NBA: powrót Jeremy’ego Sochana | Joker znów jest MVP

Sponsorami dzisiejszego odcinka są dwaj ludzie, których nigdy nie widziałem na oczy, ale chciałbym kiedyś spotkać, choćby dlatego by móc wyrazić swą wdzięczność w kwestii wsparcia projektu GWBA: Michał Machał oraz A. Kaznowski, pozdrawiam! B
Nie pisałem wczoraj, bo nie było o czym. Pięć byle jakich meczów, w tym Lakers ze stuletnim LeBronem występujący po raz piąty w siedem dni. Są granice ludzkiego organizmu i jeśli ktoś liczył na produkt boiskowy wysokiej jakości, ten się przeliczył. Hejterzy przywoływać będą linijkę Jamesa: 10 punktów 4/16 z gry 4 asysty 6 strat. Ja wspomnę, że mógłby spokojnie mecz opuścić albo dwa w tym tygodniowym segmencie, ale ponieważ to człowiek instytucja, a na jego występy ludzie latają za ocean, domyślam się, że nie chce sprawiać zawodu. I tu nie chodzi o wiek, każdy gracz NBA poddany tego rodzaju obciążeniom będzie wyglądał jak trup. Wymieńcie nazwisko, przywołam taki występ, że się uśmiechniecie.
Dzisiejsza, nocna kolejka przyniosła finał fazy grupowej NBA Cup (oczy mam do wymiany od tych oczojebnych, kontrastowych parkietów) wrócił też Jeremy Sochan, ale zanim przejdę dalej, sam sobie wkleję laurkę, bo czasem każdy jest łasy na komplementy:
Z ostatnich trzynastu zakładów NBA wygraliśmy dwanaście! Opisy robię co prawda po angielsku, żeby nie dublować pracy. Mam też świadomość, że potrzeba paru chwil, żeby rozszyfrować skróty i się w to wciągnąć, ale jeśli lubisz koszykówkę i masz duszę analityka, odnajdziesz się tutaj, wejdziesz jak do siebie.
Promo: dostęp VIP do grupy typera -> 250 PLN do końca sezonu NBA
https://ssl.dotpay.pl/t2/?id=433739&description=Wsparcie+Gwiazd+Basketu&amount=250
Sixers 110 Hornets 104
Jedna z tych gier, w których Paul George (29 punktów 8 asysty 10/16 z gry) wyglądał świetnie. Gość ma kolano odrutowane i obandażowane jak młody Forrest Gump, ale w dalszym ciągu rusza się z kocią gracją i dociera kozłem w dowolną część parkietu. Nie wiem na ile mogę chwalić chłopaków, bo to dopiero ich piąte zwycięstwo w sezonie, na dodatek odniesione nad oddziałem szpitalnym Charlotte Hornets, ale OK, niech mają na zachętę.
Nick Nurse wie, że musi przede wszystkim poprawić / zbilansować roster pod względem obrony, bo tam u niego talentu ofensywnego jest aż nazbyt wiele. George, nieobecny Embiid, mijający każdego Maxey, piękniś Kelly Oubre i ten rookie Jaren McCain, gotów już teraz zdobywać po 25 punktów, gdyby dać mu wolną rękę / zielone światło. Serio, chłopak ma pełen pakiet ofensywny: trójki, penetracje na kontakcie, półdystans, załamane pozycje ze „złej” nogi, rzuty sytuacyjne i stacjonarne.
Ideą ekipy Charlotte było zbudować mur w polu trzech sekund i polować na zdobycze z kontry. Plan zrealizowali w 98% bowiem walka była do ostatnich sekund. Pięknie napadał zwłaszcza Brandon Miller (34 punkty 7/16 zza łuku!) sporo krwi napsuł Sixers także powracający do zdrowia center Nick Richards (22 punkty 14 zbiórek) ale w końcówce zabrakło chłopakom talentu / struktury / doświadczenia. Warte odnotowania są duże minuty dla młodego KJ Simpsona (42. pick draftu) który w drugiej połowie wygryzł z placu weterana Vasilije Micica.
Wizards 87 Cavaliers 118
Najgorsze co w koszykówce NBA można obecnie zaobserwować to chyba właśnie Washington Wizards. Valanciunas i Brogdon pasują tam jak piernik do wiatraka. Kompetencyjnie są świetni, ale spowolnili chłopaków i teraz harpagany jak Coulibaly czy Kyshawn George nie umieją się odnaleźć. Poole znów rzeźbi samodzielnie, Sarr niczego nie uczy, a Bub Carrington grając (normalnie) jako trzeci PG, stracił mam wrażenie pewność siebie.
Cavs przejechali się po nich jak zły pan po głodnym psie. Różnica dwóch klas, mecz na dobrą sprawę rozwiązał się już po pierwszej kwarcie (35:20) Wiz stali gęsto w środku, więc w ruch poszły trójki, których gospodarze na dzień dobry załadowali im sześć, wymuszając przy tym kolejne straty, głównie Jordana Poole’a.
Bucks 128 Pistons 107
Wszystkich w konfuzję wprawił Giannis Antetokounmpo, który nie tyle nawet, że zanotował 28 punktów 7 zbiórek i 8 asyst, ale jeśli przyjrzycie się „mapie rzutów” wszystko trafiał z półdystansu! Kiedy ten chłopak sadzi jump-shoty, to nie ma na niego sposobu. Wszelkie próby podwojeń przy szerokim rozstawieniu zespołu kończą w rękach kolegów na otwartej pozycji. Tutaj warto dodać pick and rolla z Lillardem (27 punktów 5/11 zza łuku) czy panów Green i Trent Jr, to jest dedykowanych strzelców z łącznym dorobkiem 6/8 zza łuku.
Pistons przekombinowali z rotacją, miejsce Malika Beasleya jest w wyjściowym składzie, wczoraj wszedł w połowie kwarty i nie czuł piłki. Wiadomo, że dotychczasowej, wysokiej skuteczności nie utrzyma, ale dziś w nocy rzucał jakby na wentylu piłki przyczepiono odważnik – fatalnie. Nie no, nie było podejścia do Bucks, nie przy dzisiejszej dyspozycji. Doc Rivers znów się śmieje, już się tak nie schyla, siedzi więcej. Bilans wyciągnęli na 11-9 więc już wstydu nie ma. Zobaczymy czy Sixers pójdą ich śladami.
Magic 106 Knicks 121
Orlando przy równie „solidnej” organizacji obrony, dysponuje niestety znaczącym deficytem talentu tzn. w odniesieniu, relacji do Knicks. Ci, zwłaszcza gdy skrzydłowym siedzi piłka, pokazują fanom dlaczego ściągnęli Karla Anthony’ego Townsa i co potrafi „5-Out”. Ofensywnie są bardzo mocni, niestabilni i nierówni, ale mocni. OG, Bridges, McBride: jedenaście celnych trójek do spółki.
Brunson i KAT obaj ponad dwadzieścia oczek, nieodwołalnie, no to co chcesz? Bez Paolo Banchero goście z Florydy nie mają podjazdu do Knicks w serii playoffs, przy całym uznaniu zasług Franza Wagnera (30 punktów 6 asyst) który wysokość swego (maksymalnego) kontraktu uzasadnia z każdym niemal rozegranym meczem.
Pacers 111 Raptors 122
Nieźle się rozhuśtał przede wszystkim Scottie Barnes (35 punktów 6 zbiórek 9 asyst) przez którego idzie obecnie cała gra Toronto. Akurat dla Indiany, która ma problemy z kryciem slasherów, Scottie i RJ Barrett (29 punktów 9 zbiórek 5 asyst) to koszmarny matchup. Do tego jeszcze niesłychaną energię i aktywność wnosi na plac Kuba Poeltl (17/10/4) którego powoli można zacząć przyrównywać do Domantasa Sabonisa z Sacramento, serio mówię. Wygląda to mniej może elegancko, drętwo, z wypiekami na twarzach i rzutem pozbawionym miękkości / gracji, ale center z taką energią i poprawnym wyszkoleniem to skarb każdej ekipy.
Indiana się miota, trener Rick Carlisle złości, brakuje stoperów, skrzydłowych jak choćby kontuzjowany Aaron Nesmith. Jest za miękko, nie lubią się bić fizycznie jego ludzie, ale takich już wybrano, wyselekcjonowano. Patrz na przykład Obi Toppin czy Tyrese Haliburton. Dwaj gracze niemal wyłącznie atakowanej strony parkietu. Z ułożeniem gry też wygląda to słabo, dość powiedzieć, że w wyrównanej końcówce kolejne, indywidualne popisy daje / grę forsuje TJ McConnell…
Jazz 106 Thunder 133
Nie mają papierów na zwycięstwa z topowymi zespołami gracze Willa Hardy’ego. To ten sam trener, który ostatnio wziął czas gdy Collin Sexton wbijał zwycięski layup. O czym my w ogóle rozmawiamy. Tankowce tak mają, całe Salt Lake City śmierdzi ropą naftową jak Bałtyk w tej piosence Kultu. 28 punktów Jalena Williamsa (jak otworzą głosowanie na All-Star Game to bardzo Was proszę) 26 punktów SGA oraz niemniej skuteczni strzelcy z ławki Wiggins i Joe. Warte uwagi są 32 asysty i tylko 8 strat zespołu z Oklahomy. Jedźmy dalej.
Grizzlies 111 Mavericks 116
Memphis gra imponująco, pod warunkiem że potrafią rywalowi narzucić swoje tempo, przyspieszyć i pobiegać. Przeciwko efektywnemu Luce nie wygląda to już tak różowo, bowiem Słoweńca nie da się przyspieszyć (37 punktów 12 zbiórek 5/9 zza łuku). Tak w dwóch zdaniach podsumowałbym ten mecz. Zaledwie dziesięć punktów zdobyli z szybkiego ataku Grizzlies, choć Mavs traciło momentami piłkę w sposób zaskakujący. Trzecia kwarta należała do gości, czwarta równie zdecydowanie, albo jeszcze mocniej, do Mavs. Bohaterami dwaj gracze zadaniowi: PJ Washington i Spencer Dinwiddie, którzy odpowiadają za 19 punktów w czwartej odsłonie! Zwłaszcza ten drugi ma powody do zadowolenia:
Niniejszym, odkąd napisałem o nich Allas Mavericks gdy sensacyjnie przegrywali z Utah i zaliczali cztery porażki z rzędu, Mavs wygrali 9 z 10 meczów, a jedyną porażką była tak z Houston, jednym punktem, po dogrywce.
Spurs 93 Suns 104
Jeremy Sochan wrócił, na głowie miał afro koloru malowanej na zielono święcącej żarówki, ale liczy się co innego: 14 punktów i 12 zbiórek z ławki. Na parkiecie Polak spędził 22 minuty, w tym czasie Suns przeważali dość znacząco, ale w końcu to zespół z aspiracjami mistrzowskimi. Mecz anomalia, do połowy IV kwarty SAS osiągali 4/32 zza łuku. Nie licząc mentalnej niedyspozycji Wemby’ego (brak energii, skupienia aż raził po oczach) który w pierwszej połowie zanotował 0/7 z gry, „ciekawostką” jest postawa trójki weteranów, najstarszych i najbardziej doświadczonych graczy Spurs. Chris Paul, Harrison Barnes i Zach Collins zaliczyli w tym spotkaniu kolektywne: 2/24 FG! No, tak to się wygrywać nie da.
Informacyjnie: Kevin Durant skręcił kostkę po tym jak swój wielki buto-kajak nieopacznie postawić chciał na stopie stającego mu na drodze Justina Champagnie. Na szczęście to nie zakład ubezpieczeń, polska kasa chorych, więc powinien lada dzień być z powrotem. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Informacyjnie x2: czy Jeremy Sochan jest taki dobry jak go malują reakcyjne polskie twittery, które ciula wiedzą o koszykówce? Mike Budenholzer kazał faulować bądź zostawiał Sochanowi miejsce celowo i nie jest to niestety odosobniony przypadek. Sochan w dalszym ciągu traktowany jest w NBA jako non-shooter, stąd czasem jego wielka aktywność i zdobycze punktowe. Trenerzy rywali wielokrotnie dochodzą do wniosku, że Polaka opłaca się umieszczać w roli gościa decydującego o kształcie akcji Spurs, wykończeniowca. -13 wskaźnika plus/minus, 4/8 FT. Bardzo lubię ogólny walor Sochana jako koszykarza, ale bardzo Was proszę: nie malujmy go jako czołowego gracza ligi, ani nie czyńmy Mesjaszem polskiej kadry.
Warriors 115 Nuggets 119
Aaron Gordon jest z powrotem, a wraz z nim nadzieje ekipy Denver. Waszej uwadze polecam spokój (i minimalizm ruchowy) Jokera, który prostym zwodem wprawia nawet tak doświadczonych rywali w… zakłopotanie. Taki manewr w końcówce wyrównanego spotkania, wielka klasa!
Jeśli zespół z Colorado podciągnie się w tabeli, uważam że Jokerowi należałoby przyznać kolejne MVP. Ludzie, przecież w czterdzieści minut, które on spędza na parkiecie Denver wygrywa 23 punktami zaś osiem minut, które odpoczywa zespół przegrywa… dziewiętnastoma!
Rockets 111 Kings 120
Sacramento poszło w ofensywę: Fox, Monk, DeRozan, Murray i Sabonis w piątce – tego się bronić nie da. Można próbować siłowo, fizycznie, zepchnąć, wytarmosić, tak jak zresztą lubią podopieczni Ime Udoki, ale nie na pełnym dystansie 48 minut. Dillon Brooks nie ostał się na parkiecie przeciwko Foxowi, szybko (grał tylko 24 minuty) spadł za faule zaś trener winą za porażkę oskarżył sędziów sugerując panom korekcję wzroku. Z jednej strony apteczne faule ofensywne przy stawianiu zasłon, z drugiej strony brak gwizdka przy penetracjach. Może i ma cień racji, ogólnie odniosłem wrażenie, że arbitrzy puszczali wczoraj więcej pod koszami. Może chodzi o ten cały NBA Cup, nie wiem. Czwarta kwarta to pojedynek centrów, Turka z Litwinem, z którego zwycięsko wyszedł ten drugi: 27 punktów 13/19 z gry. Twardsze gwizdki to idealne warunki dla Domantasa, syna Arvydasa.
Blazers 105 Clippers 127
Jak pisałem w opisie grupy typera, chodzący pod zasłonami, niegramotni defensywnie Blazers nie byli w stanie ustać LAC w ich własnej hali. Liderem napadu „nasz człowiek” Norman Powell, autor 30 punktów przy 11/15 z gry. Chapeau bas! Dobrego dnia wszystkim, dzięki że wpadliście, czytamy się jutro. B











Norris imię Chuck w wieku Lebrona miał quartable duble już w pierwszej kwarcie🤹
Bez złośliwości Bucks to idealny zespół dla Doca, bo choć nie idzie mu z topowymi ekipami, jest mistrzem w wyciąganiu 110% z drużyn słabych i przeciętnych, a taką obecnie są Kozły
To i tak jest niesamowite, że Lebron nie opuścił ani jednego meczu w tym sezonie. Choć mecz z Wolves powinien był odpuścić (kto leci w zimę do Minneapolis oglądać Lebrona?). Ileż miałby więcej energii na mecz z Heat czy Hawks. Jeden z tych meczy byłby do wyciągnięcia., a tak to nie ma szans na regenracje w tej trasie. Wiadomo było, że sfrustrowani Wolves rzucą się na nich za upokorzenie w pierwszym meczu i nawet z Lebronem w pełni dyspozycji nie unikneli by porażki, co najwyżej blamażu. Czasem dziwie się tym ligom zawodowym. Jakby czasem (często?) były tylko z nazwy. Przeciętny użytkownik sportu wie, ze jak odpoczniesz dwa dni to będziesz mieć pik energii.
A Ty szanowny adminie pamiętasz, że Sochan ma 21 lat i połowa rookies w jego wieku wchodzi do nba? Na teraz na pewno nie jest gwiazdą nba jednak instynkty ma bardzo dobre, w obronie od 3 lat kryje gwiazdy, a w ataku zyskuje coraz większą efektywność. To jak jest oceniany w nba przez „ekspertow” bezpośrednio łączy się z eksperymentem z PG który wylał na niego morze hejtu (szczególnie od fanów wemby co to się chcą nazywać fanami Spurs), choć tak na prawdę uczynił go jeszcze uniwersalniejszym graczem. Zdecydowanie widać że zależy mu na rozwoju. Raczej nigdy nie będzie pierwszą opcją w ataku w nba, ale zdecydowanie ma papiery i mental na bycie x-factorem w teamie walczącym o tytuł i jego czołową postacią po obu stronach parkietu. A czy bd Mesjaszem PL kadry też ciezko ocenić, na pewno juz teraz jest indywidualnie w niej najlepszym graczem zachowując pełną pokorę, widać że po prostu zależy mu na kadrze, bez wybujałego ego i pokazywania kim to on nie jest, co mi jeszcze bardziej imponuje.
admin uwielbia prowokować. nie znasz go… zazwyczaj w temacie leflopa lubi to czynić.
Bartek, jest szansa na jakiś akapit co do rotacji minutami u Warriors? Trochę nke rozumiem decyzji Kerra, ale chciałbym chociaż wiedzieć z czego wynikają. Jak zawsze dzięki za artykuł, pozdro
Nie sądzę, żeby ktoś malował Sochana na czołowego gracza ligi, natomiast opinie, że ,,ma potencjał” na czołowego obrońcę ligi chyba nie są przesadzone. Nigdy nie będzie pierwszą strzelbą, albo nawet drugą (chyba, że w tankowcu). Jeżeli ktoś mówi czołowy gracz ligi, to raczej Draymond Green też nigdy (nawet w prime) w pierwszej, czy drugiej, czy pewnie nawet trzeciej dziesiątce danego sezonu do głowy nikomu nie wpadł, bo to nie ten typ gracza. A jak sie zastanowić, to bez Draymonda Curry raczej miałby więcej palców wolnych od pierścieni
Kolejny mecz GSW gdzie w 4 kwarcie tracą ponad 10 pkt przewagę… i 5 porażka z rzędu
z całym szacunkiem Adminie bo uwielbiam Twój styl relacji i cał content tu obecny, ale mecz MEM-DAL dostał taki skromny opis, w którym ani słowa o cudach jakie działy się w końcówce i jak Mavs wyszarpali (a raczej Grizz oddali) tą wygraną, że przeszło mi przez myśl że tam tylko jakis pobieżny skrót był obejrzany;) cała druga połowa to niezła anomalia koszykówki – w 3 kwarcie Mavs popełnili wiecej strat niż trafionych rzutów żeby i tak to wyciągnąc dzięki team effort i nawet Luka nic nie spartaczył za bardzo choć ten swój hero rzut oddał w crunch time
Czekaj czekaj. Czy gdyby samozwańczy gołt nie zaczął odpuszczać meczów, to nie byłby wówczas tak krytykowany load? Czy gołta to nie dotyczy i on może? Skomplikowane to wszystko… lol
A tak poważnie to… No cóż. Ten drugi, co to ludzie już go zdążyli nieco zapomnieć i z perspektywy czasu nawet mu umniejszają, że co to był za słabeusz w czasach Waszyngtonu trzasnął pełne 82 mecze sezonu. Będać po 40 roku życia. Być może samozwańczy chciał się dalej ścigać i właśnie zderzył się z rzeczywistością? Tamten po tym jak po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie zdobył powyżej 10 pktów w meczu wywalił kilka dobrych statów także należałoby oczekiwać, iż jeśli to rodzaj zawodów dla pana z nowymi włosami, to niebawem powinien zagrać coś nieprzeciętnego. Stanowczo coś więcej niż fochy, granie na stojąco (load w czasie meczu w pewnym sensie), rzuty bez sensu, zero obrony etc.
Panie Adminie. Uzasadniona krytyka to nie hejt.
Ponadto skoro ktoś samozwańczo i buńczucznie sam się mianował na gołta, to dziwić się nie należy, iż ludzie krytykują jeśli gołta nie przypomina. Pragnę przypomnieć, że MJ nie potrzebował sam się reklamować. Robiła to jego gra, osiągnięcia i wszyscy w zasadzie pozostali zawodnicy z przeciwnikami włącznie. Przenosząc to na dzisiejszą grę Stefek również nie potrzebuje się reklamować. Robi to za niego jego gra i w zasadzie wszyscy pozostali zawodnicy. Z przeciwnikami włącznie. Także ten…