Q&A: czy Shaq poradziłby sobie dziś w NBA | co dalej z Knicks | nowy trener Chicago Bulls!

0

Witam i zapraszam na cykliczną sesję Q&A. Dla tych, którzy nie wiedzą, zasady są proste: odnajduję pytania zostawiane przez Was w sekcji komentarzy na przestrzeni ostatniego tygodnia, a następnie próbuję na nie odpowiedzieć na tyle, na ile potrafię. A zatem, do dzieła, zobaczmy co mi dziś zawistowaliście:

Q: Jak centrzy z lat dziewięćdziesiątych odnaleźliby się w dzisiejszej NBA: Shaq, Hakeem, Mourning, Ewing, żaden z nich nie miał rzutu za trzy, bo tego nie wymagały czasy. Czy teraz, dla najlepszych drużyn, byli by istotnym wzmocnieniem czy jednak byli by odstawieni na boczny tor?

Mówisz o grupie najbardziej dominujących fizycznie środkowych w historii NBA. Na dodatek utalentowanych ruchowo i świetnie skoordynowanych. Przecież znalezienie faceta o gabarytach Shaqa graniczy z niemożliwością, bo to jest egzemplarz jeden na 100 milionów ludzi. Dodaj do tego refleks, dynamikę, swoistą plastykę ruchu, a także, niemniej ważne, sportowe ambicje, a wyjdzie egzemplarz jeden na 8 miliardów ludzi, czy ile tam obecnie zamieszkuje na Ziemi. 

Gdybyś dwunastoletniego Shaqa czy Hakeema przyprowadził na salę w Hiszpanii, Francji, Serbii, USA, Niemczech czy na Litwie, możesz być pewny, że nie tylko wkrótce trafi do NBA, ale będzie jej czołową postacią w 2026, 2030 czy 2045 roku. Koszykówka to wbrew pozorom prosta (i fizyczna) gra, a jej fundamenty, polegające na przerzuceniu piłki przez stalową obręcz, pozostają niezmienne. 

Jalen Duren z Detroit Pistons został powołany w tym roku do NBA All-Star Game. Jego warunki fizyczne to 208 cm, 115 kg, 225 cm rozpiętości ramion. Jego walory to potężne zasłony, rolowanie, zbiórki, walka pozycyjna pod obręczą, powoli wprowadzany short-roll czy mało powtarzalny jeszcze rzut z półdystansu. 

Shaq był od niego 8 cm wyższy, 25 kilogramów cięższy, a jego rozpiętość ramion sięgała 233 centymetrów. W odróżnieniu od Durena potrafił grać tyłem do kosza, miał swoje osobliwe go-to-moves oraz złościł się gdy przegrywał. Nie ma mowy, by któryś z dzisiejszych chłopaków powstrzymał go przed wejściem na trzeci mecz i szarżą na obręcz albo wprawił na boisku w dyskomfort. Zespół kręciłby się wokół Shaqa, jak wokół dzisiejszego giganta z Francji. Próbowaliby wszelkich metod by utrzymać O’Neala w bliskim promieniu obręczy w obronie. W ataku otoczyli grupą strzelców, game over folks! 

Olajuwon miał skromniejszy pancerz i dynamikę, ale miał za to niesamowite czucie piłki oraz nieporównywalnie lepszy warsztat techniczny. On by dzisiaj bankowo rzucał trójki, a co za tym idzie, pasowałby do każdej organizacji jako hybryda Embiida i Wembanyamy. Ewing i Mourning walorów mieliby sporo mniej. Tutaj pewne znaki zapytania jeśli chodzi o przynależność do zawodniczej czołówki są zasadne. Ewing miał powtarzalny rzut, więc robotę by znalazł, ale czy wielce wyróżniałby się na tle dzisiejszych atletów, tego nie jestem pewien. Alonzo z racji stricte defensywnych grałby duże minuty, ale to byłby gracz zadaniowy w stylu właśnie Durena, od którego z pewnością był inteligentniejszym zawodnikiem, nawet na wczesnym etapie kariery. Ktoś napisał, że Zo to „lepszy Dwight Howard w prime” no nie, nie zgodzę się z tym zdecydowanie.

Wszyscy czterej byliby postaciami rozpoznawalnymi, a panowie Shaq, Hakeem czy niewymieniony przez Ciebie David Robinson, to byliby zdecydowanie franchise-players. To jest kombinacja genów i talentu tak niezwykła, że nie ma takiej ery, w której ci trzej by nie dominowali. 

Q: Jakbyś ocenił na ten moment szanse Knicks na obronę tytułu w przyszłym sezonie?

Nie widzę przeciwwskazań, haha. Knicks mają kompletny zestaw kompetencji boiskowych (zakładam utrzymanie w składzie Mitchella Robinsona). Mają charakter, niezwykle stabilnego, silnego mentalnie kapitana oraz grupę wszechstronnych defensywnie żołnierzy na pozycjach 2-4. Panowie są w optymalnym momencie kariery, w odpowiednim wieku. Ich okno mistrzowskie zostało i pozostaje… otwarte. Należy jednakowoż pamiętać: 

  • mieli dużą dozę szczęścia jeśli chodzi o zdrowie, żaden z graczy nie wypadł z kontuzją

Dla przykładu, oto lista ważnych, kontuzjowanych nazwisk, które w zdrowiu mogłyby znacząco zmienić krajobraz tegorocznych playoffs: Luka Doncic & Austin Reaves (Lakers) Kevin Durant & Fred VanVleet (Rockets) Anthony Edwards & Donte DiVincenzo (Wolves) Jayson Tatum (Celtics) Jalen Williams & Ajay Mitchell (Thunder) Aaron Gordon & Peyton Watson (Nuggets) Joel Embiid (Sixers) Immanuel Quickley (Raptors). 

  • zeszli się na ostatnią chwilę

Na ostatni moment, bo ledwie miesiąc przed nadejściem playoffs dokonali przesunięć jeśli chodzi o rolę ofensywną Townsa. Przesunęli środkowego na szczyt parkietu, oczyścili przestrzeń wokół przedłużenia linii rzutów wolnych i wdrożyli nowe, bardzo intuicyjne sety. Z miejsca rozkwitł m.in. Mikal Bridges, bo jego największy walor to właśnie poruszanie się bez piłki (wcześniej nie miał miejsca, stał gdzieś po rogach). Brunson i Anunoby przez trzy kolejne serie mordowali rywali tzw. flex actions. I dopiero Spurs im to odebrali. Spurs to oni zbili siłą woli, przygotowaniem siłowym, charakterem. Wykorzystali braki wytrzymałości i doświadczenia rywali i dlatego są mistrzami. 

  • w przyszłym sezonie nie będzie już elementu zaskoczenia

Owe przesunięcia, o których mówię, to było trochę jak Miami Heat sprzed ponad dekady. Cały ówczesny i wcześniejszy sezon Heat grali z dużym centrem (Ilgauskas, Joel Anthony) na placu, a gdy nadeszły playoffs 2012 roku, wystrzelili z Chrisem Boshem na piątce i to ich ustawienie „5-Out” to było novum, które nastręczyło rywalom nie lada problemów. Na tym patencie zdobyli tytuł. LeBron grał jako super czwórka i miażdżył oponentów wszechstronnością defensywną. 

Knicks także zaskoczyli z Townsem, a wygrywając trzynaście meczów playoffs z rzędu i ostatecznie tytuł mistrzowski, możecie być pewni, że licząca się reszta ligi weźmie ich na warsztat i wyszykuje kontrę. Pojawią się nowe nazwiska, celowane właśnie w konkretny matchup przeciwko Knicks. W tym kontekście można powiedzieć na przykład, że Wolves stanowią idealne „antidotum” na Nuggets, a Knicks na aktualnych Spurs. Rozumiecie o czym mówię?

Zatrudnieni zostaną nowi gracze, aby pewne przewagi rywali zminimalizować albo całkowicie je wykluczyć. Spurs potrzebują na przykład fizyczności na silnym skrzydle oraz naturalnego rozwoju u panów Harpera i Castle’a. Obaj muszą dołożyć pull-up jumper do repertuaru. Wemby z lepszym spacingiem wokół, to będzie dopiero jazda itp. itd. 

Warto pamiętać, że barwy klubowe wkrótce zmienić mogą na przykład Giannis Antetokounmpo i/lub Jaylen Brown. Ich decyzje dotyczące przyszłego pracodawcy mogą sporo namieszać, także jeśli chodzi o obronę tytułu Knicks. 

Q: Jak oceniasz nowego trenera Chicago Bulls?

Dwa miesiące szukali następcy Billy’ego Donovana, proces (słusznie) sfinalizowali przed draftem NBA, więc szacunek za profesjonalne podejście i przemyślane ruchy po stronie kierownictwa Bulls. Głównym szkoleniowcem zespołu zostaje Tiago Splitter, weteran z bazą różnorakich doświadczeń, tak zawodniczych, co trenerskich. 

  • siedem lat kariery jako środkowy Spurs, Hawks, Bulls (no właśnie)
  • tytuł mistrzowski wywalczony w barwach wspaniale ułożonych i przepięknie grających SAS w 2014 roku
  • pięć sezonów jako skaut, następnie asystent Kenny Atkinsona w Brooklyn Nets
  • jeden sezon pod wodzą Ime Udoki w Houston Rockets
  • pierwszy rok w roli head coacha przyniósł pierwsze w historii klubu Paris Basketball mistrzostwo ligi francuskiej
  • następnie, w trybie awaryjnym objął Portland TBlazers, po skandalu z udziałem Chaunceya Billupsa
  • miał pomysł na, dość ograniczony kompetencyjnie, zespół, osiągnął bilans 42-40
  • awansował do playoffs, gdzie skradł San Antonio jeden mecz 

Splitter stoi za koszykarskim rozwojem wczesnego Jarretta Allena, a w Portland dostał skład bez dominującego pick and rollowca, spacingu, doświadczenia oraz dublujących się mocno kompetencjach. Alfą i omegą namaścił Deni’ego Avdiję, z którego zrobił point-forwarda, ten leciał tak mocno, że wybrali go nawet do All-Star Game (24.2 punktów 6.9 zbiórek 6.7 asyst). Panowie postawili na przewagi fizyczne, dynamikę, grali prędko, bez skomplikowanych setów. Ideą było biegać, a do tego musieli podciągnąć obronę. I tak właśnie grać bedą przyszli Bulls: defensywnie, atletycznie i do przodu. Mają silnik w postaci Josha Giddeya, mają biegaczy, a w drafcie z czwartym numerem dołożą biegającego, kozłującego wysokiego (stawiam na Caleba Wilsona). 

Splitter trochę poległ na linii Clingan vs Wembanyama, swemu wysokiemu kazał grę rozciągać, rzucać trójki zamiast grać z Francuzem fizycznie, zastawiać go i męczyć grą do środka. Portland mieli siłowe przewagi, ale z nich nie skorzystali, no cóż. 

Wydaje mi się, że wkrótce Bulls mogą mieć znacznie ciekawsze fundamenty niż Blazers, zwłaszcza jeśli faktycznie uda im się wydraftować Wilsona, który ma podobny fizyczny profil do powiedzmy Johna Collinsa, z tymże kozłuje piłkę i sufit ma wyższy. Na razie nie chodzi o wygrywanie: Giddey, Buzelis i Wilson to będzie jazda bez trzymanki. Trochę studencki basket, ale tak właśnie grają młode, przebudowujące się zespoły, nie? Czy zatrzymają m.in. Simonsa, Sextona, Collinsa, przekonamy się wkrótce. 

Na pewno zatrudnienie Splittera ma logiczne przesłanki. Tegoroczna wizja budowania kadr ma kryptonim SLAP, czyli: size, strength, athleticism, physicality.

Q: Internety się nabijają, że ponoć Durant wyraził chęć transferu do Knicks, czy masz koszykarskie poczucie humoru i czy takie coś cię cieszy? 

Cieszy mnie gdy spotykam na ulicy kogoś, kto mówi, że czyta GWBA i że mu się podoba treść. Cieszą mnie niesłychanie GWBA Camps, na którym spotykam kumpli i poznaję wciąż nowych ludzi, pasjonatów koszykówki i nie tylko. Internet to dla mnie co najwyżej kanwa, przestrzeń do wyrażenia swojego zdania, dziwne pojętej czasem ekspresji, Na pewno nie biorę na poważnie słownych przepychanek, bo nie mam pojęcia kto stoi po drugiej stronie. Może to być dzieciak w wieku mojego syna, a może być cholerny Jan Rodzeń, dyrektor klubu księgarza. 

Czy mnie śmieszy chęć zatrudnienia KD w Nowym Jorku? Pewnie, ale za chwilę włącza się analiza, przerabiam w głowie plusy i minusy, tak już mam. 

 

Q: Czy wymiana San Antonio z Minnesotą: Randle za Foxa pomogłaby uzupełnić braki obydwu zespołom na pozycjach rozgrywającego i skrzydłowego i kto by więcej zyskał na tej wymianie ?

Wbrew nagonce w sieci, ja bym Foxa nie ruszał, nie oddawał, bo to jedyny point-guard w tej ekipie, ball-handler wysokiej klasy, a takich nigdy za wiele. Dominujący „archetyp” Stephona Castle to przecież Lu Dort. Castle to jest skrzydłowy, który umie kozłować owszem, ale żaden z niego rozgrywający. Jego głównym zadaniem zawsze będzie bycie pierwszą linią obrony. Dylan Harper to z kolei strzelec, bierze piłkę i gra pod kosz, bo to potrafi najlepiej. Jemu koledzy z drużyny momentami jedynie przeszkadzają, bo to samograj. Tutaj potencjał rozwojowy jest oczywiście największy, ale jeśli w wieku 20-21 lat to ma być główny playmaker ekipy idącej po tytuł, to miałby pewne obawy. 

Poza tym panowie Julius Randle i Stephon Castle trochę mi się gryzą. Randle to nie jest gość z ułożoną ręką, to banger, atleta. Spurs potrzeba wzmocnienia fizycznego, owszem, ale przy jednoczesnej poprawie spacingu. Nie sprawdzam nawet układu finansowego, na miejscu San Antonio nie szedłbym w Juliusa, nie w zastanym układzie boiskowym. Sorry Julius!

Na koniec w sumie najważniejsza rzecz, Patronami dzisiejszego odcinka, jak i całego sezonu są: Przemek Stępski, GerardD, Marek Polimet, Bartek Mierzwicki, Grzegorz Ruta, Monolog86, Darek Brz, T Poturalski, Lenas a także Nikodem Socha. To między innymi dzięki tym facetom mogę nadal trwać na posterunku i lepić dla Was powyższe treści. Dziękuję za odwiedziny i do jutra. B

Komentuj

Gwiazdy Basketu