fbpx

The punch: cios, który zmienił NBA

13
the punch NBA

Dziewiąty grudnia 1977 roku, hala Great Western Forum. Lakers podejmują Houston Rockets, właśnie rozpoczęła się druga połowa. Mecz toczy się w spokojnej atmosferze, komentatorzy żartują nawet, że czuć już zapach Świąt Bożego Narodzenia. Nagle sielanka się kończy. Center gości Kevin Kunnert biegnie do kontrataku, ale za spodenki łapie go czołowy twardziel NBA, skrzydłowy Lakers Kermit Washington. Zdenerwowany Kunnert w odpowiedzi wymierza Washingtonowi kilka ciosów, wywiązuje się bijatyka, w której bierze udział także Kareem Abdul-Jabbar.

Kermit nie pozostaje dłużny, jest w swoim żywiole. Bierze potężny zamach, ale zamiast trafić centra Houston, uderza z całym impetem prosto w twarz nadbiegającego Rudy’ego Tomjanovicha, który chciał rozdzielić walczących. Na twarzy Tomjanovicha od razu pojawia się krew, a skrzydłowy Rockets pada na parkiet.

Zapomnijcie o wszystkich łokciach, jakie podczas swojej kariery zawodniczej Karl Malone sprzedał swoim przeciwnikom (w tym ten sławny wymierzony Isiah Thomasowi). Uderzenie, jakie Washigton zafundował Rudy’emu, lekarze porównali do wypadnięcia przez okno samochodu, gdy ten jedzie z prędkością 100 kilometrów na godzinę.

On może tego nie przeżyć

W momencie gdy Tomjanovich padał na parkiet, nie czuł nic i nic nie widział, a gdy ocknął się parę minut później w gabinecie lekarskim poczuł, że ma złamany nos. Jak relacjonują świadkowie był bardzo zły, ponieważ nie siedziały mu rzuty i zdawał sobie sprawę, że już nie wróci tego wieczoru na parkiet.

Uczucie złości stopniowo zaczęło przeradzać się w paniczny strach, kiedy zdał sobie sprawę, że to coś więcej niż nos. Lekarze i personel medyczny zaczęli nerwowo krzątać się wokół niego, a w drodze do szpitala ktoś powiedział mu w przypływie paniki, że może nie przeżyć. Diagnoza była druzgocąca: pęknięta czaszka, złamana szczęka i nos, liczne urazy twarzy, a także… wyciek płynu mózgowego. Jeden z lekarzy, który zajmował się wtedy Tomjanovichem, wspomina:

On przeżył cudem. Widziałem ludzi z lżejszymi urazami, którzy umierali. Łatanie Rudy’ego przypominało sklejanie rozbitej skorupki z jajka taśmą izolacyjną.

Kermit Washington tłumaczył po fakcie:

Zobaczyłem kątem oka, że ktoś na mnie biegnie, więc się zamachnąłem. To był straszliwy błąd.

Mleko się jednak rozlało. Chwila nierozwagi, która złamała kariery obu zawodników, a jednego z nich niemal kosztowała życie. Skupimy się jednak głównie nie na ofierze tamtego zajścia, a właśnie na agresorze. Wielu z Was wie, że Rudy T. był graczem formatu All-Star, a później genialnym trenerem. Za to dla przeciętnego fana NBA Washington jest postacią anonimową.

rudyt

Ghetto Kid

Hollywood nie wymyśliłoby gorszego potwora od tego, co zobaczyliście wtedy… Widziałem w tamtej scenie coś ze mnie, ale to nie byłem ja.

W taki sposób mówił o feralnym zdarzeniu Washington, doskonale rozumiejąc swój błąd. NBA była w szoku, ale Kermit nie do końca. Od dziecka widywał takie sceny, wychował się przecież w slumsach Waszyngtonu, w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic w mieście. Jego życie, zanim trafił na studia, to była kompletna ruina.

To, czego doświadczył ten chłopak, spokojnie starczyłoby na scenariusz oskarowego filmu, którego finałem byłby moment, gdy Kermit trafia do NBA. Żaden “Rocky” czy inny “Wielki Mike” z Sandrą Bullock, prawdziwy dramat to życie Kermita. Gdy miał trzy lata, jego matka, która cierpiała na chorobę dwubiegunową, przeżyła załamanie nerwowe i przez następne pięć lat musiał razem z bratem mieszkać u prababci. Dodajmy, że starsza pani miała już wówczas… 85 lat. Następnie chłopcy przeprowadzili się do ojca, który traktował ich skrajnie surowo, jakby nie byli jego dziećmi.

Niedługo później umarły biologiczna matka i babcia Kermita. Razem z bratem krótko przebywali u ojca, szwędając po domach krewnych i znajomych. Szybko wpadli w nerwicę, byli wycofani. Kiedy ojciec ponownie wziął ślub, bracia znów zamieszkali u niego, ale było jeszcze gorzej. Zaraz po ukończeniu szkoły średniej wyprowadzili się z domu. Brat, który otrzymał stypendium futbolowe, w końcu nie wytrzymał. Popełnił samobójstwo.

Człowiek paradoks

Sam Kermit Washington miał zawsze dwa oblicza. Jako człowiek od dziecka był i nadal jest bardzo wrażliwy, ale stał się niestety produktem nieciekawej dzielnicy i patologicznej rodziny. Od dziecka pozbawiony miłości, musiał wychowywać się wśród podobnych sobie. W kosza zaczął grać tylko po to, by dostać stypendium i iść na studia. By wreszcie móc uciec ze swojej dzielnicy, byle dalej od ojca i macochy. Kiedy przyjmowano go na uczelnię, jego trener mówił, że “jest inspirujący i nie spotkał nigdy wcześniej człowieka, który tak bardzo by czegoś chciał”. Więcej – Washington nie tylko skończył studia,ale jest też dyplomowanym psychologiem!

Ci, którzy znają go prywatnie mówią o nim, że to człowiek paradoks. Prywatnie łagodny, do tego lubiany i szanowany, ale na boisku zmieniał się w diabła. Parkiet traktował jak własną dzielnicę, gdzie musiał o wszystko walczyć. Stał się specjalistą od brudnej roboty, znakomicie uzupełniał się przez jakiś czas z Abdul-Jabbarem. Kareem siekał “skyhooki” i skupiał się na ataku, a Kermit walczył w obronie i na deskach. Kochał starcia. Podczas meczu z Buffalo Washington… w pojedynkę bił się z całą drużyną rywali.

Miał także kilka ciekawych nawyków, wynikających z jego dzieciństwa. Trenerzy i koledzy z drużyny podkreślali, że nigdy nie stał i nie siadał do nikogo tyłem. Na stołówce nie zasiadł do jedzenia, póki nie znalazł miejsca, gdzie nie było nikogo za jego plecami. Zostało mu to z getta, musiał zawsze być czujny. Czuł się także bardzo pokrzywdzony przez los, parę lat po uderzeniu Rudy’ego mówił w jednym z wywiadów:

Bardzo cierpiałem jako mały chłopiec. Ciągle powtarzano mi, że jestem beznadziejny. Dlatego zawsze miałem pragnienie, by pokazać światu, że taki nie jestem. Ludzie do dzisiaj patrzą na mnie tylko przez pryzmat tamtej bójki, ale mam to gdzieś. Chcę być po prostu dobrym człowiekiem.

Stworzył potwora

Kiedy trafił do college’u i zaczął robić karierę, jego trener nie mógł wyjść z podziwu:

Jestem w prawdziwym szoku. On nie był nawet starterem w szkole średniej, a tu nagle dwa lata później jest drugim najlepszym zbierającym w kraju za Artisem Gilmorem. Czeka go piękna kariera w NBA.

Nie było jednak tak różowo. Kiedy Lakers wybrali go w drafcie 1973 roku, na początku był tylko zmiennikiem na pozycji centra. Kiedy wydawało się, że uznany zostanie za niewypał, na horyzoncie pojawił się trener Pete Newell. Ten legendarny szkoleniowiec, który w tamtym czasie był menedżerem Lakers, wziął go pod swoje skrzydła i zaczął z nim trenować. Zasugerował zmianę pozycji i przesunięcie Kermita na “czwórkę”. Stworzył potwora.

Nagle okazało się, że Washington to materiał na All-Star Game, a także maszynka do obrony i zbiórek. Z dnia na dzień chłopak z getta stał się czołowym walczakiem parkietów. Wszystko posypało się jednak tamtej feralnej nocy w grudniu 1977 roku.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

13 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    I pomyslcie sb ze taki Kliczko bije z prawie dwukrotnie wieksza sila… Przecietny czlowiek jak by dostal taki cios to by odszedl na miejscu.

    (16)
    • Array ( )

      Kliczko? wyobrażasz sobie uderzenie od takiego Brona, albo Pekovicia?
      Nie wspominając już o takich tuzach jak Malone, Shaq albo Ben Wallace.

      (-22)
    • Array ( )

      Tak. Kliczko. Popatrz sobie na bitkę Mourninga z L.Johnsonem, wyglądali jak baby machające łapami. Bokser uderza mocno i precyzyjnie, angażując w to całe ciało. Koszykarze mogą być silni, ale tu liczy się też technika.

      (30)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Tłumaczenie Washingtona kretyńskie: “zobaczyłem kątem oka, że ktoś biegnie”- z materiału widać, że patrzy się dość długo na podbiegającego Tomjanovicha i z premedytacją wyprowadza cios. Po prostu chciał bójki i tyle, bo cała sytuacja już zmierzała do uspokojenia, to musiał oczywiście podkręcić atmosferę. A potem udaje “ja nie chciałem…”

    (6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    A dałoby radę zrobić jakiś art o Dr J? Niestety nie mogłem znaleźć całej jego autobiografii w Pl i czytałem tylko recenzje i fragmenty i samo to wydało mi się mega interesujące, plus słowa Shaqa ze to młody Julius był najlepszy ever, fajnie by było o nim poczytać

    (3)

Gwiazdy Basketu