fbpx

Zdradziecki przekręt: historia turnieju olimpijskiego w Monachium

41

Ciekawe ile będzie komentarzy pod tym artykułem… siedem? Osiem? Nieważne. Znów muszę schować moją pismacką próżność do kieszeni i machnąć ręką na lajki i reakcje. Bo niektóre historie po prostu zasługują na to, żeby być opowiadane.

Mówi się, że piłka nożna to taki sport, w który grają wszyscy, ale wygrywają Niemcy. To powiedzenie znane jest nie tylko w kraju nad Wisłą i nic dziwnego, bo przez lata sukcesów piłkarze spod znaku Czarnego Orła taką markę sobie wyrobili. Z koszykarzami jest dokładnie odwrotnie. Na tym polu wielkich sukcesów brak.

Oglądałem ostatnio super wywiad z Wojciechem Michałowiczem w Polski Kosz TV. Pan Wojciech, wśród licznych anegdot, wspominał pewne spotkanie z kolegą po fachu, Frankiem Buschmannem, który po drugiej stronie Odry zasłynął jako zawodnik i komentator koszykarski. Podczas rozmowy padły takie słowa:

Wiesz co, ja robię piłkę nożną, bo w Niemczech to jest sport nr 1. A koszykówka to jest nisza, mimo że fajne miejsca i hale wypełnione po brzegi, ale to jest nie to…

Los chciał, że rozmiłowanym w piłce nożnej Niemcom, przyszło stać się pewnego razu areną największej koszykarskiej batalii ówczesnego świata. I choć nie byli w niej stroną, to pełnili zaszczytną rolę gospodarza. Świat na zawsze zapamiętał tamte Igrzyska. Chociaż niestety nie z takich powodów, z jakich można by sobie tego życzyć.

#Monachium 1972

W roku 1972 przyszło Niemcom gościć uczestników Letnich Igrzysk Olimpijskich. Był środek zimnej wojny, dokładnie dziesięć lat po kubańskim kryzysie rakietowym, który nieomal pchnął cały świat w otchłań nuklearnej zagłady. Lata 70’te były co prawda okresem odprężenia w zimnowojennej rywalizacji, nie znaczy to jednak, że nie występowały tarcia i napięcia między stronami konfliktu. Były, jak najbardziej, i przenosiły się na rywalizację sportową.

Gdy w turnieju olimpijskim, na koszykarskim boisku naprzeciwko siebie stanęły reprezentacje USA i ZSRR, świat na moment wstrzymał oddech. Po pierwsze, ze względów politycznych, po drugie, ze sportowych. Wszak były to dwie najznamienitsze reprezentacje świata.

Stany, według ówczesnych zasad nie mogły posyłać na Igrzyska zawodników z NBA, toteż co 4 lata Team USA brał na pokład najlepszych graczy uniwersyteckich z całej NCAA. Sowieci, jak to sowieci, próbowali trochę obejść zasady. Swoich zawodników wcielali do zakładów pracy lub do armii, przez co rekrutowali ich jako amatorów, mimo iż byli profesjonalistami pierwszej wody. Taka taktyka przynosiła efekty. Nie tylko zwyciężyli Rosjanie z USA dwa lata wcześniej, na World University Games, ale też wyszli obronną ręką z ośmiu z dziewięciu spotkań rozgrywanych w USA. Miało to miejsce podczas tournee reprezentacji olimpijskiej, na przetarcie przed IO w Monachium.

Bij mistrza

Mimo wszystko, faworytami byli zawodnicy Team USA. Być może dlatego, że obowiązywała zasada “bij mistrza!” Potęga ZSRR była przytłaczająca, tak biurokratycznie, jak i fizycznie, nadto marzyło im się zdobycie 50 medali na 50-lecie komunizmu. Łapówki, szantaże, machlojki, groźby… prócz przygotowania sportowego, były to instrumenty, mające zapewnić powodzenie planu.

Warto nadmienić, że mijało właśnie 36 lat od Igrzysk w Berlinie, w 1936, kiedy to koszykówka zadebiutowała na tej imprezie. Hasłem przewodnim imprezy w Monachium było “Die Heiteren Spiele”, czyli “Radosne Zawody”. Celem rządu Republiki Federalnej Niemiec było pokazanie kraju nowoczesnego i z nadzieją patrzącego na przyszłe pokolenia. Taka narracja nie dziwi, bo historia, zwłaszcza najnowsza, to wciąż był drażliwy temat.

Wracając do kwestii Rosjan, naprawdę robili dużo, żeby pomóc swoim, interweniując u władz lokalnych, organizatorów, dostawców itp., starając się by ich reprezentację traktować priorytetowo. Na najwyższym szczeblu nawet niewielkie szczegóły, jak pokój, czas oczekiwania na różne formalności, dostępność obiektów treningowych… wszystko ma znaczenie i nad takimi rzeczami Sowieci usiłowali mieć pieczę.

Władysław Komar

W tym miejscu pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję, bo nie sposób nie wspomnieć Władysława Komara, który na tamtych IO reprezentował Polskę w pchnięciu kulą.

Komar zdobył złoty medal, burząc trwający od 1948 roku “złoty monopol” Amerykanów w tej dyscyplinie. Wspominam go jednak przede wszystkim ze względu na anegdotę, jaką przeczytałem w biografii Władysława Kozakiewicza “Nie mówcie mi jak mam żyć”. Cytuję:

Komar na igrzyskach najpierw wygrał z przeciwnikami wojnę psychologiczną. Organizatorzy przygotowali na treningi dwa rodzaje kul. Normalne, czarne, ważące 7 kilogramów oraz białe, lżejsze o 2 kilo. Komar kupił w sklepie sprej i przemalował białą kulę na czarno. I na treningu ku przerażeniu rywali ze 25 razy “pobił” rekord świata. W konkursie olimpijskim w pierwszej próbie pchnął 21,18 i przez 2 godziny czekał, patrząc jak rywale bezskutecznie atakują ten rezultat.

Jak widać, nie tylko Rosjanie umieli dobrze kombinować.

#Czarny Wrzesień

Niestety, wszelkie machlojki ZSRR bledną wobec czynu, jakiego dopuścili się terroryści z Aylul al Aswad. Piątego września ośmiu członków tejże organizacji wtargnęło na teren olimpijskiego kampusu i pojmało 11 osób z ekipy Izraela. Do wydarzeń tych odnosi się film Monachium z 2005.

Dwóch Izraelczyków zginęło stawiając opór, reszta śmierć poniosła na lotnisku Fürstenfeldbruck, gdzie zastrzelono też pięciu terrorystów.

#Show must go on

Igrzysk nie przerwano, choć był i taki scenariusz. A dokładnie 4 dni po masakrze miał miejsce mecz o złoto między ZSRR a USA. Wobec politycznej rywalizacji obu mocarstw, sprawie towarzyszyło wiele podtekstów. Każdy chciał udowodnić swoją wyższość. Warto wspomnieć, że na krótko przed imprezą Bill Walton wycofał się z gry w reprezentacji.

Sowieci rozpoczęli mecz bardzo dobrze, obejmując prowadzenie od początku spotkania. Trener USA, Hank Iba, źle obmyślił taktykę, nie wykorzystując w pełni potencjału swojej ekipy i pozwalając, by oświadczony rywal narzucił swoją grę. Dopiero w końcówce Amerykanie objęli prowadzenie. Na 30 sekund przed końcem wciąż przegrywali jednym punktem, ale ostro faulowany Doug Collins, po wyrżnięciu w konstrukcję kosza, dał radę trafić oba wolne. Koledzy obawiali się, czy po brutalnym upadku trener nie powinien wyznaczyć kogoś innego do tego zadania, ale Iba stwierdził:

“Jeśli Doug może chodzić, ma rzucać wolne”

Obolały 21-latek stanął i na linii wolnych, i na wysokości zadania. Dał swoim jednopunktowe prowadzenie na 3 sekundy przed końcem. Gdy wykonywał drugi rzut, Rosjanie próbowali wziąć czas. W takim momencie jest to niemożliwe, więc nie został im on przyznany. Grę wznowiono i zanim Sowietom udało się w końcu wziąć czas, upłynęły 2 sekundy. Ich “prośba” o czas była na pograniczu faulu technicznego, ponieważ przedstawiciele drużyny opuścili ławkę rezerwowych. Czas przyznano, cofając jednocześnie zegar o te dwie sekundy, które zdążyły upłynąć od wznowienia gry po wolnych.

Gdy stolik sędziowski dokonywał korekty zegarów (mojego mechanika by mogli wziąć, to by im cofnął od razu, nawet do pierwszej kwarty, hehe), jeden z arbitrów, nie słysząc instrukcji, nakazał wznowienie gry. Rosjanie rozpoczęli i po sekundzie wybrzmiała syrena. Amerykanie zaczęli fetować wygraną 49-50.

Trwało dłuższą chwilę, nim oczyszczono boisko z osób postronnych i wytłumaczono każdemu zawodnikowi z osobna, że jeszcze gramy. Wybici z rytmu Amerykanie nie dokonali korekty w składzie, mogli wprowadzić wyższych defensorów. Znajdujący się na parkiecie 211-centymetrowy Tom McMillen miał utrudniać wprowadzenie piłki do gry z linii końcowej. Speszył się, bo arbiter cały czas pokazywał mu, że ma się odsunąć. Nie chcąc zarobić technicznego, cofnął się zbyt daleko, a wtedy sędzia podał piłkę Ivanowi Edeszce, zawodnikowi ZSRR. Ten zagrał “hail Mary” do Aleksandra Biełowa, pod sam drugi kosz. Biełow, kryty przez niższych od siebie obrońców, zdołał odebrać podanie, spaść na ziemię i powtórnie wyskoczyć, wrzucając piłkę do kosza. I było po meczu. Teraz już na dobre.

Zdradziecki przekręt

Amerykanie złożyli dwa formalne protesty, z samego rana. Ostatni z nich został odrzucony stosunkiem głosów 3-2, przy sprzeciwie 3 przedstawicieli z Bloku Wschodniego. Amerykanie zdecydowali, że nie przyjmą srebrnego medalu.

Jedynym z nas, który zgodziłby się na przyjęcie srebra był Tom McMillen, ale spuścilibyśmy mu łomot. To było nasze kolektywne “NIE” z jednym fałszywym, ale mniejsza o to. Zmusiliśmy go do odmowy […] gdzieś tam w Rosji jest gość, który nosi mój złoty medal. Gdy go spotkam, odbiorę mu go [Tom Henderson]

Kenneth Davis, inny zawodnik tamtej drużyny, we własnym testamencie zobowiązał spadkobierców, by nigdy nie przyjęli srebrnego medalu IO w Monachium. Co ciekawe, dokument, jaki złożono, by oprotestować decyzję sędziów wciąż znajduje się w Muzeum Olimpijskim.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

41 comments

    • Array ( )

      Szkoda tylko, że ten film opowiada o “wielkim zwycięstwie” a nie wielkim przekręcie 😀

      (4)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Panowie nigdy nie komentuję żadnego postu na tej stronie, choć czytam wszystkie. Tym razem jednak to zrobię żeby nie było Wam smutno.
    Miłego!

    (17)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy macie jakiś licznik wyświetleń artykułu? To że komentarzy jest mało nie znaczy że tylko tyle osób czyta. Ja np czytam wszystko od jakiś 3 lat ale komentuje bardzo rzadko. Może najwyższy czas to zmienić. Tak czy siak, jak zwykle świetny tekst BLC. Nie przestawaj pisać. Pozdrawiam

    (22)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo milo sie czytalo.A historii nie znalem.A pisze bo ladnie mnie autor tekstu przekonal.Zwykle czytam i nie odpisuje:)pozdrawiam i milego wekendu

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Z mojej strony podobnie jak pewnie u większości. Czytam wszystkie Wasze wpisy od deski do deski, natomiast ostatni komentarz popełniłem kilka lat temu (czytam Was regularnie od 2012r.). Na pewno takich osób jest dużo więcej. Także głowa do góry Szanowna Redakcjo, poniekąd na Waszą prośbę uaktywniam się na nowo 🙂 Pozdro GWBA!

    (7)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Komar kiedyś z kolegami w trakcie rekrutacji ma AWF ustawił przed uczelnią fałszywą komisję rekrutacyjną. Brali dziewczyny które szły ma egzamin i zadawali pytania typu “czy dziewica?”.

    (4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł jest ciekawy jednak narracja jest nie do końca fair. Dlaczego? Otóż w całym tym artykule jak i w samym tytule jest założenie, że negatywnie oceniamy ZSRR- zdradziecki od Związek… Radzieckich. Rozumiem historię i niechęć do Związku Radzieckiego, jednak dlaczego mamy być po stronie USA? Gdzie tu jest przekręt? Z tym, że cofnięto czas o 2 sek? Przecież w całej tej akcji amerykanie dali zrobić się jak dzieci nie kryjąc zawodnika wbiegającego pod kosz i dali łatwo zdobyć 2 pkt… co jak co ale wg. nie przegrali na własne życzenie poprzez błąd taktyczny w obronie. I żeby była jasność nie sympatyzuję z ZSRR chociaż są koszykarze, którzy zdobywając złoty medal dla ZSRR mają miejsce w moim sercu (Sabonis i Marciulonis 1988 rok Seul). Uważam, że to nie fair wobez ZSRR, że tak oceniamy tą sytuację. Przypuszcza, że gdyby ta sytuacja byłaby odwrotna tzn. USA przegrywa 1 pkt, bierze czas i wygrywa złoto mielibyśmy legendarną końcówkę itd…. Sorry sam artykuł z założenia nastawia negatywnie czytelnika tym bardziej wg. mnie powinien być bezstronny ponieważ dotyczy 1972 roku gdzie większość z czytelników tego portalu nie było na świecie…

    (12)
    • Array ( )

      Ta..

      Podstawowa rzecz, to że w USA grali amatorzy, a nie wbrew zasadom jak w ZSRR profesjonaliści, którzy jeszcze byli wciągani do kadry z okupowanych krajów. Przekręt zaczął się już przed pierwszym spotkaniem na IO.

      Poza tym, USA, to Ci dobrzy i fajni, a ZSRR to Ci źli – mordujący i oszukujący.
      Narracja, która tutaj została przyjęta nie jest subiektywną opinią autora, ale historią, którą ZSRR napisało samo sobie.

      (3)
    • Array ( )

      @Anonim.

      Podstawowa rzecz jest taka, że w ZSRR nie istniało coś takiego, jak sport zawodowy. Ci, którzy uprawiali sport za pieniądze (w uproszczeniu), byli wykluczani z poważnych imprez. Profesjonalne uprawianie sportu było niezgodne z socjalistycznym duchem i tyle. Opowieści, jakoby to ZSRR przemycał zawodowych sportowców jest bzdurą.

      “USA, to Ci dobrzy i fajni, a ZSRR to Ci źli”

      Ty tak na poważnie, czy trollujesz? Jeśli to pierwsze – to współczuję wypranego przez propagandę mózgu. Jakbym miał wybrać, co jest gorsze, USA, czy ZSRR, tobym miał naprawdę gruby problem. Ty jak widać go nie masz…

      (2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    A ja tam dumny jestem z Komara i jakoś tak średnio go przypomina.

    Wiecie co mnie najbardziej szokuje? Czas… rok 1972 wydaje się odległy pewnie dla młodych czytelników, a dla starszych niekoniecznie, jednak od czasu zakończenia drugiej wojny światowej do roku 72 to już nie taki odległy czas i pomyślmy… ten skrawek czasu temu jedni ludzie postanowili, że inni nie będą istnieć. Nie chodziło tutaj o seryjnego mordercę, czy o jakiś kataklizm, w którym zginęło trzydzieści osób tylko o likwidację całej nacji, albo ludzkości to się w głowie nie mieści. Ja wiem, ze nie wszyscy ludzie tacy byli, ale większość pewnej grupy godziła się na to i tym bardziej dziwi mnie np widok jak cała AAC oklaskuje Dirka Nowitzkiego. Czuje po prostu zdziwienie , zwykle ludzkie zdziwienie… to mniej więcej tak jakby jeden człowiek zrobił drugiemu krzywdę i na za chwile go obejmował

    (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie rozumiem na czym polegało to oszustwo? Nie jest to wyjaśnione w artykule. Na tym, że wygrał ZSRR a nie USA? Bo Ruscy źli a Amerykanie dobrzy? Szatany Zjednoczone są dużo bardziej zbrodniczym krajem niż był Związek Radziecki i Rosja razem wzięte. Ludzie, otwórzcie oczy!

    (2)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BLC
    Odpowiedz

    Dziekuje bardzo za duzy odzew, to jest najlepsza motywacja do pracy!
    @Stojko Vrankovic: piszac ten artykul, przegladajac migawki z meczu, mialem przed oczyma ostatni mecz Polski z Chinczykami na FIBA World Cup I te wszystkie joby, ktore posylalem w strone telewizora w koncowce. Mysle, ze tu bylo podobnie nerwowo, a nawet bardziej, bo scena wieksza. Fakt,ze Amerykanie popelnili blad w obronie, ale pamietaj, ze w tym meczu wybrzmiala juz koncowa syrena, oni zaczeli swietowac, a tu trzeba nagle wejsc w mecz ponownie. 21-letni amatorzy w finale olimpijskim, dziwi Cie,ze nie wytrzymali presji? W koncu pekli, ale cala sytuacja, od przygotowan, grania zawodowcami, przez zamieszanie z zegarem po wiekszosc w komitecie apelacyjnym… nie umiem ocenic tego pozytywnie bo to przeciw wszyatkiemu, co kocham w sporcie. Wiec tekst faktycznie, sprzyja USA. Na szczescie materialow jest z tego wydarzenia tyle, ze kazdy moze sobie wyrobic woasne zdanie i przyjac odpowiadajaca narracje. Pozdrawiam serdecznie!

    (8)
    • Array ( )

      BLC- rozumiem, że bardzo emocjonalnie podchodzisz do tego meczu. Pamiętam w szkole średniej jak nauczyciel WF Pan Marek Kotulski (były trener AZS Olsztyn) człowiek zawiązany z siatkówką (za moich czasów szkole średniej prowadził takich zawodników jak Łukasz Kadziewicz, Wojtek Grzyb) opowiedział mi historię tego meczu. Pamiętam to jak dziś nawet nazwisko Biełow utkwiło mi w pamięci. I muszę Cię zapewnić wtedy byłem przekonany, że USA zostało oszukane i ten złoty medal należy się im… zawsze jak o tym słyszałem to miałem w głowie jak to USA przegrało przez decyzję sędziowską-połowa lat 90- bez internetów, Basket, Magic Basketball, telegazeta i Przegląd Sportowy to cała wiedza o koszykówce i NBA.

      Dziś po raz kolejny obejrzałem powtórkę tej akcji, no nic zdanie mam nadal to samo, błąd w obronie, dziecinny błąd… pozostają 3 sek, ZSRR wznawia pod własnym koszem co mogą zrobić? albo próbować podania przez całe boisko co uczynili albo rzutu z daleka… USA przegrało na własne życzenia podobnie jak Chiny z Polską gdzie ewidentnie były decyzje pod gospodarzy…. jeżeli mam podać przykład ewidentnego zdradzieckiego 😉 meczu to Francja -Litwa i braku zaliczenia punktów po rzucie osobistym Valenciunosa.

      pozdrawiam

      p.s czytam Twoje artykuły i uważam, że jest to kawał dobrej dziennikarskiej roboty, nie przejmuj się moim komentarzem stary jestem 😉 i marudny – kiedyś to było…. wychowany na koszykówce lat 90

      (5)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    To mój pierwszy komentarz tutaj, choć czytam Was od paru lat. Bardzo dobrze napisana historia, tak nam daleka, a mimo to czytana z refleksją i zadumą, tak jakby człowiek był w tym ’72. Nie znałem tej historii, dzięki za nią.

    (2)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Piekny artykul. Fajnie ze przypomniales o tej historii. A co do samego meczu… Miedzy innymi dzieki takim historiom i takim zwrotom akcji tak kochamy basket;) Juz pomijam kto wygral;)

    (0)

Gwiazdy Basketu