Eurobasket Day 3: Niemcy i Serbia na torze kolizyjnym, rekord Markkanena, wybitna obrona Litwy!

16

Nie gasną zasięgi wczorajszych wpisów, opisujących fenomenalny występ naszych koszykarzy! Hehe, pod względem zasięgów czuję się jak w 2016 roku. Gdy GWBA było zdecydowanie największym portalem o koszykówce w Polsce. No i właśnie…

ZOSTAW FOLLOW GWBA na INSTA, o TUTAJ PONIŻEJ kliknij w obrazek i zaobserwuj, niech to będzie miła dla mnie odpowiedź na moje starania, staram się Wam przybliżać wszystko, co się dzieje na Eurobaskecie (a to nie jest łatwa sprawa w pojedynkę), ale jedyne komentarze, jakie otrzymuję bezpośrednio to: „dlaczego tak mało szczegółowo o Polakach!”  Żeby nie było, nie mam pretensji, po prostu każdy autor potrzebuje wiedzieć, że jego twórczość jest doceniania i potrzebna. Dzięki B

Reakcyjna jak zawsze blogosfera i pseudo fachowcy przymierzają już Polaków do strefy medalowej, zalecam spokój. Tymczasem lecimy z trzecim dniem Eurobasketu, gotowi?

 

Niemcy 105 Szwecja 83

Mimo braku gwizdków na początku spotkania, nasi zachodni sąsiedzi nie mieli problemu by osłabionych brakiem kluczowych postaci: Pelle Larrsona i Simona Birgandera, pokroić na klopsiki z Ikei. Obaj gracze szwedzcy złapali infekcję, a ponieważ mecz z tych „nie do wygrania” trener zapewne zarządził przerwę. Niemcy do przerwy narzucili tempo, siadło kilka trójek, Franz Wagner (21 punktów) jechał na obręcz w swoim stylu, a Dennis Schroder (23 punkty 7 asyst) rozdawał passy. Zdobyli 59 punktów w dwadzieścia minut prowadząc siedemnastoma. 

Żadnych tajemnic, przejmowanie zasłon 1-5, zbiórka, jazda na obręcz przeciwnika. Czasem stracą punkty po mismatchu, fatalnie w obronie wygląda Dennis, ale mu nie mówcie, bo jest obrażalski. Nie walczy, nonszalancko odpuszcza wysokiego rywala startującego do piłki czy ponowienia akcji. Jako help defensor Schroder naprawdę jest poniżej kreski, ale wiemy to nie od dziś. 

W ogóle nie podobała mi się natomiast obrona niemiecka. Zbyt wiele otwartych pozycji, wysocy zbyt wolni z przejęciami, może to kwestia koncentracji, ale doświadczenie uczy, że taki brak koncentracji jest zaraźliwy i w najważniejszych meczach także się objawia. 

Turcja 92 Czechy 78

Czesi zaskakują skutecznością na starcie. Turcja zwiera szyki w drugiej kwarcie, którą otwierają wynikiem 14:1, demonstrując raz jeszcze jak ogromny progres dokonał się w federacji z gwiazdą i półksiężycem. Alperen Sengun dominuje jako główny port komunikacyjny, rozbija obronę strefową, pozycje rzutowe są coraz lepsze, wyraźnie skupili wysiłki by Czechów wepchnąć pod obręcz i wejść prędko na bonus, co też się dziej. Bardzo podoba mi się Kenan Sipahi, ile on ma 30 lat, movement shooter, który potrafi robić na piłce, bardzo zajadły jako obrońca pierwszej linii. Coś jak Alexa Avramovic w kadrze Serbii. Lepiej rzuca, nieco wolniej się rusza, ale styl ten sam. To właśnie gracze zadaniowi wokół Senguna sprawiają, że Turcja rośnie w rankingach. 

Drugą kwartę wygrywają 24:10, obrona wymusza kolejne błędy 24 sekund, a Sengun idzie śladami Jokera. Na europejskiej arenie gigant, zresztą w NBA już powoli też. Między innymi dlatego tak bardzo podobają mi się Rockets w nadchodzącym sezonie. Mniej chaosu z Greenem i Brooksem, więcej efektywności z genialnie dopasowanym KD. 

Trzecia kwarta należy w całości do Cedi Osmana, Turcy znów prędko wchodzą na bonus, uprawiają obronę hard show na zasłonach, rolujący wymaga pomocy, więc urywający się ze skrzydła Cedi robi zamieszanie. Czternaście punktów zdobył w tej odsłonie, w tym trójkę na zakończenie trzeciej części gry. 

Martwi natomiast skręcona kostka Hazera oraz uraz barku Shane’a Larkina. Dziś nie, ale w poważniejszych meczach ci dwaj są niezbędni. Bardzo fajnie rusza się Vit Krejci (jedna jego asysta będzie pokazywana w TV), czyli motor napędowy Czechów, ale to nie są jego mistrzostwa, fatalna skuteczność (3/17 z gry) w dwóch meczach. Tym niemniej, Czesi są szybsi, techniczni, prężnie podają piłkę i co rusz ich łupem padają stosunkowo łatwe punkty. Sengun ich rozbija całkowicie, ale wciąż tracą co najwyżej cztery posiadania.

Nie rozumiem upartości w grze hard show, czyli przytrzymywania ball-handlera na zasłonie wysokim obrońcą, dopóki obrońca nie odrobi pozycji. Strefa była bez szans, ale blitze wyszły chyba jeszcze gorzej. Warunkami i talentem nasi południowi sąsiedzi odstają bardzo, więc w sumie pal sześć tę ich upartość, a przede wszystkim przewidywalność defensywną. 

Turcy grają dwoma wysokimi w drugiej połowie, Sengun zalicza 23 punkty 12 zbiórek i 9 asyst, a pod obręczą brylują swobodnie rolujący wysocy. Panowie Bona, Yurtseven oraz Osmani zaliczają łącznie 24 punkty (!) oraz 10 zbiórek. 

Litwa 94 Czarnogóra 67

Skoncentrowani Litwini to może być topowa obrona tych mistrzostw! Są tak waleczni, drapieżni, twardzi. Czarnogóra chodzi pod zasłonami, Rokas Jokubaitis umie w „hostage dribble” jest duży fizycznie i atletyczny tak więc już do przerwy ma na koncie 16 punktów i 7 asyst. Wynik po dwóch kwartach wynosi 47:28 i jest po zabawie. Montenegro ma może fizyczność, ale nie ma motoryki, a bez tego w dzisiejszym baskecie ani rusz. O poziomie zgrania i zaawansowania setów litewskich niech też zaświadczy 19 punktów i 5 zbiórek Jonasa Valanciunasa, do przerwy, tak! Pozdrawiamy rywali, którzy chcą go przejmować w pomocy, gdy wchodzi na wysokość obręczy. 

Drugą połowę Litwa otwiera bez Big Vala, bo go nie potrzebują, niech sobie odpocznie przez poważniejszymi wyzwaniami. Chłopaki są tak szybcy i zorganizowani defensywnie, że bez konsekwencji podwajają, a nawet potrajają Vucevica, przechwytują kolejne piłki, przecinają podania. Wow! Tempo kręci atletyczny do bólu oraz techniczny Jokubaitis (21 punktów 12 asyst) a gdy siada na ławę, jego rolę przejmuje równie prędki i pewny siebie Arnas Velicka (10 punktów 5 asyst), o którym już wspominałem przy poprzednim meczu Litwy. 

Na ławce, w roli asystenta widzimy dobrze znanego w Trójmieście, a właściwie całej koszykarskiej Polsce, Tomasa Pacesasa. Co to wszystko znaczy? Litwa dominuje fizycznością, bije się, podstawia nogi, wsadza łokcie, są zadziorni do bólu jak i sam Pacesas przed laty. O tym człowieku krążą legendy, ale strach o nich opowiadać. Gość jest poukładany i przy tym pozostańmy. Czarnogórcy się spłakali na koniec, Vucevic i ciemny karnacją rozgrywający Kyle Allman (4 punkty 1/7 z gry) byli dosłownie bezradni. Aha i jeszcze jedno, Litwini zaliczyli 35 asyst, to rekord tych mistrzostw. 👏

Łotwa 72 Estonia 70

Zapasy w błocie. Łotysze fenomenalnie prezentowali się na poprzednich turniejach, ale w tym roku dołują. Nie trafiają rzutów, oddają pole pod obręczą. Zadziorna i poprawna technicznie Estonia bardzo ambitnie prowadziła przez blisko trzydzieści minut gry i dopiero w końcówce trzeciej odsłony Łotwa przejęła inicjatywę. Dalej nie uwierzycie, bo przez siedem i pół minuty wynik wynosił 2:0!!! Sędziowie połknęli gwizdek, obręcz trzeszczała, pisałem już, że twarde obręcze nie wybaczają braku precyzji. 

Ostatecznie niemoc przerwał gwiazdor Kristaps Porzingis i to po obydwoma koszami: 26 puntów 7 zbiórek 7 strat. Bardzo niepewny jest od miesięcy. Tak samo w Bostonie, nie wiem co to za tajemnicze choroby przechodził, ale wygląda momentami jak Andre Bargani, pamiętacie? 

Finlandia 109 Wielka Brytania 79

29 punktów Lauri Markkanena do przerwy. Finowie prowadzą szesnastoma punktami. Niczego innego nie można było się spodziewać w sytuacji gdy zespół brytyjski przejmuje zasłony 1-5. Rozpracowanie tej strategii zajęło Skandynawom jakieś pięć minut. Trwa druga połowa… Lauri kończy zawody z dorobkiem 43 punktów przy 7/13 zza łuku. Jego kolega Sasu Salin dokłada 7/9 zza łuku, a pozycje mają niemalże treningowe. Finowie niesieni są dopingiem miejscowej publiczności, zupełnie jak wczoraj Polacy, no tylko przeciwnik nieco słabszy… 

Serbia 80 Portugalia 69

Portugalia  świetnie ułożona, bardzo aktywne ręce, szybcy na otwartej przestrzeni, waleczni, ale no co… oni podjazdu do Serbii po prostu nie mają. Joker się nie spieszy, wszystko co złapie zamienia na punkty lub generowane przewagi. Stoi, wyciąga ramiona w obronie, rotuje, zastawia, grę czyta. Kiedy pojawia się przestój wchodzi cielskiem na wysokość linii rzutów wolnych i wymusza faule.  

Serbia na samym początku straciła Filipa Petruseva, który w splot słoneczny trzepnął rywala licząc, że arbitrzy nie zauważą. Portugalczycy wydają się ruszać o tempo szybciej, nieźle im trója siedzi, ale jedyne co są w stanie ugrać to dziesięć punktów straty pod koniec trzeciej kwarty. Serbowie jakby chcieli wygrać minimalnym nakładem sił, nie siedzi im (4/15 zza łuku) ale w pomalowanym rządzą (zbiórki, punkty z ponowienia, z pola trzech sekund). Odpowiada za to jeden człowiek….

Co ciekawe, ostatnie minuty Svetislav Pesic rozgrywa rezerwowym ustawieniem. Dla ekipy Portugalii to woda na młyn, to afront. Grają zbyt ambitnie by przynajmniej nie spróbować tego Serbom wydrzeć. Po każdej niemal zbiórce lecą w przewadze, bardzo chcą. Na minutę i 40 sekund do końca przegrywają dziewięcioma punktami. Pesic bierze przerwę na żądanie… choćby mieli przegrać Nikola Jokić (23 punkty 10 zbiórek 8/10 z gry) czy Bogdanovic na plac już dziś nie wrócą. Dla POR dobry mecz dzisiaj to tzw. confidence builder, dla Serbów kolejny dzień w robocie. Drugi garnitur ma to dokończyć, kropka.

Pięknie wyegzekwowana akcja kończy się trójką Dobrica z rogu parkietu. Joker się cieszy (z ławki). Druga akcja i tróję wkleja tróję z przeciwległego rogu. Bang! Wielki szacunek dla Portugalczyków (w szczególności Diogo Brito 22 punkty 9 zbiórek i Travante Williams 15 punktów), ale porażka była nieuchronna. To nie piłka kopana gdy trafisz pierwszą bramkę i bronisz się, przez resztę meczu, z połowy nie wychodzisz. Egzekucja ekipy serbskiej to właśnie ich największy walor, ścieżka do złota. Przy okazji, Widzieliście to podanie z Estonią?! 

Patronem dzisiejszego odcinka są Woyteck oraz Piotr Janus – uszanowanko! Jutro mogą być małe problemy z dostawą treści, gdyż mam (własny) wieczór kawalerski. Wracamy w niedzielę! Bartek Gajewski

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Co do tak zwanej „strefy medalowej” 🙂
    Nawet jak wyjdziemy z grupy – nie z ostatniego miejsca – (i przejdziemy pierwszą przeszkodę w play off ;-D) – to ćwierćfinał z Serbią lub Niemcami.
    Więc – raczej, co najwyżej honorowa porażka.
    Hej.

    (4)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Wczoraj trzecie zwycięstwo Polaków w Eurobaskecie, emocje sięgnęły zenitu, w sumie już opadają, a Admin nic? Jakiś komentarz? Kilka zdań? Na prawdę nie warto się odezwać do swoich czytelników w takim momencie? Dać pożywkę? Pogadać? Pocieszyć się, zanim rozegramy ciężki mecz z Francją i możliwe, że nie będzie już tak przyjemnie?

    (6)

Komentuj

Gwiazdy Basketu