fbpx

Larry Bird: Hick from French Lick

14
Larry Bird

Kiedy Larry i Magic rządzili NBA, ta liga była “trochę” inna. Głównie dlatego, że inni niż dzisiaj byli tworzący ją sportowcy. Bez mediów społecznościowych i wszędobylskich kamer popularność budowało się przede wszystkim na boisku, a historyjki, jakich zaraz posłuchacie, zarezerwowane były dla kumpli w klubowych szatniach i wąskiego grona zaufanych. Opowiastki te, których etatowym bohaterem był Larry Bird, niosły się potem dalej niż dzisiejsze tweety, snapy, posty, czy co tam jeszcze chcecie.

Docierały do dyszących gęstym tytoniowym dymem, skąpanych w piwie szynków i na rogi ulic, gdzie spotykał się rozmaity element. Potem, niesione butami po chodnikach, docierały jeszcze dalej, do wracających z pracy ojców, którzy przekazywali je swoim synom, zakochanym w koszykówce NBA. Dzieciaki te, leżąc wieczorem na łóżku pod plakatem Larry’ego, Magica czy Michaela, odtwarzały w myślach zasłyszane opowieści, każdy na swój sposób i w swojej głowie. Na drugi dzień opowiadało się to kolegom w szkole. I tak narastał mit. Tak powstał Larry Legend.

Jakiś czas temu pisałem artykuł o Kobe, możecie go przeczytać tutaj:

Przyjąłem w nim następujące założenie:

W wielu artykułach na temat uznanych gwiazd, weteranów, dominuje podejście holistyczne. Piszący, chcąc jak najlepiej i najpełniej przedstawić sylwetkę danego zawodnika, uciekają się do biograficznych analiz, zaczynając od czasów uczelnianych czy nawet dzieciństwa, kończąc na grze w NBA. Ja, zasiadając do tego tekstu przyjąłem inne założenie. Uznałem, że człowieka najlepiej definiują sytuacje, gesty, które pozornie nic nie znaczą. Migawki z życia, anegdoty, szczegóły, które cudem wyszły na jaw i na pierwszy rzut oka nie znaczą nic, a w rzeczywistości są dla zrozumienia fenomenu danej postaci kluczowe. Tak zrodził się pomysł na ten artykuł.

Tej zasady postanowiłem trzymać się również dziś, pisząc o Larrym Birdzie. Oto legenda Larrego w okamgnieniu.

#Home sweet home

hsh

Larry przyszedł na świat 07.12.1956. Żył i dorastał w West Baden, położonej niedaleko dwutysięcznego French Lick zapadłej dziurze w Indianie. Był czwarty z szóstki dzieciaków, jaką los obdarzył Georgię i Joe Birdów. Mieszkali przy torach kolejowych, w niewielkim domku, do ogrzewania którego używali rozlatującego się piecyka. Ojciec Larryego robił w budowlance, mama dorabiała w gastronomii. Żeby dopiąć domowy budżet trzeba było zaciskać pasa, zwłaszcza, że Joe lubił czasem pójść z wypłatą prosto do baru. Kiedy było naprawdę ciężko, Larry odsyłany był do babci, ale u niej też się nie przelewało.

Po latach wyznał, że chęć wyrwania się z biedy była dla niego podstawową motywacją na drodze do kariery. To dlatego codziennie przed szkołą oddawał po 200 rzutów na położonym w okolicy boisku. Kiedy już dotarł na koszykarski szczyt, postanowił odbić sobie wszystkie lata wyrzeczeń. Był strasznym żarłokiem. Podczas kilkutygodniowej kontuzji wchłonął cały zapas lodów w ilości 38 litrów. Na planie Space Jam bez pytania podbierał przekąski z prywatnej lodówki Jordana i rozdawał je na planie, bo mógł. Co więcej, zwłaszcza na początku kariery, żuł tytoń i lubił walnąć kolejkę. Raz zdarzyło mu się tak upić Charlesa Barkleya, że ten zwalił się na imprezie pod stół. Towarzystwo było zszokowane, ale dla faceta z Indiany nie było to nic nadzwyczajnego…

lb

#Żona, dziecko i śmieciarka

Zrekrutowany do Indiana University, przez Bobby’ego Knighta, miał grać w legendarnych Hoosiers, ale na uniwersyteckim campusie zabawił tylko kilka tygodni. Z braku funduszy zmuszony był zrezygnować z nauki. Powróciwszy do French Lick spróbował jeszcze w junior college, ale to też nie było to. Zrezygnowany podjął pracę w zakładzie oczyszczania miasta. Wraz z kumplami jeździł śmieciarką i, jak mówi, uwielbiał tę robotę:

Kochałem to. Na świeżym powietrzu, z kumplami… Ile razy zastanawiałeś się, jadąc przez swoje miasto “Czemu tego nie naprawią? Dlaczego tego nie sprzątną?” Widzisz, ja teraz miałem okazję coś z tym zrobić samemu. Mogłem sprawić, że moja społeczność byłaby lepsza.- Larry

W tym czasie Larry ożenił się i został ojcem. Prawdopodobnie nigdy nie usłyszelibyśmy o nim, gdyby nie Bill Hodges, desperacko próbujący ściągnąć go do ISU. W ostatnim roku nauki, Larry osiągnął z drużyną bilans 33-0 i w finale NCAA zmierzył się z Magicem Johnsonem. Górą Michigan, 75-64. Tak rozpoczęła się jedna z największych rywalizacji w historii.

O rywalizacji mówi oczywiście książka Larry vs Magic: Kiedy rządziliśmy NBA, ale swego czasu HBO nakręciło o nich również dokument pod tytułem Magic Johnson and Larry Bird: A Courtship of Rivals Basketball (jest na youtube). Materiał ten został potem zaadaptowany na broadwayowskie przedstawienie. Jak mawiał popularny Siara z Kilera “Mają rozmach…”

#Koszmar obrońców

Michael Jordan uznawany jest za najwspanialszego koszykarza w historii, jednak nie brak i takich, którzy palmę pierwszeństwa przyznają Larry’emu. DR. J uznaje go za geniusza, a James Worthy twierdzi, że trudniej było pokryć Larrego niż MJ’a, ze względu na jego psychikę.

W spotkaniach Bulls Jordana z Celtics 17-11 górą był Boston. Larry przewyższał Michaela we wszystkich statystykach z wyjątkiem punktów i przechwytów na mecz. Kto by pomyślał?

Nie byłem zbyt szybki ani zbyt silny. Niektorym wystarczy, że wyskoczą i aż rozdziawiasz japę z wrażenia. Takich pokonywałem mózgiem i podstawami gry w koszykówkę.

Nie myślcie jednak, że nie zdarzyło się Larry’emu wziąć kogoś na plakat:

#Trash talk

Ktoś mógłby pomyśleć, że gość z takim nazwiskiem ksywki nie potrzebuje, ale żeby oddać styl i bezczelność Larryego potrzebne było coś ekstra. „Larry Legend” doskonale oddawało ducha tego, kim był Bird, a jego legendę, oprócz boiskowych wyczynów, budowały chociażby takie anegdoty jak ta o konkursie trójek w 1988, kiedy to wszedł do szatni, rzucił okiem na zebranych zawodników (Detlef Schrempf, Dale Ellis, Danny Ainge, Mark Price i inni) i rzucił:

Dobra, to który z was będzie dzisiaj drugi?

A potem wygrał ten konkurs. Po raz trzeci z rzędu. Nie zdejmując nawet bluzy od rozgrzewkowego dresu. Cały Bird.

Bezczelność Birda wykraczała jednak daleko poza samą gadkę i okazjonalne popisy przed śmietanką All-Star. Bird “nie [xxx] się w tańcu” również w meczach o stawkę. W 1986 Celtowie podjemowali Portland w meczu back-to-back. Było to podczas 11-dniowego tripu, w czasie którego ekipa rozgrywała aż 9 spotkań (!). Chłopaki sapali ze zmęczenia, a Larry?

Pod koniec tej serii wyjazdowej Larry miał już odhaczone wszystkie założone cele. Nie przegraliśmy meczu podczas całego wyjazdu, Larremu trochę już się nudziło, więc na konferencji prasowej, po pierwszym meczu z Portland, kiedy już dziennikarze zaczynali się szykować do wyjścia, odpalił torpedę: “jutro zagram lewą ręką, przynajmniej przez 3 kwarty”- Bill Walton

Nazajutrz, dwadzieścia z 47 punktów Birda padło po rzucie lewą ręką. Celtowie wygrali po dogrywce, a ostatniego kosza zdobył właśnie Larry (prawą ręką, ale nie czepiajmy się szczegółów).

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

14 comments

  1. Array ( )
    EmjotdwadziesciaTrzy 26 grudnia, 2016 at 15:28
    Odpowiedz

    “Dobra, to który z was będzie dzisiaj drugi?”
    “Po timeoucie, kiedy znów dostanę piłkę w tamtym miejscu zamierzam zdobyć kosza.”

    oho poważny “trash talk”-na orlikach jak się atmosferka podgrzeje są lepsze perełki 😉 Coś takiego jak Garnett obrażający matkę Duncana nie ma nawet prawa stać obok 😉

    (-97)
    • Array ( [0] => contributor )
      PATRON

      Jeżeli myślałeś, że to przykłady trash-talku to znaczy, że powinieneś cofnąć się do podstawówki i zacząć od lekcji czytania ze zrozumieniem

      (78)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł, uwielbiam Larry’ego! Tłustawy wieśniak, który dzięki technice, inteligencji i charakterowi rozstawial atletycznych Murzynów po kątach, z Jordanem na czele 🙂

    (51)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    @up: nie, no ja wiem, kiedys to wszystko bylo slabsze. Kosz, trash talk, wojny tez, bo jak sie tylko dzidami rzucali, to co to za wojny, kolo Rambo to nawet nie stalo w ogole;)

    (38)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Ta historia podoba mi się najbardziej, Reggie Miller w swoim debiutanckim sezonie próbował wytrącić Larry’ego z równowagi gdy ten rzucał osobiste pod koniec meczu i rzucał na niego dziwne spojrzenia, Bird trafił pierwszego i powiedział: “Rook, I am the best ****ing shooter in the league. In the league, understand? And you’re up here trying to ****ing tell me something?” Wtedy Larry trafił drugiego. Ciekawe czy po takiej wiązance byłby dzisiaj jeszcze na boisku 😀

    (34)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Emjotdwadzieściatrzy
    Jak bardzo wyzywanie matki ma się do pewności siebie? Lubie KG ale jak mi ktoś wyzywa matkę to sie wściekam i upokarzam go na boisku/odpowiadam mu w podobny sposób/walę po mordzie. Ale wykazanie TAKIEJ PEWNOŚCI SIEBIE I WIARY W SWOJE UMIEJĘTNOŚCI jest wspaniałe

    (4)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Pewności nie mam ale wydaje mi się, że nie będzie już koszykarza o tak nieprawdopodobnie wysokim bbal IQ. Gościu nie kłaniał sie nikomu. MOST SAVAGE PLAYER OF ALL TIME. Pokłony Larry.

    (15)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamiętam jak powiedział jakiemuś obrońcy, który go krył co dokładnie zrobi w następnej akcji żeby zdobyć punkty, po czym zrobił to. …..legend

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    och, o Larrym mozna bez końca. jedna z najbarwniejszych postaci jednej z najbarwniejszych epok w historii NBA. wg mnie, złotej, najlepszej.

    dwa lata temu ? rok temu ? whatever… któryś z graczy Indiana Pacers opowiedział, że podczas treningu rzutowego Larry przechodził koło boiska, spadła mu przypadkiem do rąk piłka, a on – w spodniach od garnituru, pantoflach i pod krawatem – zaczał rzucać do kosza i trafił 15 razy z rzędu. Ponoć świadkom tego zdarzenia szczęki poopadały do podłogi.

    w jednym z artykułów przeczytałem kiedyś porównanie Larry’ego do… Allena Iversona. autor twierdził, ze Bird był tak samo “hip hopowy” jak Iverson. Why ? bo był sobą, bo prezentował się wg zasady “you see what you get”, bo miał czarną duszę po prostu. był biały jak mąka, ale zachowywał się idealnie podług wzorców wskazywanych przez kulturę hiphopową.

    No i z college’u Larry nie odszedł tylko dlatego, ze mu brakowało pieniędzy. Odszedł, bo po prostu czuł się tak źle. był, jak sam mówił, “wieśniakiem” i bardzo słabo kontaktował się z młodzieżą pochodzącą z innych klas społecznych, prymusami, ludzźmi z tzw.dobrych domów. Po prostu, uciekł tam gdzie nie czuł się “inny”.

    Ktoś kiedyś zaproponował mu wyjście na koncert Springsteena. Larry dał się namówić i Boss bardzo mu się spodobał. A to dlatego, ze w swoją grę wkładal widoczny wysiłek. Larry zawsze doceniał ludzi z pasją.

    Magic powiedział kiedyś, zę bez Birda nie byłby tak dobry. Nawet keidy z Lakersami pokonywał Celtów i Larry’ego, harował latem, bo “wiedziałem, ze Larry właśnie pracuje nad swoją grą, że nie odcina kuponów, ale biega, rzuca i podnosi cięzary. Musiałem pracować równie cięzko, zeby być gotowym”.

    Co roku dodawał do swojej gry nowy ruch. ćwiczył go latem. Rzut z odejścia, rzut z dołu, jakiś fake, floater z lewej… co roku dodawał do swojej gry jakiś go-to-move, którym pokonywał póxniej rywali.

    ktoś powieeział : “Larry był prostym facetem : jego życie składało się z koszykówki i dodatków”.

    to tylko kilka drobiazgów z całej szafy anegdot o tym niezwykłym zawodniku.
    trudno go nie kochać i nie inspirować się jego postacią :]

    (23)

Komentuj

Gwiazdy Basketu