fbpx

AK-47: jak Andrei Kirilenko rządził w NBA

34

Szukając materiałów do tekstu o Andreju Kirilenko natrafiłem na pewien cytat, który w ciekawy sposób opisywał życie rosyjskiego koszykarza: “Najdziwniejszy skur**** na świecie”. Oczywiście cytat ten to przesada, ale mimo wszystko mówi to dużo o popularnym AK-47. Kirilenko był jak kolorowy ptak, który swoją grą oraz przygodami dodawał kolorytu tej lidze. Przypatrzmy się zatem grze oraz losom Andreja Kirilenko – koszykarza, który potrafił sprzedać Kobe Bryantowi cztery bloki w jednym meczu.

No Andrej, dawaj!

Masha Lopatova Kirilenko, jak wskazuje nazwisko, to żona Andreja. Dawniej śpiewała, podobno całkiem nieźle, skoro jeden z jej przebojów był na pierwszym miejscu list przebojów w Rosji, a o niej samej pisali jako o “rosyjskiej Gwen Stefani”. Obecnie jest wziętą bizneswoman i założyła w Nowym Jorku sieć firm konsultingowych o nazwie “Fashion IQ”. Życiowe credo Mashy było i jest niezwykle proste:

To co zakazane, jest zawsze najbardziej pożądane. Sportowcy, przeważnie mężczyźni, łatwo ulegają pokusom (…) To jak z pizzą i z dziećmi. Kiedy zabraniasz im jej jeść, to właśnie jej domagają się najbardziej!

Ok, ale jaki ma to związek z Andrejem? Otóż Masha, świadoma pokus świata NBA, kiedy wiązała się z Kirilenko zaoferowała mu pewien układ – Andrej raz do roku może… ją zdradzić z inną kobietą. Tylko raz do roku, ale bez żadnych romansów i afer: “Sportowcy to niezwykle łakomy kąsek dla kobiet. One gonią za nimi, ciężko jest się oprzeć. A jeśli jestem tego świadoma i mu pozwolę, to nie zdrada”.

Masha dodaje, że klauzula ta nie jest dwustronna, a sama jest wierna mężowi. Nie wiadomo czy Andrej skorzystał kiedykolwiek z danej mu dyspensy, sam mówił o tym tak: “Oczywiście, że mnie to zaskoczyło! Nie planuje niczego, no ale powiedziała mi: “Jeśli masz ochotę, zrób to!”. Koledzy z Utah Jazz podobno strasznie zazdrościli Rosjaninowi takiego układu, a wiadomo jak jest w NBA – tłumy fanek koczujące pod hotelami.

Jak oceniać taki układ? Dziwny? Na pewno. Patrząc jednak na losy i poczynania gwiazd NBA, może i racjonalny? Nie nam to oceniać. Jedno jest pewne – Masha musi albo bardzo kochać Andreja, albo jego… Sami dopiszcie sobie co tam chcecie.

World of Warcraft

Kirilenko długo opierał się modzie na tatuaże. Media w USA śmiały się, że nie musi szokować niczym poza parkietem, starczą jego fryzury w stylu na Piasta Kolodzieja oraz wzrok jak u Rasputina. Andrei mówił, że nie lubi tatuaży po czym poszedł do salonu i… wytatuował sobie całe plecy. Odważnie jak na pierwszy raz, prawda? Sam fakt wydziarania sobie pleców to nic takiego, dziwi za to sama koncepcja tatuażu. AK-47 poszedł na całość i zażyczył sobie wizerunek Paladyna na smoku, czyli… postać jaką grał w “World of Warcraft”.

Andrej tak bardzo kochał grę ze stajni firmy Blizzard (która wyprodukowała m.in. kultowe “Diablo”, ktoś pamięta ?), że kiedyś przyznał nawet w wywiadzie:

Kiedy grałem w CSKA Moskwa (sezon 2011/12) i mieliśmy w tygodniu dwa dni wolnego, potrafiłem grać nawet 36 godzin z rzędu… Robiłem jedynie pauzy na zamawiane jedzenie i toaletę.

To nie koniec. Kiedyś w jednym z podcastów Channing Frye opowiadał, że on i Tim Duncan kochali razem grać w “WOW”, spotykając się wirtualnie w tej samej gildii i grając do 3-4 nad ranem. Frye i Tim mówili o tej grze jako o “life killerze”, tłumaczenie wydaje się zbędne. Stopień ich uzależnienia nie był jednak podobno aż tak wielki, jak u Kirilenko. Channing Frye wspominał, że Andrej posiadał bardzo wiele postaci na maksymalnym poziomie, wartych razem z ekwipunkiem po kilkadziesiąt tysięcy dolarów każda.  Wspomina Frye:

Stary, trzecia nad ranem. Wiedziałem, że w jutrzejszym meczu nie zagram, to mogłem sobie pozwolić by posiedzieć dłużej przed kompem. Gram, powoli chce mi się spać, aż tu nagle zasuwa coś przez cały ekran. Poznałem, to postać Andreja Kirilenko. Wysłałem mu wiadomość: “A Ty co, nie grasz jutro?”. AK-47 odpisał od razu: “No jasne, że gram”.

Podobno Andrej nadal pyka w “World of Warcraft” i inne gry online , ale tatuaż szybko mu się znudził i bardzo długo go usuwał. Cóż, szkoda tylko pleców. Usuwanie trwało bardzo długo i było ponoć bolesne… Ok, ale jakim był graczem?

5-5-5-5-5

Co oznaczają owe cyfry? To oczywiście po pięć punktów, zbiórek, asyst, bloków i przechwytów czyli coś, co udało się osiągnąć w meczu jedynie dwóm graczom w NBA: Hakeemowi Olajuwonowi (dziewięć razy) oraz właśnie Kirilenko (trzy takie mecze). Andrej to jeden z najwszechstronniejszych koszykarzy, jacy pojawili się w NBA w ostatnich dwudziestu latach. Demon w obronie, skuteczny w ataku. W pierwszych latach kariery przy wzroście 206 centymetrów ważył ledwie 99 kilo, fruwał jak latawiec. Zwłaszcza do bloków. Aby uzmysłowić Wam jak cennym był graczem, warto przytoczyć jego statystyki z sezonu 2003/2004, kiedy to jedyny raz w swojej karierze zagrał w All Star Game: 16.5 pkt na mecz, dodatkowo osiem zbiórek, trzy asysty, prawie trzy bloki oraz dwa przechwyty na mecz. Imponujące, nieprawdaż?

Andrej urodził się w 1981 roku w Iżewsku, w Rosji, a dokładniej w Związku Radzieckim. W kosza zaczął grać na początku lat 90-tych, dosięgnął go…

Radziecki system wychowywania mistrzów sportu

W ZSRR nie grałeś w kosza, ponieważ chciałeś “być jak Mike”, albo marzyłeś by wyrwać się z getta. Grałeś, bo byłeś wysoki i chudy i trener skierował Cię do danej sekcji. Tak wychowywało się tam sportowców”. Kirilenko od dziecka był wysoki i skoczny, zatem jego droga życiowa była oczywista. Jak wspominał jeden z trenerów: był taki sam jak reszta tamtych dzieci – “blady i chudy, wyróżniały go jedynie bardzo niebieskie oczy.

ZSRR przestał istnieć pod koniec roku 1991, ale kariera Kirilenko dopiero się zaczynała. W 1997 roku stał się najmłodszym w historii gracze Russian Super League, nie mając nawet skończonych 16 lat. Rok później grał już w CSKA, w Meczu Gwiazd rosyjskiej ligi, wygrał nawet konkurs wsadów. Był jednym z tych cudownych europejskich dzieci, na widok których ślinili się skauci i trenerzy z USA. Kiedy Andrej miał 18 lat, wybrano go w Drafcie NBA z numerem 24. finalnie przybył do Ameryki dwa lata później, w wieku 20 lat.

Od początku robił furorę. Wszystkim imponował jego zasięg rąk (“jak u centra mierzącego grubo ponad siedem stóp”), szybkość i eksplozywność w grze. Stąd właśnie wziął się jego pseudonim – AK-47. Nie chodziło tylko o inicjały Rosjanina oraz numer, z którym grał na koszulce (47). Andrej był właśnie jak “Kałasznikow” – niezawodny, szybki oraz niezwykle efektywny. Nie będziemy przytaczać wszystkich jego statystyk oraz sezonów, to można sobie zgooglować. Zajmiemy się za to czymś zupełnie innym.

Zmarnowany potencjał

Kirilenko był boiskowym potworem, ale mimo wszystko źle wykorzystanym. Jego najlepsze lata przypadły na okres 2001-2006, kiedy Jerry Sloan ustawiał go na niskim skrzydle. Do dzisiaj eksperci twierdzą, że było to najgłupsze, co można był zrobić. Andrej powinien był grać na “czwórce”, gdzie jeszcze lepiej wykorzystywałby swoją szybkość, zasięg i wyskok. A tak Sloan kazał mu grać na “trójce”, parując go razem z power forwardami i centrami pokroju Boozera czy Okura. Zacytujmy amerykańskie media:

Kirilenko trafił na złego trenera, nie na zły okres. To nie jedna z tych historii, kiedy dany gracz urodził się za wcześnie. To po prostu Sloan był trenerem starej daty. Nie dostrzegał, że NBA się zmienia.

Sam Andrei powiedział kiedyś o Sloanie następująco: “To nie tak, że on jest złym człowiekiem i ja go nie lubię. On po prostu jest ze starszego pokolenia. Zawsze będzie traktował nas jak dzieci”. Masha Kirilenko w tym samym wywiadzie dodała: “Sloan przecież pamięta czasy swojego Chevy z roku 65…”.

AK-47 trafił na czasy kiedy w NBA zaczęto dostrzegać nietypowe rozwiązania, których ewolucję oglądamy dzisiaj, patrząc na Draymonda Greena jako centra czy Giannisa jako point forwarda. Dla Sloana Kirilenko jako Power Forward to była jednak totalna aberracja i nie mieściła się w jego trenerskim światopoglądzie – Jerry musiał mieć na “czwórce” klasycznego kloca pokroju Karla Malone’a, czyli Carlosa Boozera.

Lepsza wersja Kawhi, z gorszą fryzurą

O Andreju pisano jakiś czas temu, w nieco humorystyczny sposób: “Jako “czwórka” byłby idealny, terroryzowałby wszystkie relikty (innych power forwardów) grające w stylu lat 90-tych (…) Przekładając na dzisiejsze realia: Byłby lepszą wersją Kawhi Leonarda, tyle, że z gorszą fryzurą. Większy Paul George”.

Przesadzone opinie? To już pozostawiam Wam, ale coś w tym jest. Paradoksalnie musimy jednak obronić nieco Jerry’ego Sloana. Największy “sukces” Kirilenko w ekipie Jazz przypadł na sezon, który był najgorszym w jego karierze – 2006/2007. Jazz zagrali w Finałach Konferencji, ale Andrej w sezonie rzucał ledwie osiem punktów na mecz (w porównaniu sezon wcześniej aż 15), będąc cieniem samego siebie. Prasa pisała, że duet Boozer i Okur to “najnudniejsza dwójka, jaka wprowadziła swój zespół do Finałów Konferencji”.

AK-47 cierpiał grając u ich boku. Po sezonie 2006/2007 był tak rozgoryczony, że w lecie poprosił o rozwiązanie umowy, chciał wrócić do Rosji. Ostatecznie został i w barwach Jazz grał 10 lat, do roku 2011. Później przez rok grał w CSKA, następnie wrócił do NBA, gdzie zaliczył po jednym sezonie w Minnesocie i na Brooklynie. Karierę zakończył grając ponownie dla CSKA, w roku 2015. W NBA nigdy niczego nie wygrał, co innego w kadrze Rosji. Z narodową reprezentacją wygrał Eurobasket w roku 2007 oraz zdobył brąz na olimpiadzie w Londynie, w roku 2012.

To ile wziąłeś pod stołem, Andrej?

Z przeprowadzką na Brooklyn wiąże się za to inna, ciekawa historia. Zanim Kirilenko przyjechał na Brooklyn, zarabiał 10 milionów za sezon. Jakimś cudem jednak Michaił Prochorow, właściciel Nets oraz rodak Andreja, przekonał go by zgodził się na obniżkę swoich zarobków aż o siedem milionów tak, by klub nie zwiększył swojego i tak już wielkiego podatku od luksusu. W NBA zawrzało, a inni właściciele domagali się wszczęcia śledztwa, by wyjaśnić czy aby Prochorow nie złamał prawa. Oczywiście nigdy niczego nie wyjaśniono, ale można się jedynie domyślać, kto ile dostał “pod stołem”, poza oficjalnymi księgami.

Jak zapamiętamy Andreja? Dla mnie Kirilenko był koszykarzem kompletnym. Możemy jedynie gdybać co by było, gdyby trafił na inny zespół oraz bardziej postępowego trenera. Nie zmienia to jednak faktu, że był graczem, który w dzisiejszej NBA byłby mega gwiazdą i zaliczyłby na pewno więcej występów w All Star Game, aniżeli jeden. AK-47 był szybki, biegał jak obrońca, wsadzał jak wiatrak, a bronił jak rasowy center. Petarda, zresztą oglądajmy.

W jednej akcji potrafił dwukrotnie zablokować Shaqa:

https://www.youtube.com/watch?v=TNLB3SGlhyA

No i te paki…

[Kuba Machowina]

Ostatnie Wpisy

34 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Super artykuł Kuba. To co zrobił kobiemu przy stanie 23-20 to MEGA. Za wszelką cenę chciał mu wrzucić te pkt. a ten sie nie dał. Natomiast uświadomię tu bo zawsze mnie to w oczy kole i tym bardziej redaktor GWBA jak i TVP nie powinien popełniać tego błędu. Olimpiada to okres przygotowawczy przed Igrzyskami Olimpijskimi. Nie ma czegoś takiego jak zdobycie medalu na olimpiadzie. To tak gwoli ścisłości bez żadnej spinki. Artykuł bardzo mi się podoba. Czekam na więcej takich niedocenionych zawodników. POZDRO

    (39)
    • Array ( )

      Year Player Team P R A B S
      1976 Earving, Julius New York A 31 19 05 05 05^
      1978 Johnson,George T New Jersey 15 18 05 05 07
      1979 Gervin,George San Antonio 21 05 06 05 05
      1979 Earving, Julius Phil. 28 07 10 05 05
      1987 Olajuwon, Hakeem Houston 38 17 06 12 07
      1990 Olajuwon, Hakeem Houston 29 18 10 12 05
      1992 Olajuwon, Hakeem Houston 19 13 06 05 05
      1993 Robinson, David San Antonio 29 05 05 10 05
      1993 Coleman, Derek New Jersey 21 10 07 05 07
      1993 Olajuwon, Hakeem Houston 33 13 05 05 05
      1993 Olajuwon, Hakeem Houston 24 19 06 05 05
      1993 Olajuwon, Hakeem Houston 34 10 05 08 05
      1995 Divac, Vlade LA Lakers 19 12 08 05 05
      2001 Tinsley,Jamaal Indiana 12 09 15 05 06
      2003 Kirilenko,Andrei Utah 19 05 07 05 08
      2003 Kirilenko,Andrei Utah 10 12 06 05 06
      2004 Camby,Marcus Denver 08 11 05 08 05
      2006 Kirilenko,Andrei Utah 14 08 09 07 06
      2013 Batum, Nicolas Portland 11 05 10 05 05
      2015 Green, Draymond Golden St. 24 11 08 05 05

      (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak, ten fragment w artykule jest trochę namotany. Po pierwsze, nie jest prawdą jak piszesz, że tylko Olajuwon i Kirilenko, bo choćby parę lat temu 5×5 zdobył Green w jednym z meczów (fakt, że 2 dogrywki tam zadje się były). Po drugie Olajuwon ma 6 5×5, a nie 9. Po trzecie Kirilenko i Olajuwon są jedynymi graczami NBA, którzy zdobyli 5×6, a nie 5×5.

    Tyle tytułem sprostowania 🙂

    (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie i panowie,
    To może małe głosowanko (g#wnoburza)?
    Kto wg. was był/jest najlepszym białym koszykarzem występującym w NBA?
    😛

    PS. Doncic jeszcze się nie liczy 😉

    (4)
    • Array ( )
      Pablito_Wandalito 14 sierpnia, 2018 at 09:11

      Po co głosowanie tu nie ma się nad czym zastanawiać Larry Bird, jeżeli chodzi o białych to w każdym prowadzonym rankingu jest top.

      (17)
    • Array ( )

      Z graczy, którzy występowali w NBA i faktycznie pokazali 100% możliwości, to Larry Bird.

      Ale jeśli chodzi o graczy, którzy mieli potencjał na bycie białym GOATem, ale go nie wykorzystali, z różnych względów, to MOIM ZDANIEM najlepszym białym, który kiedykolwiek zagrał w NBA był Toni Kukoc.

      (7)
    • Array ( [0] => subscriber )

      To ja też zagłosuję, mój top 5:

      1. Larry Bird
      2. John Stockton
      3. Jerry West
      4. Dirk Nowitzki
      5. Kevin McHale

      Plus extra wyróżnienia dla Petrovicia, Kukoca oraz Maravicha,

      (5)
    • Array ( )

      Kwestia miary, jeśli całość kariery to nigdy nie powiem, że Bird miał lepszą niż Havlicek (8 mistrzostw, 16 sezonów, gdy nigdy nie zawiódł, bez kontuzji grał rok w rok prawie wszystkie mecze), a przecież długie kariery, personalnie bardzo owocne mieli Nowitzki i Stockon (tutaj jednak pierścieni brakuje). Jeśli brać pod uwagę swój prime to chyba jednak Maravich nie do pobicia. A gdzieś tam jeszcze mogą pojawić się nazwiska Boba Pettita, Jerry’ego Westa czy Nasha.

      Więc bym tak od razu nie ferował, że na pewno Larry. To jest marketingowy produkt mass mediów w latach 80-tych (wiadomo, walka LAL – Boston, Larry – Magic, biali – czarni, to nakręcało ludzi), czysto sportowo było kilku nie mniej dobrych białasów.

      (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Dyskusja o najlepszym białym jest dużo trudniejsza niż się wydaje. Pierwsze 25-30 lat ligi to wszak dominacja białych graczy, a tacy giganci jak Russel czy Chamberlain to były ewenementy zarówno fizyczne jak i kulturowe.
    Przez lata w rankingach królował wszak George Mikan 😉 HOF jest pełen białych graczy z lat 50-70, o których się nie pamięta, bo na yt nie ma highlightów 😉
    W mojej ocenie do takich zapomnianych powoli zalicza się także Larry Bird, Toni Kukoc, Drażen Petrovicz, czy John Stockton. Owszem Dirk to ścisły top, ale jego siła to oprócz osobowości i niewątpliwej wielkości jest stosunkowa niedawność prime i stąd duża obecność w nowych mediach.
    Dlatego też porównanie musi być wyczyszczone z tego medialnego oddziaływania, co jest dziś trudne, lub wręcz niemożliwe. Podobnie niemożliwe jest oddzielenie legend z historii dawnych graczy. Kto pamięta, że w PO 1990 r Larry był wybuczany w Boston Garden, za każdym razem jak dochodził do piłki, a Boston Globe był pełen artykułów o zajmującym miejsce młodym emerycie? Dziś pamiętany jest z heroicznych bojów z Magicem (Courtship of rivals – polecam wszystkim fanom historii NBA), z Mistrzostwa ’86 i z kilku higlightów na yt. I dobrze, bo warto Go takim pamiętać.
    Podobnie jest z innymi dawnymi legendami. Przykład? Petro to geniusz pokroju MJ. Butny, zarozumiały i nie znoszący sprzeciwu. Nietrenowalny dla większości trenerów (Wielki Chuck Dayly w Pistons nie z takimi ancymonami dawał radę). Toni Kukoc – zaś w NBA został stłamszony – nigdy nie odnalazł się i nie pokazał w 100% możliwości. To historia podobna do opisanej wyżej AK47 i Jerrego Sloana – był wystarczająco dobry w systemie trenera, aby system zmieniać dla niego. Kto widział Toniego w czasach europejskich, przed biciem jakie mu MJ z Pippenem zgotowali w Barcelonie (co też zapewne weszło mu w psychę), ten wie , że to był gracz jakiego wówczas w NBA nie było. Archetypiczny point-forward, o wspaniałych możliwościach atletycznych, motoryce i skilu niespotykanym przy takim wzroście i kolorze skóry 😉
    A i jeszcze mój faworyt – Arvidas Sabonis – zupełnie w sumie zapomniany, a wszak to w opinii wielu najlepszy biały koszykarz EVER…
    Jednak wracając do meritum – jak mierzyć wielkość zawodnika? Temat ostatnio gorący w kontekście GOATowości LBJa, a wciąż niejednoznaczny. Generalnie spójna jest narracja o pierścieniach, czyli sukcesie drużynowym i dominującej roli dyskutowanego zawodnika.
    Dla mnie to wypadkowa wielu czynników: sukcesu drużyny, roli w tym sukcesie, wpływu na drużynę i osiągnięć indywidualnych oraz szczęścia.
    Jeśli Sabonis czy Petrovicz grali by w lidze po 10-15 lat, w tym w czasie swojego prime i trafiliby pod skrzydła właściwego trenera/GM, których potrafili by ich otoczyć właściwymi graczami (do czego miał szczęście Larry) – to dyskusja mogłaby być inna.
    Jednak idąc dalej tą drogą – wyłania się jeden zwycięzca – Larry Bird. Reszta wymienionych wielkich graczy nie miała szczęścia do grania w czasie swojego prime w drużynie i z ternerem, którzy by pomogli uwolnić i wykorzystać pełen tkwiący w nich potencjał.
    Dirk natomiast dla mnie gra w innej lidze. Fakt darzę go dodatkową estymą, bo to mój rocznik 😉 Zdobył w lidze wszytko, jednak w mojej opinii trochę zabrakło – tego co wyróżniało Larrego – twarde i szorstkie przywództwo, które pozwoliło na wielokrotne finały i 3 pierścienie. Jednak to różnica niewielka, i być może za rok, jak na Dirka także będziemy patrzeć z perspektywy historycznej – wkroczy na miejsce gdzie w moim rankingu od lat rezyduje Larry B.

    (12)
    • Array ( )

      No fajnie się rozpisałeś – dodać trochę obrazków i ładny artykuł by był 😉

      Oczywiście masz rację, że poszukiwanie najlepszego białego jest trudne jeśli weźmiemy całą historię NBA.
      Zgodzę się z wami, że największym GOAT’em z nich był Larry i że niestety… to jest już odchodząca w niepamięć historia 🙁

      Kukoc w Europie faktycznie był przekozakiem ale wydaje mi się, że trafiając do NBA osiadł na laurach. Umiejętności nadal miał ale jakoś tak za bardzo wyluzował i nie cisnął już tak jak dawniej. Trochę jakby mu się nie chciało już nic udowadniać – brakło jakiejś zadziorności, tego pazura.

      Petrovic zszedł przedwcześnie – miał jeszcze szansę bardziej odcisnąć swoje piętno.

      Stockton był genialny w tym co robił. Wkurzało mnie to, bo nie wyglądało zbyt pięknie ale skuteczne było.

      Dirka nie potrafię obiektywnie ocenić bo go lubię 🙂

      (2)
    • Array ( )

      @Sir Nick

      Nie wiem, czy Kukoć osiadł na laurach. Z tego, co czytałem – oczywiście nie muszą być to w 100% prawdziwe informacje, wiadomo jak to jest – to Kukoc nie pasował do stylu Byków swoim stylem gry. Bo co tu dużo mówić, fizycznie nie był zbyt mocny, a Bulls grali przede wszystkim obroną. Kukoc był bardzo szybki jak na swoje gabaryty, dobrze zbierał, znakomicie blokował i przechwytywał piłki – ale w Europie. W NBA miał więcej problemów w obronie, bo przestawiali go jak kartonową wytłoczkę. W ofensywie to już zupełne inna bajka, ale z racji słabej obrony był głównie zmiennikiem Rodmana, a to wiadomo co oznaczało 🙂

      Czytałem też, że zaraz po podpisaniu kontraktu z Bulls dostał nakaz siłowni i przybrania 20 kg masy – co mocno zredukowało jego ogólną dynamikę, szybkość, skoczność itp.

      No i jak pisałem, w Bulls nie mieli pomysłu, jak go wykorzystać. Patrząc z perspektywy czasu trzeba było wywalić Harpera i wstawić Kukoca na rozgrywającego. Tylko kto w latach 90-tych wstawiłby gościa mającego 2.08 na rozgrywającego… Nawet Magic tam dziwnie wyglądał 🙂
      Zobaczcie, jak grał Kukoc w Chicago po odejściu Jordana i potem w Atlanta Hawks. Zupełnie inny gość, niż w okresie 3-peat.

      No i najważniejsze jest moim zdaniem to, że Kukoc trafił na zły okres NBA. W sensie, że nie pasował do ówczesnego stylu. Jestem w 100% przekonany, że gdyby przyszedł do NBA teraz mając te 25 lat, to byłby gwiazdą na poziomie LeBrona. Możecie się śmiać, zrozumiem to. Ale spójrzcie na Kevina Duranta. Znakomity gracz, nieprawdaż? A wydaje mi się, że Kukoc w swoim najlepszym okresie prezentował umiejętności, przy których Durant wypada jak jakaś lebiega z polskiej ligi.

      (1)
    • Array ( )

      Całkowita zgoda. Ale widzę, że prawie wszyscy pomijają Pau Gasola w tej wyliczance ( wg mnie jest w ścisłej TOP 10) oraz ( co trochę dziwne) dwukrotnego MVP ligi Steva Nasha.

      (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki Kuba za kolejny super artykuł. Szacunek za wykonaną robotę! A co samego Andrieja, świetny zawodnik, rzeczywiście nie do końca wykorzystano jego potencjał w NBA. Lubiłem typa, bo sprawiał wrażenie sympatycznego gościa i harował na parkiecie jak wół.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu