fbpx

NBA: powrót LeBrona Jamesa | Stephen Curry gra koszykówkę kalibru MVP

27

WTMW.

Członkowie zespołu Phoenix Suns tańczą przy linii bocznej. Ja przepraszam, ale mam zgoła odmienne podejście do dyscypliny zwanej koszykówką. Z mojej perspektywy to jest żenada. Taniec ma rozumiem służyć rozluźnieniu i lepszej grze? Weźmiecie mnie za hejtera, ale od czego jest rozgrzewka, praca mentalna, umiejętność wizualizowania, koncentracji? Wyobrażacie sobie Kobe Bryanta patrzącego na to? Koszykówka to nie cyrk, a koszykarze to nie małpy z kongo bongo do jasnej cholery.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że widoczny powyżej Mikal Bridges rozgrywa sezon życia. Jest królem atakowania closeouts, znacznie bardziej aktywny się zrobił zza łuku i pali po pięć trójek w meczu. Dwucyfrowa zdobycz punktowa w 16 z 18 występów. Wypełnia to, o czym pisałem przed sezonem. Albo większa autonomia i dojrzałość w roli kreowania własnej ofensywy po stronie skrzydłowych, albo Suns odpadają po raz kolejny, gdy im rywal w 1-2 rundzie dojedzie obwodowych.

Dziś zespół z Arizony podejmuje Utah, ciekawe zestawienie stylów, a odkąd kontuzji doznał Mike Conley sporo chaosu wkradło się w poczynania Jazz i mogą gospodarzy nie udźwignąć. Ci mają odpowiednio wiele mobilności w drugiej linii i siły ogniowej by się nie dać zaskoczyć. Co z meczami dzisiejszej kolejki? Sporo tego było po święcie Dziękczynienia grali niemal wszyscy:

Wolves 108 Hornets 110

Minnesota poraża i frustruje. Wygrać potrafią trzy kwarty i mecz wtopić. Charlotte bez rozgrywających (LaMelo, DSJ, Hayward – ten ostatni wypada na dłużej z kontuzją barku) w oparciu o grę indywidualną Roziera, Oubre, PJ Washingtona uzupełnieni paroma atletami jak np. ten z niebieskimi włosami dunker Kaj Jones bodaj się nazywa. Rudy Gobert (17 punktów 17 zbiórek) nie nadążał w obronie! Sfrustrowany jest ewidentnie, bo pierwsza linia obrony kompletnie nie słucha jego komend i wydaje się niekompatybilna.

Blazers 132 Knicks 129 [OT]

To nie tak, że zabrakło pomysłów jak ograć strefę Portland. Nowojorczycy zwyczajnie nie bronią! Nie wiem gdzie się podziała magia Toma Thibodeau, ale w tym sezonie fundamenty defensywne z których słynął, są całkowicie niewidoczne. Fakt, że zawsze dysponował względnie sprawnymi podkoszowymi jak Taj Gibson czy Nerlens Noel. Dziś wystawia dwie bambaryły Robinsona i Simmsa do tercetu z Hartensteinem, który do gry wnosi tyle, co na atakowanej połowie. A i to znacznie lepiej wyglądało za jego kadencji w Clippers.

Otworzyli się ofensywnie owszem (no może za wyjątkiem RJ Barretta, który wyraźnie gryzie się stylem z Brunsonem) jednak kiedy trzeba zrobić stop – nie potrafią. Portland wbili im kolejne kosze w kluczowych momentach i zamiast zwycięstwa, jest obity ryj.

Kings 104 Celtics 122

Pojedynek dwóch najbardziej efektywnych w tym sezonie ataków. Boston dał chłopakom lekcje basketu. Kings bardzo chcieliby wejść na poziom tegorocznych finalistów NBA, ale póki co dostali w papę. Prowadzili 84:78 na parę minut przed końcem trzeciej kwarty, ale potem nadeszła szarża miejscowych (39:8) i można było zawody kończyć.

Nets 117 Pacers 128

Ben Simmons wraca do siebie, ale nawet w wysokiej formie nie zatrzyma fali Indiany. Młody książę Tyrese Haliburton 21 punktów 15 asyst 6 zbiórek. Czwórka graczy Pacers z dwudziestoma punktami na koncie. Fale ofensywy wlewające się do łodzi, niestrudzenie, nieprzejednanie, raz za razem. Nie zdążysz wybierać wody, zwłaszcza gdy zamiast zasuwać, zaczynasz faulować.

No widzicie, po ostatnim meczu pisałem o finezyjnym stylu Pacers i zerowym koncie rzutów wolnych piątki starterów. Widać, że poszedł na to akcent ze strony trenera Ricka Carlisle’a, bo dziś dysproporcja wolnych na korzyść gospodarzy była ogromna: 38 do 10! Jedna sprawa to nastawienie, wiara w siebie, sportowa złość, niezłomność, zaangażowanie. Druga: zwróćcie uwagę jak potężną bronią jest gwizdek arbitra.

Wizards 107 Heat 110

Mimo braków kadrowych lecieli równo. Beal i Kuzma odpierali ataki rozeźlonego Bama Adebayo (38 punktów 12 zbiórek0 a panowie obwodowi Lowry i Herro dostarczyli aż osiemnaście asyst. Dla 25-letniego Adebayo to zdecydowanie najlepszy mecz sezonu jeśli chodzi o offense. Szedł na obręcz po firmowych akcjach dribble-handoff, wychodził też na swoje klepki trzy metry od kosza skąd rzucać się odważa regularnie. Najbardziej znamienną była akcja, w której przekozłował całe boisko wbijając się ostatecznie w Kristapsa Porzingisa. Łotysz, co tu wiele mówić, wyglądał jak zwykle jako rim-protector i obrońca pick and rolla. Spóźniony schodził z drogi. Odpuszczał przepychanki. Co akcję zawieszony między próbą zatrzymania piłki a doskoczeniu do bloku za plecami. W efekcie ani tego, ani tego nie bronił.

Bam nie tylko przewyższał go siłowo, ale przede wszystkim zdecydowaniem i energią. Wchodził w przestrzenie podkoszowe i złapawszy rzadko spotykany u niego luz, już po pierwszej kwarcie miał na koncie… 18 punktów. Inna rzecz to łatwość, z jaką gracze Miami przedostawali się kozłem w sam środek obrony. Co poza tym? Czapki z głów dla trenera Erika Spoelstry. To wszystko łatwo wygląda, ale zwróćcie uwagę na organizację gry Miami. Tam są manewry dywersyjne, kontry na każde zachowanie obrony. Dodaj talent jednostkowy oraz doświadczenie Lowry’ego i są w grze co noc, jak mówię, pomimo braków kadrowych.

Hawks 122 Rockets 128

Trae i Dejounte nastrzelali 44 i 39 punktów, ale zespól ATL wyglądał tragicznie. Izolacje z wyboru zmieniły się w izolacje z przymusu. Clint Capela niedysponowany (ból zęba!) jego zastępca Onyeka Okongwu wyglądał jak zbity pies. John Collins kompletnie stracił wiarę w siebie, ten zdolny rookie AJ Griffin prawie nie dostawał podań, DeAndre Hunter po kolejno spudłowanych trójkach migał się od piłki. W efekcie gospodarze wygrali zbiórkę… uwaga: 59 do 28 (!) i choć popełnili ogrom strat i rzucali gorzej zza łuku – wezmą to zwycięstwo.  Jalen Green 30 punktów / agresor Kenyon Martin Junior 21 punktów 15 zbiórek / rookie Jabari Smith 21 punktów przy 5/9 zza łuku / KPJ 12 punktów 10 asyst.

Pelicans 111 Grizzlies 132 [OT]

Ja Morant tradycyjnie rozbił gości kozłem, a ponieważ kolegom zaczęło siedzieć zza łuku, mecz był de facto rozstrzygnięty już w pierwszej kwarcie. Jak inaczej nazwiesz wynik 44:25 dla gospodarzy. Grizzlies zaliczyli w tym okresie osiem trójek, przy czym trafiali wszyscy za wyjątkiem wielkiego Stevena Adamsa, który także nie próżnował rządząc na tablicach i dobijając kolejne rzuty. Obrona gości po paru minutach była w takim chaosie, że mentalnie się poddali. CJ McCollum zainfekowany / nieobecny, Brandon Ingram widząc co się dzieje, zszedł z boiska skarżąc się na uraz dużego palucha u nogi, a Zion Williamson zestawiony z Adamsem i Jacksonem nie miał przewagi fizycznej. Największa pozytywna niespodzianka to dyspozycja Dillona Brooksa: 25 punktów 4/9 zza łuku.

Cavaliers 102 Bucks 117

W pierwszej połowie przeważali panowie przyjezdni. Darius Garland i Donovan Mitchell zdobyli odpowiednio 17 i 21 punktów. Cavs wiele razy atakowali nie w pełni ustawioną obronę ponieważ gospodarze osiągali marne 4/14 zza łuku a kolega Jrue Holiday był zupełnie niewidoczny notując trzy faule i 0/5 z gry. Po przerwie jednak podniosła się intensywność niedawnych mistrzów. Jrue odcinał od piłki Mitchella, Bucks trafili pięć trójek z rzędu, Cavs nie mieli jak wybiegać łatwych punktów po zbiórce i się zacięli jak ten rewolwer zalany wódą co nie chciał wystrzelić. Trzecią kwartę goście zakończyli z dorobkiem 3/18 z gry. Czwarta na dodatek przyniosła uraz biodra Jarretta Allena, który nawet jeśli był w stanie grać, przy minus dwudziestu nie było sensu go z powrotem do gry wstawiać.

Druga połowa przyniosła rezultat 65:39 dla Milwaukee. Najskuteczniejszym graczem spotkania Giannis Antetokounmpo (38 punktów 9 zbiórek 6 asyst) który trzymał swoich w grze przez pierwszą część spotkania. Imponującą pracę wykonali także niezmordowani stoperzy Holiday i Jevon Carter, autor 18 punktów przy 5/6 zza łuku. Niezwykle przydatna postać w tym sezonie za bezcen ściągnięta z Phoenix, gdzie nie mieli dla niego miejsca.

Bulls 119 Thunder 123 [OT]

Młodzież z OKC wygrywa mecz, w którym zanotowali 7/29 zza łuku. Pisać dalej? W obliczu napięcia Bulls każdorazowo przechodzą w trym izolacji, w którym DeRozan i LaVine naprzemiennie starają się umieścić piłkę w koszu. Zwyczajowo albo jeden albo drugi nie ma dnia (zazwyczaj jest to Zach) więc ich kolektywna skuteczność wygląda przeciętnie. Dziś dostarczyli 50 punktów na 21/50 z gry, to daje 42% z gry czyli pięć punktów procentowych PONIŻEJ ligowej przeciętnej.

Pamiętajmy, że coach Billy Donovan ma za sobą także długi epizod kariery jako trener OKC. Dlaczego mu podziękowali? Za brak kreatywności ataku. Ten facet potrafi maksymalizować talent / statystyki największych swych gwiazd, ale długofalowo jego zespoły są przewidywalne i pewnego poziomu nie przeskoczą.

Patrick Williams zasługuje na większą rolę ofensywną. Nikola Vucevic z miesiąca na miesiąc zdaje się zapominać rzeczy, dzięki którym dwukrotnie powoływano go do All-Star Game. Przestał stanowić zagrożenie jako roll-man, nawet wczoraj mając za plecami rywala o TRZYDZIEŚCI kilogramów lżejszego, nie bardzo miał możliwość się wykazać. W czwartej kwarcie i dogrywce ten utalentowany przecież, nienagannie wyszkolony center oddał trzy trójki. Graczem spotkania Shai Gilgeous-Alexander i jego ziomal Josh Giddey. Wspólny dorobek tych dwóch to: 40 punktów 21 zbiórek i 13 asyst. 

Lakers 105 Spurs 94

  • wrócił pordzewiały LeBron: 21 punktów 8 zbiórek 5 asyst 9 strat
  • 25 punktów i 15 zbiórek mimo podwojeń, zaliczył zdecydowanie najlepszy na placu AD
  • Devin Vassell po stronie San Antonio – problemy ze skutecznością
  • coach Darvin Ham zepsuł trzecią kwartę wystawiając skład z czterema obrońcami
  • Westbrook niewiele wnoszący, zirytowany gdy go zdjęli z boiska w czwartej kwarcie
  • wydarzeniem dnia powrót Lonnie Walkera na stare śmieci: 18 punktów 7/16 z gry

Jeremy Sochan miał w tym meczu sporo swobody – zazwyczaj tak bywa w przypadku zawodników nominalnie krytych przez LeBrona. Co widziałem?

  • celny rzut z półdystansu przy półtora metra przestrzeni
  • następnie niecelny, rwany, rzut do którego tak wolno się składał, że AD przyskoczył z łapą
  • skuteczny wjazd na lewą rękę – kolejny raz odpuszczony przez Jamesa
  • spudłowaną trójka mimo braku obrońców w promieniu trzech metrów
  • presję w obronie na Jamesa, zakończoną biegiem do kontry i dobitką
  • dwa fartowne, brzydkie wizualnie trafienia z rogu parkietu i kąta 45 stopni
  • nieudaną próbę zagrania tyłem do kosza ze skrzydła
  • nieco walki na ofensywnej zbiórce

Statystycznie był to zapewne najobfitszy mecz Jeremy’ego: 13 punktów 9 zbiórek 5 asyst 4 przechwyty 1 blok. 👏

Pistons 102 Suns 108

Co myślę na temat Phoenix już się wypowiedziałem we wstępie. Starterzy prowadzili (Ayton 28 punktów, dużo swobody, nieźle obsługiwany w ramach switching defense Detroit) za to zmiennicy oddawali. Wyglądamy powrotu Chrisa Paula i rozwiązania sytuacji z Jae Crowderem, szkoda gościa. Jednocześnie “kończy się” ekipa Detroit w tym sezonie. Cade może już nie zagrać, teraz urazu kostki doznał Bojan Bogdanovic. Bez tej dwójki atak pozycyjny nie ma za grosz struktury.

Jazz 118 Warriors 129

Steph Curry gra koszykówkę na miarę statuetki MVP. Splash Bros ustawili zawody już w pierwszej kwarcie. Nie stać ich na wydatkowanie wielkiej energii i nerwówkę co noc. Cieszy przełamanie ze strony Jordana Poole’a. Gościom za wyjątkiem dwójki wysokich za grosz nie siedziała trójka (3/28 zza łuku). Jednocześnie Dubs przed własną publicznością grać potrafią (9-1).

Sixers 107 Magic 99

Paolo Banchero (19 punktów 5/12 z gry) dochodzi do siebie po przerwie, aktualnie wygląda jak ogolony na jeża. Za to Tobias Harris (23/10/5) i panowie Milton & Melton (37/13/14) czują się świetnie w bieżących rolach. Co tylko pokazuje jaki zasób talent pomieścić może jeden klub NBA.

Dobrego dnia wszystkim. Dziękuję sobie za uczciwą pracę i dobry wynik grupy typera w nocy. B

Ostatnie Wpisy

27 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie potępiałbym tak w czambuł tych tańców przy lini… NBA to przede wszystkim rozrywka dla widzów. To tylko i wyłącznie dzieki fanom Ci koledzy z „Kongo Bongo” zarabiają setki milionów dolarów. Gdyby nie było publiczności, mogliby sobie najwyżej w Rucker Park klepać gałę. Zawodnicy Suns pobawili się chwile z młodym, publika miała igrzyska, dzieciak zachwycony. Przyjdą playoffy, zacznie się prawdziwe granie.

    (57)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Drogi Adminie trochę z tym tańcem przesadzasz. Niektórzy potrzebują wizualizacji, inni rozluźnienia. Nie da się jednej metody zastosować do wszystkich i osiągnąć te same wyniki. Ludzie są różni. To co napisałeś jest strasznie hejterskie, a sam przecież z hejtem walczysz. Chill out a Little bit. Brzmiało to jak dziad, który jest za coś zły na świat, więc nikt inny się z życia cieszyć nie może. Tak jak wspomniałeś Mikal rozgrywa dobry sezon więc chyba mu to podejście sprzyja. Takie moje zdanie ale oczywiście mogę się mylić. Pozdrawiam. All love

    (46)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Boże gorszy z Ciebie boomer niż że mnie. Sobie chłopako potańczymy z jakimś dzieciakiem przy linii…. Dla mnie spoko i właśnie na plus. Od przesadnej japonki to tylko może żyłka pęknąć. Ktoś tu chyba kij musi wyjąć z pewnego miejsca…

    (26)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Rzadko się wypowiadam, ale mi osobiście nie przeszkadza, to, że w czasie rozgrzewki tańczą z dzieckiem. W suns atmosfera po zeszłym roku jest słaba, nie uważam, żeby taki taniec miał im zaszkodzic, prędzej może pomóc odbudować atmosferę.

    (21)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki za relację Bartek, ta jak i reszta są unikatowe. Jednak to co piszesz na wstępie to jest hejt z dupy, albo bardziej dosadnie mówiąc wysryw. Goście są na rozgrzewce na pełnym luzie, w swojej hali. W dodatku wtórując jakiemuś dziecku, który tańczy w rytm muzyki…nie widzę w tym nic złego i w dodatku linijkę później sam przyznajesz, że Mikal Bridges rozgrywa sezon życia. A może właśnie przez to że ma luz w gaciach, że cały zespół ma? Może nie wymagaj od gości żeby mieli mamba mentality w czasie kiedy srają, albo robią rzutówkę przed meczem. Nie wszyscy tego potrzebują i jak widać nie przeszkadza im to w osiąganiu wyników.

    (22)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie uważam, że białym brakuje luzu. Chociaż bujać się jak pi*** rezus to przesada. Ty weź! jak suns zdobędzie mistrza to na kolejnym campie to będzie norma

    (-1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Lebron to grał jakby zupełnie nie trenował i nie dotykał piłki przez dwa tygodnie, 10 strat…najwyżej klasy bumelant. Buddy Hield i Myles Turner są warci dwa pierwszorundowe picki (pewnie więcej, ale taka oferta podobno padła), Lakers powinni taką ofertę przyjąć jak spadającą mannę z nieba – przejmują świetnego obrońcę i rzucającego wysokiego oraz atletycznego shootera w prime za rynkowym wynagrodzeniem. Nie wiem nad czym się tu zastanawiać.

    (6)
    • Array ( )

      Problem w tym że ta oferta to wymysł Lakers. Indiana takiej oferty nie składała i składać nie zamierza bo im się to najzwyczajniej w świecie nie opłaca. Nie mają żadnego interesu w tym aby podkładać się pod Lakers.

      (4)
    • Array ( )

      Ta, już widzę jak IND bije się o Westbrooka i marzą o tym, by rozluźnić salary cap na kolejny sezon. Wy, kibice Lakers jesteście niereformowalni 😉 Obstawiałem przed sezonem, że Pacers będą celować w play-in i aby rozwijać Tyrese’a będą potrzebowali panów Hieldda i Turnera, a nie partyzanta Westbrooka. Dostałem minusy (czyli zapewne kibice LA mieli inne zdanie), ale jak widać pomyliłem się tylko z play in, bo w Indianie celują bezpośrednio w PO.
      Wymiana to wymysł Waszej wyobraźni, a raczej przyzwyczajeń, że Wasz zespół dostaje trade’y na tacy, ale te czasy już minęły, a w cryptocom arenie mamy cyrk, nie poważne granie.
      Stąd być może totalnie niezrozumiała dla mnie frustracja admina tańcami w PHX. Tak jak często podzielam opinię autora, tak tutaj totalnie się nie zgadzam. Bo czymże złego są tańce z 3-4 letnim fanem, PRZED MECZEM? Jestem uczulony na pajacowanie, długo dojrzewałem, by polubić GSW min. dlatego właśnie, ale tutaj za cholerę pajacowania nie widzę. Co innego np. w cryptolandzie gdzie Lebron napina mięśnie mając 5+ strat na koncie. Tam jest niezły cyrk i clownów nie brakuje.
      ps. Sorry fani Lakers, że dobijam leżącego, ale pamiętajcie. Karta i dla Was się odwróci, lepsze czasy nadejdą.

      (9)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Co to za buracki komentarz zarówno autora jak i powyżej. Rzeczywiście – dwudziestoparo latkowie tańczą na rozgrzewce z uradowanym dzieciakiem z publiczności – koniec świata, Kobe się w grobie przewraca. Ktoś tu mocno na głowę upadł chyba

    (24)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    OCB z tym czepianiem sie tanca? Jeden sie przygotowuje w samotnosci ze sluchawkami na uszach, a inny tanczy z kolegami i publicznoscią. Najważniejsze żeby w meczu się zachowywać profesjonalnie i grać swoje. Wydaje mi się, że w PL często się krzywo patrzy na wszelkiego rodzaju ekstrawertyczne zachowania. W cenie skromność, średniość i niewychylanie się.

    (22)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Ale z Admina smutas! Chłopaki z Suns trochę sobie potańczyli, ale mecz wygrali więc o co to bicie piany?!? Mecze NBA to show i zawodnicy się wpasowali w ten klimat!

    (14)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Knicks przestali bronić po jakimś 16, czy 18 wolnym Blazers w Q2, W całym meczu Portland stawali na linii 51 razy, a w samej tylko 2 kwarcie aż 24 razy!!! Jak Nowojorczycy mieli bronić, kiedy każdy kontakt z graczem penetrującym kończył się faulem??? Unikali kontaktu, to im wjeżdżali jak w masło. 24 wolnych w jednej nie-czwartej kwarcie chyba jeszcze nie widziałem, nawet w czasach hack-a. Druga sprawa to jak Hart z Winslowem mogli im aż 10 piłek w ataku zebrać?? Robinson jest świetny na atakowanej tablicy, ale jeśli chodzi o zastawianie własnej deski to ani on, ani Hartenstein, ani Simms nie ogarniają tematu niestety.

    (10)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Bartek szacun za tak obszerną relację tak wielu spotkań!
    Co do tańca nie zgodzę się – każdy zawodnik tak jak każdy człowiek jest inny, jeden potrzebuje się skupić, inny włączyć sportową złość, a jeszcze inny potańczyć, pozabijać piony. Uważam, ze podejście ze każdy ma być tak i taki i uj jest stare i nienajlepsze.

    (5)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja tam rozumiem admina. Myślę że ta sytuacja to po prostu przykład. Z roku na rok sezon zasadniczy staje się coraz bardziej i bardziej cyrkiem objazdowym by zarabiać kasę. Sportowa złość i rywalizacja przestają istnieć. Mowa ciała zawodników coraz dobitniej to pokazuje np w tym tańcu.

    (-4)

Komentuj

Gwiazdy Basketu