GWBA Camp Lublin: wszystko siedzi w głowie

No i dobra, jak się macie? Wróciliśmy wczoraj z chłopakami Lublina. Zapowiadałem, że może nastąpić przerwa w dostawach nowych treści, bo GWBA Camp to nie jest byle co, jeden z punktów dnia, który odbębniasz, pyk i idziesz dalej. To jest zanurzenie, skok na głęboką wodę, przeżycie jedyne w swoim rodzaju i za każdym razem inne. Pogoda dopisała pięknie, tak samo uczestnicy, którzy, co tu wiele mówić, przyjechali w doskonałej formie. Żarciki od wejścia leciały ostre jak brzytwa, historie niestworzone, ekspresja, emanacja, taka sytuacja. Hemoglobina, czysta radość życia itd.

Pojawiło się jak zawsze paru campowych pierwszoroczniaków, ale czy po paru godzinach osoba postronna byłaby w stanie stwierdzić, kto jest pierwszy, a kto dziesiąty raz, tego nie jestem pewien, ze wskazaniem na „zdecydowane NIE”. Na campie nie ma izolowania, hierarchii służbowych, ani filtra, wszyscy stanowimy jedną ekipę i bardzo o to dbamy z trenerami.
Teraz gdy usiadłem na spokojnie, myślę sobie, że z perspektywy siedemnastu edycji w roli organizatora, zawodnika, no i coacha, był to dla mnie chyba najbardziej satysfakcjonujący camp. Jak zawsze wybrałem do ekipy ludzi, do których czułem, że mogę dotrzeć. Niełatwych z pewnością, wymagających wyzbycia się ego, porzucenia „klasycznych” narzędzi wpływu, ale ostatecznie wiem, że ich „kupiłem” i mam ogromną z tego satysfakcję.
Te nasze drafty, integracje, przekomarzanki, a przede wszystkim niedzielne mecze, to można powiedzieć lekcja życia. Są sukcesy, są parkietowe kryzysy oraz są reakcje. Znów jestem kaznodzieją, ale lubię to powtarzać: sposób, w jaki reagujesz na niepowodzenia najpełniej określa Cię jako człowieka.
Wszystkich uczestników proszę, żebyście pamiętali o tym naszym weekendowym spotkaniu, o małych sukcesach, czy to na boisku czy poza. I budowali na nich, a na przyszłość, jeśli chcecie iść wyżej w drafcie, do roboty: wzmocnić nogi i płuca. Resztę ogarną trenerzy.
Obiecałem, że napiszę parę słów o chłopakach oraz części sportowej. Tak więc trenerami byliśmy ja i nasz kumpel Robert Witka, który w przyszłym sezonie będzie prowadził MKS Krosno. W piątek na treningu pojawił się także Przemek Łuszczewski (Resovia) który był z nami na ostatniej edycji, we Wrocławiu. Aleks Mrozik (Lublinianka) niestety nie dojechał.
W sobotę, podczas części wspólnej treningu, kilku chłopaków przeszło też profesjonalny trening rzutowy z udziałem maszyny, nie pamiętam teraz nazwy modelu, był to bodaj Dr. Dish CT+




W niedzielę jak zawsze graliśmy między sobą mecz, który stanowił zderzenie dwóch różnych stylów koszykówki. Myśmy ciepali za trzy, oni mieli przewagę gabarytu. Po raz pierwszy też, jeśli idzie o campowe spotkania, zdarzył się tak duży comeback. Jedna z drużyn wróciła do gry z szesnastopunktowego deficytu, z czego niezmiernie się cieszę, bo emocji znów nie brakowało. A teraz pozwólcie, że króciutko przedstawię nasze gwiazdy basketu:
Uczestnicy
Przemysław Szybiak MVP spotkania, najlepiej ułożona ręka spośród wszystkich ludzi, jakich dotąd gościliśmy na campach. Znów poprawił zdrowie, czego efektem były między innymi 3 bloki z pomocy oraz 3 przechwyty. Przemo zaliczył też 13 zbiórek, a w czwartej kwarcie zamknął mecz dwoma trafieniami zza łuku.
Był najwszechstronniejszym obrońcą ekipy niebieskich, samoczynnie wziął piłkę do kozłowania, gdy pojawiła się taka konieczność, a więc łączył kilka funkcji. Szacunek, nawet jeśli skuteczność rzutowa pozostawiła do życzenia, to decyzyjność stała na wysokim poziomie przez (praaawie) cały mecz. Dodam jeszcze, bo mam pewność, że przeczyta: tu wciąż są ogromne pokłady potencjału. Potrzebne są tylko: więcej siły w nogach i lepsza wydolność.


Mateusz Huras (12 punktów 5 zbiórek 3 asysty 4 przechwyty) wracający do basketu po długiej przerwie, być może najbardziej utalentowany z całej grupy, nie bez kozery wybrany z pierwszym numerem draftu. Niestety sam układ boiskowy nie do końca mu przypasował, za mało też moim zdaniem szukał własnej ofensywy, ale taki to już charakter, że chciał się piłką dzielić. Ja z kolei bardzo bym chciał, żeby się na campach pojawił jeszcze nie raz, bo w innej konfiguracji, przy innym zestawieniu graczy, ma szansę na bycie czołową postacią i może… talent (nieobecnego tym razem) Tomka Kaczmarka, Mateusz ciekawie „zrównoważy”.


Bartek Austen (4 punkty 8 zbiórek 1 przechwyt 5 fauli) inteligentny, myślący, podkoszowy gracz z całą masą podwórkowych nawyków, trudnych do wyplenienia, a już na pewno na dystansie czterech dni. Najważniejsze, że utrzymał stały poziom energii, nie podpalał się, piłek nie tracił, pozostawał aktywny nawet jeśli koledzy nie widzieli go na pozycji albo sam na sam z koszem. Równie energiczny w pierwszej, co ostatniej minucie i taki właśnie był plan. Bronił dla nas fortu, a zadanie miał niezwykle trudne, bo naprzeciw siebie miał gościa znacząco większego i silniejszego fizycznie.


Lesław (13 punktów 13 zbiórek 5 przechwytów 3 bloki) gracz fanatycznie wręcz zaangażowany, który zdaje się, że samego siebie definiuje i określa poprzez osiągane wyniki sportowe i prezentowaną tężyznę fizyczną, co ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony nieustępliwy, tytaniczny, dający z siebie zawsze sto procent. Z drugiej strony emocjonalny podczas gry, o silnym poczuciu niezależności i naturalnej awersji do autorytetów. W każdym razie, nasza wspólna „podróż” trwa.



Mariusz Żurawski (2 punkty 4 zbiórki) kolejny „pierwszoroczniak” w obozowym składzie. Był sobą, zagrał podręcznikowo jedną, fajną akcję, którą musieliśmy od razy wyciąć. Poza tym bardzo serdeczny, otwarty, komunikatywny, silny fizycznie facet, mam nadzieję, że co nieco dla siebie przez cztery dni wyciągnął. Mnie szczególnie ubawił wykład o detailingowych pędzlach z bobrzego włosia, haha.

Darek Olczak (15 punktów 11 zbiórek 2 przechwyty +14 wskaźnika plus/minus) weteran GWBA Camps, jednostka napędowa drużyny, niezmordowanie szukający pozycji do oddania rzutu za trzy (i nie tylko). Nieposkromiony, ambitny, skrajnie emocjonalny. Trzeba mieć do Dario (boiskową) cierpliwość, ale jego zaangażowanie nie podlega kwestii i gdy w końcu trójka siądzie, to poświęcony czas i energię Darek oddaje z nawiązką. Od paru campów bije własne rekordy zbiórkowe i to także nie jest przypadek. To się nazywa instynkt do piłki, który on ma po obu stronach placu.



Paweł Milewski (2 punkty 3 zbiórki 2 asysty 1 przechwyt) Pablo zdecydowanie umie grać, tyle że ambicje sportowe prezentuje bardziej adekwatne do wieku niż niektórzy koledzy, haha. Dobry duch ekipy, dojrzały, stabilny emocjonalnie gość z niezłym stacjonarnym rzutem, który ciągnie wysoko znad głowy. Najsłabszy element u Pawła stanowią closeouty, nie dlatego że nie nadąża, ale dlatego, że nikt mu chyba nie pokazał jak to „sprytniej” robić. Następnym razem ogarniemy!


Piotr Sawa (2 punkty 4 zbiórki 2 przechwyty) nasz młody wariacik, nasz obrońca na piłce, game-changer w meczu! Niewielkie ma może Piotrek zdolności stricte koszykarskie, ale jaką prezentuje energię, jakiego zespołowego ducha, dynamikę, aktywność i zaangażowanie! Pogadaliśmy sobie o życiu, o bieganiu, o baskecie, o wszystkim, dziękuję!


Paweł Bobyk (3 punkty 3 zbiórki 2 asysty) akcenty na campie rozłożył na swój prywatny sposób, ja mam wrażenie, że nie wykorzystał nawet 50% swoich walorów na boisku, no i trochę chyba zjadła go trema. Odwagi Byq!

Maciek Olejnik (4 punkty 1 przechwyt 1 podkręcona kostka) podobało mi się, drugi camp Oleja i widać, że pracuje nad sobą i mu się „pamięć mięśniowa” odnawia. Szkoda kontuzji, walczył z bólem przez dwa dni, a ostatecznie noga w przerwie niedzielnego meczu zesztywniała i nie było sensu forsować tematu. Ciekawy facet o wszechstronnych zainteresowaniach, pozytywny, towarzyski.

Rafał Rafalski (15 punktów 19 zbiórek) może i dobrze się stało, że „Double R” wiele miał tematów do ogarnięcia na campie, bo jakby się mocniej przyłożył, mniej był rozkojarzony momentami, więcej pracy włożył, to niebiescy by białych nie doszli. Znów przyjechał szczuplejszy, ale nadwyrężony bark wyraźnie go spowolnił.

Krystian Mateusz Biernat (4 punkty 5 zbiórek 2 przechwyty 1 blok) Krycha daje radę na każdym polu, ale nie na wszystkich na raz. Na przyszłość musi wybrać, czy śpiewa, czy tańczy, czy gra w kosza. Nieoszlifowany technicznie center, który ma instynkt do piłki i nie stroni od kontaktu fizycznego.



Tomek Owczarek (3 punkty 3 asysty 5 zbiórek) powrót po paru latach, z czego bardzo się cieszę. Trening z maszyną pokazał, że Tomek potrafi rzucać, ale na moje oko, jego największym atutem jest podanie. Jeśli chciałby mocniej się zaznaczyć sportowo, musi zdecydowanie wzmocnić nogi. Przede wszystkim nie dociągał rzutów.


Maciek Miłaszewski (2 zbiórki 1 asysta) kolejny come-back prekursora polskiej sceny stand-upowej, wielkiego miłośnika retro basketu, survivalowca i amatora jedzenia w puszcze. Ująć słowami postaci Natana nie potrafię i nie zamierzam. Cieszę się, że wciąż walczy i wychodzić na parkiet chce!

To tyle, wracam rano z Q&A (jeśli macie pytania, zapraszam do sekcji komentarzy) będzie też sporo na temat draftu, który już przecież jutro. Uczestników campu również zachęcam do pozostawienia śladu, w postaci komentarza. Niech się niesie. Widzimy się niebawem! Aha, w połowie września marzy mi się GWBA Camp na cztery ekipy. Dwa treningi, sobota półfinał, niedziela finał oraz mecz o trzecie miejsce. Co Wy na to? B















Dzięki wielkie! Super spedzony czas i oderwanie od rzeczywistosci. Dzięki za rywalizację i rekreację dla wszystkich. Mega temat z lokalizacja i wyprawa na halę w klapkach:)
Pięknie dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję nie ostatnie. Do zobaczenia.
Wizzards łyknęli Traeya Younga. Kryminał czy pośmiewisko ligi?
Q: jakie są najgorsze obecnie top 5 kontaktów?