NBA Finals 2026: gra jeszcze nie skończona

No i macie. Pozdrowienia dla tych, którzy już się szykowali na koniec serii. Madison Square Garden gościła finały NBA po raz pierwszy od 27 lat, więc zainteresowanie było ogromne, a bilety tak drogie, że miejsce regularnej publiki zajęli celebryci, zblazowani ludzie z kasą, przez co zaangażowania i żywiołowego dopingu było jakby mniej. Tłum wybuczał natomiast soczyście prezydenta Donalda Trumpa, gdy ten zza szyby pancernej w loży honorowej powstał i salutował do odgrywanego na płycie boiska hymnu.
Na zewnątrz budynku zezwolenia na gromadzenie się nie było, tłum przeniósł się więc w inne, wskazane części miasta. Napadano ludzi w jerseyach San Antonio, drzewa obrywano z gałęzi, padło parę witryn sklepowych i tego typu akcji. Mecz natomiast zmęczył okrutnie. Wlecze się przez 3-4 godziny, ale w ciągu chłopaki grają może ze czterdzieści sekund, jeśli mamy szczęście. Dominują faule, błędy, gwizdki, protesty, weryfikacje, przerwy, reklamy oraz komentarze bijące w inteligencję fanów.
Spurs 115 Knicks 111 [1-2]
Stało się jak mówiłem. San Antonio przestali zawracać sobie głowę Joshem Hartem. Już do niego nie rotowali, od początku i bez kompromisów „krył go” Victor Wembanyama i chociaż Josh zapalił 4/6 zza łuku i zdobył szesnaście punktów, Spurs mieli to całkowicie w nosie, jak powinni. Moim zdaniem, gdyby grali tak od pierwszego meczu, byłoby 2-1 (jeśli nie 3-0) dla Spurs i dlatego tak mnie te finały „męczą”.
Sercem jestem za Knicks, pisałem wielokrotnie, że mistrzowski tytuł dla San Antonio w pierwszych playoffs Wembanyamy, Castle’a i Harpera, będzie z krzywdą dla ligi, ale na miejscu fanów NYK czułbym zaniepokojenie.
Cały filar gry tegoż uczniowskiego, popełniającego ogrom błędów klubu z Teksasu, polega na utrzymaniu w środku obrony 224-centymetrowego, atletycznego ponad stan centra. Spurs mają na to kilkanaście patentów i coraz płynniej im to wychodzi. Dlaczego nie grali tak od początku serii? Nie wiem czego chcieli, może zaskoczyć? Próbowali obronę zmieniać, cudować. Przedobrzyli i tyle. Wczoraj zagrali najprościej jak się dało, dokonali najbardziej oczywistych przesunięć, o których pisałem ostatnio i wygrali mecz. Przy okazji okradli ekipę nowojorską z magii, która im przez ostatni miesiąc towarzyszyła, przerwali ich trzynastomeczową serię zwycięstw.
1. Harta olali w pi$du.
2. Wemby bezkompromisowo stał w środku.
3. Brunsona kryli w pojedynkę.
Nie miało żadnego znaczenia co robił i zrobi Nowy Jork, bo to nie Nowy Jork decyduje. O tym, jak dalej będzie wyglądać ta seria decyduje w największej mierze sztab szkoleniowy Spurs. Hart się cieszył, że mu rzuty siedzą, że się zaznacza, że nie jest już żadnym słabym ogniwem. Serio?
Fajnie, tylko że ruch piłki po stronie nowojorskiej przepadł. Towns wrócił do bycia zawodnikiem, jakiego znaliśmy przed nadejściem kwietnia. Nawet gdy wychodził na szczyt parkietu do podania, nie miał dokąd piłki posłać. Zaliczył jedną marną asystę (jego średnia w playoffs wynosi 5.4 asyst) oddał w sumie dziesięć rzutów do kosza. Nie było przestrzeni do latania, Mikal Bridges zaliczył dwa punkty. Rozumiecie, o czym mówię?
Nie dość, że Wemby nakrywał ramionami wszelkie ścięcia, wszelki ruch bez piłki w promieniu trzech metrów od obręczy, to jeszcze nie było podwojeń Jalena Brunsona (okej, zdarzały się, ale w pojedynczych przypadkach) a przez to łatwych pozycji na łuku. Brunson zdobył 32 punkty, jest świetny, ale oddał przy tym aż 25 rzutów, popełnił 5 strat i zmuszony był „pałować” jak za czasów, gdy mówiliśmy, że mistrzowskie odznaczenia to nie dla Nowego Jorku.
Becky Hammon, niegdysiejsza asystentka Gregga Popovicha, obecnie pracująca w WNBA jako trenerka przy klubie Las Vegas Aces, powiedziała kiedyś, że nie da się zdobywać mistrzowskich tytułów NBA z małym guardem (Brunson) w dominującej, czołowej roli. Zapytana o komentarz parę dni temu stwierdziła, że wciąż stoi przy swoim, zdania nie zmienia, przynajmniej dopóki nie stanie się inaczej.
Oczywiście opowieści wokół Games 3. jest cała masa, ale te trzy punkty, co je wypisałem, są absolutnie najważniejsze i określą kształt rzeczonej serii.
Widzieliście ochronkę, jaką sędziowie objęli „Golden Boya” Wembanyamę? Victor ma już na koncie flagrant foul w serii z Minnesotą i jeśli mu dowalą kolejny, będzie zmuszony opuścić dyscyplinarnie kolejny mecz. To by była tragedia. Cokolwiek więc odwala Francuz, sędziowie patrzą w drugą stronę i szybciutko grę wznawiają, żeby larum podnosić i protestować nie było czasu.
Ktoś powie, że Francuz jest „zmęczony” tym, że mu ciągle podchodzą pod nogi albo trzymają wpół, że takie ruchome zasłony to też nie jest koszykówka, ale jednak w tym wypadku się zagalopował. Inna sytuacja dotyczyła podchodzenia z nogami pod strzelca będącego w wyskoku. Brunson flagrant foul otrzymał, Wemby za niemal identyczną akcję, dostał zwykły gwizdek.
Długo naprawdę można pisać, ale Spurs z gigantem w środku obrony i bez podwojeń, są cholernie trudni do pokonania. Zawodowi koszykarze zaczynają wyglądać jak podwórkowe chłopaki, nie wiedzą co robić, podejmują kuriozalne decyzje, bo ich machający łapami Wemby wytrąca z rytmu. I z tym będzie tylko gorzej, to będzie rzecz, która zdominować może świat NBA na wiele lat do przodu.
Słabiutko wypadł dedykowany strzelec Landry Shamet, na którego stawialiśmy. Grał dużo, bo aż 23 minuty, ale trafił 1/8 z gry. Można tłumaczyć, że awaryjnie, bardzo wcześnie wszedł za Bridgesa, a potem gdy przyszły już jego tradycyjne rotacje i chłopaki, z którymi zwyczajowo gra, był zmęczony. Celownika nie skalibrował, w obronie był najsłabszym ogniwem, które Spurs obrali sobie za cel i aż dziw bierze, że Mike Brown trzymał go na parkiecie tak długo.
Jordan Clarkson, choć może nie jest to catch and shooter, grał skuteczniej, a dostał jedynie 13 minut. Deuce McBride minut dziewięć, choć znacznie lepiej sobie od Shameta w obronie przecież radzi i Harpera parę razy ładnie stopował w poprzednich grach.
No i właśnie… Dylan Harper, pierwszoroczniak. Podpatrzył jak się porusza Hart, jak na zbiórkę chodzi, jak i kiedy atakuje i stwierdził, że będzie robił to samo. Dzieciak sto kilogramów, dziewięć zbiórek wytargał, trzynaście punktów, cztery asysty i żadnej straty przy tym nie popełnił. Dla niego to zabawa, on się dopiero uczy i to jest przerażające.
Stephon Castle dowiózł linijkę 23/5/5. Powiedzieli mu, że musi do kosza rzucać z czystych pozycji, więc 2/5 zza łuku przyniósł. Obaj z Harperem są nie do pokrycia w pojedynczym kryciu czy po zasłonie, ich umiejętność penetracji jest poza zasięgiem jakiegokolwiek obrońcy. Różnie bywa z wykończeniem, podaniem w tłoku, ale presja na obręcz jest w ich wykonaniu okrutna. Czekajcie aż się Stephon dorobi pull-up jumpera z półdystansu, bo to będzie Jimmy Butler skrzyżowany z Jrue Holidayem.
Castle i Keldon Johnson kryjący Townsa to chyba żadne zaskoczenie, co? KAT w szesnastu sytuacjach oddał jeden tylko rzut naprzeciw Stephona, bo się nauczył nie pchać na pałę. Problem polega na tym, że jego momenty w tym meczu w ogóle nie nadeszły, gra do niego nie przyszła, a koledzy piłkę gubili. Spurs wymusili 13 strat, z których zdobyli 21 punktów.
Wembanyma zaliczył 32 punkty 8 zbiórek i 6 asyst. Przede wszystkim aktywniej niż do tej pory wbiegał w pole trzech sekund Knicks i co najważniejsze, bez uprzedniego stawiania zasłon, co dotychczas było sygnałem dla NYK by go spychać z drogi i stopować.
Spurs mogli na pewno mocniej zagrać na tablicach, tylko ofensywna zbiórka trzymała gospodarzy w grze, no i szaleństwa OG Anunoby (28 punktów 9/13 z gry) część z jego zdobyczy to atak closeoutu, a to znów „szkolne błędy” Spurs, stosunkowo łatwe do wyeliminowania.
Mike Brown na pomeczowej konferencji prasowej winą za porażkę obarczył a) sędziów b) brak zdecydowania jego graczy, po tym jak łapali piłkę. Jak mówię, Spurs zmusili ich do kombinowania, sprawili, że ci nie grali swojej koszykówki. Koszykówki, która zaprowadziła ich do tego miejsca, dwa zwycięstwa od mistrzowskich pierścieni. Ciekaw jestem Waszych obserwacji. Jutro robimy Q&A. Patronami odcinka są Sablik Piotr oraz Woyteck, dzięki Panowie.









Knicks wyciągną wnioski z tej porażki i zobaczycie jak na game 5 będzie stan rywalizacji 3-1 dla NYK. Ale potem będzie już na żyletki. Mecz nr 5 raczej dla SAS, a potem przy gigantycznej presji NYK będą musieli wygrać Game 6 u siebie – jeśli to im się nie uda to Game 7 bierze Wemby….
Jakie „wnioski” Twoim zdaniem wyciągną?
Pani Becky Hammon chyba w śpiączkę zapadła na czas play off i finałów w 2022
Odnośnie Pani Becky Hammon:
A GSW z Stephem to co?
Jest tylko z tego pamiętam 3 cm wyższy od Brunsona.
Curry to fenomen strzelecki, jemu starczy ułamek sekundy by oddać rzut, nie jest żadnym ball hogiem, lata po zasłonach jak wściekły, tamte GSW to był monolit a nie hero ball Brunsona…
Ładna analiza. Wielcy komentatorzy z twittera jedyne co potrafili mądrego napisać to to, że Sochan zagrał. I heheszki.
„Widzieliście ochronkę, jaką sędziowie objęli Wembanyamę? Victor ma już na koncie flagrant foul w serii z Minnesotą i jeśli mu dowalą kolejny, będzie zmuszony opuścić dyscyplinarnie kolejny mecz. To by była tragedia.”
—
Panie Bartku, a gdyby to Spursy prowadziły po dwóch meczach 2-0 to Wembanyama dostałby flagranta za faul na Brunsonie Pana zdaniem? Wtedy to Knicks musieliby gonić wynik i szukać wyrównania serii, więc sędziom łatwiej byłoby wyatować Wemby’ego z Game 4. Czy przesadzam?
Właśnie Curry, mały guard a trochę tych mistrzostw zrobił. Do tego Wemby powinien się od niego uczyć. Tyle lat trzymają go w pół, szarpią, prowokują, faulują, a jednak mindset mistrza pozwalał mu trzymać nerwy na wodzy i odgrywać się przeciwnikom wygrywając.
Nam kibicom pozostaje grzać popcorn i czerpać radość, póki nas to kręci, mimo wpływu sędziów, pieniędzy itp.
Dobrego dnia koszykarska brać.
Pytania do Q&A:
1. Zakładając, że jest Pan head coachem to jaki zespół NBA od nowego sezonu chciałby Pan przejąć a jaki niekoniecznie?
2. Ile byłby Pan w stanie zapłacić za bilet na finały NBA? 😁🤑
3. Czy coach Mike Budenholzer, po ujawnieniu jego problemów z alkoholem przez Nurkicia, ma szansę objąć jeszcze jakis zespół w NBA? Jeśli tak to do jakiej ekipy mógłby pasować?
4. Mundial będzie Pan oglądał czy to nie Pana bajka? ⚽️
Zapowiada sie najlepszy mecz serii jak na razie. Presja po stronie Knicks – żeby dowieźć stan serii na 3-1 i utrzymać przewagę parkietu ale i presja na Spurs żeby nie wpaść w dołek 1-3. Będzie walka. Już zacieram ręce na czwartek.
Harper tylko się rozkręca. Zero strachu. Dostaje czapy od OG ale to nic i tak wali pod obręcz.
Podobał mi się bardziej agresywny w wejściach pod koszt Castle, tak musi grać,
Fox bardzo łatwo dochodzi do swoich rzutów na półdystansie tylko z celnością gorzej.
Ciekaw jestem jak odpowie Towns, bo mecz nr 3 to byla klapa w jego wykonaniu, wyglądał trochę jak Holmgren.
Początkowo miał kilka bully ball i punktów spod kosza po których darł japę ale potem zniknął.
Jednak ławka Spurs wydaje się mizerna w porównaniu z KNICKS, w których każdy lawkowicz wydaje się że może coś wnieść na parkiet. Natomiast w Spurs tylko Harper to pewny punkt, reszta jak Kornet, Bryant, to w większości minusowe minuty.
1. Straty NY 🙁
2. Skuteczność leżała 🙁
3. Gwizdki 🙂 Jak sprzedać kolejny raz całą hale za miliony dolców? Na początku dwa gwizdki dla Bridgesa, na ławkę i już jednego mniej.
Gwizdanie jako forma eliminowania kluczowych zawodników.
Te dwa szybkie gwizdki dla KATa w meczu numer dwa.
To było tak żenujące ….
Także pogwizdali na początku trzeciego meczu = kolejny mecz w serii = hala za miliony wyprzedana. Sędziowie sa od tego, żeby produkt miał zysk.
Pewnie odpuszczą przeciaganie serii w meczu 6? Albo dopiero w 7.
Bez poprawienia skuteczności i z taką ilością strat nie pokonają Spurs. Sędziowie dopilnują tego, przynajmniej do meczu nr.7.