fbpx

Chris Mullin: Brooklyn We go Hard

29

Jim Master nie był wielkim koszykarzem. Był jedną z tych gwiazdek z college’u, które swoich talentów nie potrafią przełożyć na grę w NBA i szybko popadają w zapomnienie. Master miał jednak to szczęście, że w czasach swojej gry dla Kentucky Wildcats zdobył złoto wraz z kadrą USA na Pan American Games w roku 1983. To tam poznał Chrisa Mullina, z którym szybko się zaprzyjaźnił. Obaj panowie spotkali się także kilka miesięcy później w Bloomington w Indianie, na testach do drużyny olimpijskiej USA 1984. Jim Master ostatecznie nie dostał się do ekipy, Chris Mullin tak. Panowie spędzili jednak sporo czasu razem, pozostały piękne wspomnienia.

Byliście kiedyś na obozie sportowym? Skoszarowani młodzi mężczyźni, odcięci od świata. Przez pierwsze trzy dni myślisz jedynie o treningu, później pojawiają się głupie pomysły. To wtedy wszystko się zaczęło, to wtedy w głowie Chrisa Mullina pojawiły się demony, z którymi ostatecznie wygrał, ale które do dzisiaj go prześladują. O co chodzi? Oczywiście o alkohol. Mullin, mimo iż jest rodowitym Nowojorczykiem, z pochodzenia jest w połowie Irlandczykiem, zatem skomplikowaną duszę oraz zamiłowanie do picia whisky i piwa ma kulturowo zakodowane w genach. Zygmunt Freud powiedział kiedyś, że jedyna nacja, na jaką nie działa jego psychoanaliza to właśnie Irlandczycy. Nie trzeba dodawać, że trunki mają sporo wspólnego z teorią austriackiego lekarza.

If the beer is cold, we will win the gold

Przygotowując się do Igrzysk w LA, koszykarze odbywali testy we wspomnianym już wcześniej Bloomington, gdzie bardzo popularny wśród nich był bar o nazwie Nick’s English Hut. To tam Mullin i spółka napisali na ścianie “If the beer is cold, we will win the gold”. Kilka miesięcy później, już po zdobyciu złota, Mullin opowiadał w wywiadzie:

Mam tam dożywotnie członkostwo i mogę pić za free. Jeśli kiedyś zostanę bankrutem, muszę mieć tylko na bilet do Indiany. Alkohol będę miał za darmo.

Wtedy, w 1984 roku brzmiało to jak dowcip, ale kilka lat później ktoś wyciągnął to w jednym z artykułów i słowa Chrisa stały się smutnym proroctwem. Wspomina Jim Master:

Kiedy jesteś młody, niczego nie postrzegasz jako potencjalny kłopot (…) Każdy z nas uwielbiał uczestniczyć w kontroli antydopingowej. Żeby pobudzić organizm do oddania moczu, można wybrać napój. Wszyscy brali zimne piwka. Trzy czy cztery browarki pite za przyzwoleniem, czego chcieć więcej…

Chirs Mullin nie wiedział jeszcze wtedy, jak jego ukochane piwka skomplikują mu życie. Poznajmy zatem historię jego upadku oraz tego, jak pokonał alkoholizm i stał się jednym z królów NBA.

Biały jak kreda, ale gada jak czarny

No dobra, kim w ogóle jest Mullin? To jedna z tych nieco zapomnianych postaci, które w swoim prime należały do czołowych koszykarzy świata. Wybitny biały strzelec, członek oryginalnego Dream Teamu z Barcelony. Dwukrotny złoty medalista olimpijski (1984,1992), pięciokrotny All Star. W najlepszych latach jego średnia w pięciu sezonach pod rząd wynosiła minimum 25 punktów na mecz.

Mówiono o nim, że nie potrafi przeskoczyć gazety, do tego jest biały jak kreda i ma dziwny akcent. Kiedy był młody był potwornie chudy, przy wzroście dwóch metrów ważył po obiedzie ledwo 90 kilo. Ale gdy dostawał piłkę… Zobrazujmy to tak: biały dzieciak, przemierzający szemrane dzielnice wielkiego miasta, w dodatku bez obstawy? To mógł być tylko Chris Mullin. Nikt go nie tknął, był znany w całym mieście, nie tylko u siebie na Brooklynie. Wszyscy wiedzieli, że będzie genialnym koszykarzem.

Potrafił godzinami samotnie rzucać do kosza, mówiono o nim jako o “Mozarcie rzucania”. Dlaczego? Chris był jednym z tych genialnych dzieci, które mają pięć lat i grają skomplikowane utwory na pianinie, albo mają 10 lat i trafiają kilkadziesiąt rzutów z rzędu. Nie, to nie żart. Mullin w wieku 10 lat został mistrzem USA w rzutach do kosza.

Shooter

Był także maniakiem… fizyki oraz geometrii. Studiował ją pod kątem koszykówki i podkręcania rzutów, dobierania odpowiednich kątów o tablicę. Wykorzystywanie nauki w sporcie było jedną z jego pasji. Wchodził sam na halę, puszczał z magnetofonu Bruce’a Springsteena i godzinami trenował. To było jego życie.

Chris w czasach szkoły średniej jeździł także po całym Nowym Jorku, grając z najlepszymi ulicznymi koszykarzami, prawie zawsze wygrywając. Zawsze biegał z “siedemnastką” na plecach, by uczcić Johna Havlicka. Jako młodzian Mullin wnikliwie studiował grę Earla Monroe oraz Walta Fraziera, a także obserwował grę Larry’ego Birda, który z czasem stał się głównym punktem odniesienia dla Chrisa. Łączył ich nie tylko kolor skóry, ale także sposób grania i twardy charakter. Bird wychował się w małym miasteczku w biedzie, dodatkowo jego ojciec popełnił samobójstwo. Mullin aż takich traum nie przeżył, ale on znowu musiał dorastać w wielkomiejskiej dżungli, gdzie łatwo było podpaść lokalnym gangsterom oraz wdać się w złe towarzystwo.

Poza tym Chris miał ogromne “cojones”. Brooklyn, Harlem, Queens – wszędzie tam grał. Boiska w większości osaczone przez czarnoskórych graczy oraz lokalnych gangsterów, a w środku biały jak kreda Mullin. Po prostu irlandzko-brooklyński twardziel. Nic dziwnego, że lokalna sława Mullina ciągle rosła, każdy go rozpoznawał. Niektórzy mówią wręcz, że Chris był w jakimś stopniu pierwowzorem postaci Billy’ego Hoyle’a z “White men can’t jump” – śmieszny Irlandczyk, który wpada na boisko i wszystkich ogrywa.

Szacunek ludzi ulicy

Grałem wszędzie gdzie popadnie, te wszystkie dzieci chcą grać, piąć się wyżej i zdobywać sławę i szacunek. W Nowym Jorku basket to kwestia społeczna. Nawet jeśli ktoś nie gra, to kibicuje lokalnym talentom, wie co się dzieje. Wszyscy tu żyją koszem. Dodatkowo jest Madison Square Garden, cała ta otoczka i historia. Nie ma bardziej koszykarskiego miasta w USA niż “Wielkie Jabłko”.

Co ciekawe Mullin od dziecka mówił jak Afroamerykanin (wychował się przecież na boiskach Brooklynu), co powodowało często konsternację, ale przede wszystkim śmiech. W czasach jego gry dla Golden State Warriors jeden z kolegów z drużyny powiedział o Chrisie:

Biały jak cholera, irlandzkie korzenie, ale mówi jak czarny z Nowego Jorku. Nic nie rozumiem.

St. John’s

Zanim Mullin został wybrany przez GSW w drafcie 1985 roku z numerem siódmym, spędził cztery lata na uczelni St. John’s, pod okiem legendarnego Lou Carnesekki. Carnesecca zrobił z Chrisa koszykarza kompletnego, a lista dokonań Chrisa przed NBA to istna epopeja, by wymienić jedynie złoto olimpijskie, tytuły Mr. Basketball miasta NY, Big East Player of the Year oraz wszelkie inne selekcje All American, w których tak lubują się dziennikarze w USA. Specjalnie nie opisuję szczegółowo dokonań Mullina w St. John’s, ponieważ Lou Carnesecca oraz jego nowojorska ekipa to temat na następny, osobny artykuł.

Należy nadmienić jedynie, iż transmisje z meczów St. John’s nie ustępowały oglądalnością spotkaniom NBA, a mówimy już o czasach, kiedy liga powoli wydobywała się z kryzysu. Cały kraj kochał ekipę Carnesekki, a fenomen ten można zauważyć chociażby w komedii “Książę w Nowym Jorku” z Eddiem Murphym, kiedy bohaterowie oglądają mecz St. John’s. Hala pęka w szwach, ludzi więcej niż na meczu Knicks.

Dobrze Don, pasuję z piciem

Karierę Chrisa należy podzielić na pewne etapy. Do 1985 roku był cudownym dzieckiem nowojorskiej koszykówki, od 1985 do 1987 był obiecującym młodzianem, który zwyczajnie nie potrafił jednak “odpalić”. Nieustanne problemy z wahającą się wagą wynikające z miłości do kufla powodowały, że pomimo przyzwoitych statystyk (15 pkt na mecz w drugim sezonie na parkietach NBA, czyli 1986/87) zaczęto mówić, że Chris nie zrealizuje swojego ogromnego potencjału. A było coraz gorzej.

Mullin był paradoksem. Uchodził za jednego z najciężej pracujących ludzi w lidze. Przed treningiem przez godzinę pedałował na rowerku stacjonarnym, po treningu to samo. Zawsze zwarty i gotowy, nazywano go wręcz pracoholikiem, “basketball junkie”. Jedynym jego problemem był alkohol. Parę piwek raz na czas zmieniło się w ciągłe picie. Dopóki Mullin ruszał się, nie było problemu. Kiedy jednak w debiutanckim sezonie doznał kontuzji stopy, waga urosła od razu do 110 kilo. Na osiem tygodni Chris przestał pić i schudł w tym czasie 16 kilo.

Jojo

Co z tego, skoro w przerwie pomiędzy sezonami znów poszedł w cug i przytył… 19 kilo. Lekarze Warriors bili na alarm. Metabolizm koszykarza był tak rozchwiany, że mogło to nawet zagrażać jego życiu. Mullin na przemian ekspresowo chudł i tył, to drugie oczywiście przy wsparciu piwa. Kiedy przed sezonem 1986/87 vice prezydentem klubu z Golden State został Don Nelson, Chris obiecał mu, że nie będzie pił pół roku. Wytrzymał… cztery dni. Wspomina Dean Smith, sławny trener North Carolina:

Nazwałem go kiedyś “Mullin Boy”, bo wyglądał na chłopca. Popatrzyłem na jego zdjęcia z ostatniego roku studiów oraz dwa lata później, już z NBA. Postarzał się przez picie dobre 10 lat.

Dodaje Kermit Washington, który chcąc reaktywować swoją karierę w NBA, przez jakiś czas mieszkał razem z Mullinem:

On był maniakiem pracy, ale zarazem był potwornym samotnikiem, tęsknił za domem. Całe życie grał i żył w NY, aż tu nagle wysłali go na drugi koniec USA. Zostawił tam także swoją długoletnią dziewczynę, musiał nauczyć się żyć sam. Całymi dniami gadał przez telefon ze znajomymi i rodziną, jego rachunki telefoniczne sięgały 600 dolarów na miesiąc (…) Tak, pił piwo. Nieprawdą natomiast jest to, że brał kokainę. To bzdura.

Stolica kokainy

A takie oskarżenia także padały pod adresem Chrisa. Trzeba dodać, że w owym czasie Oakland uchodziło za stolicę kokainy w NBA. Kiedy zespół Atlanty Hawks pod koniec lat 80-tych poleciał na mecz z Warriors, ówczesny trener Hawks Mike Fratello zarządził, że te parę dni pomieszkają w… Los Angeles. Dlaczego? Oddajmy mu głos:

Wolę, żeby się zabzykali na śmierć w LA, niż spędzili choćby jedną noc w tym mieście [Jack McCallum, Dream Team]

Tak ćpano w Oakland… To nie był klimat Chrisa. On wolał piwo.

Mullin pił coraz więcej, samotnie przesiadywał w barach. Upijał się na spokojnie, bez burd. Tak jak jego ojciec Rod, który także był alkoholikiem i po godzinach zapijał się piwem w domowym zaciszu. Kiedy Chris zaczął opuszczać treningi, Don Nelson w końcu nie wytrzymał. Zagroził Mulinowi, że go wyrzuci z drużyny, jeśli nie pójdzie na odwyk. Chris uniósł się honorem i odmówił. Kiedy Nelson postawił mu jednak ostateczne ultimatum, Mullin zgodził się. Załamany, samotny oraz zawstydzony zameldował się w szpitalu Centinela.

Wiedział, że musi być twardy. Jak w czasach dzieciństwa na brooklyńskich boiskach. Udał się na odtrutkę, trafił na terapię i stanął na nogi. Nie było mu lekko, ponieważ całą sprawę dodatkowo opisywała prasa, publikując nawet portret Chrisa na butelce Heinekena. Mullin nie poddał się. Schudł, zaczął dźwigać ciężary i przed sezonem 1987/88 pojawił się wolny od nałogów. Miał ledwie 24 lata, a cała Ameryka wiedziała, że jest równocześnie alkoholikiem i jedną z wielkich nadziei amerykańskiej koszykówki.

Run TMC & Dream Team

W swoim trzecim sezonie na parkietach NBA średnia Mullina wzrosła do 20 punktów na mecz, ale prawdziwa eksplozja przyszła w sezonie 1988/89, kiedy Chris rzucał 26 pkt na mecz. Minimum 25 punktów będzie rzucał przez najbliższe pięć lat, a wraz z Timem Hardawayem oraz Mitchem Richmondem stworzy niezapomniany “Run TMC (od pierwszych liter imion: Tim, Mitch, Chris)”, wzięty oczywiście od legendarnej hiphopowej grupy Run DMC.

Panowie grali razem ledwie dwa lata i niczego nie wygrali, ale skradli serca kibiców NBA. W obronie byli koszmarni, ale w ataku grali szybko, z polotem, rzucali masę punktów. W sezonie 1989/90 rzucali najwięcej punktów w lidze, na mecze z ich udziałem wyprzedawały się wszystkie bilety. Cytując prasę:

Nigdy nie wiedziałeś czy wygrają czy może przegrają… Byli za to gwarancją doskonałej zabawy i wielu punktów w meczu.

Największym ich sukcesem było dojście do półfinałów konferencji zachodniej w roku 1991, gdzie Magic i Lakers w drodze do finału zlali ich aż 4:1. Po sezonie sprzedano Richmonda do Kings, a Run TMC przestał istnieć. Co ciekawe, podczas dwóch wspólnych lat (89-91) zespół zaliczył bilans 81-83, nigdy nie zajmując wyższego miejsca w Pacific Division niż czwarte. Fani ich jednak kochali, czapeczki i koszulki z napisem Run TMC sprzedawały się jak świeże bułeczki, a wielu kibiców do dzisiaj wspomina tamtą ekipę. Sam Don Nelson zarzeka się za to, że sprzedaż Mitcha Richmonda to był błąd i do dzisiaj żałuje, że rozwalił tamtą ekipę, nie dając jej dalszych szans na rozwój…

Dream Team

Chris Mullin przeżywał za to złoty okres, zwieńczony wyborem do oryginalnego Dream Teamu, Czy mogło być większe wyróżnienie? Jordan, Pippen, Magic i Mullin. Najlepszy klasyczny strzelec w drużynie obok ledwo biegającego Larry’ego Birda. Była to wielka nagroda za wygraną walkę z nałogiem i osiągnięcie kapitalnej formy. Co ciekawe, zarówno Chris, jak i jego ojciec Rod pokonali chorobę i po terapii już nigdy nie wzięli alkoholu do ust. Mullin, jak na pół Irlandczyka przystało jest bardzo wierzący i to m. in. w religii odnalazł spokój.

Modli się każdego dnia. O swojej walce z nałogiem mówi za to następująco:

Ja zawsze chciałem z tym wygrać. Chciałem być wielkim koszykarzem, a alkohol mi w tym przeszkadzał. Dzisiaj? Bycie trzeźwym jest jak błogosławieństwo, którym chcę się dzielić. I wszystkim powiedzieć, jak dobrze się z tym czuję! [Jack McCallum “Dream Team”]

Mullin w NBA spędził aż szesnaście lat (13 w Golden State oraz 3 w Indianie) a jego średnia punktowa za całą karierę to 18 na mecz. Od roku 2015 jest trenerem uczelni St. John’s, czyli wrócił do źródeł. Do miejsca, w którym dorastał i które ukształtowało go jako koszykarza. Podobno nadal lubi wchodzić sam na salę i rzucać do kosza w rytmie piosenek Bruce’a Springsteena. Jak potwierdził kiedyś 93-letni Lou Carnesecca (!) były trener Mullina z czasów St. John’s a obecnie mentor, Chris nadal wszystko trafia. Ciało się starzeje, ale nadgarstek nadal sprawny jak nigdy.

[Kuba Machowina]

Ostatnie Wpisy

29 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Chris – najlepiej rzucający człowiek w NBA.
    Nawet po pijaku rzuciłby 90% osobistych.
    Ciekawe ile alkohol mu zabrał z gry. A tamci Warriors byli ciekawsi do oglądania niż ci z Durantem.

    (8)
    • Array ( )

      Człowiek o najdłuższych palcach w enbiej. Nie wiem jak to zmierzyli. Chociaż według mnie w owym czasie dłuższe miał Otis Thorpe.

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Golden fajnie tez wyglądało ze weberem, Litwinem, spreewelem. Czy grał wtedy z nimi mullin.?Fajnie było by poczytać o tamtej ekipie i dlaczego weber odszedł. Co zyskali w zamian. Czemu im się nie udało, i wszystkich oddali. W tamtych czasach była to drużyna której kibicowalem i wierzyłem, ze coś wygrają. Schrzanili draft wybierając. Jo smith zamiast Granetta.

    (2)
    • Array ( )

      Webber przyszedł do Golden w 93-94, jako rookie, zagrał jeden sezon- 76 gier-nawiasem mówiąc, bardzo dobrych- 17,5 pkt/9,1 zbi/3,6 as/1,2st/2,2bl(najwiecej w karierze) na skuteczności 56% z gry-sam nie wiem czemu go oddali??? Chris Milion wtedy jeszcze gral, a Sprewell robił swój drugi sezon jako lider klubu. Mogę się domyślać, że między Chrisem i Latrellem nie było najlepszej nici porozumienia

      (1)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe idoru
    Odpowiedz

    Najbardziej Mullin imponował mi w Indianie. Znałem jego historię z alkoholem, do tego sporo kontuzji i ewidentnie słabnące ciało -nie dość ze z twarzy, to i z ruchliwości wyglądał na 50+, a jednak wciąż był wartościowym zawodnikiem, a niektóre jego zagrania były kwintesencją boiskowego IQ. Szkoda, że nie widziałem “na żywo” Run TMC , gdy Chris był w pełni mocy. W sumie od czasów Mullina do Currego chyba nie było gracza rzucającego 25+ ppg, który swoje zdobycze w głównej mierze opiera na skillu i rzutach z dystansu.

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Swietny zawodnik , brakuje mi w dzisiejszej lidze bialych twardzieli o mordzie zakapiora. Przypomina mi troche z charakeru i wygladu Charlesa Bukowskiego genialnego pisarza 😉

    (0)

Gwiazdy Basketu