fbpx

NBA: Luka Doncic znów to zrobił | pojedynek Embiida i Giannisa ozdobą kolejki

40

WTMW.

Heat 111 Hornets 107 (OT)

Podopieczni Erika Spoelstry chcieli pokazać się  z dobrej strony po ostatniej przegranej z Dallas, ale pewnego rozluźnienia wynikającego z nadchodzącej przerwy nie uniknęli. Pierwsza kwarta znakomita pod kątem ruchu piłki, to na pewno. Niemal wszystkie kosze padały po asyście i to nie naciąganej, po pięciu kozłach, ale w stylu Harlem Globetrotters. Piłka krążyła doskonale a następnie gdy panowie zaznaczyli się z przodu, zrobiło się trochę nonszalancko i niedokładnie. Taka natura ludzka. Charlotte byli do łyknięcia, to jasne.

Defensywnie też rewelacja, a przynajmniej do chwili, gdy na plac wstąpili zawodnicy z zaplecza Omer Yurtseven i Haywood Highsmith. Pierwszy jest przytomny w ataku, potrafi się zakręcić z piłką na trzecim metrze, wbija półhaki, raz bardzo fajnie podał ze środka, ale obrona?! Turek nie byłby w stanie wybronić akcji nawet gdyby od tego zależało jego życie czy deportacja do ojczyzny. Jego rodak Enes Kanter, o przepraszam: Enes Freedom to przy nim DPOY!

Co za tym idzie, goście grający bez Dedmona, Herro, Caleba Martina, Markieffa Morrisa i Victora Oladipo choć prowadzili po pierwszej kwarcie siedmioma punktami – pokazali, że spod lśniącej elewacji wystaje słoma i że są do ubicia w tym meczu.

Bam Adebayo świetny gracz, ale kończyć akcji po koźle to on nie umie za grosz. Niechby chociaż podstawowy eurostep opanował na wzór wczesnego Giannisa czy aktualnego Jarena Jacksona Juniora z Memphis. Nic się nie rozwinął pod tym względem. Taki sprawny chłop, a gdy mu przychodzi kończyć dwutakt, nawet cień obrońcy staje się problemem. Butlera też zdaje się uśpiła względnie dobra gra zespołu na starcie, był pasywny, połowę drugiej kwarty przesiedział na ławce, a koledzy osiągnęli w tym czasie 0/7 zza łuku.

Dog fight!

W tym samym czasie pozbawiony psychiki Kelly Oubre Junior trafił cztery razy z rzędu za trzy i nagle okazało się, że Heat przez dwanaście minut zdołali osiągnąć DZIESIĘĆ punktów i przegrywają.

Po przerwie impuls dali weterani (PJ Tucker, Kyle Lowry) goście doszli na remis, ale trójka wciąż nie siedziała. Na szczęście Hornets też nie. Po czym poznać rasową ekipę? Że jak nie idzie, idą w defense. Tak było! 17:17 w trzeciej odsłonie. Potem znów trzeba było Yurtsevena wpuścić, którego znów tarmosił albo wyprzedzał zwierzak Montrezl Harrell (24 punkty 9/16 z gry). Heat znów wpadli w dołek i to czternastopunktowy. Ostatnia prosta to walka o honor. Nie wiem jak wyglądałaby gra gdyby LaMelo Ball (14 punktów 10 zbiórek 14 asyst) nie miał od pierwszej kwarty problemu z faulami, ale w wyjściowym składzie South Beach mieli gospodarzy względnie ogarniętych. Wyrównali!

Końcówkę regulaminowego czasu gry, dogrywkę oraz drugą dogrywkę musicie już sobie “dooglądać”. Szefem zwycięskiego zespołu był tylko i wyłącznie Kyle Lowry, autor 25 punktów 9 zbiórek 5 asyst oraz 6/11 zza łuku. To jest ich generał parkietu, ich zamykacz tematów. Jimmy Butler choć nie jest efektywny w tym elemencie (5/24 z gry) jego ostatnia trójka dobiła Charlotte. Wygrali małymi rzeczami, np. ekstra wysiłkiem na atakowanej tablicy.

Mavericks 125 Pelicans 118

Luka jest w diabelskiej formie aktualnie, bije każdego od wejścia: 49 punktów 15 zbiórek 8 asyst 8/17 z gry. Kiedy temu chłopakowi siądą dalekie rzuty z odejścia, jesteś na jego łasce. Znów przekroczyłby pięćdziesiąt oczek, ale spudłował dwa ostatnie rzuty wolne, haha.

Pelicans idą w dobrą stronę, dobrze kombinują. Devonte Grahama uczynili zmiennikiem, bo blokowali się kompetencjami z CJ McCollumem (38 punktów 7/10 zza łuku). W jego miejsce jeszcze jeden wysoki Jaxson Hayes – nawet jeśli niezbyt mądry, kto widział jak głupio fauluje albo filmik z zatrzymaniem przez policję ten wie o czym mówię. Ideą było zamknąć Słoweńcowi wjazdy podkoszowe na kontakcie. Dużo trudniej wbijać pod obręcz jeśli z pomocy masz trzech gości o rozpiętości ramion 223 cm (Hayes) 221 (Ingram) i 213 centymetrów (Herb Jones). Luka oczywiście swoje strzały z półdystansu w dalszym ciągu wyłowił, ale to siedem trafień zza łuku najbardziej bolało Pelicans. No cóż, pechowo trafili.

Błędy oczywiście były, nie rozumiem co tak długo na placu robił Garrett Temple i dlaczego trener ośmielił się go postawić na Luce w trzeciej kwarcie. Brandon Ingram dziwny, wiadomo że strefa mu każdorazowo odbiera ochotę do gry, że lubi zakozłować, ale trochę się chyba pogubił z rolą. Wiem, że ostatnio więcej szukał podania, ale dziś był zwyczajnie pasywny. Obserwował CJ-a zamiast mu pomóc. Ten po transferze błyszczy talentem jak Bradley Beal po oddaniu Johna Walla. W czwartej kwarcie poważnie nastraszył gości.

Wizards 117 Nets 103

Brooklyn znów w pokonanym polu. Siadło tempo, nikt nic nie wie. Steve Nash zaskakuje rotacją i zmianami (Drummond i Bruce Brown razem na boisku, LOL). Jednostkowy talent LaMarcusa Aldridge’a, rookie Camerona Thomasa (rewelacyjny chłopak na półdystansie) czy Patricka Millsa tu i tam przebija, ale efektu synergii nie ma w ogóle. Na pocieszenie kibicom pozostaje wsad młodego Davida Duke’a Juniora. To jedyne punkty, jakie ten gracz uciułał przez 21 minut spędzonych na placu, ale jakże efektowne, przyznacie:

Ktoś mówi, że Andre Drummond powinien był grać więcej. Nie, on powinien grać mniej. Aldridge to koszykarsko klasa wyżej, AD bez rasowego playmakera nie istnieje, a naprzeciw zadziornej ławki gości znacznie lepiej wyglądałby sądzę Nicolas Claxton.

Wizards po zmianach i przewietrzeniu szatni ze zwietrzałych bąków po stokroć mniej egocentryczni, szybsi, nieprzewidywalni. Siedmiu graczy z dwucyfrowym dorobkiem. Przy czym Kuzma i KCP mało produktywni strzelecko. Generalnie biorąc pod uwagę absencje po obu stronach, scouting jest w tej chwili niemożliwy. Gra mocno zindywidualizowana (Rui Hachimura 20 punktów). Jakaś pojedyncza chemia, w dwójkach, trójkach, dopasowanie umiejętności, energizerzy pokroju Isha Smitha i Daniela Gafforda – to zrobiło różnicę.

Sixers 123 Bucks 120

Pojedynek dwóch kandydatów do MVP, którzy nie zawiedli. Joel Embiid (42 punkty 14 zbiórek 5 asyst) i Giannis Antetokounmpo (32 punkty 11 zbiórek 9 asyst) nie kryli się wzajemnie, ale łypali na siebie wyraźnie.

Bobby Portis nie miał absolutnie nic do powiedzenia przeciwko Joelowi, ale niestety trener Budenholzer zbyt późno się zorientował, że ma do dyspozycji znacznie lepszego obrońcę podkoszowego w osobie Serge’a Ibaki. Tyrese’a Maxeya też potraktowali po macoszemu idąc pod zasłonami, nie respektując jako strzelca i trzeba było 45 punktów straconych w drugiej kwarcie by się otrząsnęli.

Middleton nie ogarnął zegara czasu pod presją, wcześniej podał do nikogo. Jrue zaliczył airballa, dwa idiotyczne faule w końcówce popełnili. Powinni dać piłkę Giannisowi i zejść mu z drogi, ten trafiał w czwartej kwarcie więc go odcięli od podań! Masa błędów po stronie Milwaukee, słaby produkt, przyda im się przerwa. Nie żeby Doc Rivers zrobił cokolwiek lepiej, haha, ale jedno trzeba mu oddać: w Korkmaza poszedł zamiast Thybulle’a i to było słuszne posunięcie. W drugiej kwarcie pick and roll Embiida z Maxeyem też narobił masę szkód rywalom.

Oczami wyobraźni widzę, że Budenholzer nie dowiezie obrony tytułu. W zeszłym sezonie miał więcej szczęścia niż rozumu (kontuzje rywali). Wszystkie taktyczne zmiany, jakie opisywaliśmy na przestrzeni sezonu / playoffs wprowadził w ostatnim momencie. Tylko kto im stanie na drodze? Sixers Doca Riversa i Jamesa Hardena? Miami jest za małe fizycznie (chyba). Brooklyn to na razie niech powalczy o playoffs, życzmy im zdrowia.

Rockets 111 Clippers 142

Co tu się wydarzyło? Nie mam pojęcia, bo już smacznie spałem. Nie budźcie mnie przed konkursem wsadów.

Ze statystyk czytam, że Luke Kennard trafił 8/9 zza łuku. Trzymam za niego kciuki w konkursie rzutów za trzy!

Marcus Morris też 4/8 zza łuku. Po trzech kwartach +28 dla gospodarzy. Fajnie! Rockets z Dennisem Schroderem na rozegraniu pewnie zakrzyknęli “1-2-3 Cancun” nawiązując do sławetnej sytuacji z Nickiem Van Exelem i popularnego kurortu wypoczynkowego, do którego część braci NBA zapewne uda się korzystając z tygodnia wolnego.

Other info

-> Anthony Davis ma poważnie skręconą kostkę, będzie ponownie przebadany za cztery tygodnie.

-> Indiana Pacers po trzech dniach od transferu zwolnili z obowiązku pracy Tristana Thompsona… zakładam że kilka ekip będzie zainteresowanych usługami podkoszowego weterana grającego z ławki. W dalszym ciągu świetnie zbiera i kryje post up.

Dobrego dnia wszystkim. b

Ostatnie Wpisy

40 comments

    • Array ( )

      @Klok – niby dlaczego nie ma być ktoś lepszy od MJa? Nie to, że Lebron jest lepszy, bo nie jest 😉

      (1)
    • Array ( )

      Nie będzie lepszego od Jordana i tyle pogódź się z tym. W Ameryce jarają się koszykówka, w Polsce Jordanem.

      (-5)
  1. Array ( )
    Marian Paździoch syn Józefa 18 lutego, 2022 at 12:48
    Odpowiedz

    Słyszałem, że Davis ma kolejną kontuzję: podobno skręcił nadgarstek grając na Play Station w NBA 2K 🙂

    (15)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Troche niepoważne są twoje komentarze Bartek nt. Budenholzera. Facet poprowadził zespół z prowincji na mistrza, grając praktycznie bez zmienników i wychodząc w finałach ze stanu 0:2. Pod jego okiem Giannis stał się zupełnie zupełnie innym zawodnikiem (dla mnie to najbardziej wartościowy zawodnik tej ligi) i dał się przekonać do pozostania w Bucks a nie szukania pierścienia w Lakers albo Nets.

    Wydaje mi się, że Bucks są bogatsi o doświadczenia i najlepsze pokażą w play off. A czy to wystarczy to się okaże.

    (23)
    • Array ( )

      No nie stary. Giannis wyrósł na allstara pod okiem Kidda. Buldenholzer nie spartolił jego dalszego rozwoju. Giannis jest absolutną bestią. Kazdy zespół z Giannisem w składzie będzie się liczył i walczył w play offs. Racje ma Admin. Kto sledzil zeszłoroczne play offs ten pamięta, ze poprawki Buldenholzera miały miejsce długo po tym jak admin opisywal je w relacjach. Doc Rivers tez zdobył mistrzostwo tylko nie on poprowadził Celtics, a genialni Garnet, Pierce, Rondo!, Allen, Perkins. Trener Rivers poprostu tego nie spartolił. Czasem tak jest, ze jak masz genialny skład to wystarczy posadzic na ławce Eugeniusza Kijewskiego. Ponadto ogromne szczęście mieli, ze Nets się posypali tak jak Suns miało szczęście, ze Davis wypadł. Nie zawsze wygrywa lepszy. Chodź bardzo lubię Giannisa to Bucks w tym sezonie nie obronią mistrzostwa i mogę się założyć o 100 zl.

      (11)
    • Array ( )

      Przypominam tylko, że gdyby Durant ubrał buty z mniejszym nosem to Milwakue nawet by nie było w Finałach

      (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Kto może stanąć na drodze Bucks? Nawet jeśli przejdą swoją konferencję przy wiaderku szczęścia, to Zachód ma chyba mocniejszego kontendera w tym sezonie w postaci Suns o ile im zdrowie dopisze. Osobiście szkoda mi tylko Jokicia, Denver chyba nie jest w stanie zapewnić mu drużyny na jaką zasługuje od paru sezonów i raczej to się nie zmieni. Może jakaś wymiana za Goberta z dopłatą którejś ekipy (cześć Jazzmani) w przyszłym sezonie kiedy każdy zda sobie sprawę że obecne formuły się wyczerpały? Tylko czy Joker doda do warsztatu więcej obrony, pytanie na wagę potencjalnego mistrzostwa dla Utah w takim układzie

    (-4)
    • Array ( )

      Utah by chyba musiało dodać Mitchella w takiej wymianie. Jokic to jest zawodnik o dwie klasy lepszy niż Gobert, nawet mimo gorszej obrony.

      (11)
    • Array ( )

      Przecież Denver ma kontuzjowanych na cały sezon dwóch z czterech najlepszych zawodników. Potrzbują może jednego konkretnego grajka i moga się bić o zachód.
      Gobert za Jokera? xdddd Denver by musiało upaść na głowę.

      (16)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Davis się nadaje do meblościanki babci – stać za szkłem, między zestawami porcelany i być wyciągamy raz na rok

    (28)
    • Array ( )
      Marian Paździoch syn Józefa 18 lutego, 2022 at 13:13

      I przy tym wyciąganiu raz na rok pewnie coś by pękło 🙂

      (15)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Troche racji admin ma odnosnie Bucks.
    Ale okrzepli,nabrali doswiadczenia. Giannis jak sie zmotywuje to nie ma przebacz. Pamietam mecz z Lakers gdzie kipial energia i sportowa zloscia. Widac,ze instensywnie pracowal i rozwinal swoj warsztat.
    Liczy sie motywacja przeciez.
    Chlop czy wygra drugi raz czy nie,u mnie budzi wielka sympatie i szacunek.
    Gdzie mamy takie czasy,ze sie buduje super team-y,gwiazdy sciagaja innych graczy byleby zdobyc pierscien.
    Mozna grac od poczatku swej kariery w jednej druzynie i nic nie wygrac,albo byc cierpliwym,ciezko pracowac i osiagnac sukces jak zeszloroczne Bucks.

    Sezon jest dlugi nie da sie kazdego meczu wygrac i grac na 100/100% przeciez.
    Mamy przyklad z zeszlorocznych PO jak wazne jest zdrowie i rotacja zawodnikow.
    Nie specjalnie zachwycam sie sezonem kto jest pierwszy,a kto ostatni.
    PO wszystko zweryfikuje i tam sie dopiero prawdziwa gra i koszykarskie szachy szykuja.

    Davisa szkoda,chlop zmarnial po tym zdobyciu mistrzostwa,teraz kolejna kontuzja,a Lakers chca oszczedza Lebrona,bo swoje lata ma i kolano mu doskwiera.
    Ale kto ich wtedy pociagnie.
    Moze zaryzykowac i grac dalej,ale aby sie tylko nie popsul.
    Dobrze,ze jest przerwa wielu graczy skorzysta i podreperuje zdrowie.
    Sam osobiscie wole,gdy wszyscy sa zdrowsi bo to ciekawsze dla oka taki mecz.

    Podobno w marcu maja wrocic Porter Jr i Murray,takze zobaczymy.
    Ale Denver to troche takie lepsze Utah,co roku sklad i oczekiwania podobne,ale niestety w PO odpadaja i tyle z tego wychodzi.
    Osobiscie bardzo chcialbym,aby Jokic zdobyl swoj pierwszy upragniony pierscien.

    O Nets bym sie nie martwil. Wroci Durantula,Simmons,Claxton,Nash jakos to pouklada i beda grac chlopy.

    Dobrego Dnia Panowie 🙂

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    ,,Nikt nigdy nie będzie lepszy od Jordana, zapamiętaj” potwierdzam jak wyzej.to Pozdrawiam kolegę który to napisał,pięknie to ująłeś.

    (3)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Widziałem świetny komentarz odnośnie A. Davisa I jego gry w Lakers:” AD is like tampoon: one week in, three weeks out”. Smutne ale prawdziwe

    (17)
  8. Array ( )
    simmons aka snajper 18 lutego, 2022 at 14:34
    Odpowiedz

    Bucks rok temu miało szczęście (kontuzje rywali) …
    Noo bo przecież Suns pokonali wszystkich zdrowych …
    Weź chłopie prześpij się troche bo widać ,że już nie wiesz co oglądasz .

    (8)
    • Array ( )

      Lakers ostatniego miśka zdobyli tylko dlatego ,że wszyscy sie posypali-ale wtedy był inny komentarz…….

      (2)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Oczywiście , Bucks zdobyli tytuł fartem. Dostali się do walki o majstra z turnieju play-in. W każdej serii ratowali dupę szczęśliwym rzutem w końcówce G7.
    Nosz k… , Bartek , ty tak serio ?

    (1)
    • Array ( [0] => administrator )

      Chcesz żebym zrobił scouting report Twoich komentarzy? nie chcesz 🙂
      Próbuję chyba powiedzieć, że coaching to nie jest mocna strona Bucks. Poza tym, w sporcie i w życiu trzeba mieć farta. pozdr

      (-2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak to robi Doc, że gra lineupem jednocześnie bez Maxeya, Embida i Harrisa . To jest idiotyczne bo Harris czy Maxey mogliby dostać trochę swoich rzutów w takim momencie. Ciekawe czy jak będzie miał jeszcze Hardena to też będzie hulać po boisku piatka: Milton-Korkmaz-Green-Niang-Millsap. Dalej widzę, że jest czas rezerwowych i fru cała pierwsza 5 do bazy. Na szczescie pozniej już aż tak nie było i Harris grał z rezerwami trochę, ale moim zdaniem nie powinno być ani sekundy żeby któregoś z nich nie było na parkiecie

    (3)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Kto ma im stanąć na drodze…. Bucks dziś nie mają napewno polotu do Suns, są Warriors, Bulls i 76ers jak Harden ułoży się z zespołem to materiał na mistrza…. Milwaukee nie mają czego szukać bez Lopeza i powrotu do dobrej gry Middeltona. Nawet finału konferencji nie ogarna

    (-3)
    • Array ( )

      Nie lubię takiego gadania, że ktoś zdobył mistrza, bo miał farta. Nie da się w ciągu 82 meczów zasadniczego i najmniej 16 playoffów wykpić się tylko szczęściem.
      Lakersi w 2020 zdobyli miśka, bo byli zajebiście mocni, a nie tylko dlatego, że mieli przed samymi playoffami pandemiczną przerwę na naoliwienie starych i/lub szklanych stawów (a rywale było kontuzjowani). Vogel to raczej kiepski treneiro, ale tu mu się udało.
      Raptors grali przeciw połowie składu Wojowników, o rzucie Kawhiego w serii z Sixers już z żałości nie wspomnę. Co nie zmienia faktu, że stworzyli świetną drużynę i tytułu nikt im nie wręczył. Czy Nurse może się pochwalić tamtym zwycięstwem? No ja myślę.
      Tak samo Bucks, nawet jeśli dopisało im szczęście, to mieli dość argumentów żeby wydoić to szczęście do ostatniej kropelki. Czy Budenholzer jest w stanie powtórzyć tę historię w tym roku? Cóż, miało mu się już wcześniej nie udać.

      (10)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Po serii Bucks – Nets utarła się nie do końca trafiona narracja, że można zdobyć tytuł nie dysponując super teamem. Trzeba trzeźwo ocenić sytuację. Nets z osamotnionym Durantem przeszli oni na żyletki, męczyli się niemiłosiernie a obecność choć jednego z dwójki Harden, Irving zakończyłoby sen o mistrzostwie dla Bucks bardzo szybko. Dlatego zgadzam się z adminem, że w tej rywalizacji o finał było więcej szczęścia niż mistrzowskich umiejętności. Przy przegranej Giannisa i spółki owa narracja potoczyłaby się zupełnie inaczej. 1. Potwierdziłby się scenariusz, że idea super teamów ma się dobrze. 2. Giannis zyskałby miano zawodnika, który nie jest w stanie pociągnąć drużyny ponad pewny poziom. 3. Budenholzer straciłby miano wyróżniającego się w lidze trenera.

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu