NBA Finals 2026: gospodarskie gwizdki, serce do walki, powtórka z historii

49

Dzień dobry, kto oglądał na żywo w nocy, palec do budki. Na emocje znów narzekać nie mogliśmy, co? Te pozytywne i te napawające złością. Można było odnieść wrażenie, że panowie arbitrzy, którym przewodniczył Tony Brothers, robili co w ich mocy by serię wyrównać, ale no cóż, nie udało się. Mnie przede wszystkim wydaje się, że jako długoletni kibic NBA już to gdzieś widziałem, że drugi raz tę samą grę przechodzę. 

Tegoroczna seria finałowa przypomina NBA Finals 1995, w którym to hype przeogromny był na młody i wielce efektowny tandem Shaquille O’Neal oraz Anfernee Hardaway. Po tym jak panowie pokonali powracającego z emerytury Michaela Jordana, wydawało się, że nic ich nie zatrzyma, a sami zawodnicy po latach przyznali, że „dziadków” z Houston Rockets nie docenili.

Mnie się wydawało, że pokonamy ich z biegu – stwierdził po wszystkim Penny. 

W pierwszym meczu u siebie, młodzi panowie magikowie prowadzili dwudziestoma punktami, ale pewne przesunięcia obrony po stronie Rakiet oraz gra inside-outside w wydaniu Hakeema Olajuwona i Kenny’ego Smitha, sprawiły że wynik wyrównywał się z każdą minutą. Long story short, na około dziesięć sekund do końca Orlando miało trzy punkty prowadzenia, a Nick Anderson faulowany był celowo, by czas zatrzymać. Spudłował oba wolne, ale szczęśliwie piłkę po sobie zebrał i… spudłował dwa kolejne wolne. 

Rockets wzięli czas i tu nastąpiła degrengolada największa, bo miły dziadzio Brian Hill zamiast zaordynować faul, choćby i przy próbie rzutowej (w tamtych czasach nawet przy rzucie za trzy przyznawano tylko dwa wolne) pozwolił by będący w gazie Smith wyszedł do podania, zrobił pump-fake, poczekał, pozwolił obrońcy przelecieć obok, a następnie trafieniem doprowadził do dogrywki.

W doliczonym czasie młodym już całkowicie puściły zwieracze i oddali wygrany mecz 118:120. Ostatnią piłkę, po próbie wjazdu najbardziej doświadczonego Drexlera, dobił z powietrza Olajuwon. Tu macie małą przypominajkę z historii, bo zdaje się, że części z Was jeszcze na świecie nie było. 

 

„Pokonamy ich z biegu” – dobre sobie. Hakeem Olajuwon (31 punktów 6 zbiórek 7 asyst 4 bloki 2 przechwyty) Clyde Drexler (23 punkty 11 zbiórek 7 asyst) Robert Horry (19 punktów 8 zbiórek 5 bloków 3 przechwyty) i Kenny Smith (23 punkty 9 asyst 7/11 zza łuku) mieli inne plany i zakończyli rywalizację 4-0. Młody król kosza Shaq kręcił łbem dokładnie tak samo jak Wembanyama po Game 1. 

Knicks 105 Spurs 104 [2-0]

Ech, mówiłem że dla nich za wcześnie. Mówiłem, że mi się Mitch „rybie oczko” Johnson, coach San Antonio nie uśmiecha. Przecież to jest trener od indywidualnego wyszkolenia, od tego zaczynał i to jego specjalizacja. Żaden z niego mocarz jeśli chodzi o taktykę, a defensywnym koordynatorem jest tam Sean Sweeney, którego już przecież podebrali Orlando Magic, o których była mowa wyżej. Moje pretensje dotyczą przede wszystkim: 

  • bierze czas, rysuje zagrywkę, zagrywka polega na izolacji oddychającego rękawami Wemby’ego na siódmym metrze
  • nie bierze czasu, gdy Spurs zbierają piłkę przy remisie i dziesięciu sekundach na budziku
  • prowadzi to do koszmarnej w skutkach straty i faulu na Brunsonie
  • bierze czas, znów widzimy Wemby’ego rzucającego z półdystansu
  • dlaczego akcja nie była rozpisana na penetrację?
  • dlaczego Wemby nie szedł na ofensywną zbiórkę? (Drexler drive -> dobitka Olajuwon)
  • dlaczego tyle zwlekali z oddaniem rzutu, nie dali sobie czasu na ewentualną próbę dobitki? 
  • dlaczego Wemby flopował w ostatniej akcji, teatralnie upadał? 

To są takie szkolne błędy, że Gregg Popovich to już pewnie wyłysieje, jak mu wyświetlą film na spokojnie. Mówimy o niedoświadczeniu zawodników, dla mnie to przede wszystkim trener jest zielony jak ogórek. 

Te same cholerne błędy, które popełniał w obronie przeciwko SGA, kazał ludziom ślepo podwajać gościa. Skończyło się fiestą Nowego Jorku zza łuku oraz opanowaniem ofensywnej deski. Knicks trafili piętnaście trójek na 40% skuteczności oraz zaliczyli sześć ofensywnych zbiórek w czwartej kwarcie. 

Przede wszystkim, widoczny brak pewności, silnej prezencji trenera sprawia, że młodzi się zastanawiają przez co wkradają się dodatkowe nerwy. Nie wiadomo do końca kto ma do piłki wyjść i najważniejsze rzuty wziąć na siebie, Stephon Castle lata gdzieś po rogach, nawet na piłkę nie patrzy. Ufa, że jego 224-centymetrowy kolega przekozłuje piłkę sam na połowę rywala (?!) odwraca głowę jakby czuł ulgę, że nie musi tego brać na siebie. Dla kontrastu, w zespole Knicks wiadomo dokładnie, crunch time to podanie do Brunsona i polowanie na matchup, który kapitanowi pasuje. 

Spurs młode chłopaki, pokazali kawał serca, przypuścili szarżę 13-0, ale wszystko psu na budę, bo stało się to: 

 

Nie będę się zagłębiał w taktykę, bo chociaż uwag można znaleźć sto, chodzi o najważniejsze: gotowość i odporność psychiczną. 

Kryptonitem na kosmicznego przybysza zdaje się być Karl Anthony Towns, który od początku kwietnia gra najlepszy basket w swej karierze, a matchup ze słabszym fizycznie Wembanyamą wyraźnie mu leży: 21 punktów 8/12 z gry 3/5 zza łuku 13 zbiórek 4 asysty +11 wskaźnika plus/minus. Arbitrzy chcieli go wyfaulować, w krótkim czasie wyłapał dwa bardzo dyskusyjne przewinienia toteż kilka kluczowych minut opuścił. 

Sędziowie: 

-> Castle zapaśniczo kontroluje rywala, obie dłonie na niego kładzie, ten otrzymuje ofensywny faul
-> Anunoby oddaje trójkę, dostaje szlaban przez ręce, aut, piłka Spurs 
-> szczęśliwie wypadła poza granice boiska, bo można było przynajmniej wziąć challenge
-> Brunson jest spychany z piłką praktycznie cały mecz, oddaje w sumie pięć rzutów wolnych

Knicks choć w obu meczach byli o włos od przegranej, grają jak przystało na doświadczony zespół, który w finałach nie znalazł się przez przypadek. Imponuje ruch piłki, naprzemienne penetracje i odegrania, zupełnie jak Spurs za czasów Duncana, Manu, Parkera czy Borisa Diawa, popatrzcie: 

No i właśnie, Mikal Bridges. W pierwszym meczu niespecjalnie obecny ofensywnie, tym razem latał jak w serii z Cleveland: 20 punktów 8/13 z gry 4/6 zza łuku 6 zbiórek 6 asyst. Kto jeszcze żałuje listy wyborów draftu, które Knicks oddali by go pozyskać? Pewnie niewielu. 

Bukmacherzy szanse na zdobycie mistrzowskiego tytułu przez Nowy Jork oceniają w tej chwili na 83.1% 

Zdaje się, że wszyscy (a przynajmniej większość z nas) jak tu siedzimy, pomyliliśmy się względem tej serii. To znaczy wiadomym było, że Spurs jeszcze nie dorośli do walki o najwyższe laury i cieszę się, że weterani ucierają im nosa oraz fundują potrzebną, życiową lekcję, ale jako kibic do Madison Square Garden wolałbym „jechać” przy remisie 1-1, a Wy? 

Słyszeliście pewno, najtańszy bilet na Game 3. w MSG (gdzieś pod kopułą hali) to wydatek rzędu 45 tysięcy złotych. Świat oszalał, ale jeśli się nie mylę, najbardziej dochodowa organizacji koszykówki na świecie, ostatnim razem po mistrzostwo sięgała ponad pół wieku temu, bo w 1973 roku.

Dobrego weekendu GWBA Familia, Patronami dzisiejszego odcinka są Łukasz Darlak, Wojtek Skrzypek oraz CWCienista, moje uszanowanie! B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak Bridges, Shamet i OG dalej będą tak siekać za trzy to skończy się sweepem. Co do meczu to już w serii z thunder Johnson się nie popisywał i nie inaczej było tym razem. Trener musi być trenerem, a nie kolegą największej gwiazdy. Może porównanie na wyrost, bo wielu uznanych trenerów oddaje kluczowe akcje w ręce największych gwiazd, ale Phil Jackson potrafił potraktować Pippena jako zmyłkę (ciekawe czy odważyłby się tak zrobić z MJem), a Johnson najważniejszą akcję oddaje w ręce zajechanego Wembanyama, któremu w tej serii izolacje kompletnie nie wychodzą mając Foxa, któremu w końcówce wyjątkowo siedziało i który podobno po to był do drużyny ściągnięty. Od początku wydawało mi się, że Johnson head coachem został tylko ze względu na dobre relacje z Wembym i raczej do zmiany zdania mnie na razie nie przekonuje. Pewnie gdyby Spurs wiedzieli, że tak szybko będą walczyć o mistrzostwo to jeszcze by sprawę przemyśleli, a tak to najbardziej stremowany wśród Spurs jest chyba hc i mamy to co mamy.

    (17)
  2. Array ( )
    ObiektywnieNieobiektywny 6 czerwca, 2026 at 18:56
    Odpowiedz

    Miło nas zaskoczyli Knicks, dużo osób wieszało na nich psy i mowiło, że dobry bilans kręcą tylko przeciwko słabym drużynom. A tu idą jak po swoje, na Spurs jeszcze przyjdzie czas.

    (17)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie adminie, myślisz ze Brunson powinien więcej podawać/uruchamiać ofensywę innych? Sam dużo pudłuje, a Towns, Bridges, OG czy Shamed mają jakieś all time % TS?
    Te dwa „faule” Townsa to czysty kriminał.

    (8)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ceny ok 10k USD za gamę 3 to są ceny w ramach resale od tych, którzy chcą odsprzedać swoje bilety. Regularne ceny do MSG dla m.in. tych fanów knicks którzy mieli
      season tickets na ten sezon, to było za ostatnie rzędy $350 – $500. Więc “prawie” jak na poziomie Eurobasketu za mecze Polski w Kato. 😉

      (13)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Żarty żartami, ale Sochan może być naprawdę przydatny w finałach akurat ze Spurs z zupełnie innej strony, niż można by się spodziewać. Zna przecież SAS od środka, charakterystykę zawodników, z perspektywy szatni, z treningów i takie niby szczególiki mogą naprawdę mieć znaczenie, zwłaszcza kiedy mecz kończy się różnicą jednego punktu…

      (8)
      • Array ( [0] => administrator )
        Odpowiedz

        Serio w to wierzysz? Ludzie o wiele bardziej kompetentni skautuja rywali, tam nie ma żadnych tajemnic. Co nie zmienia faktu że sztab Browna zjada Mitcha i jego brak doświadczenia.

        (13)
        • Array ( )

          Trochę prawdy w tym jest, Sochan mówił, że sposobem na Wemby’ego jest „zabieganie” i moim zdaniem Knicks robią to o wiele lepiej od OKC, które też ma przecież dobrych skautów (inna sprawa, że może to być też już kwestia zmęczenia samymi playoffami). Z zewnątrz można sobie obserwować mecze, ale też o ile łatwiej jest skautom jak mogą się zapytać gościa, który wszystkie te zagrywki zna od drugiej strony, jaki był ich zamysł i różne warianty, żeby znaleźć najlepszy sposób aby je kontrować. W najgorszym przypadku oszczędza to sporo czasu, którego w play-offach jest ograniczona ilość, więc coś tam na pewno wnosi. Jest jeszcze możliwość, że Sochan jest turbo głupi i niewiele rozumiał z tego co mu w Spurs mówiono, ale osobiście nie znam, więc zakładam, że coś tam kuma ^^.

          (14)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Pod koniec brunson chcial castlea wpedzic w klopoty z faulami ale gwizdki dziwnie milczaly

    Coz w msg trudno zeby gwizdali pod gosci, wiec knicks coraz blizej

    (12)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak mawiał Adam Małysz: wygrałem w karierze wiele zawodów, dlatego że jeszcze więcej przegrałem.
    Wiktor parę minut wcześniej wygłosił na ławce tyradę mobilizującą cały zespół, wytykał błędy, gestykulował, grał szefa. Po czym w absolutnie kluczowym momencie na kontrze wali podanie kumplowi w plecy.
    Jak śpiewał bard: taki wstyd zdarza się tylko raz.
    Oprócz trenera gamonia chyba kombinacja stresu i zmęczenia. Stresu, bo druga przegrana u siebie to wstyd i nóż na gardle, zmęczenia, bo natyrali się w ostatnich seriach 4:3 i 4:2, a NYK zamknął obie po 4:0. Energetycznie Knicks wyglądają dużo lepiej.
    Efektem skumulowanym tego były głupie błędy, ale też na przestrzeni meczu wiele nietrafionych trójek, w tym zwłaszcza rzutów w odpowiedzi na celną trójkę NYK.

    (22)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    To nie były „gospodarskie gwizdki”. Była to żenująca próba wyciągania SAS z błota, drukując mecz na oczach milionów kibiców. Jak wierzyć , że liga jest uczciwa, gdy dzieją się takie rzeczy. Na szczęście los i zimne głowy NYK, dowieźli to zwycięstwo. Źle się to oglądało.. takie układanki jak w wrestlingu. Bandyterka.

    (35)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Komentatorzy pod sam koniec totalnie zdziwieni jak przeoczono zagranie nogą, co dało szansę suprs na ostatnią akcję…niby błąd a mógł być wielbłąd na skalę serii uff

      (18)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Liga nie jest uczciwa, dlatego od kilku lat oglądam tylko finały i to przez sentyment. Nie da się spokojnie patrzeć na obłudę sędziów.

      (11)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Zbiórka korneta po nie trafionym wolnym brunsona też bardzo sporna ruchem nogi zagarnął piłkę do siebie… harta tez pozbyli się naciąganymi faulami.

    (11)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Właśnie sędziowie. Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy liga nie układa scenariuszy meczowych to polecam G2 finałów xD Obrzydliwe to było i fajnie że NYK utarli nosa Silverowi i spółce, mimo, że kibicuję chłopakom z SAS.
    Niestety finalnie i tak cierpi kibic, ale z drugiej strony wole uczciwe niż fałszywe zwycięstwa.

    (19)
    • Array ( )
      nie Silver a właściciele $ 7 czerwca, 2026 at 17:58
      Odpowiedz

      jeśli już komuś zależy finansowo to… właścicielom zespołów na każdym kolejnym spotkaniu, GSW gdy przegrało ostatecznie w G7 padła teoria po upublicznieniu danych, że Warriors za każdy mecz u siebie generowali przychód kilkanaście czy ponad 20mln za 1 wydarzenie….. teraz SPurs u siebie generują za każde spotkanie 10-12mln a Knicks mają już szacunki przychodów ponad 20mln, za każde u siebie…. więc żaden Silver, choć wszystkim właścicielom jest na korzyść, ruch wokół nba a Silver jako dyrektor wiadomo cieszy się jak ma dobre cyferki na sprawozdaniu 30 właścicielom, bo liga kiedyś zbierałą 25% do podziału, no i reklamy tv rights, net, itd, .. Potwarzam przychód Home Games dla gospodarza – San Antonio 10-12mln za każde, New York 20+ za każde.

      (0)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Chyba bardziej się uprościć nie dało tego, co nie? 🙂 Polecam spojrzeć na szerszą perspektywę, nie rozpisując się zanadto napiszę w skrócie – przychód właścicieli = przychód dla reszty ligi. Do tego dochodzi jeszcze otoczka szarej strefy bukmacherskiej na której, że się tak wyrażę „odpowiednie” osoby zarabiają krocie. Te same osoby później płacą Silverowi i spółce i biznes się kręci. To już nie jest tajemnica poliszynela, takie rodziny jak Adelson mają realne wpływy na to jak wygląda obecnie liga.

        (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    dla mnie wygladalo przez 3 kwarty w game 2 ze trener/zespol SAS nie ma pomyslu jak wykorzystac Wembiego
    serio.
    Harper to juz przekozak jest, chyba jeszcze rzut 3pkt by mu sie przydal
    Koncowka to amatorszczyzna w wykonaniu SAS. I tu bym obarczal trenera.

    Dodatkowo nielubiany przeze mnie KAT gra chyba basket zycia, nie musi zdobywac duzo punktów, ale cala otoczka super i mental z ktorym moim zdaniem mial najwiekszy problem w przeszlosci

    sedziowie „drukowali” pod SAS, zupelnie nie potrzebnie
    i pozwalali na zbyt twarda gre

    (17)
  10. Array ( )
    MazowszankaPruszków 6 czerwca, 2026 at 20:27
    Odpowiedz

    Witam serdecznie, czekałam z pytaniem na postseason ale ptaszki poćwierkują, że Steph namawia LeBrona na wspólną grę więc powiedz proszę co myślisz o ewentualnym last dance GSW (bez LeBrona rzecz jasna, wiem że to clickbait). Zakładając, że Jimmy wydobrzeje na PO i będzie w przyzwoitej formie i że Porzingisa nie dopadną jakieś wirusy/demony i zagra swoje to czy wg Ciebie jest tam szansa na wygraną choćby jedną serię z OKC, Wolves lub Spurs czy Denver? O Knicks i Pacers nie pytam bo wyobraźnia ograniczona 🙂

    (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      OKC z nimi odpadło bo tam grał tylko Shai, Caruso, McCain, trochę Hartenstein i zadaniowcy na zmianę, w każdym meczu kto inny coś odpalił ale to za mało licząc brak J-dubba, A.Mitchella no i chyba można powiedzieć że Holmgren też jakby nie grał, bo tam się snuł jego cień po boisku. Szacun że i tak zrobili z tego 7 meczów.
      Pozdrawiam

      (12)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Zdaje mi się, że większość ludzi naprawdę nie docenia Knicks.
    Kiedy drużyna w Play-offach kilka razy i z kilkoma drużynami wygrywa 30 punktami, to nie jest przypadek. Ale większość komentatorów sukcesy NYK postrzega jako porażki ich przeciwników… WTF?!

    Tymczasem Brunson to najlepszy gracz Clutch Time w lidze. Anunoby w All Defensive (w pewnym okresie RS i Bridges grał wybitną obronę). Hart to prawdziwe serce drużyny.
    Towns w czubie najlepiej zbierających, odkrył w sobie umiejętność podawania.
    Robinson czyści tablice w ataku, a średnio na minutę zbiera niesamowitą liczbę piłek.
    Brunson – kolejny sezon z największą liczbą wymuszonych szarż.
    Nike Brown – najwięcej wygranych challenge’y – i to nie przypadek – ten gość naprawdę jest w grze.

    Obrona NYK – absolutny top.

    Wystarczy popatrzeć na to ile NYK przecinają podań (deflections), łamiąc zagrywki przeciwników… Albo jak szybko uzupełniają luki po podwojeniach… Albo jak bronią trójkę…
    SAS momentami nawiązują walkę, ale nie mają tyle skilla i IQ , żeby robić to przez 48 minut.

    28 mają napisałem:

    NYK – SAS 4-1 wspomnicie moje słowa.

    Zmieniam na 4-0.

    (23)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Albo jak Shamet trafia 70% trójek, a Bridges 70% za dwa. Już się tak nad tymi Knicks nie rozpływajmy. Akurat w playoffach im teraz „żre”, duża w tym zasługa Browna, że w końcu więcej gry idzie przez KATa, ale też do finałów mieli autostradę, pierwsze dwa mecze ze Spurs były wyrównane i wbrew temu co mówisz walka jest przez całe 48 minut, a piszesz jakby Knicks byli jak GSW z Durantem. Sam stawiałem na Knicks przed serią, ale zejdźmy na ziemię ^^

      (3)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    ciekawostka blisko tytułu są gracze których byłe kluby spuściły tak bez żalu

    Dallas paaa Brunson
    Woles paaa Towns
    Raptors paaa Anunoby
    PHX. paaa Bridges
    LA paaa Hart

    I wisienka na torcie
    Spurs pa Sochan

    (18)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    I, jeszcze nawiązując do Rockets, od 4. meczu NYK z Atlantą powtarzam sobie:

    Don’t ever underestimate the heart of a champion.

    (0)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    No właśnie, co się stało z SAS?? Admin, jakaś laleczka woodoo zrobiona ?? Jakieś szpileczki wbite ?? Bo to trochę, nie do wiary, po tylu meczach w PO i nagle taka zapaść?? Ale ja się cieszę!

    (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Knicks ich bronią, są bardzo zgrani i mocni fizycznie, San Antonio brakuje wszystkiego po trochu w porównaniu do nich.

      (6)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Powiem Wam, że bardzo mnie to wszystko cieszy. Jak Indiana rok temu (choć jej nie kibicowałem, aż do finału i bolało jak obili Knicks po drodze). Underdogi for the win. Chociaż z Knicks jest trochę jednak inaczej…

    …wszyscy mówili i pisali, że Knicks mają rajd po wschodnim warzywniaku. Te sweepy to tylko dlatego że pozostałe drużyny na wschodzie są takie słabe. To w zasadzie Cavs, Philly przegrywają bo im nie idzie, a nie NYK wygrywa, tylko sobie spokojnie kosi te warzywa. Teraz podobnie się zaczyna robić, San Antonio nie idzie… a może jednak jesteście już na tym etapie w stanie szanowni niedowiarkowie, jednak przyjąć taką szaloną hipotezę, że Knicks w tym roku są po prostu MOCNI? GO Knicks!!
    Nie SAS, nie OKC (szkoda kontuzj), nie Boston czy Detroit. Ten dominujący zachód właśnie obsrywa zbroję (jak z Indianą rok temu, a miało OKC zrobić sweep na luzie).

    Nadal może być game 7, szanuje Sam Antonio, bo młodzi z SAS zaskakują 🙂 ale to dość mało prawdopodobne teraz, żeby Knicks oddało dwa mecze w MSG pod rząd.

    (11)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Dokładnie, były przecież komentarze, że Knicks dotarli do finału, wygrywając z samymi ogórkami. Myślę, że chociaż część osób po dwóch pierwszych meczach zrozumiała, że nie chodziło o same zwycięstwa, ale też o styl, poziom, przecież oni przejechali się po wschodzie jak WALEC. Najbardziej zadziwiające jest to, że ta ich niesamowita przemiana nie dokonywała się stopniowo, ale praktycznie z dnia na dzień, w trakcie jeden serii z Atlantą, przecież oni przegrywali 1:2. Wiele zadziało się oczywiście w taktyce, ale myślę, że największa zmiana dokonała się w mentalu. Właśnie to uwolniło ogromny potencjał, jaki przecież był w tej drużynie od dawna. Najbardziej jaskrawym przykładem jest Towns, który wszyscy wiemy jak nieraz wyglądał pod tym względem, a tu swoją swobodą i pewnością sprawia, że największy postrach ligi, staje się przy nim momentami bezradny. Castle, Vassell, Johnson, którzy absolutnie nie wymiękli przeciwko świetnym OKC, tu wydają się stłamszeni, pozbawieni mocy, ale przecież będąc na boisku, sami najlepiej czują tą niesamowitą pewność siebie Nowego Jorku, popartą wielkimi umiejętnościami. Jeśli dodamy mniejszą eksploatację Knicks, to seria wygląda jak wygląda póki co, choć 0:2 to chyba nikt się nie spodziewał, no może poza samymi Knickerbockers.

      (12)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Ja kibicuje Knicksom, mega mi się podoba ich gra, a i tak nie mogę wyzbyć się jakiegoś wrazenia że są 'slabszym’ zespołem 🙂 i że OKC by przegrywali.. nie wiem z czego to wynika, dobrze że sami zawodnicy w siebie wierzą i grają ciągle na maxa i to chyba jest ten ich największy atut.
        I dobrze, okazuje się jednak to przekonanie że najpierw trzeba swoje przegrać i zyskać doświadczanie to nie bajka tylko z czegoś wynika 🙂

        (1)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    3 kwarty super, a potem NYK jak stanęli to było niewiarygodne. Bardzo mało brakowało, żebyśmy zamiast wytykać pudło Alienowi obsmarowywali Brunsona, bo tyle co on schrzanił, ciężko było na to patrzeć. Przecież oni w ogóle nie mieli pomysłu na jakiekolwiek zagranie – Brunson na piłce i wszyscy stoją porozstawiani, zero zasłony, zero jakiejkolwiek akcji. Mega słaby okres gry i cud, że tego SAS nie wykorzystało.
    Mam nadzieję, że NYK to wygrają, ciągnie to KAT poki co moim zdaniem.

    Reasujując – dziwny mecz. Najpierw stanęło SAS totalnie, Alien nie istniał, potem wielka lipa w NYK.

    Droga jeszcze daleka, jeszcze może się dziać bo gry tu dobrej nie ma. Go Knicks, nie wypuśćcie tego!

    (9)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Charles Barkley w przerwie meczu: „Karl Anthony Towns zabrał dupsko Wembiego do drewutni” i ten uśmiech Shaqa :))
    Webmy w 1 połowie nie istniał kompletnie. Towns jak profesor.
    Zreszta caly team Knicks na tle Spurs wygląda jakby był wyższej klasy rozgrywkowej. Grają bardzo zespołowo, widać że wiedzą co robią na parkiecie. Jest u nich chemia.
    Myślę, że OKC też by nie dali rady z Knicks w tym roku. Maja mega drużynę. Dopełnia sweep i zrównają się z Golden State z 2017 r. z wygraną w 15 meczach z rzędu w play offs.

    (7)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    Przed pierwszym meczem miałem podobne myśli, ze to może przypominać finał z 1995, kiedy Orlando zostało zdeklasowane przez Houston, Houston które startowało z 6 miejsca na zachodzie i rozkręcało się z każdym kolejnym meczem, z każdym kolejnym meczem scementowało się jak monolit. Podobne wrażenia miałem jak NY wygrywał kolejne mecze, ale ciągle miałem wątpliwości, że kosmita Wemby i skala talentu jednak jest po stronie SAS. Jednocześnie podobieństwa są uderzające Shaq też był wtedy kosmitą, też był to dla niego 3 sezon jak dla Wembyego, dla Pennyego to był drugi (Castle?). Ciekaw jestem dalej jak się potoczą finały, raczej wygląda na to że mogą być krótsze niż ktokolwiek myślał, chyba że obecność Trumpa zdestabilizuje zespół z NY. Na razie wygląda, że skromność, skupienie, jednoznaczna świadomość swoich ròl w zespole, mistrzowskie doświadczenie chłopaków z Villanowa plus absolutnie fenomenalna postawa KAT jednoznacznie przemawia za NY. Go Knicks!!!

    (11)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    Zwracam honor chłopakom z NYK wyglądają dobrze nie tylko na tle ogórków ze wschodu, ale i na tle złotej młodzieży z zachodu.
    Mistrz wraca do New York.

    (5)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Wszystko pięknie i bardzo się cieszę ale…
    Cały czas mam z tyłu głowy serię Nuggets -Wolves gdzie Ant i spółka wzięli z zaskoczenia dwa mecze na wyjeździe w tradycyjnie trudnym terenie jakim jest milehigh City . Co było potem? No Wolves wygrali serię ale co przy tym posiwiałem to wiem tylko ja… Kiedy już widać metę trzeba się skupić extra bardzo extra extra eee bardzo. Bo można się wy&_$#ać o własne nogi.
    Salut Familia. Pzdr.

    (5)
  21. Array ( )
    Odpowiedz

    Mitch jest slabym trenerem to fakt.
    Spurs wypstrykali się z dopaminy świętując zwycięstwo z floperami. Zapomnieli że „job’s not done yet.”

    Z kwestii pozakoszykarskich: widzieliście żonę Brunsona? Pani doktor, skromna i z klasą, pomyślałem sobie ten gościu wie jak dobrze wybrać i to też jest cecha misztrza 😉
    Podobnie jak jego reakcje na glupie dowcipy Sochana – to jest facet mega poważny, w pełni, wręcz fanatycznie skupiony na celu. Bardzo on mnie zaimponował.

    (15)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      no i minuty na wysokim interwale, np. Wembiński … miał okresy gdzie grywał 25min w RS, miał series 5 spotkań po 26min, i 10 spotkań po 27-28min, za sezon ma 29min średnio, w całych PO ma 33min, za seirę z OKC ma 39min prawie! dla niego to 1.5x spotkań (gdy grał 49min i 42min to dla niego 2 spotkania pod rząd, dla niego 7 meczowa to za dużo, game 3 pauza medyczna. Spurs grali krótką ławką, krótszą niż Knicks. Ten odpoczynek w RS widać przydał się, ale nie starczył mu

      (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      chyba nie widziałeś, co mówił Hart o Brunsonie i jakie są migawki – że to mega irytujący gość, a właśnie Harta za takiego postrzegają 😉
      fakt, na boisku mega skupiony na celu, ale w szatni luzak

      (0)
  22. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie Adminie / Autorze – to ja napisałem w komentarzu, że Pop wyłysieje (bo nie można 2 raz osiwieć) patrząc na ruchy trenera SAS w Game 1. Teraz być może mniej jego błędów, ale ogólnie faktycznie powinni mieć gościa, co będzie im tłuk do głowy proste zagrywki. Im więcej będzie Wemby grał sam, szczególnie za 3 i pół dystans dalej od kosza, to lepiej dla NYK.
    PS
    W Orlando też trener to był Pan Japa taki śmieszny, zero charyzmy i pomysłu na grę. A co do graczy tam najbardziej zawiedli H.Grant D.Scott i N.Anderson + ogólnie ławka, bo Hardaway i Shaq grali bardzo dobrze.

    (4)
  23. Array ( )
    Odpowiedz

    I to jest właśnie to, czego brakowało Thunder – doświadczenie i spokój w rozgrywaniu zaciętych Q4. OKC wygrali większość meczy w sezonie regularnym grając bez pierwszej piątki w czwartej kwarcie, nie mieli zbyt wielu horrorów w końcówce czy jakichś szalonych dogrywek, przez co chyba nie przywykli do tego typu gry i napięcia – brak doświadczenia poskutkował negatywnie w playoffs (oczywiście oprócz szeregu innych czynników, o których pisałem pod innym postem).

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu