centered image

Utah Jazz: nic nie poradzę, jestem fanem!

30

Pamiętam jak dziś, gdy poświęciłem jeden z numerów Bravo Sport by wykonać zadanie na angielski o ulubionym sportowcu. Wyciąłem wszystkie jego zdjęcia i wkleiłem je starannie do zeszytu. W bibliotecznym słowniku sprawdziłem nawet jak po angielsku będzie „dostarczyć przesyłkę”. Listonosz Karl, o którym pisałem w drugiej klasie, zakończył karierę bez pierścienia. Afrokolektyw w swoim kawałku przedstawił go jako obsesyjnie trenującego terminatora w kurtce z koca, który jednak w ostatniej zwrotce został zapisany na „korespondencyjny kurs klęski”. No cóż, obecnych Utah Jazz czas najwyższy z niego wypisać…

Mecz czwarty przeciwko Oklahomie (wygrany przez Utah 113:96) oglądali z trybun John Stockton i Jerry Sloan. Gdy kamera uchwyciła ich podczas przerwy, uśmiechniętych i zrelaksowanych, muszę przyznać, że zakręciła mi się w oku łezka. Z obecnej melodii granej przez Jazz obaj panowie, utożsamiani z ciężką pracą i dyscypliną, mogą być dumni. I nawet jeśli Westbrook zje tysiąc kotletów i przyprowadzi tysiąc atletów, by wygrać 4:3, to z tegorocznej batalii w playoffs doskonale zapamiętam ich skład. Także zawodników nie pierwszo-, nie drugo-, a trzecio-planowych.

Joe Ingles: Slow Mo Joe

Statystyki tegorocznych playoffs: 14.6 punków 2.8 zbiórek 2.8 asyst 46% za trzy.

Zawsze lubiłem faceta, ba, nawet chciałem poświęcić mu osobny artykuł. Zaparzyłem kawę, wyłączyłem telefon i zacząłem zgłębiać historię życia Inglesa, pisaną przez amerykańskie portale. Szukałem oczywiście ciekawostek, trudnego dzieciństwa, przezwyciężania trudności, dziwnego hobby, happy endów i tego typu składników dobrej opowieści znanych nam z filmów Disneya. I nic nie znalazłem.

Joe nie tylko wygląda jak twój ulubiony sąsiad z klatki schodowej, on mógłby nim być. Na twitterze pisze, że nie ma lepszego zajęcia niż bycie w domu i usypianie bliźniaków. O żonie, która zakończyła piętnastoletnią karierę siatkarską, by przyjechać wraz z dziećmi do Stanów zawsze wypowiada się z miłością i szacunkiem. W wolnym czasie lubi odpalić grilla, na którego zaprasza kolegów, którzy uważają go za poczciwego wesołka (Exum), czterdziestoletniego farmera (Gobert), czy po prostu staruszka (Mitchell).

Wszyscy zgodnie twierdzą, że jest najzabawniejszy w paczce i nadają mu ksywkę Slow Mo Joe. Z drugiej strony, gdy agresywny brodacz pojawi się z pretensjami na waszym towarzyskim spotkaniu, Ingles przegoni go z powrotem do Oklahomy. W robocie również same sukcesy: szef chwali go, daje premie za sumienność i zaangażowanie. Obecność Inglesa w pracy poprawia wyniki całego zespołu. Jest jednak pewien szczegół, który wyklucza Wasze sąsiedztwo –> Joe gra w NBA. Z sukcesami.

Filantrop

Ingles to często niedoceniany obrońca, posiada świetną miarę zza łuku (44%!) potrafi rozrzucić piłkę (4.8 asysty) i powalczyć o zbiórkę (4.2) Jego fanem stałem się jednak z zupełnie innych, pozaboiskowych powodów. Tuż po złożeniu podpisu pod 52-milionowym kontraktem udzielił wywiadu dla lokalnej prasy w Utah, w którym powiedział:

Zamierzam wiele zrobić dla dzieci zagrożonych wykluczeniem społecznym i ich rodzin. Zrozumcie, nie potrzebuję tyle pieniędzy. Nikt na świecie ich tyle nie potrzebuje.

Jak powiedział, tak zrobił: jego działalność charytatywna zasięgiem obejmuje nie tylko stan Utah, ale i jego rodzinną Australię. Największym fanem Inglesa jest siedmioletni Landon, który, kiedy tylko może wybiera się z tatą do Vivint Smart Home Arena. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chłopak cierpi od urodzenia na Aniridię – brak tęczówki powodujący znaczne rozmazanie obrazu i z dalszych rzędów prawie nie widzi boiska, a co dopiero piłki.

Zespół Jazz w ramach akcji PR-owej przekazał chłopcu specjalne okulary poprawiające jakość widzenia… na jeden mecz. Joe stwierdził, że tak być nie może i z własnej kieszeni dokonał zakupu gogli. Landon życzy Inglesowi by co mecz rzucał 50 trójek. Na razie w całym sezonie Joe trafił 204 rzuty z dalekiego dystansu co i tak jest znakomitym wynikiem.

Jae Crowder: Bosman

Statystyki tegorocznych playoffs: 10.2 punktów 4.2 zbiórek 2 asysty 2.2 przechwytów

Gdyby postawić obok siebie panów Joe i Jae to ciężko znaleźć jakiekolwiek podobieństwo. Para jak z głupich komedii. Crowder to potężnie zbudowany gość, z burzą dredów i wyrazem twarzy, który skłania do przejścia na drugą stronę ulicy. Pewności siebie mu nie brakuje, jak trzeba to rzuci piętnaście punktów w czasie jednej kwarty, czy poszarpie się z gwiazdorem przeciwników. Jego najlepszy kumpel z uczelnianych czasów to Jimmy Butler, z którym również potrafi się pokłócić dla dobra obecnej drużyny. W czasie starcia Wolves z Jazz mocno sfaulowany został Rubio, więc Crowder, jak to ma w zwyczaju, znalazł się w centrum zamieszania i wykrzyczał co ma do powiedzenia w twarz Toma Thibodeau . Po meczu dyskusja przeniosła się na twittera, na którym Buttler napisał: „Jae, łapy precz od mojego trenera.” W odpowiedzi przeczytał „masz mój numer i znacz mój adres. Reszta może być historią…”

Widać Jae lubi otaczać się ludźmi o mocnych charakterach. Wybranką jego serca i matką ukochanej córeczki jest pani Dana Lambert, licealna dziewczyna Derricka Rose’a znana i z tego, że została aresztowana za oplucie kobiety w Staples Center.

Typ niepokorny

Ze swoim uczelnianym trenerem kłócił się tak długo, aż ten zagroził mu zwieszeniem i wyrzuceniem z zespołu. Crowder uważa, że był to punkt zwrotny w jego karierze, przemyślał, że będąc tak daleko, nie może już zawieść swojej rodziny, a szczególnie taty. Wrócił do treningów, na których od tego czasu zachowywał się niczym „idealny, modelowy zawodnik” jak wspomina coach Adams.

No właśnie, najważniejszą osobą dla Crowdera jest jego ojciec, były gracz, który większość kariery spędził w Europie zaliczając również dwa epizody w Spurs i Jazz. Panowie dzwonią do siebie przed i po każdym meczu. Wyobraźcie sobie szatnię w Oklahomie po spotkaniu numer pięć w tegorocznych play-offs. Wściekły Crowder, nabuzowany jeszcze niedawną batalią rzuca koszulkę i chwyta za telefon. Po kilku sygnałach słyszy głos ojca:

Synu, jestem z ciebie dumny, grałeś twardo. Kocham cię.

Ponoć w podobnym tonie utrzymane są wszystkie ich pomeczowe pogawędki. Biorąc pod uwagę zażyłość tej relacji świetny prezent przygotowali Jae pracownicy Jazz, gdy ten grał jeszcze w barwach Bostonu. Czyszcząc klubowe magazyny, po dwudziestu latach, odnaleźli treningowe trampki z podpisem jego ojca. Transferowa karuzela, z przystankiem w Cleveland rzuciła Crowdera do Utah właśnie, gdzie ponownie odnalazł właściwy mu rytm. W pierwszym pomeczowym wywiadzie udzielanym w koszulce Jazz powiedział:

Kocham grać w systemie. Bycie tutaj sprawia mi wiele radości.

Tym samym pokrótce nakreślił dwa największe mankamenty Cavs: brak systemu i chemii w szatni. Tata Crowder w wywiadach podkreśla, że ma nadzieję, iż syn zostanie w Utah do końca kariery, a klub w jego osobie zyska twardość i intensywność niezbędne do zdobycia mistrzostwa.

W synu widzę przede wszystkim wojownika. Mogłem nauczyć go jak rzucać, jak kozłować, ale bycia fighterem nie da się nauczyć. Albo to się ma, albo nie [Corey Crowder]

Jonas Jerebko: Renegate

Statystyki tegorocznych playoffs: 2 punkty 1.6 zbiórek… i właściwie to tyle atrakcji

I cóż, że ze Szwecji, można powiedzieć w przypadku pana Jerebko. Wakacje spędzone u dziadka w Stanach i opowieści ojca, byłego gracza Syracuse, wypaczyły światopogląd młodego Jonasa. Zamiast śmigać po lodowisku z kijem od hokeja, ten ćwiczył do upadłego, powtarzając zagrania Karla Malone’a. Zarówno na boisku jak i w komputerowej grze. Oba dziecięce zainteresowania przeniósł do dorosłego życia. Koszykarska droga do Utah wiodła go ze Szwecji przez Włochy, Detroit i Boston. Z kolei komputerowe hobby zaowocowało założeniem grupy Detroit Renegates, zrzeszającej profesjonalnych graczy w Counter- Strike’a.

To gra zespołowa, potrzeba w niej wiele odporności psychicznej i treningu. Nasza drużyna ma zajęcia z psychologiem, wszystko jest profesjonalne. I musi takie być, skoro chcemy zostać najlepsi na świecie [Jonas Jerebko]

Sporą odporność psychiczną, a może i zajęcia z psychologiem powinna mieć żona zawodnika, Johanna Jerebko, gdyż ich rodzinna posiadłość mieści się zaledwie pięć minut drogi od „domu gier”, w którym mieszkają i trenują Renegaci. Panowie po udanych turniejach wpadają w odwiedziny na grilla i partyjkę w kosza.

Raul Neto: Raulzinho

Statystyki tegorocznych playoffs: 0 punktów 0 asyst 0.7 zbiórki – ładne cyfry trzeba przyznać.

Był taki czas, kiedy Ricky Rubio tańczył z wilkami, Dante Exum zerwał ACL a Trey Burke delikatnie mówiąc nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Wtedy na scenie pojawił się ściągnięty z Hiszpanii Raul Togni Neto. Z kiepskim angielskim i równie marnym rzutem zaskakująco dobrze odnalazł się w pierwszej piątce dołujących wówczas Jazz.

Na debiutancki mecz nie chciała wpuścić go ochrona nie wierząc, że jest przyszłym graczem NBA. Neto długo przyzwyczajał się do swojej nowej roli, gdy zobaczył na hali Johna Stocktona grzecznie ustawił się w kolejce fanów i poprosił swojego słynnego poprzednika o autograf. Kolejny wziął dla ojca, wielkiego fana gry legendy Jazz, który katował syna taśmami z zagraniami Stocktona. Być może gdyby nie pasja ojca, Neto poszedłby w stronę brazylijskiej świętości – piłki nożnej, którą trenował do trzynastego roku życia.

Po podpisaniu przez syna pierwszego kontraktu z Utah, Raul senior poprosił go o wykupienie League Passa i każdy mecz analizował po dwa, trzy razy dzwoniąc nad ranem z pretensjami – graj pewniej, co to za podanie, nie bój się podejmować decyzji – krzyczał. Wtórował mu Rudy Gobert, który po pierwszym treningu stwierdził: „Ten facet nie jest w stanie rzucić ani jednego kosza” Po latach wspólnej gry panowie zaprzyjaźnili się i Francuz towarzyszył Neto podczas jego koszykarskich campów dla dzieci w Rio de Janeiro. Jak widać w przedstawionych na początku akapitu cyfrach, statystykami nie powala, ale nadal trzyma się miejsca w rotacji tuż nad ostatnim w niej, synem swojego idola, Davidem Stocktonem.

Nie tylko gracze

Nie bójcie się, wiem, że sukces Jazz w serii z OKC spoczywa głównie na szerokich barkach Goberta, a mecze rozgrywają się w okraszonej fantazyjnym kucykiem głowie Ricky’ego Rubio. Trzecim bohaterem z pewnością nie jest Jerebko ani Neto, ale… fani zgromadzeni na każdym meczu w liczbie prawie 20 tysięcy. Gdy Donovan Mitchell, kolejny z autorów sukcesów Jazz, miał udzielać pomeczowego wywiadu po wygranej w czwartym meczu, musiał czekać ponad minutę by ustała owacja zgotowana przez kibiców na jego cześć.

Także gdyby nie trener o diabolicznym nieco obliczu, melodia Jazzmanów mogłaby w tym sezonie brzmieć zupełnie inaczej, ale QuiNn Snyder i jego historia zdecydowanie zasługują na osobny artykuł. Jakie są Wasze typy na dzisiejszy wieczór?

[Grzegorz Szklarczuk]

Ostatnie Wpisy

30 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Z jednej strony Ingles, który nie potrzebuje tyle pieniędzy, z drugiej homogenizowany żółw, który potrzebuje dużo pieniędzy, bo nowe ciuchy na każdy dzień same się nie kupią. Założę się, ze Joe ma, jak każdy z nas, ulubione buty. Założę się tez, ze Westbrook takich butów nie ma. Jak można polubić jedna pare jeśli w ciągu jednego roku nosi się 400+ par? Zakładam ze jakoś tak, bo przed meczem, na meczu, po meczu, po domu, przed domem, wczoraj, jutro, dzisiaj, do wanny, na kibel. A dajcie spokój. Wreszcie jeden milioner powiedział to co wszyscy wiedza, ze nikt tyle pieniędzy nie potrzebuje. Mój typ na dzisiaj to jazz zamykający serie z tymi pokrakami z OKLAHOMA SHITTY THUNDER.

    (64)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie doceniana, bez gwiazd, bez mistrzostwa za to dzielnie walcząca na silnym wschodzie i z przyszłą gwiazdą, no i w końcu doceniana ta Utah Jazz, mam nadzieje że kiedyś zobaczę ja oblewają się szampanem na koniec majowego sezonu.

    (13)
    • Array ( )

      No może i by się chciało, ale ja bym nie kasował wszystkich. Na razie zdecydowanie czas na zmianę warty na wschodzie, bo Cavs ewidentnie nie są ani wzorem, ani drużyną godną podziwu, ani nie są dobrzy.
      Za to Warriors uważam, że wciąż zasługują bo kontynuować dominację w lidze. Jazz i Philly to pretendenci do przejęcia tronu, ale jeszcze bez podpalania, na to trzeba popracować dłużej – jak Warriors.
      Bo to właśnie tam zachodzi prawdziwy, długi proces, o którym sami nawet nie muszą mówić jak Sixers tłumacząc tankowanie.
      Ja tam bardzo doceniam, że można obecnie obserwować taki team jak Warriors, tylko chyba trochę już za bardzo są przyzwyczailiście do tego jak bardzo dobrą są, nawet nie drużyną, a organizacją. Jesteście zbyt lekkimi kibicami, żeby kasować takie potęgi „bo wam się znudziło” i chcecie nowego, a nie dlatego, że ktoś jest naprawdę dobry 🙂

      (0)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Od kiedy listonosz biegał w Utah nienawidziłem jazz, teraz podpisuje się pod tym obydwiema rękami – jazz to naprawdę fajna melodia (w końcu) !!

    (8)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Wiem że nie ten temat, ale gdyby tak bardziej ufano Gortat owi w P&R Marcin mógłby co mecz zdobywac po 17-19 punktow . Robi rewelacyjne zasłony po czym często jest wolny. Mało piłek mu odgrywają, ale z drugiej strony Gorti sam sobie jest winien potrafi zostać zablokowany, albo łatwego kosza nie trafić co powinien trafić byc może to jest powodem, że mu nie podają. Trudno powiedziec. Ja jak grałem i byłem rozgrywającym to marzyłbym o takim zawodniku i posyłal bym mu jak najwięcej piłek. Pamiętam jak to już nie raz pi Salem i to podtrzymuje. Gorti zamiast celebrowac powie nienawidzę poswiecic jeden sezon na poprawę rzutu każdego od osobistego poprzez pol dystans i 3. Sam mówił, że to nic nie zmieni bo już zostanie zawodnikiem od zasłon, ale zdecydowanie by mu to poprawiło statystyki, a i częściej by mu ufano.

    (1)
    • Array ( )

      Nie możesz ufać komuś, kto nie trafia rzutów. Gortatowi nie tylko trzeba zaufać, ale tez wykreować cała sytuacje, żeby mógł zaliczyć wsad. Marcina trzeba karmić łyżeczką 😀

      (4)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Kamyk86
    Odpowiedz

    Szacunek za Waszą pracę! A teraz tak swoją, oglądam Wizards vs Raptors. Mega wkurzające jest obrażanie Gortata (przede wszystkim za nieodgwizdywane nielegalne zasłony – fakt niestety), ale co zwróciło moją uwagę – Marcin przez dwie pierwsze karty nieobecny psychicznie, przechodził obok meczu. Koniec przygody z NBA bliski niestety, ale szacunek za to, że na przyzwoitym poziomie potrafił grać.

    (-1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Westbrook jest niepoważny.
    Który trener z autorytetem pozwoliłby na taką grę i odpalanie trójek z tak niewygodnych pozycji?

    (2)
    • Array ( )

      On jeszcze pokaże, że stać go na wiecej niż triple double. A w tym meczu? Zrobił swoje, widział, że drużyna nic nie gra to odpalił beast mode i starał się zrobić jak najwięcej, w taki sposób prawie wygrał. A George niech zostanie, a gruba świnia niech wraca do denver.

      (-1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Beka z Wielmoznego. BEKA!

    „PANOWIE, O CO CHODZI, TO PIERWSZY SEZON OKC W TYM SKŁADZIE”

    To ja ci powiem. Pierwszy i OSTATNI.

    „GWIAZDY SIĘ DOGADAJĄ”. Chyba tutaj😊

    Teraz możesz śmiało odszczekać cały sezon. A czekaj…. dopasujesz zaraz rzeczywistość do „swoich” faktów😍

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Westbrook 43 rzuty oddane… Skutecznośc 41%. Chłop myślał, że po jednym wygranym na hurra meczu uda mu się w pojedynkę mecz wygrać. Zero pomyślunku.
    Do tego zapowiadany „zbawca” od przyszłego sezonu L.A. Lakers Paul George rzucający na skuteczności 12%. Magic chyba pójdzie po rozum do głowy i jednak Georga nie weźmie. Bo PG rzucać się od Lonzo Bonzo nie nauczy.
    W końcu udany mecz Stevena Adamsa ale dwóch „rzucających cegłami” zabralo caly zespol na rybki.

    Ciekawie się zapowiada Houston-Jazz.

    Cleveland – jak się na nich patrzy to oczy bolą. Jedynie Lebron jakoś to trzyma do kupy. Myslę że Cle jednak awansuje do semis, bo Indiana nie powtórzy w obcej hali meczu z 50% skutecznością za trzy (kolejny mecz konia Oladipo). Kolejny raz Victor pokazał, że jest lepszą opcją niż George. Chce się chłopaka oglądać. Bo jak dla mnie PG13 jest bez wyrazu. Wydaje mu się , że jest mega gwiazdą, a cegli z dystansu. Kubeł zimnej głowy i można zapomnieć o max kontrakcie.
    Jeśli Cavs awansują to w zderzeniu z Toronto urwą może 1-2 mecze. Niestety ale jak już pisałem K. Love się kończy. Kolejny mecz jest cieniem samego siebie. Do tego Clarckson z kontraktem 11mln baksów cegli z dystanu. Nie miał chyba ani jednego dobrego meczu w tej serii.
    To nie jest skład nawet na finały Wschodu. Widać polityka kadrowa Cavs jest lekko mówiąc słaba. Przewiduję kolejny exodus Króla po sezonie.
    Toronto pokazało klasę w końcówce game 6 na wyjeździe.

    (1)

Gwiazdy Basketu