fbpx

Znamy tegorocznych finalistów turnieju NCAA

11

Mówiłem Wam już, że warto oglądać uczelnianą koszykówkę? Mówi Wam coś określenie March Madness, czyli po naszemu “marcowe szaleństwo”? Cóż, miesiąc marzec skończył się kilka dni temu, tym samym końca dobiegł akademicki turniej koszykarskiej ligi NCAA, a na placu boju pozostały cztery ekipy. Cztery najlepsze zespoły uczelniane na terenie Stanów Zjednoczonych. Po wczorajszych półfinałach Final Four, do tego najważniejszego meczu awansowali: Kentucky Wildcats oraz UConn Huskies.

Niech żałuje ten, kto nie widział, co działo się wczoraj na parkiecie. Obie ekipy zaprezentowały porywający basket i o ile obecność Kentucky w finale nie dziwi, bo to przecież uczelnia z tradycjami sportowymi, o tyle drobną niespodziankę sprawili akademicy z Connecticut pokonując faworyzowanych Florida Gators, którzy nie przegrali meczu od… 2 grudnia. A wiecie, z kim chłopaki z Florydy przegrali tamten mecz?

Z UConn Huskies.

I niech mi ktoś powie, że uniwersytecka koszykówka nie potrafi zaskoczyć. A może to karma? Mniejsza o to, bo dalej mam dla Was jeszcze kilka ciekawych informacji, zanim przejdziemy do krótkich relacji meczowych i przewidywań w stosunku do finału.

# Busted Brackets

Być może znacie tradycję YahooSports, która przed samym turniejem zachęca kibiców do wypełniania całego drzewka turniejowego. W ten sposób przygotowywane jest zestawienie, kto trafił, a kto nie. W tym roku również było ciekawie, bo okazuje się, że turniej zniszczył najwięcej drzewek rankingowych od 1985 roku, kiedy liga uniwersytecka poszerzyła się do 64 drużyn. Przypadek?

Do redakcji wysłano kilka milionów wypełnionych drzewek i tylko 486 z nich miało w finałowej rubryce poprawnie wytypowane drużyny. W finale mamy drużyny z odpowiednio ósmego i siódmego miejsca po sezonie zasadniczym. Od pamiętnego 1985 roku, nie zdarzyło się jeszcze, by w finale nie występował ktoś z miejsc: pierwszego, drugiego bądź trzeciego.

Nieco ponad 66 tysięcy ludzi wytypowało, że Wildcats dojdą do finału. To zaledwie 1,4% wszystkich zgłoszeń. Tylko 14 tysiące osób stawiało na UConn, co daje nam 0.3% wszystkich zgłoszeń. Czapki z głów dla tych, którzy finał przewidzieli bezbłędnie.

# Aaron Harrison

Poznajcie tego przemiłego chłopaka (#2 na zdjęciu), bo coś mi podpowiada, że jest to gość, o którym jeszcze usłyszymy. Grający na pozycji SG pierwszoroczniak jest bohaterem w swojej ekipie, ba, żeby nie powiedzieć, że w całym stanie Kentucky. Jeśli ktoś z Was śledzi turniej, to wie, że podczas meczu z Michigan, to właśnie Harrison wpakował decydującą trójkę z lewej strony boiska i zapewnił swojej uczelni awans do finałowej czwórki.

Wydawać by się mogło, że swoje już zrobił. Nic bardziej mylnego. Wczoraj zrobił to samo.

Podczas sobotniego spotkania z Wisconsin, Aaron Harrison znów dostał piłkę w końcówce wyrównanego spotkania. Znów dryblował w to samo miejsce na boisku i znów wcisnął epicką trójkę, na wagę finału NCAA. No zimna krew płynie w żyłach tego chłopaczka, a projekt jego pomnika na uniwersyteckim campusie jest już podobno w drodze (żart).

A żeby Wam unaocznić jak wielki szacunek ma w gronie kolegów, to pozwolę sobie zacytować Dakari Johnsona, kumpla z drużyny, który po wspomnianym meczu z Michigan mówił tak:

Szczerze? Ten gość ma tak wielkie jaja, że nie może teraz chodzić prosto!

1

A oto, co miał do powiedzenia teraz:

Stary, one rosną. One ciągle rosną!

1

Przepraszam wszystkich zniesmaczonych, ale musiałem. Jeśli chodzi o sam mecz, to mieliśmy wszystko: kluczowe rzuty wolne, inspirujący “run” w drugiej połowie spotkania (15-0) w wykonaniu Wildcats. Gracze Wisconsin jednak ani przez chwilę nie dawali za wygraną, choć zostali pokonani na deskach (27:32) oraz rzucali z nieco gorszą skutecznością z pola (45/50%). Swoje oczywiście dorzucił Julius Randle , niewątpliwie jedna z gwiazd i całkiem solidny prospekt w kwestii tegorocznego draftu NBA.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

11 comments

Gwiazdy Basketu