fbpx

Smutna historia Steve’a “Franchise” Francisa

25

Jako młody chłopak marzył o karierze koszykarza. Nic się dlań nie liczyło, był tylko Steve i koszykówka. Kolegów z podwórka ośmieszał, wkozłowując im piłkę między nogi albo ogrywając bez litości. W odwecie żaden nie podawał doń piłki. Przez długi czas bał się, że nie urośnie aż w końcu dobił do metra-dziewięćdziesiąt. Kariera stała przedeń otworem…

Gdy miał 18 lat na raka zmarła jego matka. Biologicznego ojca nigdy nie poznał. Od tamtego czasu wychowywała go babcia. W skutek tragedii na dwa lata zaprzestał gry w kosza choć tak po prawdzie wyrzucono go z drużyny szkolnej na skutek “niesubordynacji”. Opuszczał lekcje. Nauki na poziomie uczelnianym pobierał w trzech różnych ośrodkach. Po dwuletniej przerwie głód gry był w nim ogromny, zachwycał umiejętnościami oraz pasją. Jako podstawowy rzucający-obrońca uniwersytetu Maryland zaliczał 17 punktów, 5 asyst i 3 przechwyty na mecz. Do NBA trafił w 1999 roku wybrany z numerem drugim przez ówczesnych Vancouver Grizzlies. Nie w smak była mu jednak podróż do Kanady. Publicznie oświadczył, że nie zamierza dołączać do Grizzlies powołując się na odległość od domu rodzinnego, podatki, brak ofert reklamowych oraz wolę Bożą. Vancouver spełnili jego życzenie, przed rozpoczęciem sezonu został oddany do Houston Rockets. W transferze łącznie wzięło udział 11 zawodników.

Na boisku targały nim emocje, przewodził lidze pod względem ilości fauli technicznych, przepychał z rywalami, często też dawał prowokować. Równocześnie zachwycał: jako 191-centymetrowy obrońca potrafił w tłoku rzucić sobie alley-oop o tablicę, skończył akcję z faulem, nabrać rywala na sugestywny zwód. Coach Rudy Tomjanovich pozwalał mu grać zgodnie z umiejętnościami oraz instynktem, który w nim wrzał. W tamtym czasie nikt nie potrafił ustać na nogach przed dryblującym Francisem.

W trzecim sezonie gry zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Bywał zdezorientowany, miewał trudności z widzeniem, cierpiał na chroniczne migreny. Zdiagnozowano u niego niewłaściwe funkcjonowanie ucha środkowego. Częściowo stracił słuch. Mimo to nadal grał na wysokim poziomie, poziomie który zapewnił mu pierwszy w karierze występ w All-Star Game. W kolejnym sezonie do drużyny dołączył Yao Ming, niezbyt zgrabny na początku Chińczyk mimo wszystko skupiał na sobie uwagę rywali, co pozwoliło rozegrać Francisowi jego najlepszy sezon w karierze (średnie: 21 punktów, 6 zbiórek, 6 asyst).

czytaj dalej >>

1 2

Ostatnie Wpisy

25 comments

  1. Array ( )
    Zdjęcie profilowe lukostro
    Odpowiedz

    Na tym ostatnim zdjęciu wygląda jak jakiś strasznie schorowany człowiek, prawie że starzec, a do tej pory pamiętam jak potrafił zachwycać. No i udział w tym legendarnym konkursie wsadów z bodajże 2000 roku. Szkoda chłopaka. W artykule zabrakło wzmianki, że ostatnimi czasy tułał się jeszcze nieco po chinach i podobnych egzotycznych ligach.

    (3)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe tomtom
    Odpowiedz

    strasznie szkoda chłopa … na zdjęciu i w linku wrzuconym przez Byczkenza wygląda jakby postarzał się o 25 lat nagle. Oby te problemy z dragami to były tylko jakieś ploty.

    (0)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe szuszek1able
    Odpowiedz

    Rzeczywiście smutna historia. Wszystkie problemy zaczęły się od zmiany trenera. Tomjanovich może będzie zapamiętany głównie z klapy na Igrzyskach 98′, ale wspierał styl gry Steve’a jak mało kto. Szkoda, bo miał naprawdę świetne papiery na mega-gwiazdę…

    (3)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BLC
    Odpowiedz

    szkoda Steve’a, mam nadzieję, że sobie chłopak poukłada wszystko. tak to jest, zachwycamy się ich talentem i wydaje się nam, że to goście z kosmosu, że ziemskie problemy ich nie dotyczą, a przecież to ludzie z krwi kości. Historia tej ligi naznaczona jest wieloma smutnymi historiami, chociażby tragiczna śmierć Malika Sealy czy Bobby Phillsa, opisana tu historia Francisa, zapomniany już przez kibiców Leon Smith, etatowy pacjent psychiatryka czy chociażby mniej tragiczne przypadki Delonte Westa czy Chrisa Andersena. Problemy z prawem/dragami to fajny temat na art, może pojawi się kiedyś coś takiego na gwiazdach?:) lista bohaterów długa:)

    (0)
  5. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    jeden z moich ulubionych zawodników, oprócz Iversona, Williamsa, Steve był niesamowity po obejrzeniu kilku jego meczów wróżyłem mu kariere ala MJ miał zadatki robił wszystko mógł zbliżyć sie do średnie tripel double, ogrywał Kobego jak dziecko potrafił rzucać z 3/4 boiska. Tak jak w tym artykule zdrowie go spowolniło i narkotyki, nprawde dzieki za artykuł bo nigdy tak do końca nie wiedziałem co stało sie ze jego kariera tak sie załamła. To co @byczkenz pokazał w linku mnie przeraziło

    (1)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe parada2802
    Odpowiedz

    Graczy tego pokroju w nba juz nie bedzie, a przynajmniej takich na poziomie gwiazd, chodzi mi o polaczenie umiejetnosci, stylu, charakteru… Zauwazyliscie, ze dzis gracze tacy jak Marbury, Francis, Iverson nie robią juz kariery? Ostatnim ze starej gwardii powiązanej z gangami itp jest Carmelo. Beasley mimo ogromnego potencjalu nie moze sie rozwinac, ten czas przeminal. Z jednej strony lepiej, dzieci maja lepszy przykład, lecz z drugiej… Czy wlasnie tacy gracze z małolata nie inspirowali nas najbardziej? Ehh… 🙂

    (3)
  7. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe lukasztorun
    Odpowiedz

    W okresie z Houston jeden z moich ulubionych graczy. Później było coraz gorzej, a to co pokazał w Nowym Jorku to już była porażka. Szkoda, że nie wykorzystał swojej szansy bo grać w NBA ma okazję stosunkowo niewielu.

    (1)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe julius
    Odpowiedz

    @szuszek1able – Tomjanovich pamietany głownie z klapy na igrzyskach ????Rozumeim,że wspaniała kariera zawodnicza i 2 tytuły jako trenera Rockets w latach 1994 – 95 się nie liczą…Ech,ta niedokształcona młodzież…

    (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Szczęściem wielkich gwiazd pokroju MJ lub Kobe było to ze nie spotykały ich ciężkie kontuzje, a tu skończyło sie to fatalnie i doszły do tego narkotyki kur*a.. szkoda gościa

    (0)
  10. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe luki29
    Odpowiedz

    możliwe że przez te problemy ze zdrowiem nie spał po nocach i kariera się zawaliła, kondycja itp.
    albo rozpił się = roztył, tego też nie wykluczam

    @parada2802 – bez przesady, są tacy zawodnicy jak Francis, chociażby Russell Westbrook, i będą też następni, Marbury niezastąpiony? hmmm a D-Rose? Wade? Rondo? Paul? Już pewnie nie raz chodzili ciemną doliną po bułki do sklepu z samego rana, gangsterską ulicą ma się rozumieć 🙂

    (-1)
  11. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Leemack
    Odpowiedz

    Steve “Franchise”… niesamowicie sugestywne zwody, czasami wyglądało to tak jakby łamał kostki samą mimiką. Do tego winda (wsad tyłem z SDC 2000), bloki o tablicę, zbiórki i niezły przegląd pola. Gdyby nie problemy z psychą i drugami to byłby drugi Oscar Robertson, mało było tak wszechstronnych PG. Jeden z ulubieńców tamtego okresu. Filmik wklejony przez Byczkenz nie pozostawia złudzeń, trudno go będzie odratować.

    (2)
  12. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    ilość komentarzy tutaj pokazuje jak mało kibiców go pamięta lub go znało, a prawda jest taka że to był zawodni bardzo przypominający Rosa, a może i lepszy był to jeden z nielicznych zawodników, który sobie radził z każdym obrońcom nie zależnie kto go krył

    (1)

Gwiazdy Basketu