NBA playoffs: Detroit Pistons złamali ducha Cleveland | LeBron James i spółka rozżaleni

Dzień dobry przy piątku. Patronami dzisiejszego odcinka są ludzie, którzy wczoraj zarejestrowali się na BETTERS i skorzystali z kolejnego zakładu, który proponowałem. W komentarzach nie znajduję drwin, nie muszę wielu wiadomości do kosza wyrzucać, więc znaczy, że weszło. Patronami dzisiejszego odcinka są także ludzie, którzy od bukmacherki stronią, ale doceniają starania publicystyczne tutaj proponowane. Dziękuję w szczególności chłopakom wylistowanym poniżej, niech moc będzie z Wami! b
- Luk.Siw
- Ostr.P
- Piotr Sablik
- Olekem2
- Micardis
- Olo Domański
- Banan 314
- Kuba Rusak
- Marcin R
- Maciek Kom
- Sochers
- Piotr Muszyński
- Szemryk
Cavs 97 Pistons 107 [0-2]
Zawód, wielki zawód muszą czuć kibice Cleveland Cavaliers. Zero do czterech zaliczają na wyjazdach reprezentanci Ohio, w tegorocznych playoffs. Po dzisiejszym będzie to już 0-5. Niby jest blisko, niby walka do ostatnich minut, ale nie. W hali Little Ceasars Arena w Detroit mierzą się zespoły o wyrównanej sile, ale już na pierwszy rzut oka widać, kto tu komu narzuca swoją wolę, a gdy przypatrzeć się mocniej, przewaga gospodarzy jest jeszcze wyraźniejsza.
Osiemnastoma punktami przegrali pierwszą kwartę Kawalerzyści w pierwszym meczu. Dziś będzie to minus siedem. Możemy sobie opowiadać o talencie jednostek, o dorobku, renomie, zarobkach, prawdopodobieństwie dołączenia tego i tamtego do Galerii Sław na zakończenie kariery. Dziś jednak dominuje tężyzna fizyczna Pistons.
Donovan Mitchell szarżuje, bardzo chce się zaznaczyć ofensywnie. Ma chłopak zdolności ruchowe, gibki jest i niesłychanie atletyczny. Ale on także gubi piłkę pod presją albo potyka się o własne nogi.
Cavaliers drugi kolejny mecz wyglądają jakby rozkładali siły, jakby chcieli przeczekać nawałnicę, dać się gospodarzom wypstrykać. Pan trener Kenny Atkinson siedzi na krzesełku otoczony asystentami. Oczy ma nieobecne, źle chłop wygląda. Nie każę mu się emocjonować wydarzeniami na placu, ale to nie jest twarz człowieka, który wierzy w sukces. Nie ma w nim ognia, nie wskrzesi go, nie porwie swych podopiecznych, a mam wrażenie, że to jedyne czym przeważają Pistons, a przeważają cały czas.
Iskra musi nadejść z nowego źródła, potrzebni są nowi bohaterowie. Ofensywa gości jest pod nieustanną presją, spowolniała i z góry przepowiedziana. Detroit wiedzą kogo kryć i skąd ekstra obrońców podsyłać. Wydają się kontrolować wydarzenia na parkiecie.
Impuls? Podoba mi się chwilowa aktywność Jaylona Tysona, bo łamie schematy, bierze rzuty na siebie, penetruje, na obręcz presję wywiera. To zaskoczenie, to jest energia, której brakuje gościom. Tyson jest na tyle atletyczny, by sobie poradzić w pobliżu kosza. Wszystko to jednak za mało.
54:43 to wynik do przerwy. Panowie podkoszowi Allen i Mobley mają łącznie na koncie… trzy zbiórki.
Ciekawą statystyką jest jak sądzę tegoroczny bilans Pistons (40-6) gdy snajper Duncan Robinson zalicza minimum dwanaście punktów. Na razie ma ich osiem do przerwy, ale ile on już zdrowia napsuł gościom. Ten bilans to zresztą najlepszy dowód na to, jak bardzo ten atletycznie ukierunkowany zespół potrzebuje movement-shootera (każdy potrzebuje) no i spacingu, który Robinson samoistnie generuje „bawiąc się w ganianego” z obrońcami, z dala od piłki.
Żeby za tym ganiać potrzebna jest nie tylko energia, ale także skupienie, koncentracja na zadaniu przez pełne 48 minut nominalnego czasu gry. Niestety tego skupienia brakuje, zwłaszcza tym, od których oczekujemy najwięcej. Zobaczcie reakcję Deana Wade’a, Donovan Mitchell gdzie ty jesteś myślami?
Przewaga niby niewielka, ale kto śledził obraz gry, ten widzi, że cienko kwiczą Kawalerzyści. Obserwujemy akcję, w której Pistons trzykrotnie ponawiają próbę zdobycia punktów. Na dodatek wchodzą kozłem w sam środek obrony. Wspomniany wcześniej Dean Wade nie potrafi utrzymać 1-na-1 Tobiasa Harrisa (21 punktów 7 zbiórek) Daniss Jenkins jest za szybki dla każdego z rywali, to jego najlepszy mecz w tych playoffs (14 punktów 6 zbiórek 4 asysty). Gra dłużej, bo Ausar Thompson połapał faule i zamiast cisnąć typów, siedzi na krześle. Ale no właśnie, Daniss Jenkins! Dlaczego ten chłopak gra tak efektywnie, a panowie Dennis Schroeder czy Keon Ellis niemal nie dotykają parkietu? Kto to poukładał i jak wygląda komitywa w szatni Cleveland?
Obawiam się, że Pistons osiągnęli już taką przewagę psychologiczną (zaczęło się od końcówki Game 1) że ciężko ich będzie wybić z uderzenia. Grają swój basket, są mocniejsi kondycyjnie, docierają na wybrane klepki i cały czas naciskają. Nowością jest Jalen Duren (8 punktów 10 zbiórek) atakujący wycofanego o krok Jarretta Allena oraz Cade Cunningham (25 punktów 10 asyst) podsłaniający plecy kolegów na wzór Jalena Brunsona. Pistons umieją grać w koszykówkę, wyglądają po prostu lepiej.
Pogubiony całkowicie wydaje się James Harden (10 punktów 3 asysty 3/13 z gry -15 wskaźnika plus/minus). Zdominowany jest przez żylastego Ausara, stroni od ataków, boi się rzucać, zwłaszcza jeśli rywala nie widzi, nie czuje na biodrze, bo to znaczy, że gdzieś tam jest z tyłu, czai się gotowy do bloku. W kluczowej części spotkania Broda traci piłkę w koźle. Przykro mi, ale to koniec dominatora, jakiego znaliśmy. Ograniczenia wiekowe oraz mentalne nie pozwalają mu już grać na wysokim poziomie w playoffs. Mówi się, że ma problemy zdrowotne, złamany kciuk albo całą rękę, ale ludzie (!) przecież tak się o Hardenie mówi co roku w playoffs. Zresztą wskażcie mi gracza, który na tym etapie sezonu nie ma urazów.
Mówiliście ostatnim razem, że za ostry jestem dla Hardena? To posłuchajcie tego. To był 182. mecz playoffs w karierze Brodacza. Po raz 36. zaliczył trzy albo mniej trafień z gry (to będzie 20% meczów). PO raz 46. miał tyle samo albo więcej strat niż asyst (to będzie przeszło 25% meczów). Nie wspomniałem o fatalnej, pozbawionej energii obronie. W dwóch meczach tej serii Broda zaliczył dziewięć trafień i jedenaście strat. Jego skuteczność wynosi 32% z gry i 9% zza łuku.
Za tym idzie reszta bandy. Evan Mobley, wielki Defensive Player of The Year, zalicza jedną zbiórkę (!!!) w 36 minut na placu. Nie potrafi nic zagrać kozłem ani wziąć na plecy niższego o pół głowy Harrisa. Donovan Mitchell tańczy z piłką, strzela, zdobywa 31 punktów, ale potrzebuje do tego aż 24 prób, co należy uznać za mało efektywne, a na dodatek rozczłonkowujące ekipę. Jarrett Allen nie potrafi się postawić pod koszem. Znów jest miękki i wycofany, wszystko co robi jest „od kosza”. Tej ekipie brakuje przede wszystkim charakteru, bandziora za którym panowie by poszli.
Serio uważam, że Cavs są bardziej utalentowani koszykarsko niż Pistons, ale gdy lecą pięści, talent schodzi na dalszy plan. Najpierw jest rywalizacja, fizyczna walka, kontakt, psychiczne nastawienie, a potem dopiero może zaznaczyć się talent. Cleveland potrzebują złego chłopca, czy jak to się mówi po angielsku „enforcera”. Mitchell ryczy po udanej akcji, w pierś się wali pięścią, ale to nie to. Nikt go poważnie nie traktuje, nikt się go nie boi.
Okej, żeby nie było aż tak jednostronnie. Powinienem dla balansu pochwalić Cavs za ich trzecią kwartę, w której nie popełnili ani jednej straty. Odrobili czternaście punktów deficytu i znów mieliśmy wyrównany mecz gdzieś na dziesięć minut przed końcem. No, a potem Pistons wzięli czas. Tak… ich odpowiedź znajdziecie poniżej:
- Tobias Harris firmowa akcja tyłem do kosza, trafienie z półdystansu
- tranzycja: Duncan Robinson trójka po zbiórce i podaniu w tempo Thompsona
- Tobias Harris ogrywający w izolacji Hardena, wjeżdżający w poprzek kozłem
- dwie ofensywne zbiórki Detroit
- Ausar Thomspon znów podaje na łuk do Robinsona
- Cade Cunnigham wali tróję
- Cade Cunnigham wjeżdża na czwarty mecz, rzuca z odejścia
- Cunnigham wymusza dwa wolne
- Harris trafia fadeawaya, z trzeciego metra, Mobley stoi w pomocy i nie wie co robić
- trójka Cade’a Cunnighama, który na tym etapie już nie szuka zasłon
- ofensywna dobitka Thompsona
- festiwal rzutów wolnych, którym Cavs desperacko próbują odwrócić nieuchronne losy przegranego meczu
Niby tylko dziesięć punktów różnicy, niby goście się stawiali, ale Detroit wie już, że złamali ducha Kawalerzystów. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, aby ci wygrali cztery z pięciu pozostałych do rozegrania meczów. Nie no, co ja mówię, tutaj siedmiu meczów nie będzie.
Lakers 107 Thunder 125 [0-2]
Wielki szacunek do ekipy Los Angeles Lakers, bo nikt tak w cały sezonie nie ogarniał skutecznie Shaia G. Alexandra (22 punkty 2 zbiórki 2 asysty). Tam nie dość, że są podwojenia, to jeszcze pomoc za plecami.
Jeziorowcy osiągnęli sukces, atakowali SGA i go wpędzili w foul trouble. Trener Mark Daigneault nie ryzykował, MVP ligi siedział na ławie z trzema faulami, a Lakers szarżowali. Do przerwy nie dali na siebie naskoczyć, owszem już się Thunder chcieli odkleić z wynikiem, 27:16 prowadzili w pierwszej kwarcie, ale goście odpowiadali, bo są twardzi, doświadczeni i zawzięci.
LeBron James i Marcus Smart na swój sposób kontrolowali tempo gry, fajnie pracują ze sobą, rozumieją, podsłaniają wzajemnie na szczycie parkietu. No tylko Austin Reaves trochę szaleje, presja na piłkę go „przyspiesza”, czyni spiętym, wpędza w niewygody. AR wie, że musi szarpnąć, bo jak będzie pasywny, to mecz minie, a on znowu nie pogra, się nie zaznaczy i go będą wytykać palcem na X. Taki to już niewdzięczny rywal te OKC. Wszystko chcą zabrać, cały czas na ciebie idą, ze wszyskich stron, zawsze ktoś nadciągnie, ktoś łapę włoży w kozioł, w podanie albo stanie na drodze.
Thunder wiedzą natomiast, że jak Austina ogarną, to im reszta statycznych raczej Jezioraków krzywdy wielkiej nie wyrządzi, nie nawrzucają wystarczająco i dlatego Austina cisną, nawet na całym parkiecie. To samo było wczoraj z Jalenem Brunsonem, ale to jest jedna półka wyżej. Niczego koledze Reavesowi odebrać nie chcę, może po prostu nie jest sobą do końca po kontuzji i łatwo zburzyć mu spokój / odebrać kontrolę. Przydałby się Luka, jego się nie da przyspieszyć.
SGA jest wycinany, więc przed szereg muszą wyjść inni ludzie. Co powiecie na takie nazwiska: Ajay Mitchell (20 punktów 6 asyst) i Jared McCain (18 punktów 4/5 zza łuku)? Obaj umieją grać piłką, mijają, strzelają, trudni są do zatrzymania. A najlepsze jest to, że obaj spadli OKC jak gruszka do czapki. Szefuńcio nazwiskiem Sam Presti wiedział oczywiście, kogo chce sprowadzić, ale takie młode talenty za pół darmo? No jednak są różnice kompetencyjne, także w sztabach kadrowych.
Ale patrzymy, bo Reaves nareszcie się podnosi: 8 punktów i 3 asysty w drugiej kwarcie. Złapał jako taki rytm i już to lepiej wygląda. Na dodatek bardzo pozytywną niespodziankę strzelecko stanowi Rui Hachimura (4/7 zza łuku w tym meczu oraz 24/42 w tegorocznych playoffs!) także jak mówię, Lakers są minimalnie z przodu po dwóch kwartach!
Niestety trzecia odsłona przynosi powrót do szeregu. Mimo, że Shai popełnił czwarty faul zaraz na starcie kwarty, na wezwanie odpowiadają Holmgren, Mitchell, McCain. Intensywność defensywna się podnosi, gwizdki znów wydają jednostronne, pojawia się frustracja Lakers, bo wynik znów odjeżdża 93:80!
LAL nie mają wielkiego wyjścia, na ostatek przygotowali niespodziankę, przejmują wszystkie zasłony bez SGA na placu. Na wiele się to jednak nie przekłada. Podsumowując: James i Reaves zaliczyli efektywne zawody (19/34 z gry). SGA zagrał niewiele z powodu nagromadzenia liczby przewinień. Lakers i tak przegrali dwudziestoma. Tu potrzebny byłby absolutnie perfekcyjny występ, a i tak nie jestem pewien czy zwycięstwo leży w zasięgu złota i purpury.
Dwadzieścia wymuszonych strat przełożyło się na 26 zdobytych przez OKC punktów. Cała reszta bardzo równo. Co o tym myśleć? Gracze miejscowi obśmiali Lakers, kiedy ci po meczu otoczyli arbitrów i klarowali jakimi są XXX.
JJ Redick na konferencji grzmiał, że „LeBron James ma najmniej sprzyjający gwizdek ze wszystkich gwiazd NBA”, a „niektórzy gracze OKC faulują w każdej akcji obronnej”. LeBron James podczas gry otwarcie kłócił się z Alexem Caruso, a Mark Daigneault powiedział, że „o pracy arbitrów nie będzie się wypowiadał, a spostrzeżenia zachowa dla swoich podopiecznych”.
Ze swojej strony, nie byłem fanem pracy sędziów w tym spotkaniu. Owszem, niektóre decyzje były zaskakujące, ale uważam, że gwizdki wyniku nie wypaczyły, a seria jest równie jednostronna, jak zakładaliśmy przed jej rozpoczęciem. Co myślicie? Zapraszam do komentarzy.
Lekcja profesjonalizmu od MPJ
Gdy w playoffs trwa zażarta walka na parkiecie, poświęćmy chwilę koszykarzom, którzy już dawno swój sezon zakończyli. Oto jest mentalność graczy z ekip tankujących. Niedawna wypowiedź Michaela Portera Juniora (24.2 punktów 7.1 zbiórek 3.0 asyst 36% zza łuku w tym sezonie) to ciekawy przykład:
Żałuję, że po tym jak nie zostałem wybrany do All-Star Game, odpuściłem. Czułem, że nie mam o co dłużej walczyć. I tak było wiadomo, że nie awansujemy do playoffs, nie mogłem zostać All-Starem, więc nie pojawiałem się już tak często na siłowni, nie czytałem scoutingu, nie koncentrowałem specjalnie, moja skuteczność zza łuku spadła… żałuję [MPJ]
Odnośnie Cama Thomasa:
Żeby się utrzymać w lidze, nie można wyłącznie umieć zdobywać punkty. Jeśli chodzi o Cama, to wydaje mnie się, że u niego rozchodziło się o mieszankę frustracji oraz osobowości. Ten gość prawie nie nawiązuje kontaktów z innymi. Wypowiada dwa słowa dziennie. Na treningach z nikim nie gada, nie uśmiecha się. Przy czym nie wydaje mi się, żeby robił to specjalnie, chciał grać złego czy obrażonego, on po prostu tak ma, taki jest. Jeśli jednak klub ma ci płacić grube siano oraz uczynić pierwszą opcją, twoje odpowiedzialności rosną. On chyba nie potrafił tego przełamać, rozmawiać z kolegami, być liderem, łączyć chłopaków. Oto jego historia na Brooklynie [MPJ]
Przypomnijmy tym, którzy mogą nie pamiętać. Zeszłego lata, jako zastrzeżony free-agent Thomas ubiegał się o wieloletni kontrakt z Brooklyn Nets w wysokości 30-40 milionów dolarów rocznie. Klub złożył kontrofertę w kwocie 14 mln $ za dwa sezony, z opcją rozwiązania umowy przez Nets, po pierwszym roku. Zwyczajowo w takich sytuacjach wybiera się ofertę z rynku, którą macierzysty klub ma prawo wyrównać. Z rynku jednak nie napłynęło nic ponadto. Negocjacje zakończyły się na podpisaniu tzw. qualifying offer. Thomas pracował za 6 milionów dolarów rocznie, aby aktualnie uzyskać status niezastrzeżonego free-agenta.
Rzecz w tym, że Nets po paru miesiącach zwolnili go z obowiązku świadczenia pracy. Nie wiązali z gościem przyszłości, nie znaleźli też partnera do transferu. Jego usługi zainteresowały Milwaukee Bucks, jednak po osiemnastu rozegranych meczach, oni także z Cama zrezygnowali. Bolesny musiał być to cios dla morale zawodnika oraz jego akcji rynkowych. Tak jak mówi MPJ: jeśli nie nazywasz się LeBron James, lepiej żebyś był profesjonalistą i dawał z siebie 100%. To dotyczy także charakteru, nastawienia, pracy nad sobą, wychodzenia poza strefę komfortu i bycia dobrym / zaangażowanym kumplem z drużyny. Ma to sens? Dobrego piątku! B









Staty Hardena w play offach + jego obrona = tragedia.
Harden jest bardzo solidnym czy gwiazdą sezonu regularnego
Harden to pajac od lat, bez obrony gwiazdor . Daj pan spokój
Harden jest systemem
Taki Windows Xp, nawet efektywny, ale lubi się zawieszać.
ECF: Pistons – Knicks
To ja komentowałem ostatnio odnośnie Hardena. Doskonale sobie zdaję sprawę z wszystkich jego okropnych gier w playoffs – 2015 Game 5 Warriors. 2016 game 6 Spurs, 7mecz z Bostonem czy rok temu 7 z Denver. Należy się jebanie kiedy się należy, należy się za game 2- nie należało się w mojej opini za game 1. Ogólnie w playoffs znika i nie ma metalu- to dla wszystkich oczywiste.
Defensywa Pistons jest bardzo mocna, Cavs nie grają wgl swojego basketu powini oddawać dużo więcej trójek, wjeżdżać w środek i oddawać do strzelców – Merril, Strus, Tayson. Harden zrobi to parę razy w meczu kiedy akurat się defensywa rozluźni, natomiast Mitchell nie potrafi podawać, wjeżdża, rzuca floater o obręcz i narzeka że nie dostaje gwizdków. Pistons też mogą być dużo mocniejsi, przede wszystkim Duren. Cad i Harris dziś niesamowicie, mid-range trafiali raz po raz.
Wydaje się że Pistons wygrają tą serię, natomiast dla Cavs pocieszające że mimo tylu strat i słabych postaw graczy, nie dostawali blowoutu tylko przegrywali dość małą różnicą. Aczkolwiek ani jedni ani drudzy raczej Knicks nie przejdą (ofc jeśli OG Anunoby będzie zdrowy)
Pozdrawiam, piękna analiza ponownie 😉
Parafrazując tytuł artykułu z 30 kwietnia: „James Harden odpowiada hejterom | Thunder znów pokonali Lakers!”. Tylko akurat odpowiedź Hardena jest po myśli krytyków i hejterów. 😉
Jaylon Tyson
Pięknie wszedł w sezon i naiwny myślałem że może pierwsza piątka go czeka
jednak w połowie sezonu znikł z radaru i tu pytanie do trenera tej ekipy dlaczego to spier….
kiedy dołączył Harden, Tyson zniknął, podobne klepki lubią
Austin gra o nowy kontrakt więc ciśnienie i miło widzieć że nadal potrafi i to z OKC.
Donovan M. jest tak boleśnie przewidywalny a wzorcowa akcja to ta gdy idzie kontra a TH nawet nie markował próby odcięcia podania tylko spokojnie wyczekał i wybrał Wilsona z rąk Donovana M.
Mam pytanie czy nie sie zdaje ale jak oglądam mecz okc vs lakers i gdy rzuca za 3 Lou Dort to hala buczy a grają przed własnymi kibicami?
Oni nie buczą „Buuuu” tylko krzyczą „Loouuuu”!
W LAL gorące lato mają sporo kasy do wydania.
Król ma w baku na dwa sezony więc na wschodzie nie zabraknie chętnych na to show.
Do Cavs powinien trafić taki Dilon Brooks, to by może chłopaków poustawiał trochę, na wzór tegorocznych Suns
D. Brooks jest dla mnie prze kozakiem. Wiele można by pisać o jego walorach sportowych jednak dla mnie jego największym atutem jest mental. Wielkie serducho, wola walki i zaraźliwe zaangażowanie które w mojej opinii uskrzydla kolegów którzy grają z nim w jednej drużynie. Mam szalony szacunek dla tego atlety. Szczerze żałuję że nie kupiłem jego koszulki z Rockets. Mad props to him. I love the way he plays.
Niezły tekst 😄
Czego ten Leflopek nie zrobi, żeby nie wracać do obrony. Po rzekomym faulu zamiast lecieć do obrony, wymachiwał rękami przed sedzią jaki to on został bardzo skrzywdzony. Nie zorientował się jeszcze, że nie jest juz pupilkiem arbitrów, a jego rolę wiecznie faulowanej primadonny przejął Free Throw Merchant?
Widać, że nawet niezależni sędziowie mają już dość ciągłych dąsów i czekają na emeryturę klula.
> Niestety tego skupienia brakuje, zwłaszcza tym, od których oczekujemy najwięcej. Zobaczcie reakcję Deana Wade’a, Donovan Mitchell gdzie ty jesteś myślami?
Oboje popełnili błąd, ale Wade powinien pobiec pod zasłoną do swojego zawodnika.