Curry 28 punktów 6 zbiórek 10/26 z gry 6/13 zza łuku
  • Kevin Durant 27 punktów 12 zbiórek 9/24 z gry
  • Draymond Green 11 punktów 14 zbiórek 8 asyst 4/8 z gry
  • Klay Thompson 10 punktów 4 zbiórki 4/13 z gry
  • Jordan Bell 6 punktów 5 zbiórek 3/4 z gry

Jak ważny jest Andre Iguodala w tej serii? Amerykańscy naukowcy donoszą, w trzech dotąd rozegranych meczach panowie Paul i Harden zaliczyli 1 celny rzut z gry stając naprzeciw Iggy’ego 41 razy. Wow!

Z pozostałych newsów:

NBA ogłasza składy najlepszych pierwszoroczniaków, niespodzianek nie ma. No może tylko należałoby zamienić miejscami Lonzo z Donovanem Mitchellem.

NBA All-Rookie First Team

  • Ben Simmons
  • Donovan Mitchell
  • Jayson Tatum
  • Kyle Kuzma
  • Lauri Markkanen

NBA All-Rookie Second Team

  • Dennis Smith Junior
  • Lonzo Ball
  • John Collins
  • Bogdan Bogdanovic
  • Josh Jackson

Big Baby ma problem

Na pewno pamiętacie pampucha z czasów Boston Celtics. Nie było źle, pamiętam jak radził sobie w roli lidera młodego zespołu Orlando. Dziś nie został już po tym ślad. Glen Davis ma poważne problemy. Przed klubem nocnym w Hollywood najpierw mało brakowało a potrąciłby faceta samochodem, a gdy ten wzburzony zaczął krzyczeć -> Glen wysiadł i… rzucił facetem o ziemię. Gość ma złamaną kość twarzy oraz pęknięte dwa żebra. Do szpitala odwiozła go karetka. Davis oddał się w ręce policji na drugi dzień, został zwolniony do domu po wpłaceniu 50 tysięcy dolarów kaucji. Grożą mu poważne konsekwencje, zwłaszcza, że…

Parę tygodni wcześniej Davis został aresztowany pod zarzutem handlu narkotykami. W jego pokoju hotelowym znaleziono 124 gramy marihuany, 92 tysiące dolarów w gotówce oraz książkę „przychodów i rozchodów” która wskazuje na handel. Bardzo prawdopodobne, że sympatyczny Glen pójdzie siedzieć.

Dobrego dnia wszystkim!

Ostatnie Wpisy

82 comments

    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe ZohaN

      „Szczęście jest tylko przewagą, jaką zyskujesz postępując rozsądnie i z głową”

      (68)
    • Array ( )

      Jak WIELKA CZWÓRKA zalicza 6+3+1+0 punktów w 4. kwarcie to nie jest szczęście tylko choke…

      (45)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Harden MVP? Muhahahaha… CP3 ratuje dziś jego przerażoną stawką meczu dupę… 2 punkty w 4Q, ten choke w pierwszej kwarcie… gość był jakieś 10 sekund sam na 3-cę i oddaje rzut…

    Fourth quarter:

    CP3: 8p/2r/2a
    KD: 6p/1r
    SC: 3p/1r
    MVP: 2p/0r/0a/0s/0b
    Osioł: 1p/3r

    (-32)
  2. Array ( )
    Triple Double 23 Maj, 2018 at 11:31
    Odpowiedz

    Wrzucam moje notatki z nocy zrobione w czasie time-outów. Jak nie chce wam się czytać relacji, scrollujcie do uwag. Ale kurczę meczycho.
    Ten początek…. bardzo dobra momentami defensywa Houston, którzy tracili punkty w tempie 2 pkt/min co daje 96 punktów na koniec meczu. Ale jaki koszmarny atak. Makabryczny Capela, który chciał udowodnić, że nie ma takiej akcji, której nie da sie spieprzyć. Kompletna niemoc w odległości metra od kosza, przestrzelone łatwe sytuacje, pękający w starciach 1 na 1, przestraszony jak rookie. Rośnie błyskawicznie przewaga gospodarzy. Mimo 9 punktów rozmiękczony Harden, który stoi niepokryty na 8 metrze i zamiast nawalac trójkę zachowuje się jak chi chi chi chiiiiiiiiiiiiiiiiiicken i tchórzowsko oddaje piłkę na trójkę do kolegi, który też tchórzy. I te forsowane akcje pod kosz – po co?Przerąbali 1 kwartę mentalnie. Nie dojechali na mecz. To ma być kandydat na mistrza? Chris Paul = koszmar do sześcianu: lotnisko wolnego miejsca na trójce i pudło, niewymuszone błędy i zero wpływu na wydarzenia. To razi po oczach – ofensywne tchórzostwo i brak papierów na mistrza od psychologa. Ale mimo wszystko z czasem Harden ciągnie zespół i zaczyna grać genialnie, rewelacyjna 2 kwarta, a Paul dalej nie dojechał, to nie facet z psychiką na finały konferencji (i gdzie te argumenty za Paulem, że grał w za słabych zespołach – ale……. czytajcie dalej). To jedyny brakujący element w Houston. Czynnik decydujący. Jednak doceniamy świetną robotę Rakiet po bronionej stronie – to ta wykonana praca trzyma ich w grze. Oraz 3 faule Currego, jak mawia admin, facet do dymania, i mamy kolejny rozczarowujący wieczór Stefka do przerwy (choć jest +2). Houston za łatwo daje się rozciągać, stąd łatwe punkty spod kosza GSW i brak obrony pod samym koszem, trochę za łatwo dla GSW. Ale – co to, co to, panowie i panie? Chris Paul dojeżdża w końcu na mecz, osobisty, trójeczka, kolejna trójka i rosnąca pewność siebie, jak na drożdżach. Niewiarygodna metamorfoza tego grajka. W późnej fazie 2 kwarty dwa przechwyty Jamesa „jak to ja nie umiem bronić?” Hardena i mamy przewagę 10 punktów (!!!) Rakiet. Po drugiej stronie równo pewnie Durant, facet nie zawodzi, Klay budzi się przed przerwą sadząc 2 trójki, które, de facto trzymają GSW w grze. Sam nie wierzę, że to piszę. Trójki Thompsona trzymają GSW w meczu u siebie. Houston broni fenomenalnie, twardo, nieustępliwie. Czyste pozycje Wojowników zdarzają się, ale mimo wszystko mamy w obronie takie małe Detroit.
    2 połowa – jakie przewidywania (piszę w przerwie)? Houston musi podtrzymać intensywność w defie i unikać za łatwych strat. Trzeba naciskać dalej Curry’ego i wykorzystać brak Iguodali (niejaki Looney grający w pierwszej piątce jest +1 do przerwy).
    GSW zacieśnia szyki, traci piłkę Tucker (niewiele wnosi do ataku), Stefek trójka i mamy 51:56. Dwie przegrane deski Houston i kilka naprzemiennych strat, czyżby nerwy po obu stronach? Walka kosz za kosz, brak tendencji rosnących po jakiejś ze stron. Kto przełamie impas? 7:39 na zegarze i 55:59. Równiutko Durant, dostarcza punkty, aktywuje kolegów, wszystko z kamienną twarzą, jest ta niezachwaina pewność siebie. Ktoś tu przegra ale zdecydują detale. I nagle Curry wkleja 2 trójki (jedna chyba z 10 metrów) i robi się 63:62.
    Przerwa i reklamy (hamburgery i cały ten amerykański syf do żarcia – jak oni dożywają do 50-tki?)
    Ciekawe czy GSW odjedzie, czy może przerwa ich ostudzi? Jest run 11-0 dla GSW. 11 punktów z rzędu Curry’ego. Odpowiada Paul, leci trójka Thompsona. Robi sę 73-65. Powód – Houston wróciło do ofensywy z początku 1 kwarty. Widać jak się walczy w finale, nie można mieć tylu przestojów w meczu. Ostatnia szansa, żeby Houston się zebrało, albo mamy po rywalizacji. Trzecia kwarta 34:17 to popis Curry’ego, ale moim zdaniem Rakiety przegrwają to na atakowanej połowie, pudło za pudłem, przestrzelone trójki i łatwe lay-upy. żeby grać w wielkim finale trzeba pokazac coś ekstra, zamiast tego, jest powtórka ze słabej pierwszej kwarty i trzeba czekać na cud. 80:70.
    Zmiennik Gerald Green odpala fatalne rzuty za trzy, jak mówi komentator „no ball movement”, ale o dziwo jest run 9-0, dla Houston, do meczu wraca Chris Paul i mamy 82-79, a cichy bohater meczu Draymond Green (2 asysty od triple double) zablokowany w obronie przez ….. obręcz.
    2 ofensywne zbiórki Houston, genialne podanie Paula wzdłuż linii koncowej, 85-84 Hou.
    Kompletnie znika Harden 2 połowie, nie dźwiga roli lidera, wszystko na barkach Paula.
    2 koszmarki Duranta za 3 i jest 91-86 Hou na 3:30. Jeśli Hou tego nie wygra widzę winowajcę – Harden, lider nie może tak znikać wtedy gdy ważą sie losy meczu, facet nie odpalił wrotek przez całą 2 połowę. Ale póki co jest przewaga, wszystko w rękach Rakiet. Kolejne 2 pudła Hardena za 3, ja pierdzielę, co on odwala? Kolejne marnowane szanse z obu stron, ale to Houston musi, więc mogą żałować kolejnych pudeł. Nerwy rozwalają system obu teamów i Houston dowozi wygraną dzięki, podkreślę po raz kolejny, defensywie.

    Uwagi: Jak mówił Kerr, jego podopieczni po łatwej wygranej nie mogą się skupić w kolejnym meczu. Nie wiem czy tak było dziś, ale Houston kapitalnie broniło. Siedzieli na rywalu aż miło. Moim zdaniem to może być mecz formujący tę ekipę, jeśli budować mistrzowski team spirit to właśnie po takim twardym boju.
    Świetny Paul, lider, biorący odpowiedzialność za wynik, pokazał się gdy było to absolutnie konieczne, uratował dupsko Hardenowi, który pociągnął team w 2 kwarcie (za to pochwała), ale w 2 połowie zniknął (komentatorzy w kółko gadali struggles& struggles).
    Bardzo ciekawy jest zjazd lub wzrost mentalu między meczami, czyli sinusoida, brak możliwości gry na wysokim diapazonie 2 razy z rzędu. Dziś ta sinusoida wystąpiła lokalnie. Gdy jeden zespół zagrał genialnie 1 kwartę, zaliczał zjazd po całości w kolejnej i na odwrót.
    Intensywność – w dzisiejszym meczu była fenomenalna. Za to kochamy play-offs.
    Cieszę, się bardzo, że Houston utarło nosa tym, którzy twiedzili i twierdzą, że to tylko wesoła koszykówka, za słaba na play-offs. Jednak Paul daje inne możliwości, bez niego byłoby po temacie, jak w poprzednich latach, ponieważ 1)Harden jest zbyt miękką fają 2)zwyczajnie brakowałoby jakości w ofensywie i temu Harden nie byłby winien. Zauważalna jest też waleczność zespołu. Admin podkreślał wielokrotnie, że ich defa jest o wiele lepsza w tym sezonie i ma rację. Nie zawsze to pokazują, ale jak trzeba wskakują na wyższy level.
    To co w meczu 5? Wszystko w rękach Houston, muszą wykorzystać przewagę własnego parkietu. Problem w tym, że GSW pokazuje najlepszą koszykówkę gdy tego trzeba najbardziej. Ale jak napisałem wcześniej, chcesz mieć tytuły, musisz zagrać przełomowy, wręcz historyczny mecz. I potencjalnie miał on miejsce dzisiaj, ale żeby został skonsumowany, trzeba zrobić z domu twierdzę i skopać dupska rywalom. Papiery na to są, mecz numer 5 zapowiada się arcywybitnie. Są to mecze na miarę finałów NBA.

    (97)
    • Array ( )

      jak już piszesz komentarz, to zadbaj o to żeby była w nim jakaś treść…

      (-96)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Moje oceny „gwiazd”:

    Durant: 7+ (nie zgasł w 4Q, ale gościa nie ma kto kryć więc…)
    Curry: 6 (ehh… finały 2016…)
    Green: 6+ (3 piersze kwarty super – potem (no)DUNKey mode…)
    Thompson: 3+ (nie było gościa… ten rzut w clutch… padaka)
    Harden: 5+ (podobnie jak Green… tyle, że to lider ekipy #1 i prawdopodonie MVP tego sezonu…)
    Paul: 9+ (gdyby nie to 1/2 z osobistych to nie miałbym się czego za bardzo czepiać)

    (28)
    • Array ( )
      rocky #wielkiznawcanba 23 Maj, 2018 at 14:55

      Durant:ale goscia nie ma kto kryc , ziomek to nie zalezy od tego czy dany zespol posiada zawodnika , ktory jest w stanie go upilnowac , on po prostu jest nie do zatrzymania i nie ma na niego ZADNEGO obroncy

      (-3)
    • Array ( )

      Nie no, paru stoperów na Duranta myślę, że by się znalazło. Kiedyś trochę gnoil go Tony Allen, teraz myślę, że PG jako 2/3 opcja, tak samo Kawhi, i Lebron posiadający w drużynie 2 opcje, mieliby szanse go zatrzymać

      (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    zamienić miejscami Lonzo z Donovanem Mitchellem? sorki ze tak napisze czy ty sie nacpales czegos?

    (-59)
    • Array ( )

      Łykacie jak pelikany te baity Autora. Aż miło się pośmiać 😀

      (110)
    • Array ( )

      Z tym Lonzo to to już któryś „żart” z kolei…

      Ktoś karze tak pisać ? Zawsze można wykpić się żartem ale w arcie jest, pchanie śmieciarki LaVara też jest.

      (-5)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Houston jak wy żeście mnie zaimponowali obroną w 4Q !

    Powoli się zanosi na to że w dwóch półfinałach będziemy mieli Game 7 🔥

    (36)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Oglądam NBA od 94 roku i tak nie udolnie rozegranej końcówki meczu, jak to zrobiły Goldeny jeszcze nie widziałem. W ostatniej minucie na siłę grać za 3 chociaż im nie siedzi zamiast spokojnie za 2 a po zbiórce Duranta zamiast wziąść czas to pchał gałę do przodu WTF.

    (18)
    • Array ( )

      To chyba nie oglądałeś game7 z cavs 😀 podobne gówno zagrali

      (11)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Czemu znowu nie wspominacie, że ławka Houston zaliczyła łącznie niesamowite 47min i byli to cali dwaj gracze… Tak się nie da wygrać serii z GSW. Masz cały skład zdrowy a grasz 7 zawodnikami(?!) 🙄 Panie Di’Antoni. Obawiam się że to była pana ostatnia wygraną w tym sezonie. Może urwiecie jeszcze u siebie jak Iguodala ale to wszystko na co stać 7zadodnikow z najlepszą (napewno TOP2) drużyną w historii. Mówię to jako osoba kibicująca Rakietom

    (-5)
    • Array ( )

      Jak to mówią zwycięzców się nie osądza. Di’Antoni zapewne reagował tak jak grał Kerr, który sam zagrał 3’ma rezerwowymi którzy spędzili łącznie mniej czasu na boisku niż potężna ławka Houston hehe. Nie rozumiem tylko dlaczego Joe Johnson tak mało gra w tych PO

      (11)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    To kto tym RotY?

    Donovan Mitchell:

    rzuty za 2 punkty: 356/812 (43,8%)
    rzuty za 3 punkty: 187/550 (34,0%)
    rzuty za 1 punkt: 239/297 (80,5%)

    20,5p / 3,7r / 3,7a / 1,5s / 0,3b (33,4m)

    Ben Simmons:

    rzuty za 2 punkty: 544/987 (55,1%)
    rzuty za 3 punkty: 0/11 (00,0%)
    rzuty za 1 punkt: 191/341 (56,0%)

    15,8p / 8,1r / 8,2a / 1,7s / 0,9b (33,7.m)

    Lozno Ball:

    rzuty za 2 punkty: 113/269 (42,0%)
    rzuty za 3 punkty: 90/295 (30,5%)
    rzuty za 1 punkt: 32/71 (45,1%)

    10,2p / 6,9r / 7,2a / 1,7s / 0,8b (34,2m)

    (-4)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Wynik jest niespodzianką jak dla mnie, nie powiem że nie. Mecz jako całość zbyt piękny nie był, ale ten zryw Kury w 3 kwarcie już tak (ta lekkość). Weszło rozluźnienie (spora przewaga) więc się schylili po mydło i tak to się kończy.. dobrze dla koszykówki, że jest 2-2. Ps. Co Tucker piłki zbierał to nie mam pytań. Przypominał mi trochę Rodmana w tym meczu, brawo! Game5 to będzie coś. 😉

    (16)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak to jest, że gracze tacy jak Big Baby zarabiają latami grube (hehe) bańki, a potem mieszają się w dillerkę… dla hajsu? Bezsens, poprzerwacało się od siana i teraz strugają OG hustlas, bekka

    (33)
    • Array ( )

      Zaczekaj aż Howarda dojadą alimenty to będzie Ci pod dom jaranie woził

      (27)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie śmiejcie się ale nie wiem czy te mecze to nie ustawki jakieś. GSW gra same izolacje i o ich słynnym ruchu piłki powoli zapominamy, odbija się to oczywiście na ilości wolnych pozycji więc półdystans zawodzi a i spod kosza trudniej o łatwe punkty. Nakbardziej cierpi na tym Curry bo w stojącej ofensywie nie męczy się defensywa a więc ma więcej siły na bronienie indywidualne i atak. Gdzie złość agresja. Może chodzi o to aby seria była jak najdłuższa?
    Fajny mecz CP3 gość jest przede wszystkim świetny w obronie. GSW chciało z niego zrobić słaby punkt obrony a tu zonk…widać też że facet odzyskał radochę gry bo kompetencje kolegów większe /zwłaszcza w zakresie oleju w głowie/.
    Reasumując nie podoba mi się tegoroczna odsłona IZO Warriorsów tak samo jak nie podobała mi się gra Spurs w 2 ostatnich latach.
    Nie zmartwię się jak w finale będą inne aniżeli ostatnimi laty teamy.

    (12)
    • Array ( )

      Grasz na tyle ile przeciwnik pozwala, teraz moga przegrac serie, wiec czemu by mieli sie podkladac?

      (5)
    • Array ( )

      Mogę się mylić, ale zacznijmy od tego, że w tej serii spotkały się dwa zespoły grające bardzo podobną koszykówkę. Dużo biegania i zasłon bez piłki i poleganie na szybkich akcjach kończonych zza łuku. Jak już się okazało naturalną/najbardziej skuteczną odpowiedzią na tego typu atak jest switchowanie wszystkiego jak leci w obronie, na to już takie bieganie, ani tym bardziej zasłony bez piłki nieszczególnie pomogą. Stąd teraz po obu stronach widzimy prosty jak budowa cepa basket – szybka zasłona na górze i iso grane na potencjalnie najsłabszego obrońce, potem ewentualne odegranie gdy po minięciu doskoczy z pomocy obrońca i dalszy tym spowodowany ruch piłki. Tylko taka gra zdaje się w tej chwili mieć jakikolwiek sens. Tego obrońce też właściwie ciężko wytypować, bo np. Harden raz sobie grał na Stepha, a raz na kogoś z dwójki Looney/Bell. Co ciekawe 3 na 4 drużyny z finałów konferencji zdają się tak grać, z wyjątkiem Celtics, ale być może i dla nich to będzie klucz do przełamania się po ostatnich dwóch porażkach z Cavs. pozdro

      (2)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł bez napisania w nim „ Lebronie” to nie artykuł portalu GB.pl. Zakochani strasznie w nim jesteście 😀

    (-7)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Panowie mam pytanie. Po pierwszym meczu serii GSW-HOU przegrali gospodarze i napisaliście, że tracą przewage własnego parkietu. O co tu właściwie chodzi? Myślałem że drużna lepsza w RS ma przewage własnego parkietu

    (-4)
    • Array ( )

      Chodzi o to ze drużyna która była lepsza w RS ma w seri która może trwać maks 7 meczów 4 mecze u siebie 2-2-1-1-1.
      Przy dwóch tak wyrównanych (moim zdaniem) drużynach ma to znaczenie.
      Rockets zaczynając u siebie przegrali 1 z dwóch pierwszych meczów u siebie stracili tą przewagę bo już było 1-1 a i zostało 3 mecze w oakland i 2 w houston. Teraz odzyskali przewagę parkietu bo wygrali mecz w Oakland i jest 2-2 . Zostało teoretycznie w 7 meczowej seri mecz nr 5 w Houston, nr 6 w Oakland i nr 7 w Houston. Czyli maja remis i wiecej meczów u siebie co zwane jest przewagą parkietu.

      (11)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Glen Davis – kolejny idiota. Dorobić się grając w NBA dosyć konkretnej sumy, następnie po zakończeniu kariery zająć się handlem narkotykami 🙂 Brawo! A jeszcze do niedawna zapraszany do wielu telewizji w USA i proszony o komentarz w wielu sprawach. Przecież tego gościa nie można traktować poważnie…

    (20)
    • Array ( )

      Konkretnie zarobił w NBA 33 bańki z daszkiem w zielonych. Jak widać, da się przep… nawet tak gruby chajs.

      (8)
    • Array ( )

      33 mln $, z tego w zależności od stanu ok 14-18 mln $ poszło na podatki, część dla agenta, część przymusowo na emeryturę koszykarską (ale wypłacane jak się skończy określony wiek, nie pamiętam dokładnie, ale coś w kierunku 50 lat). Do tego kupno domu za kilka milionów, kilka samochodów (dla siebie i najbliższych) i można bez większego problemu takie pieniądze przetrwonić. Nie mówię już o patologiach z hazardem czy nietrafionych inwestycjach, bo nawet bez tego można szybko taką ilość $$ wydać.

      (12)
    • Array ( )

      @ Kamil co nie zmienia faktu, że trzeba być kompletnym kretynem, żeby tak postąpić

      (5)
  15. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe matimce13
    Odpowiedz

    Nie no, tak źle w comments section to jeszcze nie było. Poziom dyskusji leci na łeb na szyje. Nie wiem czy to konsekwencje wiekszej aktywnosci na Facebooku czy bóg wie skad ta gimbaza sie tu wzieła. Chyba dzieciarnia keepthebeata sie tu zleciała czy co, bo szkoda nawet skrolowac w dol po przeczytaniu (swietnego jak zawsze panie adminie!) artykułu. Chociaz tyle ze pan Wielmożny czasami napisze cos ambitniejszego, choc nie zawsze trzeba sie z nim zgadzac. Lepsze to niż dziecko, które po obejrzeniu filmu swojego mentora na Youtubie przychodzi na GWBA popisac sie swoim brakiem umiejetnosci wylapania sarkazmu (jak wyzej). No tragedia 🙁

    (9)
    • Array ( )

      Bóg kolego, nie bóg. To w kwestii gimbazy. Skoro możesz wspomnieć o Wielmożnym i napisać wielką literą, to Bóg też Ci przejdzie przez palce na klawiaturze, uwierz mi.

      (8)
    • Array ( )

      JCWilliams – skąd wiesz jakiego boga miał na myśli? Może chodziło o Lokiego? „Wielmożny” to w tym przypadku nazwa własna, geniuszu.

      (-1)
    • Array ( )

      1. Do julius: Nie wiesz, co to znaczy nazwa własna, więc się nie wypowiadaj. Pseudonim to nie jest nazwa własna.
      2. Do owsik127: udowodnij, a potem ogłaszaj swoją prawdę. To po pierwsze. Po drugie: Bóg pisany małą literą to błąd ortograficzny. Żeby go popełniać lub nie, nie trzeba dowodzić istnienia Boga. To tak na ostudzenie emocji.
      3. Cytat z książki Kobe Bryant Showman: „Wtedy zobaczyłem to po raz pierwszy – wspomina tamto lato Howard. – Jak Boga kocham. Trenowaliśmy dwa razy dziennie (…). I tak codziennie. Żaden z zawodowców tak nie trenował. Żaden”. Pytanie: Ciekawe jakiego Boga miał na myśli Mo Howard. Hmmm. Argument poszedł się walić.
      4. Jak nie znacie języka polskiego, to się nie wypowiadajcie. A skoro nie macie nic mądrzejszego do powiedzenia na temat Boga, to zamilknijcie. Tyle w temacie.

      (2)
    • Array ( )

      @JCWilliams – pseudonim spełnia definicję nazwy własnej, geniuszu.
      Ponadto, o bogu lub Bogu każdy ma prawo mówić dopóty, dopóki nie uraża czyichś uczuć religijnych (w sposób uzasadniony), więc to Ty zamilknij.
      Dla Twojej wiadomości – mój wynik matury rozszerzonej z j. polskiego był wówczas (11 lat temu) najwyższy w historii mojego liceum 🙂

      (-3)
    • Array ( )

      Włączę się do dyskusji. Do juliusa polonisty – maturzysty: Skoro nie wiesz geniuszu, że słowo „Bóg” w języku polskim pisze się wielką literą, to na tej maturze ktoś się pomylił. I jak byś nie zauważył, że dyskusja nie dotyczy Boga, tylko używania słowa „Bóg” w języku polskim, to ci to przypominam. Bo widać, że czytanie ze zrozumieniem też leży.

      (0)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Drejmond znowu będzie tweetował do kolegi,że ma agresywniej grać.Sam dostał plakat.Currka parę soczystych bloków dostał.Już dziewczynki nie tańcują.Będą całą noc tweetować co robić dalej.No nie mogę na nich patrzeć.Oby ich Houston pogoniło.Djurant wtedy będzie mógł z rockets podpisać.Noż to jest tak miętki team,że dajcie spokój.Dupoklepki.

    (20)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Zauważyłem taka ciekawa zależność, która występuje w komentarzach od antyfanów GSW…
    Po zwycięstwie Houston: Rockets in 6!! GoGo Rockets, CP3 MVP, nowi mistrzowie!
    Po porażce Houston: KD zniszczył lige transferem, NBA traci nieprzewidywalność, kto zezwolił na transfer? Nienawidzę ich.

    Skąd w Was tyle zawiści i takie skrajności? 🙂

    (34)
    • Array ( )

      Durant jakoś w sezonie mówił,że przejdzie do drużyny wygrywającej NBA.
      Albo zostanie w GSW
      ALBO CP3 Harden Durant
      ALBO Kyrie Hayward Durant Brown Horford Tatum
      ALBO Clarkson JR Durant Love Tristian XDDD

      PS: Tak,żartował…

      (2)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak sie wygrywalo mecze i cale serie wysoko to latwo nabijac statystyki
    Dzis warriors przyparci do muru zagrali ostatnia akcje niczym kings czy suns
    Totalnie bez pomyslu
    Durant oddal odpowiedzialnosc, Klay nie udzwignal, Kerr zaspal
    W G5 wszystko jest mozliwe ale w ekipie golden robi sie goraco

    Patrzac co robia gwiazdy gdy waga spotkania wielka tym bardziej nalezy oklaskiwac lebrona za te PO

    (8)
    • Array ( )

      Przypomniec ci gdzie byl lebron w koncowkach jak gral irving ??pomysl sobie ze lebron ma obok siebie currego .greena .thompsona i iggiego .myslisz ze mialby takie statystyki jak obecnie hahaha.on trzyma pilke przez 90 % czasu kazdej akcji .musi swoje nabic .poprostu musi.piszecie ze lebron taki tam wielki .ludzie wschod jest tak marny ze szkoda gadac to chlopak wchodzi do finalu .jak mu sie toronto nie posra to boston posypie kontuzjami itd .roznice miedzy wschodem a zachodem zobaczycie za 2 tyg.ja zycze lebronkowi wejscia do finalu i tam pieknej porazki do 0 .

      (-8)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    Boże co za sędziowie znów!!! Jak mistrzowie to gwizdki im się nie należą?!? Sprezentowana wygrana dla Houston po tym jak EWIDENTNIE Green był faulowany przy próbie wsadu!

    (-13)
    • Array ( )

      Mistrzu – pięknie napisałeś. 10/10 – prawda boiska, prawda slowa. Jak niesprawiedliwie gwiazdami- a miało GSW wygrać… buhahahahaha…!!

      (-1)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Kolejny raz „inteligentny” gwiazdor pokazuje, co ma w głowie … CP3 miał przestrzelić drugi osobisty, a tak dał GSW szansę na dogrywkę. W Europie nikt by tak nie postąpił nawet na poziomie juniorskim.

    (-8)
  21. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy widzicie kto tak naprawdę zasługuje na GOAT ?? Pamiętacie statystyki Curryego, popisy Marzena, faule Hardena ?? Ci zawodnicy są lata świetlne za Lebronem. Król jest jeden !!

    (-1)
  22. Array ( )
    Odpowiedz

    Wiem ze NBA rulez ale to co sie dzieje w serii ANWIL – STELMET zasluguje jesli nie na osobny artukul to chociaz na jakas wzmianke. Piona 🙂

    (15)
  23. Array ( )
    Odpowiedz

    Rozegranie końcówki meczu przez GSW woła o pomstę do nieba… Kerr chyba za bardzo ufa w indywidualne umiejętności swoich zawodników…

    (5)
  24. Array ( )
    Odpowiedz

    Hard work beats talent when talent fails to work hard, powiedział kiedyś Durant.
    W całym sezonie jego drużyna wygląda jak gdyby przekonana o własnej wielkości fails to work hard.
    Zazwyczaj lekarstwem na lenistwo jest rebuilding, niestety.

    (4)
  25. Array ( )
    Odpowiedz

    W sumie to bym coś napisał, ale boje się krytyki, wyśmiania, hejtu i zminusowania. I tak nikogo nie interesuje moje zdanie.

    (14)
  26. Array ( )
    wielmozny pan P 23 Maj, 2018 at 14:03
    Odpowiedz

    a nie dalej jak wczoraj polemizowałem z tymi, którzy narzekali, że blowout Dubs na Rockets w game 3 oznacza, ze sezon w NBA zakończony, bo Warriors sa lepsi od innych aż do niesprawiedliwości.

    poziom motywacji, intensywności, determinacji i zaangażowania jest szalenie wazny w Playoffs, a kto jakim dysponuje zależy w dużej mierze, decydująćej mierze, od warunków konkretnego meczu.

    w game 3 to Dubs grali o większą stawkę niż Rakiety. w game 4 jednym i drugim bardzo zaleząło, dlatego zobaczyliśmy widowisko na niskim procencie skuteczności z powodu dobrej obrony z obu stron i wynik wazył się od ostatnich sekund.

    stawka determinuje intensywnośc, i to nie ma nic wspólnego z talentem, zwłaszcza w NBA, zwłaszcza gdy grają tak wyposażone w umiejętności zespoły jak Rockets i Warriors. gdyby to było 5 meczów 1 na 1, to może starterzy Dubs by to wygrali, ale gra się 5 na 5, a w takim układzie suma talentów i umiejętności tak zdolnych jednostek wyrównuje się dzięki detalom współpracy i zachowaniom w pojedycznych sytuacjach.

    wg mnie, Rockets oszczędzili na ten mecz całkiem sporo zdrowia, byli świeżsi, a po Warriors widac było koszt zaangażowania z jakim dziesiątkowali Houston w game 3. na tamten mecz musieli się odpowiednio nastawić, wywołać w sobie mocny pozytywny stres, wdychać presję aby dała im energię.

    w końcówce game 4, kiedy Rockets naprawdę podnieśli jakośc defensywy, Warriors z braku tlenu uciekali się do prostych rozwiązań, opartych na indywidualnych umiejętnościach graczy, no i zabrakło tych 2-3 dobrych akcji, bo trudno narzekać na to, ile udało im się wybronić.

    jednych i drugich sporo to kosztowało, game 5 będzie w Toyota Center, ale moim zdaniem własne boisko w tej serii waży coraz mniej.

    kapitalną mieli serię Dubs w 3q, jak Rockets z tego wrócili, aż trudno uwierzyć, choć wg mnie zdecydował właśnie ten brak energii u mistrzów. wyczerpali potencjał w tych ostatnich 7 kwartach serii, a Rockets dostali wiatr w żagle, bo przed 4 kwartą byli w zasadzie out of Playoffs.

    PJ Tucker od początku wyglądał mi na ciekawy pomysł, nawet to zasugerowałem i tzreba oddać Pringlesowi, że jest w tej zabawie dośc konsekwentny

    Tucker nie zawsze gwarantuje skuteczny atak, ale dzięki niemu mogą grać niska piątką, nie tracąc przewagi na deskach z powodu zejścia Clinta Capeli.

    on moze nie zdobyć ani jednego punktu, ale wpływ na grę ma niebagatelny. w game 4 to był glue guy, który spiał całą grę Rockets.

    Dubs oddali 12 rzutów więćej, zebrali 16 razy w ataku, ale zamiast wygrać wyraźnie, przegrali na finiszu.

    wg mnie, jedna rzecz rzucała się w oczy, co zresztą potwierdza statystyka : niższy stopień agresji Warriors. spójrzcie na to, co działo się na linii : Rockets 23-27, Dubs 13-14, 10 pts róznicy.

    I Rockets naprawdę sobie zapracowali na te gwizdki.

    A Dubs przegrali Fts na własnym boisku, mistrzowie, w Playoffs – aż trudno w to uwierzyć. mają w składzie zawodników, którzy umieją wszystko, i akurat z tegpo wszystkiego wybierają głównie rzuty z wyskoku.

    niestety, ale nawet tak świetny zespół nie wygra serii w Western FInals jesli zamieni się w jumpshooting offense.

    Rockets atakowali intensywniej, nawet James Harden mniej celował w swoich firmowych step backach, a częściej szedł kozłem do kosza. Podobnie Chris Paul czy Eric Gordon. te ekstra passy w sytuacjach kiedy mieli otwarte pozycje do rzutu z daleka, nie były przypadkowe. Rockets mieli w gameplan napisane : go to the hole !, stąd te zawahania i proby przegrania piłki na pozycję do wejścia, podanie w środek albo wyczekiwanie na obrońcę, który wyjdzie wyżej i w ten sposób zrobi miejsce pod koszem.

    Warriors muszą dorównać Rockets na ich boisku w tym elemencie., zejśc trochę z rzutów za 3 pts i atakować kosz.

    nieobecnośc Andre Iguodali była ewidentnie widoczna. chodzi o to, ze z Iguodala Dubs mają swoją najlepszą piątkę ofensywną i defensywną, w ogóle najlepszą piątkę w NBA. bez Iguodali – tracą ten atut i przewage.

    ani Kevon Looney, ani Nick Young ani Jordan Bell nie są w stanie go zastąpić, żaden nie ma doświadczenia Iguodali, żaden nie zna NBA Playoffs na tym poziomie, no i żaden nie ma takego porozumienia z pozostałymi zawodnikami z tej optymalnej piątki.

    jesli Iguodala wróci na game 5, to zobaczymy zupełnie inną grę Warriors. przede wszystkim lepszą rotację defensywną i płynniejszą, lepiej zorganizowaną ofensywę.

    takich graczy jak Iguodala niby się docenia, rozumie ich znaczenie, ale dopiero takie mecze pokazują wartość prawdziwą, która wykracza poza zwyczajowe docenienia i zrozumienia. w takim meczu, takiej serii, brak takiego gracza jest po prostu bolesny i nie moze pozostać bez konsekwencji dla gry zespołu i wyniku.

    taki zespół jak Warriors posadzany jest często o to, że ma tyle talentu, ze powinien wygrywać nawet gdy kogoś waznego brakuje.

    nie ma większego błędu w rozmowach o nich. Na tym poziomie decyduje nie tylko talent i jakość jednostek, ale przede wszystkim kompozycja, struktura i koordynacja całych lineupów.

    a, co zabawniejsze, znacznie większą stratą może być absencja takiego własnie do it all Iguodali, który zlepia grę, pracuje na drugim planie, wykonuje all that dirty little things, zachowuje się jak doskonały fachowiec który nie rzuca się w oczy, ale jest kluczowy dla całego mechanizmu, niż utrata jakiegos shootera a nawet scorera.

    scorerzy raczej zawiedli w tym meczu, rzucali przeciętnie w całokształcie, a w końcówce prawie tragicznie. gdyby jednego z nich nie było, ale za to był Iguodala, straty mogłyby być mniejsze, a zyski większe. Ofk, nie chodzi o gdybanie, ale o uzmysłowienie jakie koszta Warriors poniesli w tym meczu z okazji braku swojego zawodnika.

    game 5 będzie pasjonujący, wg mnie wydarzenia w tym meczu mogą być w dużej miezre zależne właśnie od tego, czy Dubs zagrają w swoim pełnym składzie. jeśli zagra Iguodala i będzie na boisku przez 30 minut – wezmę stronę Warriors.

    sądzę, że w game 5 potencjały energetycxzne się wyrównają, Rockets sporo z siebie wypocili w game 4, a Dubs muszą zresetować, bo porażka w tym meczu generalnie nie wchodzi w rachubę.

    korekty taktyczne są do zrobienia, head coach Kerr i jego gracze wiedzą, co mają do poprawy, gdzie byli gorsi, przede wszystkim agresywny atak. I lepsza kontrola gry.

    mam wrażenie, ze w wielu akcjach ofensywnych game 4, zwłaszcza w set plays, Dubs nie mieli recepty na atakujących już pierwszą piłkę Rockets. nie ma też co ukrywać, że backcourt Dubs to zawodnicy fenomenalni rzutowo, ale niezbyt eksplozywni, zarówno jak chodzi o zmianę kierunku w koźle jak i o wykanczanie blisko kosza.

    Rockets ich tutaj złapali, zarowno Klay Thompson jak i Stephen Curry wyglądali bardzo niepewnie próbując atakować kosz z idącymi do tych nabiegów, dwuktaktów i layupów Rockets.

    I robili to czysto : Klay i Stephen zagrali po 39 minut i wspólnie uzbierali zaledwie 2 osobiste.

    wg mnie, recepta polega na tym, zeby lepiej przygotowywać set plays i zdecydowanie bardziej postawić na grę zasłonami, a mniej na drybling z piłką. dryblingi obu obrońców nie są tak skuteczne w dochodzeniu do czystych pozycji jak chytre ścięcia bez piłki. Rockets są atletyczniejsi od nich, więc Dubs muszą być sprytniejsi, zeby robić swoje.

    @WTF69

    wg mnie, trzeba docenić robotę jaką w tym meczu wykonał James Harden. wg mnie, to był dobry mecz wjego wykonaniu.

    ofk, kto oczekiwał od niego scoringu w końcówce, ten mógł trochę się zawieśc, ale zwróć uwagę na to, ile Harden zabrał energii Warriors swoimi akcjami przez poprzednie 3 kwarty [i pół]. ile razy wchodził, angażował ich, zmuszał do szybkich reakcji, to wszystko odbija się dopiero później, keidy np nie zdązają do Chrisa Paula albo Erica Gordona. ktoś ich spowolnił, ktoś ich reakcje stępił zabierając zdrowie wcześniej, ktoś ich zmusił do gry na zmęczniu w finałowcyh minutach.

    I był to własnie Harden.

    widziałem jego meltdowns, podkreslałem je parę razy, ale tym razem naprawdę nie można mu nic zarzucić, to był dobry mecz w jego wykonaniu. ty, ja, my możemy tego nie docenić, ale sądzę, ze ogromnie doceniają jego pracę koledzy i trenerzy.

    m.in Kobe Bryant czy Allen Iverson byli częśto niedoceniani z powodu niecelnych rzutów, albo nadmiaru rzutów. nie każdy dostzregał, jak ogromnie ich praca ułatwiała życie kolegom, jak wypompowywała z energii rywali, jak ułatwiała grę partnerom.

    a tacy jak Harden, Bryant czy Iverson nie dają obronie wyboru, bo ofk kiedy mają FG % 0-8 można ich odpuścić, ale jesli trafią pierwszy rzut, a trafić mogą w każdej chwili, to później mogą zacząć seryjnie i nic ich już nie zatrzyma. więc tzreba ich kryć, pomimo spudłowanych rzutów. wydatkować na nich energię, cały czas czytać ich zachowania i reagowqac całym zespołem, to wiele kosztuje broniący team. Efekty takiej gry przychodzą zaś dopiero w końcówkach meczów, kiedy zmęczona ciągłą koncentracją na Hardenie, Bryancie czy Iversonie defensywa nie zdąza do jednego z ich kolegów, który wykonuje kluczową akcję/rzut. na tym polega klasa takich zawodników.

    @Triple Double

    nie zgadzam się, że Chris Paul cokolwiek „ratował” Hardenowi :]

    zgadzam się natomiast w pełni, że Chris Paul jest tym, czego Rox potrzebowali w Playoffs.

    Nie czuję, zebym Rockets nazywał ‚wesołą koszykówką”, ale owszem, zwracałem uwagę na to, ze jest to zespół, którego head coach nie robi korekt , nie przywiązuje nadmiernej uwagi do defensywy, a skupia się na agresywnej grze w ataku. sądze, ze to były uwagi ad.rem. w game 4 Rockets koniec końców rzucali 39 % z gry i 31 % zza łuku, więc średnio, ale za to na pewno zaprzeczyli swojej genetyce i zagrali dobrze w obronie, lepiej niż zazwyczaj.

    jesli zmienią się, w decydujących meczach zagrają jeszcze parę razy tak jak dziś, to przyjdzie zmienić zdanie. I wcale nie będzie to oznaczalo, że przed tym game 4 Rockets byli zespołem broniącym wybitnie :]

    defensywa Rockets nie była lepsza w tym sezonie, wg mnie. takze w Playoffs. chodzi zwłaszcza o FG% ich rywali, to on w istocie wyznacza poziom defensywy. jak nie umiesz zmniejszać procentu rywala, to co z ciebie za obrońca ? „:]

    game 4 wyszedł Rockets, ale też poczekajmy na game 5, jeśli znów uda im się wymusić na Dubs to, co minionej nocy, to trzeba będzie pisać o jakiejś zmianie na lepsze. Ale na razie : ten game 4 był dośc szczegolny.

    „wszystko w rekach Houston”

    a wg mnie, jesli wróci Iguodala, to poprawią się Warriors. boisko nie ma teraz aż takiego znaczenia. Rockets i Warriors to nie Boston, który z własnego parkietu – jak na razie – zrobił fortecę nie do zdobycia.

    własne boisko, to atut, ale i Dubs będą nieco inni, można się spodziewać. z tym, ze blowoutu raczej już w tej serii nie zobaczymy :]

    @Rockets Fan

    D’Antoni złożył optymalny defense-offense lineup, dzieki obniżeniu składu, performance Tuckera i możliwośći gry Gordonem razem z Hardenem i Paulem.

    wg mnie, bezsensownym zachowaniem byłoby psucie tego cennego znaleziska.

    @WTF 69

    jak to „kto ROTY” ?

    ofk, Ben Simmons :] and not even close.

    @Zeb

    zdecydowanie. Ruch piłki po stronie GSW zamarl, a wg mnie zabrakło też konsekwencji w skutecznym wyprowadzaniu graczy na dobre pozycje ruchem bez piłki.

    imo, Rockets ich zupełnie zaskoczyli swoją postawą w obronie, po tym blowoucie Dubs nie byli w pełni gotowi na taki scenariusz.

    @Whatever

    otóż to.

    na dodatek Dubs uparli się odpowiedzieć także z dystansu, zamiast przygotować 2-3 dobre sety i wpuścić kogoś pod kosz, wymusić kontakt, pójśc spokojnie na linię, zdemontować momentum jakie Rockeyts chwycili w grze obronnej.

    aż dziw, że mistrzowie nie zachowali zimnej krwi w takiej sytuacji, ale całkowicie zdali się na techniczne umiejętności nie poparte zupełnie analizą sytuacji, statystyką [robią je przecież cały czas na ławce i ich ludzie siedzą na trybunach przekazujac „obraz” trenerom]. zabrakło tzw. elastyczności taktycznej.

    to też są ludzie, jak się okazuje,. A już niektórzy chcieli widzieć w nich automaty :]

    @PG13

    game 1 – porażka Rockets.
    stan serii 0-1
    następne potencjalne 6 meczów : 3 u siebie – 3 na wyjeździe
    ergo : przewaga parkietu Houston już nie istnieje :]

    po game 4
    stan serii 2-2
    przewaga parkietu znów jest po stronie Houston, bo 2 z potencjalnych 3 meczów do rozegrania, Rockets mają u siebie

    wszystko zależy od warunków i okoliczności serii

    @matimce 13

    milo mi :]

    ale generalnie komentarze są w porządku, wg mnie :] od takich mniej zajętych meczami i Playoffs nie da się uciec, najlepiej je pomijać w ocenach

    (18)
  27. Array ( )
    Odpowiedz

    Mecz mega ciekawy ze zmienną dominacją
    Q1: 28-19 dla Golden State
    Q2: 34-18 dla Houston
    Q3: 34-17 dla Golden State
    Q4 : 25-12 dla Houston

    Paul genialny mecz, szkoda jedynie tego zmarnowanego osobistego w końcówce.
    Capela jakiś taki pogubiony, nie może złapać piłki.
    Nie zagrał Iguodala który świetnie bronił Paula i Hardena ale z drugiej strony nie zagrał Mbah a Moute który miał świetny sezon i po kontuzji jest totalnie bez formy a mógł być świetnym obrońcą na Duranta.

    (8)
  28. Array ( )
    Odpowiedz

    stefan to jeszcze w ataku pogra ale po drugiej stronie to porażka…a czymu żodyn czasu nie wziął,klej zagrał jak w u12

    (1)
  29. Array ( )
    Odpowiedz

    Glen Davis to zawsze było zero. Talent, ale bez właściwej mentalności. KG słusznie jechał go jak szmatę.

    (0)
  30. Array ( )
    Odpowiedz

    Green wy..bał SPRITEA 🙂 jak w dobrej reklamie z lat ’90 z Grantem Hillem :). Odtąd ta zagrywka nazywa się ” sprajtem” 😉

    (2)
  31. Array ( )
    Odpowiedz

    Go Rockets!! Co za mecz! Jak się tylko Tucker i Gordon odpalą to nie będzie GSW. I o to chodzi. Cavs-Rockets. Tak ma być.

    (-2)
  32. Array ( )
    Odpowiedz

    Z kolei w finale ciężej będzie Rockets przeciwko Cavs niż Wojownikom. Chętnie pooglądałbym panikę i grę izolacyjną w obozie mistrzów. I jak upada z kretesem cała ta „dynastia”. Jak na razie nie dokonali najtrudniejszego, nie utrzymali mistrzostwa. Wygrać to jedno ale utrzymać to drugie.

    (-2)

Gwiazdy Basketu