Nique: The Human Highlight Film

15

Miał być jakiś fajny, przykuwający oko tytuł. Po chwili namysłu zdecydowałem jednak, że cokolwiek bym nie wymyślił to i tak nie odda to mocy prawdziwego dynamitu, jakim na parkietach NBA był Dominique Wilkins. Maszyna do zdobywania punktów, niesamowity dunker z petardami zamiast stóp, seryjny strzelec. Można wymieniać by długo, ale i tak wszystko zawiera się w tytule. No bo co można wymyśleć lepszego dla faceta, którego boiskowy pseudonim brzmiał “The Human Highlight Film”, a który zarazem stał się być może najbardziej niedocenianym gracza w historii NBA?

Oskarżony: Dominique Wilkins
Zarzut: Niegodny najlepszych

26.668 punktów, średnia z kariery 24.8, dziewięć razy w Meczu Gwiazd, członek panteonu wielkich idoli lat 80-tych. Do tego jeden z niewielu graczy w historii ligi, którzy zdobywali minimum 25 punktów na mecz przez 10 kolejnych sezonów (!). Mało? Nie oddaje to stylu jego gry? Pomyślcie zatem o kimś, kto ekspresją swoich dunków dorównywał młodemu Vince’owi Carterowi oraz szczupłemu Shawnowi Kempowi, a punkty zdobywał tak łatwo, jak Tracy McGrady w swoim prime.

Wspominając go dzisiaj, eksperci nie mają złudzeń: “Dominique był kimś wyjątkowym (…) Wtedy kiedy latał nad koszami, kiedy pojedynkował się z Celtami. Posiadł tę rzadką umiejętność elektryzowania tłumu, ilekroć wybiegł na parkiet”. Inny z amerykańskich dziennikarzy dodaje:

Oczywiście nie wygrał choćby małej części tego, co Jordan, ale czy był dużo gorszym graczem od niego, albo chociaż mniej efektownym? No nie wiem…

Dlaczego doszło zatem do przykrej sytuacji, kiedy w jednym momencie zapomniano o koszykarzu, dla którego przez ponad dekadę wypełniała się hala w Atlancie? 29. października, rok 1996, 20 lat temu, Nowy Jork. Komisarz David Stern ogłasza listę 50 największych graczy w historii NBA, wybraną na obchody 50-lecia ligi. Grono ekspertów, złożone z byłych zawodników, dziennikarzy i trenerów szerokim łukiem omija kandydaturę Wilkinsa, dając mu do zrozumienia, że go tu nie chcą.

Zarzuty? Pojawia się kilka: niegodny najlepszych, samolubny styl gry, brak sukcesów. Szybko pojawiają się też jednak adwokaci, którzy skutecznie punktują oskarżycieli: Brak sukcesów? Gdyby nie on, Atlanta w ogóle nie liczyłaby się na mapie NBA. Idąc za prasą:

Ten facet sam ciągnął ten cyrk na kółkach, jakim wtedy byli Hawks.

Samolubny styl gry? Tutaj także zacytujmy: “A komu miał podawać? Wokół niego biegali tacy “strzelcy”, jak Doc Rivers, Tree Rollins, Spud Webb i Cliff Levingston….”. Celna uwaga. Dominique nie miał u swojego boku Byrona Scotta, Jamesa Worthy, Kevina McHale’a, Scottiego Pippena czy Roberta Parisha. Jeśli sam nie zdobył punktów, to ich najczęściej nie było. Niegodny najlepszych? A czyimi strzeleckimi pojedynkami z Jordanem i Birdem tak się wszyscy podniecali? Kto był współtwórcą najlepszych konkursów wsadów lat 80-tych?

Dzisiaj pominięcie ‘Nique’a traktowane jest oczywiście jako hańba, a niektórzy z tamtych ekspertów wybierających tamtą 50-tkę mówią: “To był koszmarny błąd”. Zresztą kontrowersje towarzyszyły temu od początku, a w obronie Wilkinsa od razu stanęli Magic, Larry, Jordan czy Barkley, który – jak to narwany Sir Charles – rozważał nawet bojkot ceremonii. A jak tamtą sytuację komentował sam “Human Highlight Film”? Wersja złagodzona: “Niektórzy z tej 50-tki nawet nie zbliżyli się do mnie poziomem gry….”. Wyrok może być zatem tylko jeden: Niewinny i niesłusznie pominięty

Co więcej, nie tylko brak Wilkinsa w pięćdziesiątce największych odbił się szerokim echem w świecie NBA. Niektórzy przypomnieli, że Dominique powinien był znaleźć się w obsadzie oryginalnego Dream Teamu, w miejsce Mullina lub Laettnera. Jeden z dziennikarzy pisał wtedy tak:

Chris Mullin jest dobrym graczem, ale sorry… to nie Wilkins. A Laettner? Kim do ku*** nędzy jest Laettner?!

Charakter

Sezon 1982/83, Atlanta odwiedza słynny Boston Garden. Rozpoczyna się spotkanie, a złotousty Larry Bird już mąci w głowie rozgrywającemu swój pierwszy sezon Wilkinsowi, szepcząc mu do ucha:

Nie pasujesz tutaj (…) Wystawili Cię do krycia mnie? Nie dasz rady…

Dominique Wilkins poczuł się znów jak w Baltimore w 1971 roku. Wszystko zaczęło się jak wiele tego typu historii – od ubóstwa, potwornej biedy i walki o przetrwanie. ‘Nique urodził się co prawda w bazie wojskowej w Paryżu, gdzie stacjonował jego ojciec wraz z rodziną, ale zaraz potem cała rodzina przeniosła się z powrotem do USA, w biedne rejony Dallas, a potem właśnie Baltimore. Ubliżający Wilkinsowi Bird był niczym starsze dzieci, z którymi 11-letni Dominique musiał grać na pieniądze, by pomóc wyżywić rodzinę. Gdy zabrakło ojca, mama Wilkinsa wychowywała samotnie ósemkę dzieci, a ‘Nique doskonale pamięta tamte czasy:

To była moja misja, mój obowiązek i mój honor by zająć się rodziną (…) Do dzisiaj nie wiem, jak moja mama dała radę to ogarnąć (…) Pomagałem jak umiałem”.

A że od dziecka najlepiej wychodziło mu granie w kosza, ogrywał w spotkaniach na kasę starsze dzieci, ucząc się boiskowego cwaniactwa i hartując charakter.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    się uwzięli na graczy Atlanty, coś jak brak all star game dla Josha Smitha za czasów jego najlepszego okresu w karierze 😛

    (14)
    • Array ( )
      Zdjęcie profilowe WeekendWarrior

      “nie sondze” [xxx] takiego Janusza ortografii jeszcze nie widziałem, chyba że to celowe, choć szczerze wątpię, wnioskując po poprzednich komentarzach tego “urzydkownika” 😉

      musk-roz%$bany.exe

      (-2)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Sprewell
    Odpowiedz

    Fantastyczny grajek choć dla mnie fenomenem lat 80tych jest Larry Bird. Facet, który przez całą karierę praktycznie się nie odrywał od ziemii został jednym z najwybitniejszych zawodników w historii.

    A propo Dream Team I też nigdy nie zrozumiałem co robił tam Laettner. Skoro chcieli mieć tam debiutanta czemu nie wzięli Shaqa. Wyobraźcie sobie Shaqa łamiącego kosza w finale olimpijskim w Barcelonie…

    (21)
    • Array ( )
      Zdjęcie profilowe Andre3000

      Były problemy ze sponsorami podobno, a zresztą Leattner był wtedy Bogiem koszykówki akademickiej i oficjalnie dla tego wzięli jego. Urywanie koszy, nie było nikomu potrzebne.
      Mullin był potrzebny do rzucania za 3, a Pippen i Drexler byli wtedy już wyraźnie lepsi od Wilkinsa. Zresztą I.Thomas wtedy był lepszy od Stocktona, a przez swoją niewyparzoną gębę i zatargi z MJ, wzięli białasa.

      (12)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe asdf
    Odpowiedz

    Coco Jambo, Laettner z tego co kojarzę musiał być, bo NCAA i NBA podpisały umowę próbując przeforsować dopuszczenie graczy z NBA do igrzysk, że co najmniej jeden zawodnik musi być z NCAA.

    (1)
    • Array ( )
      Zdjęcie profilowe gratek

      No dokładnie. Laettner był w tej drużynie z powodów politycznych. Jak nie on, to jakiś inny dzieciak z koledżu (Shaq?).

      (0)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Shadixx
    Odpowiedz

    Będę sceptyczny.

    TL;DR

    Doceniam starania autora, ale ciężko to się czyta(od razu widać, że to nie jest artykuł BLC). Myślę że artykuł powinien być podzielony na 2 części.
    Na przykład.
    1. Human Highlight Film – Dlaczego był niedoceniany.
    2. Human Highlight Film – II historia jego życia.

    Myśle, że było by wtedy bardziej czytelne. (chodź większość wtedy narzekała by, że zrobiliście 2 artykuły dla wyświetleń i hajsu). No, ale cóż zrobić nie każdemu można dogodzić.
    A autorowi życzę wytrwałości w tym, że o Nas dba w tym sezonie ogórkowym.

    (-18)
    • Array ( )

      nie rozumiem tych minusów ale dzisiejsze dzieciaki małolaty młodziaki zrobią wszystko zeby tylko swiat był beznadziejny ….. 2 artykuły jak najbardziej mogły by być ….nawet należą mu się …. ale czy czytelnicy są na tyle inteligentni żeby to przyjąć ….

      (0)
  5. Array ( )
    Zdjęcie profilowe daro
    Odpowiedz

    w tym artykule aż się prosi żeby wspomnieć również brata Dominque’a, który także zapisał się m.in w konkursach wsadów i był solidnym graczem NY, Cavs grał także z numerem 21 a później w 1999 roku spotkał się z Dominique w tym samym zespole – taka ciekawostka:)

    (4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tego co pamiętam wybór do DT trwał praktycznie cały 91 rok – targów z Jordanem 😉 Nique w międzyczasie uszkodził kolano – co niektórzy potraktowali jako usprawiedliwienie – gdyż nie byłby w pełni gotowy na turniej olimpijski.
    Jak brak Thomasa (wobec właśnie targów z Jordanem) można jeszcze logincznie uzasadnić – to brak Wilkinsa jest już zastanawiający. Choć Pippen czy Drexler (który grał także na SG) byli wówczas finalistami natomiast Bird (nominalnie SF) – był “za zasługi” – bo kregosłup praktycznie uniemożliwiał mu funkcjonowanie. Atlanta natomiast bujała się na granicy PO – i zdarzały się sezony poniżej 50% zwycięstw.
    W ogóle 2 część kariery Dominique miał “dziwną”: “zdrada” Atlanty i transfer do Clippers, potem dołujący Boston, potem zupełny brak zainteresowania managmentu i szukanie kasy w Grecji a następnie dogorywanie w SAS i ORL.
    Dziwne to szczególnie wobec tego, że to koleś, który w wieku 34-35 lat miał średnie ok. 18 ppg/ 30 mpg.
    Do tego – do fanów nie docierały kontrowersje pozaboiskowe, szatniowe itp. bronił przyzwoicie, był lubiany itp.

    (1)

Gwiazdy Basketu