NBA playoffs 2025: Karl Anthony Towns ratuje sezon New York Knicks

19

Dzień dobry w Dzień Matki i chyba nie będziemy się w tym miejscu przekonywać o obowiązku odwiedzenia Mamy albo pojechania na grób, bez odwołania. Patronami dzisiejszego odcinka są… dobrze, dobrze, nie podobają Wam się wpisy, rozumiem. 

Knicks 106 Pacers 100 [1-2]

Nie obchodzi mnie czy wychodzę w pierwszej piątce, czy gram dwadzieścia minut, jeśli wygrywamy, to wygrywamy [Josh Hart]

Istotnie, po raz pierwszy w tym sezonie Josh Hart rozpoczął mecz z ławki, a jego miejsce w wyjściowym składzie zajął środkowy Mitchell Robinson. To miała być odpowiedź na szalejącego w drugim meczu Pascala Siakama plus dodatkowo miała nastąpić poprawa kontroli tempa gry poprzez wzmocnienie zbiórki. 

Sęk w tym, że lineup gości pod tytułem: Brunson, Bridges, Anunoby, Towns i Robinson nie rozegrał ze sobą jeszcze ani minuty w tym sezonie i no cóż, było widać… Stali pod ścianą (nikt jeszcze w historii NBA playoffs nie wrócił z dołka 0-3) ale to Pacers dominowali energetycznie i prowadzili dwudziestoma punktami w połowie drugiej kwarty! 

To samo g%wno nam chcieli zaserwować. Gra na pałę Jalena Brunsona, na dodatek nieskuteczna (2/9 z gry w pierwszej połowie). Fatalnie rozgrywane stałe fragmenty np. Hart wychodzący do rzutu przy dwóch sekundach na budziku. Karl Anthony Towns niezmordowanie biegający za Siakamem, przejmujący zasłony. KAT cienko pierdział, wybałuszał oczy z wysiłku, zaś w ataku chował w rogach parkietu. Złość brała, najazd kamery na Toma Thibodeau, a ten tylko zęby zagryzał i krzywił się po swojemu. Cztery minuty II kwarty zespół bez żadnych zdobyczy, bez jednego trafienia. 

Mało tego, brak dyscypliny w obronie i pierwszą połowę Brunson kończył na ławce z czterema (!) faulami, a tuż obok niego siedział Towns z trzema. Innymi słowy, gospodarze, czyli Pacers mieli ich dokładnie tam, gdzie chcieli. Tutaj najlepsze, oni prowadzili DWU-DZIES-TO-MA mimo skuteczności rzutów za trzy wynoszącej 3/13!

Do diabła, przecież Pacers wcale nie grali dobrze, brakowało iskry w oku, instynktu zabójcy, odnosiłem wrażenie, że albo układ nerwowy im siadł albo ktoś im zapłacił, aby zwolnili. Dziesięciu ludzi po stronie Indiany punktowało do przerwy, ale energetycznie to oni kończyli połowę jak zwykłe Cześki. 

Druga połowa oznaczała być albo nie być dla Knickerbockers. Cofnęli się w obronie, grali z zespołem, któremu nie szło zza łuku, a to było dla nich znane terytorium. Przez dziesięć minut trwała walka kosz za kosz, a przewaga miejscowych utrzymywała się w granicach 13-15 punktów. I wtedy, na minutę i czterdzieści sekund do końca trzeciej kwarty Thibodeau nareszcie zdjął z parkietu Jalena Brunsona. 

W ciągu kilkunastu sekund przebudził się świetny w tej serii Miles McBride, NYK ścięli deficyt do dziesięciu i graliśmy dalej. Czwartą kwartę z buta otworzył Karl Towns, który wreszcie został umocowany w roli pierwszej opcji. Dwie minuty gry dały siedem punktów i piękną asystę KAT-a i nagle, zupełnie niespodziewanie Pacers zaczęli się chwiać, różnica wynosiła już tylko trzy punkty, a Knicks wyraźnie uzyskiwali przewagę i przejmowali inicjatywę. 

Siakam trafił, ale zaraz dwoma wolnymi, trójką i wsadem odpowiedział Towns, Haliburton skontrował, mieliśmy remis, ale wtedy… Brunson popełnił piąty faul. W tamtym momencie, na siedem minut do końca, nastąpiło tąpnięcie, buki w grze na żywo skreśliły już Nowy Jork, ale ja się cieszyłem, bo to oznaczało ponowne pojawienie się na placu McBride’a, czyli brak wyraźnego celu, słabego punktu obrony Knicks i gościa pozorującego defense. 

Mam zgryz z Brunsonem (jedyny gracz NYK z ujemnym +/-) doceniam kunszt indywidualny, ofensywny, ale momentami nie znoszę jego indywidualnego stylu i bez odpowiedniego dawkowania talentu Jalena, Knicks są w tej serii skazani na porażkę. 

Tymczasem zespół znów wziął na plecy Towns: wymuszony faul, dwa pewnie wykonane wolne, następnie trójka z dziewięciu metrów sforująca Knicks na najwyższe w tym spotkaniu prowadzenie. McBride na piłce również pokazał się pięknie, dwukrotnie wymusił faul rzutowy i dopiero w samej końcówce widziałem, że nerwy siadają chłopakom.

Znów mieliśmy remis, potrzebny był #11 Brunson, bo to jest closer, jakich mało. Wydawało się, że już nie wejdzie na plac, ale na 97 sekund do końca Thibs go wpuścił i mądrze. Floater wpadł czyściutko, wszedł na zimno i tak po prostu wkleił rzut (!!!) kolejno otrzymaliśmy minutę wojny nerwów, obrony i niemocy ofensywnej po obu stronach, żaden zespół nie chciał odpuszczać i tym razem to Knicks wyszli zwycięsko, bo wyrywali kolejne bezpańskie piłki. 

Nawiązując do cytatu, od którego rozpocząłem relację. Josh Hart (8 punktów 10 zbiórek 4 asysty) zebrał trzy najważniejsze piłki w końcówce, po męsku, w tłoku, zachował więcej energii i jak łapał piłkę w dłonie to było jak strzał w pysk Indiany. Faulowany na 19 sekund przed końcem trafił dwa wolne i Knicks mogli się cieszyć z pierwszego zwycięstwa w tej serii. Po drodze mieliśmy jeszcze festiwal rzutów wolnych, ale ani Brunson ani ponownie zbierający Hart nie pomylili się, nie zadrżała im ręka. 

Pacers zwiędli ofensywnie, uschli energetycznie. Gdy zaliczają 114 lub więcej punktów, ich bilans w tych playoffs wynosi 10-0. Gdy im się nie uda, zaliczają 0-3. Tak, to dopiero trzecia ich porażka w tych playoffs, dodam że bardzo niespodziewana. 5/25 zza łuku to najmniej w tych playoffs. 

20 punktów i 8 zbiórek +14 wskaźnika plus/minus Townsa w czwartej kwarcie! Drugi mecz serii pokazał, że Knicks nie mają indywidualnie odpowiedzi na Siakama. Dziś nareszcie Pacers przekonali się, że nie mają indywidualnej odpowiedzi na Karla Anthony’ego. 

Thibodeau wystawił na plac dziewięciu ludzi, wysłuchał próśb. Wyciął z rotacji Camerona Payne’a, dał więcej szans McBrideowi, dał odpocząć skrzydłowym, puścił w bój Delona Wrighta i Landry Shameta! Wszyscy trzej wypadli świetnie, nie stanowili o słabości zespołu, wręcz przeciwnie. 

Heart and soul of Indiana

Ważną kwestią była także podkręcona kostka Aarona Nesmitha (8 punktów 7 zbiórek 2 przechwyty) bohatera pierwszego meczu, a zarazem czołowego stopera Pacers obok Andrew Nembharda. Nesmith stracił całą kwartę gry, trochę trwało zanim przetaśmowali mu nogę, a w tym czasie Indiana straciła do Nowego Jorku czternaście punktów. 

  • dlaczego Pacers nie wjeżdżali mocniej w Townsa w drugiej połowie? 
  • jak fatalny w tej serii jest Ben Mathurin wyraźnie nie radzący sobie z emocjami i fizycznością rywali
  • Nembhard nie może znikać, zbyt pasywny był w tym meczu, zdecydowanie, Haliburton to samo
  • obaj nie rzucali z otwartych pozycji, cały czas szukali podania
  • TJ McConnell musi opanować nerwy, w drugiej połowie wypadł źle, chaos wprowadził
  • Obi Toppin to samo, gość spudłował spod kosza, nie ogarnął, że nikogo wokół nie ma i odpuścił wsad
  • Myles Turner był o krok wolniejszy od Townsa w drugiej połowie
  • co ich wszystkich nagle ugryzło? Wy mi powiedzcie! 

Other NBA news

-> weteran parkietów Lou Williams sugeruje, że Clippers (były klub zawodnika) mogą postarać się o sprowadzenie… LaMelo Balla. Z całą pewnością chłop ma znajomości, które podpowiedziały mu to i owo zza kulis, bo w pierwszej chwili brzmi to idiotycznie, ale jeśli się pochylić nad tematem, to wcale nie jest głupie. Oczywiście odchodzimy od Jamesa Hardena, bo tej dwójki nie da się sparować, za żadne skarby. Tylko po co w Charlotte podstarzały Broda, na dodatek cholernie zdemotywowany? Bez sensu. 

-> Fenerbahce Stambuł wygrali Euroligę, oglądaliście? Zawiódł strzelecko Mike James w ekipie Monaco, bardziej fizyczny zespół turecki wziął swoje, a zwycięstwo przepiękną trójką przypieczętował Marko Guduric, autor 19 punktów. Legendarny trener Sarunas Jasikievicius w swych drugim sezonie pracy w Turcji wygrywa Euroligę, szacunek! MVP otrzymał Nigel Hayes-Davis (22 punkty) który w sieci pochwalił się wiadomością, którą przed finałem wysłał na Instagramie do… śp. Kobe Bryanta. 

-> Austin Reaves w październiku wkroczy w tzw. contract-year. To znaczy formalnie będzie to przedostatni rok bieżącego kontraktu, ale jego agent zapowiedział, że zawodnik zamierza wypowiedzieć jej ostatni rok, bo ma taką klauzulę. Przyszłe zarobki winny zaczynać się od trzydziestu milionów rocznie, obecnie jest to trzynaście baniek. Co to oznacza dla Lakers? Jeśli zamierzają wystarać się o wysokiej klasy środkowego, Reaves będzie pierwszym, który pożegna La La Land. 

Dobrego dnia wszystkim, dzięki za odwiedziny. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Tylko jakiego centra do Luki? Mi się wydaje może błędnie że Lakers zaatakują jakiś numer w drafcie. Dadzą tam Reavesa i pewnie jakiś swój pick, żeby wziąć tego centra, gościa z Sudanu Południowego. Knechta też pewnie spróbują pchnąć tylko gdzie?

    (4)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Hmm, czyli mistrzostwa jednak wygrywa obrona. Trzeba grać Brunsonem z głową. Albo schować do szafy. Ciekawe spostrzeżenie.

    (12)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Reaves fajny chłopak, ale na horyzoncie pojawia się Janis. A tego nie można przepuścić. Skoro Reaves daje sygnał, że nie przedłuży, trzeba szykować paczkę z Knechtem i z wszystkim tym, co można oddać i brać Janusza. Sorry – Janisa. Już go Luka obsłuży 10 asystami w meczu. Reszta nie jest ważna. Janusz jest w prime. Trzeba ten ruch wykonać.

    (9)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Może bardziej pasuje „nikt jeszcze nie wygrał serii przy stanie 0-3”. Bo zdarzało się wrócić, czyli z 0-3 , doprowadzić do 3-3 .

    (12)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Polska język, trudna język. Polecam transmisję meczu na NBALP, czas 2.13.54 i Mike Breen próbujący powiedzieć polsko brzmiące nazwisko.

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    [Zakłada foliową czapeczkę] No no, Pacers i Thunder pewnie idący po zwycięstwo w serii w swoich G3 grają jakby im odebrano talenty jak w Kosmicznym Meczu. Przypadek ? Adam Silver pogodzony z wizją wielkich finałów rozgrywanych w farmerskich stanach dopilnowuje żeby przynajmniej się to nie zakończyło sweepem w obu seriach, w dodatku będącymi finałami konferencji! [Ściąga foliową czapeczkę]

    (4)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Oleksyn – proponuję więcej się nie pojawiać na tym forum . Dobrze ci to zrobi . Idź się podwyżalaj nad swoim losem gdzieś indziej . Nie marnuj tutaj swojego talentu wybitnego trolla.

    (5)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawa opinia na temat zmian w składzie, Panie Admin.
    Dla mnie to był bojkot. Thibodeau: chcecie większej rotacji? To macie!
    Wright? +2 w 13 minut. Trzeci mecz w tegorocznych Play-Off – do dzisiejszego meczu zebrał 3 minuty w przegranym meczu z Celtics i parę sekund cztery dni wcześniej z Pacers.
    Shamet +12 w 11 minut. W ośmiu meczach tegorocznych Play-Off uzbierał średnią 5 minut na parkiecie. Dla mnie to jest ciało obce.
    Pierwszy zdobył 2 punkty, miał po asyście i przechwycie.
    Drugi skończył z 3 punktami, dwiema asystami przy jednej stracie.
    Ok, kto inny rzuca w Knicks, ale ja tam nie widziałem żadnego ich wpływu na mecz. W każdym razie nie większego, jaki dawali Achiuwa czy Payne.
    Payne’a mentalnie obecnie nie ma. Ten gość ma wejść, odpalić kilka trójek i zejść jak nie wpada. To właśnie robił w sezonie – średnia 7 pkt w meczu przy 45% celności za dwa i 36% za trzy.
    Oczywiście, w obronie, szczególnie przeciw Pacers, słabo to wygląda, ale tu nic się nie zmieniło względem całego sezonu, czy jego całej kariery – to nigdy nie był dobry obrońca, zawsze więcej straci, niż przechwyci. Ale wnosił pozytywną energię. W przeciwieństwie do Shameta, który wygląda jakby miał obawy, czy nie wstał zbyt wcześnie z kibla.

    To jeszcze o tej nieprzewidywalności – porażkach faworytów.
    Chyba zapominamy o tym, że to są ludzie. Wstajesz i od razu masz pod górkę. Pewnie sportowiec ma coś wyćwiczonego, żeby wejść na lepszą falę w ciągu dnia, ale jak Cię boli, to boli, jak masz problem w domu, to musisz się nim zająć. Potem wchodzisz do szatni i widzisz dwóch na co dzień walczaków, a tym razem zasmarkanych smutasów i też Ci się odechciewa, po kilku próbach zarażenia pozytywną energią.
    Czy ktoś odpuszcza specjalnie mecz? Nie wydaje mi się, żeby ktoś godził się na porażkę, szczególnie przed własną publiką. Nie sądzę, że mając do wyboru 3:0 i prawie pewny finał oraz wynik 2:1, który pompuje w przeciwnika resztki nadziei, ktokolwiek podejmie ryzyko. Sędziowanie nie było tendencyjne. No, może w Minnesocie zmieniono interpretację. Ale w serii IND-NYK było raczej fair, stabilnie. Nie znaczy, że bez kontrowersji.

    Jak tego Pacers nie wygrali? Nie mam pojęcia.
    Poszedłem spać w przerwie, kiedy widziałem 13 punktów straty, 4 faule Brunsona, 3 KATa, 3 McBride’a, i tu mogę się mylić – 3 Harta, 3 Anunoby’ego.
    Dla mnie jest niepojęte, jak trudno zdjąć kogoś z parkietu. Znaczy, wyfaulować.
    Zresztą, ten mecz nie jest wyjątkiem. W wielu meczach tegorocznych Play-Off była podobna sytuacja i nikt pod to specjalnie nie grał. Widzicie to podobnie, czy inaczej?

    (12)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy jeśli bez Brunsona idzie dobrze, bo nie stanowi w obronie i jest dziurą która Indiana umie wyłuskać to czy nie dać go z ławki i nie zacząć McBridem?

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Wydawać by się mogło że Brunson zrobił w tym meczu wszystko co mógł, jednak jak się spojrzy na statystyki to wyraźnie widać, że zawiodła go w tym spotkaniu skuteczność.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu