NBA: debiut topowego pierwszoroczniaka, jak czytać AJ Dybantsę

Szerokie barki, 204 centymetrów wzrostu (mierzone na boso, nominalnie podają 206 cm). Sto kilogramów wagi, 214 centymetrów rozpiętości ramion. Kiedyś, dokładnie jedenaście lat temu (!) BLC przekonywał, że w koszykówce nie do końca liczy się wzrost, ale właśnie rozpiętość ramion i przyznać trzeba, że jest w tym sporo racji:
AJ Dybantsa pod względem technicznych umiejętności stoi gdzieś w drugim rzędzie tegorocznych pierwszoroczniaków NBA, ale jego możliwości fizyczne* i nastawienie malują potencjał, wobec którego żaden klub nie przeszedłby obojętnie. I nie przeszedł! Washington Wizards choć zatrudniają już znakomitego KyShawna George’a, bez zawahania postawili na urodzonego w 2007 roku (!) AJ-a. Tak, serio, w trakcie pandemii COVID-19 ten dzieciak miał trzynaście lat !!!
* jest tu, na portalu użytkownik o nicku „Znawca”, któremu w tym momencie zwracam honor. Większa kultura dyskusji z obu stron i jesteśmy najlepszymi kolegami, pozdrawiam!
AJ to skrót od Anicet Francois. Skąd te imiona? Otóż ojciec zawodnika pochodzi z Kongo, skąd jako nastolatek trafił najpierw do Francji, a następnie do USA. Przez dziewiętnaście lat pracował jako szeryf policji, potem był szefem ochrony na campusie uniwersytetu w Bostonie. Ostatecznie, gdy okazało się, że syn ma duże szanse zostać gwiazdą koszykówki, senior zostawił pracę i dogląda karierę młodego. Do dziś jest jego menedżerem, szefem ochrony, trenerem personalnym i asystentem, jak sam siebie niedawno określił. Matka z pochodzenia jest Jamajką, ukończyła studia licencjackie. Urodziła w sumie trójkę dzieci, AJ ma dwie siostry. Ogółem: dobra, ciężko pracująca rodzina, zaangażowani rodzice, żadnych patologii nie stwierdzono.
Życie całej familii już parę lat temu zostało niejako podporządkowane karierze chłopaka. Dla przykładu, szkołę średnią AJ zaliczał w szkołach w Massachusetts, Kalifornii i Utah. Nie, nie miał problemów z nauką, ojciec szukał dla niego optymalnego miejsca na uczelni. Ostatecznie przyjęli list stypendialny od BYU, czyli Brigham Young University w mieście Provo, w Utah. Nie przypadkowo średnia Dybantsy na pierwszym roku w ekipie BYU Cougars (25.5 punktów) była najwyższa w całym kraju.
Resztę historii znacie. Washington Wizards liczą, że znaleźli swą gwiazdę, franchise-playera na wiele lat wprzód. Czy tak będzie w istocie? Dziś AJ zadebiutował w summer-league i zastanawiam się jak go „czytać”.
Fizycznie on stoi szyję i głowę ponad ludzi z podobnych roczników. W pierwszym kroku mija albo jest na wysokości barków obrońcy, którego sukcesywnie spycha z drogi i tyle go widzieli. To mu pozwala z łatwością kreować pozycje strzeleckie i przedostawać pod obręcz. Spoko, ale wiedzieliśmy to już wcześniej.
Pierwsza rzecz, która mnie pozytywnie zaskoczyła to umiejętność czytania gry AJ-a. Podwojenia wydają się nie być dla niego nowiną, wydaje się niekoniecznie zwracać uwagę na obrońcę stojącego naprzeciwko czy przejmującego zasłonę, uwagę kieruje raczej na rywali wokół. Wącha skąd nadciąga podwojenie i stara się adekwatnie zareagować: wyprzedza przeciwników, nie daje się im zamknąć albo podaje piłkę.
Najważniejsze, że kozłując głowę ma cały czas w górze. Dosyć charakterystycznie się przy tym rusza, atakując kozłem, przy każdym odbiciu piłki o podłoże, następuje jakby mini przeskok, króciutkie zatrzymanie. Kozłowanie na całym boisku i podania w ruchu – proste i intuicyjne.
Kolejne zaskoczenie to usilne próby sygnalizowania sędziom kontaktu z rywalem. To był dopiero pierwszy mecz chłopaka z logo NBA na jerseyu, a głowa mu latała jakby prime James Harden spotkał się z SGA. Wyglądał momentami jak rażony prądem Rambo podczas przesłuchania w wietnamskiej dżungli.
Elektryczne miewa czasem manewry, ale chłopak jest bardzo groźny. Rzuty z półdystansu czy wszelkie zawiśnięcia, rzuty z załamanych pozycji po step-through, są jego „sprzymierzeńcem”. Wizards na dzień dobry powinni zrobić mu przestrzeń, zapewnić ekspozycję kalibru piętnastu prób rzutowych w meczu. Pytanie jak będzie wyglądała efektywność i czy koledzy będą się uśmiechać schodząc siłą rzeczy na dalszy plan.
Young przyjął wielki kontrakt, jego celem jest odbudowanie pozycji super gwiazdy NBA więc możemy się spodziewać, że piłka będzie w jego rękach przez 47-52% czasu posiadania Wizards. Nie mam wątpliwości, że w biegowej grze obaj panowie (Young i Dybantsa) będą wyglądali doskonale, ale atak pozycyjny będzie wymagał kompromisów.
No bo tak… czy uczciwym porównaniem dla Dybantsy w tym momencie może być ktoś taki jak Jalen Johnson z Atlanty? Jeśli tak, to mam dla Was przykrą wiadomość, bo właściwy rozwój JJ-a jako „point-forwarda” rozpoczął się od momentu transferu Trae’a Younga poza Hawks. Jalen częściej dotykał piłki, oddawał więcej rzutów, mógł się zaprezentować widzom jako playmaker, za czym zresztą poszły wyniki zespołu, bo grali w lineupach, które priorytetyzowały obronę.
I to z czasem może być pewien problem w Waszyngtonie, pewna bariera rozwojowa dla AJ-a, którą szefowie Wizards mogą próbować usunąć. Jak sądzicie? Na dzień dobry Trae mu raczej będzie sprzyjał, mocny gość na koźle to luksus dla rasowego atlety. Z czasem jednak podniesie się presja na wyniki i rozwój.
Dodajmy postać Anthony’ego Davisa, którego zdecydowanie warto eksponować ofensywnie, no i ambicje wszyskich młodych wokół, jak wspomniany KyShawn George, Bub Carrington, Alex Sarr czy Tre Johnson. Nagromadzenie talentu i wyzwanie trenerskie ogromne, czekamy na realizację.
Dybantsa w pierwszym występie w zawodowej karierze zdobył 27 punktów 7 zbiórek i 2 asysty. Imponujące, ale zauważmy, że wszystkie zdobycze zaliczył po koźle, sam dla siebie kreując pozycje. To jest właśnie temat, jemu trzeba zrobić miejsce, odsunąć się w cień.
Jaki obraz namaluje nam ten chłopak w nadchodzącym sezonie? Pierwszym krokiem będzie ugruntowanie sobie pozycji w klubie. Zaznaczenie się jako „główna atrakcja” w stolicy USA. Następnie walka o tytuł Rookie of The Year. Kluczem od dnia pierwszego będzie efektywność. Czym innym bowiem jest rozbijanie, przestawianie na parkiecie kompletnie niezgranej ze sobą młodzieży, prospektów z całego świata, a czym innym starcie z topową, dorosła, obroną NBA.
Osobiście będę przyglądał się temu z ciekawością, a Wy? Patronami odcinka są _______, dziękuję za odwiedziny. B









7-18 z gry, 0-5 za trzy
Następny cierpietnik po sga. Juz mi sie nie podoba przez to pajacowanie z glowa i pseudokontaktem z przeciwnikiem. Zenada. Ale w sumie dobrze, nie bede mial dylematu bo z tego samego powodu nie lubie trae i nie musze sie zastanawiac czy patrzec przychylnym okiem na nowych wizzards.
Niesamowity jest ten draft. Dybantsa to dla mnie Jeff Green na sterydach. Mam nadzieję że osiągnie więcej.
Wizards jak to mądrze rozegrają to za 2 sezony mogą walczyć o mistrzostwo ale właśnie jak oni to rozegrają bo teraz nadszedł czas decyzji.
Pierwszą powinno być wywalenie Davisa do zdesperowanych Warriors i ugranie z 2 pickow pierwszej rundy, bo jak dadzą mu maksymalne 4 letnie przedłużenie to można powiedzieć że za 2 lata zamiast walki o coś mogą już szykować się do kolejnej przebudowany.
Następnie z tych wszystkich zawodników których nawybierali przez ostatnie 4 lata trzeba wybrać 3/4 zawodników z którymi chcą o coś grać, a resztę pożegnać bo i tak ich wszystkich nie przedłużą ani nie dadzą im możliwości rozwoju (pewniaki do zostania moim zdaniem Dybantasa, Sarr, zostawiłbym Coulibaliego jako przyszłego dobrego zadaniowca tej ekipy i Georga, który może w przyszłości pasować do Dybantsy).
Carrington i Tre Johnson (moim zdaniem ma potencjał ale podpisanie takiej umowy z Youngiem to jest wyrok na niego bo nie wyobrażam sobie że oni we 2 na boisku ze swoimi gabarytami i zaangażowaniem Younga w obronę mogą stworzyć wygrywający duet) i inni poprostu będą musieli się zawinąć jeżeli chcą się rozwijać, grać duże minuty i dostać w przyszłości dobry kontrakt w lidze.
Podsumowując zostawił bym trzon ekipy Dybantsa, Sarr, George, zadaniowiec Coulibaly, i chcąc nie chcąc Young który z tym kontraktem napewno trochę tu pogra, a resztę młodych poświęciłbym żeby ten skład odpowiednio zbilansować i przygotować do walki o coś.
Za dwa lata to oni mogą co najwyżej dojść do II rundy PO.
Waszyngton grający o mistrzostwo to tak samo bliskie prawdy jak napisanie że Sacramento Kings to dobrze budowana drużyna. Nie ważne czy teraz czy za dwa czy 10 lat z Youngiem nie da się grać o mistrzostwo. Dając mu ten kontrakt Waszygton tylko potwierdził że dalej to ten sam Waszyngton
Jak Bartek oceniasz możliwości Kacpera Klaczka ma szansę zagrać kiedyś w NBA.Zagrał dobry sezon w NCAA.