fbpx

Doctor J: burzliwe losy legendy NBA, czyli szalone lata 70.

15
Doctor J

Oficjalna geneza powstania pseudonimu Doctor J. jest doskonale znana. Lekarską ksywę nadał mu kolega ze szkoły średniej, Leon Saunders. Panowie grali 1 na 1, a Julius nazywał go “Profesorem”, więc ten nie chcąc być dłużnym, przezwał Ervinga “Doktorem”. Taka jest wersja oficjalna, ale jest jeszcze inna…

Niewielu o tym wie, ale Julius faktycznie chciał zostać lekarzem i leczyć ludzi. W szkole podstawowej na zajęciach, na których poruszano kwestię ambicji młodych uczniów, mały Erving kilka razy powtarzał, że będzie lekarzem. Poniekąd nim został: dostarczał ludziom pozytywnych doznań na parkiecie, a jego mixtape’y możnaby sprzedawać w aptekach. Kiedy decydował się na karierę sportowca Erving obiecał mamie, że w przyszłości zdobędzie wyższe wykształcenie i słowa dotrzymał. W 1986 roku uzyskał dyplom Uniwersytetu Massachusetts, a jakiś czas później tytuł doktora honoris causa. Jest doktor? Jest i to na piśmie!

Z ksywką Juliusa wiąże się wiele legend – kilka prawdziwych, większość niepotwierdzonych. Pewnego razu pewna kobieta pytała głośno na ulicy koleżanki, od której przyjmuje dziś lekarz, bo źle się czuje. Przechodzący obok chłopcy mieli ponoć krzyknąć: “Doktor J będzie dziś na boisku od piętnastej!”.

Kobieciarz

Oglądaliście kiedyś “Semi Pro” z Willem Ferrellem? Ta absurdalna komedia to nic innego, jak hołd złożony szalonym latom siedemdziesiątym i koszykówce spod znaku ABA (o tym później). Dzisiaj zawodowy sport oznacza sławę, bogactwo i łatwy seks, dawniej oznaczał jedynie sławę i łatwy seks. Na pewno nie chcielibyśmy być w skórze Aleksandry Stevenson. Ta 35-letni dziś tenisistka jest nieślubną córką Juliusa Ervinga, a ojca poznała dopiero, gdy skończyła 27 lat. Im dalej jednak w las, tym ciekawiej. Jak ujawnił mało dyskretny Dr J, do poczęcia doszło tylko dlatego, że mama Aleksandry nosiła wtedy aparat na zęby i odpadał seks oralny…

drj

Nasz doktorek nie jest jednak taki zły, na jakiego wygląda. Gdy córka doszła do półfinału Wimbledonu w roku 1999 i stało się o niej głośno, media od razu podchwyciły temat tatusia. Ten mocno lamentował nad losem młodej, posypując głowę popiołem:

Zapłaciłem już w życiu straszną cenę za moje grzechy, ale czy Alexandra także musi za nie płacić? Czym ona zawiniła światu?

Należy tutaj wspomnieć, że Erving doświadczył wielu strat: ojciec zmarł gdy Julius był małym dzieciem, brat zmarł na toczeń rumieniowaty, siostra na raka okrężnicy, a najmłodszy syn Juliusa utonął po tym, jak wpadł autem do stawu.

O łóżkowych wyczynach koszykarza krążą legendy, ponoć dzielił kobiety na te “do domu” i na te “do seksu”. O wszystkim opowiada bez skrępowania, a niektóre z miłosnych anegdotek są mocno humorystyczne. Pewnego razu przed treningiem Julius postanowił zaszaleć i poszedł z pewną dziewczyną do vana kolegi z drużyny, który stał na parkingu. Na figlach nakrył ich trener: “Julius! Od nadmiernego całowania dziewczyn rodzą się dzieci!” U zestresowanego Juliusa wystąpiły problemy z erekcją, ale jak sam tłumaczył: “To tylko dlatego, że trener kazał!”.

Legenda

O Ervingu mówi się różnie, ale zawsze w podobnym tonie. Że był Jordanem przed Jordanem, legendą, boiskowym idolem i tak dalej. Nie ma sensu przytaczać statystyk, osiągnięć i opisywać znanych faktów, starczy poszperać w necie. Oddajmy głos tym, którzy znali go bliżej. Jak go zapamiętali?

To mój bohater z czasów dzieciństwa, z lat szkolnych. Prawdziwy idol – Barrack Obama

Pat Riley:

Może i było paru lepszych ludzi od niego poza boiskiem np. kilka matek czy Ojciec Święty… Ale na boisku był tylko jeden Dr. J

Shaq:

Dla mnie to Dr. J jest najlepszym graczem w historii…

Magic:

Byłem tam, próbowałem zdobyć tytuł, aż nagle opadła mi szczęka. Nie wiedzieliśmy co robić, popatrzyliśmy się na siebie. Wziąć piłkę i grać? A może dać mu ją raz jeszcze i poprosić, żeby to powtórzył? To najpiękniejsze zagranie, jakie kiedykolwiek widziałem”

To legenda. Opowiem Wam pewną historię: parę lat temu wpadłem na Ervinga w Philaldephii, mieliśmy zagrać dwóch na dwóch. Ja i Kareem vs Obama i Julius. Szkoda, że nie wyszło. Ominęła mnie najważniejsza rzecz w moim życiu” – aktor i satyryk Stephen Colbert

Shaq:

True story: obudził mnie raz w akademiku, naprawdę. Miał przemawiać w LSU czy w Baton Rouge, a ja spałem smacznie w swoim pokoju. Obudził mnie, a ja widzę dobrze wyglądającego czarnego brata, który położył swoją rękę na mojej piersi. Powiedziałem tylko: “Bóg? To Bóg jest czarny?”. Po chwili jednak dodałem: “Dr. J?”. Myślałem, że umarłem w college’u. Uwierzycie? A to był Julius Erving, który mnie tylko obudził. Pogadaliśmy, to była bardzo fajna rozmowa

John Purcell, trener Rucker League:

Dawał paki, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Łapał podania w powietrzu i kończył je wsadami. Niesamowite.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Wpis dobry, jak ktoś o nim mało wiedział, to zawsze coś ciekawego się dowie. Szkoda tylko, że więcej och achów typowych dla starych zawodników niż rozsądnego tekstu.

    (5)
  2. Array ( [0] => contributor )
    PATRON
    Odpowiedz

    wymieniony w jednym akapicie Larry Bird i Doktor J i od razu przypomina mi się ich bójka 😀

    a właściwie 3 prawe proste Doktora 🙂 🙂

    (5)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Good Doctor don’t play. He’s operate on people. I. Thomas

    @matrix – to nie ochy i achy nad starym zawodnikiem. Dr. J – to taki Spiderman koszykówki.
    Mityczny superbohater. większość gwiazd lat 90 – stawia go jako swego idola. Teraz u władz Ligi jest właśnie pokolenie dorastające w świetle Jego gwiazdy.
    A NBA zna się na rzeczy i marketingowo to wykorzystuje. Stąd obecność Doktora na konkursach wsadów i uczestnictwo w eventach związanych z liga.
    Kuba chyba za mało to podkreślił – Dr. J – to była pierwsza supergwiazda NBA – na miarę naszych czasów. Popularna na boisku i poza nim. To nie był Kareem zeswoją filozofią, islamem i jeet-kun-do, ani Walton ze swoimi anarchistyczno- wywrotowymi hasłami.
    To był kolorowy, trochę ekscentryczny gwiazdor na parkiecie i poza nim. Coś jak Earl Monroe na sterydach (Earl- the Pearl to człowiek który wynalazł SWAG ;-). W czasach ABA był twarzą ligi (a w jego biografii często pojawia się stwierdzenie – “on był ligą”), a w czasie fuzji w 76 – był najbardziej wartościowym jej elementem (bez niego ABA by po prostu padła).
    Kryzys jaki dotknął ligę na przełomie lat 70 i 80 był tak głęboki, że zdarzały się lata, kiedy nawet finały nie były w całości transmitowane live – gdyż nie było zainteresowania. Popularność Dr. J – była jaskółką zmian które przyniosła era Pappy Sterna i rywalizacji Bird vs Magic, co doprowadziło do rozwoju ligi w monstrum, które znamy dzisiaj.
    Popularność i rozpoznawalność Doktora to był fenomen na skale dotychczas niespotykaną. Legendy takie jak Cousy, Mikan, Russel czy nawet Chamberlain były znane w środowisku, ale na zewnątrz byli postaciami niemal anonimowymi (jak na dzisiejsze standardy gwiazdorzenia).
    Dr J. to pierwsza gwiazda Ligi na miar Muhammada Alego – pierwszej gwiazdy w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.
    Wartym odnotowania jest fakt, też lekko tylko przez Kubę zaznaczony – wrażenia jakie zrobiła książkowa biografia Doktora, szczególnie jeśli porównamy ją z ugrzecznioną budująca produkcją filmową (z której pochodzi klip ze wsadem starego Doktora).
    Wychodzi na to, że dokonania Wilta C. (znanego zaliczacza 😉 nie były odosobnione, a Good Doctor świętym bynajmniej nie był.
    Dziś – te “bródziki” – wydają się śmiechu warte – więcej kontrowersji znajdziemy co tydzień w serialu “któraś tam Kardashian/Jenner + gracz NBA”, jednakże robi to rysę na budowanej latami nieskazitelnej legendzie Doktora, choć czyni go bardziej ludzkim.
    Z drugiej strony pozostaje legenda boiskowa, gracza który miał niekwestionowany mir wśród kolegów i rywali, niepodważalną bazę oddanych fanów, którzy nawet po latach, doświadczaniach z MJ, Carterem czy innymi lataczami – wspominają wciąż niewiarygodne zagrania Dr J.
    Panie Kubo, Panie BLC – proszę więcej – miód na moje stare serce 😉
    ASG na VHS – moje dzieciństwo 😉

    (16)
    • Array ( [0] => subscriber )

      Zgadzam się, ale to nie zmienia tego co piszę. Sam to bardzo dobrze ująłeś – mityczny superbohater. Czyli sporo ochów i achów jaki to był wspaniały i cudowny, ale jak się spojrzy realnie to sporo z tych rzeczy to wymyślone mity, przejaskrawiające zawodnika, odbiegające od faktów i stawiające w niemal boskim świetle, które mogą być mylnie odbierane przez nieobeznanych czytelników.

      (-4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli ktoś go nadal nie docenia: po zsumowaniu statystyk z NBA i ABA Erving jest szóstym strzelcem wszech czasów.

    (12)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki za ten artykuł. Ciekawi mnie jaki był Bill Russell, ale to może kiedy indziej bo za dużo tych moich próśb o artykuły

    (6)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    DO REDAKCJI:
    Panowie, chciałbym przeczytać artykuł który znajduje się pod poniższym linkiem, ale nie wiem dlaczego, nie mogę go tam odnaleźć…
    ex-gracz-nba-bezdomnym-kevin-durant-jedzie-do-nowego-jorku

    dodajcie sobie sami 3xw na początku ponieważ jak to tak wklejam, to nie dodaje wpisu

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    W sumie artykuł o ikonicznych butach koszykarskich w historii byłby ciekawy. Sam z pamięci mogę przytoczyć Converse Chuck Taylor, Converse Weapon (ten Birda i Magica), AJ I-XII czy choćby Reebok Question-Answer.

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu