NBA: 55 punktów Kawhi Leonarda, atomowe triple-double Scottiego Barnesa!

Witam serdecznie po świętach, które w tym roku trwały rekordowo długo, prawda? Nie było mnie kilka dni dlatego pozwolę sobie na szybki przegląd, czyli krótki, bieżący komentarz na temat KAŻDEGO z trzydziestu zespołów NBA. Zanim jednak zaczniemy, dla wielu z nas czas między Świętami i Nowym Rokiem jest totalnie bezproduktywny, więc aby rozruszać nieco swoje i Wasze szare komórki, zadam Wam zagadkę logiczną, zgoda?
Jeśli rozwiążesz bez korzystania z pomocy ChataGPT czy innego Groka, to na pewno możemy się kolegować. Na zadanie natknąłem się w książce prof. Andrzeja Dragana pt. Quo Vaidis, a ponieważ jestem świrem to przez trzy godziny grzałem łepetynę, zanim ułożyłem właściwie to drugie równanie. Cholera, muszę częściej się gimnastykować umysłowo, a nie tylko to NBA. Jesteście gotowi? Proszę bardzo:
Dziadek i babcia mają razem 126 lat, a dziadek ma dwa razy tyle lat, ile babcia miała wtedy, kiedy dziadek miał tyle, ile ma babcia ma obecnie. Ile lat ma babcia?

Atlanta Hawks
Odkąd do pracy wrócił Trae Young, drużyna Hawks zalicza bilans (0-6) a w każdym meczu tracili ponad 125 punktów. Rywale nawet nie kryją się z tym, że jadą wprost w Trae’a, na ławkę odesłano Nickeila Alexandra-Walkera, a tożsamość zespołu zagubiono, trwają poszukiwania. Mamy koniec roku kalendarzowego, za chwilę okienko transferowe i trzeba będzie znaleźć odpowiedź na kluczowe pytanie: co dalej? Plus jest taki, że na dniach do zespołu ma powrócić Kristaps Porzingis.
Boston Celtics
Jaylen Brown gra jeden z najwybitniejszych indywidualnie sezonów w dziejach Celtics: 29.7 punktów 6.3 zbiórek 4.8 asyst 51% z gry. Oddaje najwięcej rzutów w lidze z półdystansu, ma gwarantowane miejsce w All-Star Game, a Boston mimo ogromnego odpływu talentu (Tatum, KP, Horford, Holiday, Kornet) pozostaje ekipą rasową, mającą solidne fundamenty defensywne i grającą z pazurem.
Wracając do Browna, dziewięć meczów rozegranych w grudniu, za każdym razem 30+ punktów, bilans 8-3. Dobrze widzieć powracającego do formy strzeleckiej Derricka White’a. W każdym razie, ekipy z ograniczoną funkcją ataku, słabo strzelające, Celtics leją bezlitośnie. Ich obrona strefowa ukierunkowana jest wiadomo na zamknięcie pola trzech sekund, ale też wszechstronna.
Może inaczej, każdej nocy wiedzą, co chcą zrobić w obronie, zwyczajowo nie podwajają, chyba że sytuacja tego wymaga, ale wówczas wskazówki są jasne. Kogo i kiedy podwajamy: zanim dostanie piłkę, gdy zakozłuje, gdy zejdzie poniżej linii rzutów wolnych, czy jest na prawej czy na lewej stronie, a dyscyplinę trzyma zawsze uważny Joe Mazzulla. Jeśli wiesz na co patrzeć, fajnie się Boston ogląda.
Brooklyn Nets
W przypadku Nowojorczyków nie ma co patrzeć na wyniki (10-19) bo z tą pulą talentu na sukcesy liczyć nie sposób. Tym niemniej trener Jordi Fernandez zrobił ze swoich ludzi komandosów na miarę… nie uwierzycie… w grudniu Nets zaliczają najlepszy (103.6) defensywny rating w lidze, a także wygrali 6 z 9 meczów. Przede wszystkim trzymają własną tablicę (trzeci wynik pod względem traconych punktów drugiej szansy oraz 72.4% piłek zebranych).
W zespole nie ma świętych krów, jak komuś brakuje energii to siada na krzesełko i tyle go widziano w tym meczu. Cóż, prowadzenie zespołu złożonego z młodzieży albo samych prawie graczy na dorobku, ma swoje zalety. Bardzo dobrze wygląda Michael Porter Junior (25.8 punktów 7.4 zbiórek 40.4% zza łuku) a widoczny progres ofensywny poczynili podkoszowi Nico Claxton (4.3 asyst) i Noah Clowney (blisko siedem trójek oddawanych w meczu). W ostatnim spotkaniu z Minnesotą do składu wrócił także strzelec Cam Thomas, w ciągu zaledwie dwudziestu minut zdobył 30 punktów na 9/15 z gry. Nice!
Charlotte Hornets
Komentujący spotkanie z ramienia jednej z telewizji Dwyane Wade nazwał ostatnio Szerszenie „my favorite pro AAU team”. W domniemaniu chodzi o zespół grający radosny, biegany basket. Cóż, nic nowego, bez zaskoczeń w Charlotte. Aktualnie borykają się z kontuzjami środkowych, nie grają Kalkbrenner, Plumlee i choć Moussa Diabate dwoi się i troi jako zbierający, nikt go jako strażnika obręczy nie respektuje. Co gorsza, nogę skręcił ostatnio super rookie Kon Knueppel, a bez niego naprawdę szkoda czasu na (oglądanie) Hornets, bo tam żadna trwała zmiana, poprawa jakości gry nie ma szansy nastąpić. LaMelo Ball & Collin Sexton przy piłce to rozgrywka dla młodych kibiców z Indii. W ataku zawsze szukają mismatchu.
Chicago Bulls
Byki to zespól, który kiepsko rzucającego rywala zbije, średnia półka, bilans 15-16. Lider składu Josh Giddey trzyma tempo i wysoki poziom energetyczny na parkiecie. Lubią biegać, gdy trzeba zwolnić przydaje się Vucevic zdolny rozciągać obronę. Sami w obronie często strefą stoją, co ma sens przy naturalnych ograniczeniach Vuca. W każdym razie jest poprawnie, zachowany spacing, silna strona to tzw. guard play (Giddey, Jones, White) jest dużo ruchu, więc gdy rywalowi nie siedzą rzuty i jest z czego pobiegać (na pewno jest komu: Buzelis, Giddey, White, Dosunmu) zazwyczaj wygrywają.
Cleveland Cavaliers
Największy chyba zawód tego sezonu. Braki zdrowia to jedno, brak fundamentów u zespołu, który gra ze sobą od paru ładnych lat, to niewybaczalne. Pierwsza linia obrony bardzo słaba, zdecydowanie za słaba by mieć jakiekolwiek aspiracje do mistrzowskiego tytułu. Evan Mobley wchodzi na parkiet i ziewa. Lonzo Ball nie potrafi skończyć layupa sam na sam z koszem, Jarrett Allen po dziewięciu sezonach w lidze moim zdaniem najlepszy okres ma za sobą. Potencjału rozwojowego nie ma, ale wciąż jest miękko w zderzeniu z równie dużym i zdecydowanym rywalem.
Jego zastępca, misiek Thomas Bryant jest po prostu ograniczony w zakresie koszykarskiego IQ. Brakuje zdecydowanie iskry z ławki rezerwowych. Ty Jerome w zeszłym sezonie robił robotę, w tym mamy nie potrafiącego rzucać Lonzo. Garland jest po kontuzji, a jego duży palec u nogi wciąż jakby mu doskwierał. Mitchell nie jest w stanie w każdym meczu zdobywać 35 punktów. W ostatnich piętnastu meczach przegrali aż dziesięciokrotnie.
Dallas Mavericks
Jason Kidd zawsze każe podwajać najgroźniejszą opcję rywala. Anthony Davis znów się rozłożył, wróciły problemy z pachwiną i nie sposób budować na jego kiepskim zdrowiu przyszłości zespołu. Oglądasz mecz i nigdy nie wiesz, czy ta akcja tutaj to nie będzie ostatnia, jaką rozegra. Może wracając do obrony nie wrócić do obrony tylko wprost do tunelu. Słyszę, że chcą go pchnąć do Atlanty, ale nie za Trae’a, a to ciekawe.
Co gorsza, gdy widzę skostniałą strukturę ataku, utalentowanego PJ Washingtona, który na prostych nogach stoi w rogu i czeka aż któryś z ball-handlerów sobie sam wypracuje i odda rzut to się nie chce patrzeć. W niedawnym meczu z Sacramento, który przekozłował na pole rywala, ten prawie zawsze akcję sam kończył. PJ to talent na poziomie 20-25 punktów w meczu, dlaczego oddaje 8-10 rzutów? Nie mam pojęcia. Na postać Klaya Thompsona to przepraszam, ale nie sposób już patrzeć. Kuternoga w obronie, gdzie się pojawia tam rywale akuratnie atakują kosz albo rzucają z czystej pozycji, przypadek? Cała rasowość Klaya, jego off-ball movement i okazjonalne mini serie trójek naprawdę nie są tego warte.
Aktualnie trwa budowanie marki Coopera Flagga, to on ma „zielone światło”. Młody jest świetny, w swym pierwszym sezonie nie ma wyraźnie słabych punktów, poza huśtawkami, jeśli idzie o skuteczność dystansową, ale to całkowicie normalne, a wręcz zrozumiałe u pierwszoroczniaków. Bez wątpienia będzie twarzą NBA na lata wprzód. Średnie sezonu rosną: 19.5 punktów 6.4 zbiórek 3.9 asyst 50% z gry.
Denver Nuggets
Fenomenalna, powiedziałbym wręcz mistrzowska forma Jamala Murraya, najwyższa średnia punktów (25.4) zbiórek (4.4) oraz asyst (6.8) w karierze. A oto jego parę niedawnych występów:
- 3 grudnia vs IND: 52 punktów 10/11 zza łuku
- 5 grudnia vs ATL: 23 punkty 12 asyst
- 7 grudnia vs CHA: 34 punkty
- 15 grudnia vs HOU: 35 punktów
- 18 grudnia vs ORL: 32 punkty
- 23 grudnia vs DAL: 31 punktów 14 asyst
- 25 grudnia vs MIN: 35 punktów 10 asyst
Współpracujący ściśle z nim Nikola Jokić. Dookoła gracze aktywni, zaangażowani, choć tych czołowych, najlepszych role-players, wciąż brakuje. Kontuzjowani pozostają Aaron Gordon, Christian Braun, a ostatnio kolano podkręcił także Cameron Johnson i opuści 4-6 tygodni.
Ile więc można wygrywać pick and rollem dwójki ludzi? Mowa jest o najlepszej egzekucji ataku pozycyjnego w lidze, generującej otwarte pozycji i niejako gwarantującej wysoką skuteczność. Zresztą z tego co widzę Denver za trzy trafia najlepiej w całym NBA (40.7%) ale jeśli rywal dysponuje dużą energią, jeśli napiera, nakręca tempo i trafia, fort Nuggets pada. Ostatnio nadziali się na fenomenalnie nakręconych Magików, o tym zaraz. Problem wciąż stanowi obrona, Jokic często pozoruje defensywę, jego nie stać na szaleństwa na własnej połowie, nie w przypadku, gdy samemu musi ciągnąć offense, zdobywać po 30 punktów by trzymać zespół w grze.
Detroit Pistons
Aktualnie są w trasie, kontynuują serię wyjazdową po zachodnim wybrzeżu, która rozpoczęła się jeszcze przed świętami. Zmęczenie daje znać o sobie, zniknął pazur defensywny, intensywność. Wyłażą też bokiem braki kompetencji strzeleckich. Odnoszę wrażenie, że trochę za dużo zrobiło się też gęb do wyżywienia. Ivey, Levert, Harris po kontuzjach formę mają taką sobie, ale minuty trzeba dla nich przecież znaleźć. Rotacje składu się wykrzywiły, dziś nad ranem na parkiecie zobaczyliśmy dwunastu ludzi, którzy w sumie osiągnęli 7/29 zza łuku. Ausar Thompson traci flow, ostatnio odesłany na ławkę w trzeciej kwarcie, dziś w nocy kompletnie bez pomysłu. Chyba mu trochę niewygodnie u boku Tobiasa, nie wiem. Sezon w dalszym ciągu powyżej oczekiwań, bilans 24-8, ale końcówka roku dla Detroit na minus.
Golden State Warriors
Kicksowy free-agent Stephen Curry w meczu z Dallas zagrał w butach kolegi Klaya Thompsona, czyli marce ANTA. Rzucał wyjątkowo kiepsko (2/10 zza łuku), ale mimo przestoju w drugiej połowie Warriors wygrali. Różnicę zrobili rezerwowi: De’Anthony Melton, Al Horford, Brandin Podziemski (podoba mi się jego gra pod kosz). Tak, zespół Steve’a Kerra funkcjonujący na pełnej mocy zdolny jest do wszystkiego, niestety ową pełną moc niezwykle rzadko udaje się wygenerować.
Wydawało się, że po wygranych nad Phoenix i Orlando możemy liczyć na wzrost notowań, ale wczorajsza porażka z pozbawionymi środka Raptors (po dogrywce) znów spycha Dubs na bilans 50%. Dla mnie to niedorzeczne, aby od Stepha w jego wieku wymagać, aby ciągnął zespół w ataku (39 punktów), a jednocześnie przejmował wysokich w obronie i na dużej energii pracował w końcówce, w tym wypadku także w doliczonym czasie gry. Bardzo wydają się mali i wolni w końcówkach wyrównanych meczów. Tak doświadczony zespół powinien przecież dominować w crunch time, ale statystyki mówią coś dokładnie odwrotnego.
Co dalej? Piętnastego stycznia upływa termin, w którym można będzie wytransferować Jonathana Kumingę. Warriors najpewniej dołożą do paczki Buddy’ego Hielda (w sumie będzie to 31 milionów dolarów w gażach) oraz kapitał draftu. Celem jest pozyskać wsparcie: motorykę, IQ, obronę. Na moje oko zespołowi potrzebny jest rasowy gracz, koniecznie z rzutem dystansowym, ktoś taki jak Michael Porter Junior, którym zresztą klub oficjalnie się interesuje, choć szanse na handel MPJ widzę marne.
Houston Rockets
Grają nadal swój bardzo fizyczny brand of basketball podkręcony morderczym sosem Kevina Duranta, który jest beznamiętnym killerem na boisku, nieszablonowością tureckiego centra Alperena Senguna, który siłę łączy z finezją oraz zaskakującym niekiedy wkładem Reeda Shepparda, który jest jednym z najlepszym pure-shooterów w lidze.
Ledwie przetrwali serię wyjazdów, ale znów wracają na tor. Na święta pozamiatali Lakers, obnażyli rażące braki starań, defensywy, dyscypliny i szybkości LAL. Luka Doncic zamiast wracać do obrony dyskutował z sędziami o tym jak go dwaj energizers: Amen Thomspon i Tari Eason biją. DeAndre Ayton wyglądał jak kukła w polu trzech sekund, którą się bierze i przesuwa w kąt gdy goście przychodzą. Następnie z wizytą przyjechali Cavs i to samo odczuł Jarrett Allen (6 punktów 3/3 z gry). „Jechać z nimi” – mówi trener Ime Udoka.
Indiana Pacers
Wrócił jeden z wielu rekonwalescentów Aaron Nesmith i już sobie coś przypominają Pacers z zeszłego sezonu, ale potem znów jest przestój, do głosu dochodzą braki na pozycji centra oraz izolacyjny basket. Pacers bez kontuzjowanego Tyrese’a Haliburtona są jak rozstrojony instrument, który może ładnie wyglądać, ale grać na nim nie sposób. Bilans 6-26, najgorsza skuteczność rzutów oraz najgorsza skuteczność trójek od czterech sezonów NBA.
Los Angeles Clippers
Cztery zwycięstwa z rzędu i to nie byle jakie: Lakers, Rockets, Blazers, Pistons. Podniesiony łeb oraz nieśmiały optymizm w spojrzeniach kibiców. Co takiego się stało? Do zabawy dołączył Kawhi Leonard!
- 32 punkty 12 zbiórek vs LAL
- 41 punktów 8 zbiórek 5 asyst 16/23 z gry vs HOU
- 28 punktów 8 zbiórek 6 asyst vs POR
- 55 punktów 11 zbiórek 5 przechwytów 17/26 z gry dziś w nocy vs DET
Wypadałoby, abym wspomniał także o powrocie Derricka Jonesa Juniora, którego defensywna wszechstronność jest kluczem dla powodzenia sezonu tej ekipy, o 9/14 zza łuku Brooka Lopeza z Portland, o znacznie bardziej aktywnych dłoniach w obronie i dużo lepszej energii całej ekipy, ale nie oszukujmy się. Wszystko zaczyna się i kończy na Kawhi. Kiedy on gra, jak powyżej, wsiadasz do wagonika, podczepiasz się i jedziecie. Automat się załączył i chyba tylko kontuzja może przerwać jego bieg, tfu!
Los Angeles Lakers
Nie kupuję tego zespołu, choć dziś w nocy akurat dostaliśmy LeBrona w wydaniu odświeżonym: 24 punkty przy 11/13 z gry przeciwko młodym, zmęczonym, niekompetentnym Kings. Wysoki poziom ofensywnie trzyma Luka, coś tam ostatnio trafiał z rogu Jarred Vanderbilt, więc go wystawiają jako obrońcę na piłce, przynajmniej pod nieobecność Austina Reavesa.
Swoje klepie Marcus Smart, Rui Hachimura jest grzeczny i pożyteczny, choć mało otrzymuje szans. Ayton fatalny, miękki i głupi. Za to na ławce rozbrykał się ostatnio Nick Smith Junior. Talent z piłką / strzelecki miał od zawsze, to wiadomo, a Lakers sixthmana przyjmą z pocałowaniem rąsi. JJ Redick po serii porażek, za którą winę obarczyłbym obronę, bardzo nalegał na lepszy effort dziś w nocy i dostał. 125:101 pokonali Sacramento.
Memphis Grizzlies
Ja Morant jest z powrotem a Memphis (15-17) walczy o utrzymanie w stawce play-in. Stać ich na 50% zwycięstw w pełnym składzie, stać na dużo więcej. JJJ bardzo asertywnie gra w ataku, jak już zaczyna manewr jeden na jeden to piłki nie odda. Na piłce ten drugi Cam Spencer – świetny biały gracz, nie boi się. Jest cały zastęp młodych, wybieganych, żylastych kotów, jest myślący Santi Aldama, złego słowa nie mówmy, dajmy im się ułożyć na nowo.
Miami Heat
17-15 na budziku. Trochę się chłopaki zmęczyli tym tempem i graniem bez przypisania pozycji. Adebayo i Herro kontuzjowani. Zespół ciągną Powell, Wiggins, Jaquez z ławki, bardzo dominująco momentami wygląda Kal’el Ware. W jednej akcji dobije z góry, w kolejnej trafi zza łuku. Jednak całą atrakcję na South Beach mam wrażenie stanowią świetni, międzynarodowi gracze zadaniowi.
Pelle Larrson, lider szwedzkiej federacji, ostatnio gra w pierwszej piątce. Jego siłowy styl i grę na faul znamy, tu się jeszcze okazuje, że potrafi podawać całkiem sensownie. Oszukany podkoszowy z Serbii nazwiskiem Nikola Jovic potencjał ma piekielny, ale jemu wciąż zdrowie nie pozwala nabrać powtarzalności. Zdrowy jest za to Jaime Jaquez i powiem Wam, że takiej agresji ofensywnej to dawno nie widziałem. Jedzie z rozpędu jeden na jeden choćby naprzeciw miał Mobleya czy Siakama, rywal mu nie robi. Fajny zespół, kibicuję!
Milwaukee Bucks
Do składu po krótkiej przerwie wywołanej kontuzją powrócił Giannis Antetokounmpo i mówi ciekawe rzeczy:
Jeśli nadal będziemy przegrywać, połowy chłopaków zaraz w drużynie nie będzie. Nie dostaniemy się do playoffs… jeśli więc ten wsad jest tym, co pobudzi nas do cięższej pracy i pozwoli zrozumieć, że walczymy o nasze zawodowe życie, to dobrze, że tak się stało.
W lidze panuje niepisana zasada, że w meczu już formalnie rozstrzygniętym, w ostatniej akcji zaprzestaje się ataku, Bulls zatrzymali się, ale Giannis zamiast przedryblować piłkę w miejscu, poleciał na obręcz Byków i jeszcze siarczystego windmilla zasadził, co rzecz jasna nie spodobało się rywalom. Zrobiła się z tego mała awantura, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Milwaukee z bilansem 13-19 faktycznie pozostają (nieznacznie) pod kreską play-in.
Minnesota Timberwolves
Wolves jacy są każdy wie. Anthony Edwards (średnie sezonu 29.3 punktów 39.7% zza łuku) potrafi wygrać z każdym, choć w środku to dzieciak, który nie trzyma ciśnienia. Rudy Gobert pracuje, w zależności od matchupu statystyki ma pełniejsze bądź skromniejsze. Randle się nie podpala, wiemy na co go stać. Jaden McDaniels obrońca pierwszej wody, jego się w ataku unika, chyba że mu każą co zdolniejszego ofensywnie centra kryć (a Goberta bądź Reida chowają z tyłu) wówczas pojawia się problem. Bilans 20-12 adekwatny jest myślę do mocy zespołu i chimeryczności jego lidera.
New Orleans Pelicans
Odkąd wygrali parę meczów Pels stali się bardzo waleczni i zawzięci. Ostatni pojedynek z (równie agresywnymi Suns) obfitował w bijatykę między największym i najmniejszym graczem na parkiecie. Po serii popchnięć za łby wzięli się Mark Williams oraz Jose Alvarado. Dla wielu ludzi był to szok, kiedy po raz ostatni widzieliście w NBA ciosy zaciśniętą pięścią?
Tak czy siak, Pels odnaleźli względny rytm, nie są już najsłabszą drużyną ligi, a lineup w złożony z: Fears, Jones, Bey, Murphy, Queen z Alvarado, Poolem i Zionem wchodzącymi z ławki przyniosło pięć wygranych w ostatnich dziesięciu meczach.
New York Knicks
Dwie minimalne wygrane z szalejącym Cleveland, a następnie z Atlantą, czyli kolejny mój ukłon w stronę Jalena Brunsona, który closerem jest na miarę mistrzowskiego pierścienia. W ekipie nowojorskiej zaklęty jest naprawdę wielki talent, a goście jak Bridges czy Anunoby wygrywający posiadania w końcówkach jedynie nam o tym przypominają. Są świetne warunki fizyczne, wola walki i doping kibiców, którzy bilansu 22-9 nie widzieli… w zeszłym roku był bardzo podobny (22-10), ale tym razem jakość jest wyższa, a obraz głębszy.
Oklahoma City Thunder
Mistrzowie przegrali cztery z ostatnich siedmiu meczów i bajania o pobiciu rekordu Golden State Warriors (73-9) można już chyba odłożyć tam, gdzie ich miejsce, czyli między książeczki z bajeczkami. Thunder wyglądali jakby im kto baterie z tyłka wyjął. Jalen Williams wrócił i się rozkraczyło, rozleniwiło może pozostałe towarzystwo, a tymczasem okazuje się, że J-Dub w dalszym ciągu, nie ma ciągu.
I teraz pytanie czy tak już zostanie, czy włodarzy naciągnął na maksymalny kontrakt i czy należy go słać gdzie bądź zanim zaczopuje księgi i trzeba będzie resztę składu pożegnać. Względną powtarzalność złapał w minionych playoffs, poza tym wracają stare demony, jeden mecz na plus, dwa na minus i na odwrót. Przeciwko arcy rywalom (jak się okazuje) z San Antonio, zdobycze Williamsa to 18/47, czyli 38% z gry.
Wczoraj wieczorem wydaje się, że wrócili na zwycięski tor, pokonali Sixers 129:104. Odnoszę wrażenie, że przeciwko czołowym ekipom Thunder grają tak, jak danego dnia wygląda Chet Holmgren, to on jest w dużej mierze miernikiem sukcesu OKC. Wczoraj nie znalazł godnego siebie rywala: 29 punktów 9 zbiórek 4 bloki. Wemby uśmiecha się pewnie widząc tę linijkę.
Orlando Magic
Desmond Bane jest closerem, kontuzjowany Suggs, a obecnie Anthony Black silnikiem napędowym, a (także kontuzjowany) Franz Wagner płucami zespołu. Jak w to wszystko wpisuje się Paolo Banchero? Chcielibyśmy, aby stanowił mięso, trzymał poziom, był tym, który zbiera na siebie najcięższe działa wroga, ale póki co to tylko mrzonki. Banchero zawodzi, nikogo nie straszy rzutem, jest wolny, także decyzyjnie, a najlepsze rzeczy na parkiecie dzieją się „wokół” niego.
Niniejszym chcę jednoznacznie pochwalić Blacka za najlepszy występ w karierze przeciwko Denver (38 punktów 6 zbiórek 5 asyst 7/11 zza łuku). Czarny zagrał jak super gwiazda koszykówki, ale do pokonania Jokera i spółki potrzebni byli także Bane wymuszający faule w końcówce oraz Tristan DaSilva, który bardzo aktywnie pokazywał się do piłki, gdy liderzy skupiali na sobie uwagę obrony. Fajny mecz, a Denver, no cóż, w drugiej połowie pozwolili sobie wklepać… 79 punktów!
Philadelphia 76ers
Embiid wpada i wypada, bywa dominujący, a zarazem jest tak przeraźliwie wolny w obronie, że nie sposób o nim myśleć w kategoriach mistrzowskiego tytułu. George gra ostatnio regularnie, wygląda jak nadgryziony zębem czasu gwiazdor, zdolny, z przebłyskami, lecz także spowolniały i do siedmiomeczowej serii playoffs na śmierć i życie niezdatny.
Zespół należy w tym momencie do obwodowej pary Maxey i Edgecombe, która potrafi nakręcić na parkietach Xfinity Mobile Arena niezłe fajerwerki. Są niezwykle dynamiczni, prędcy i niewygodni do krycia. Maxey to oczywiście półka wyżej, zwłaszcza strzelecko, ale VJ demonstruje wszelkie kompetencje, by w przyszłości pójść w ślady nieco starszego kolegi. Wczoraj przeciwko OKC kompletnie się nie wstrzelił, ale już parę dużych meczów ma w resume. Coach stawia go jako plaster na topowego dziada rywali.
Phoenix Suns
Devin Booker dawno już nie bije rekordów strzeleckich i generalnie zrobiło się o nim cicho, ale kurde bele, Phoenix (18-13) naprawdę gra zespołową, twardą, solidną koszykówkę i gdyby na przykład przyjechali na rozgrywki do Europy to hegemon od dnia pierwszego. Siedmiu ludzi notuje dwucyfrowe średnie punktowe, siedmiu oddaje przynajmniej po pięć trójek w meczu.
Panowie notują najwięcej przechwytów w lidze, jest ogólna napastliwość, odważne rotacje – jak w OKC. Do tego bardzo agresywni są na atakowanej tablicy, bo w większości zatrudniają graczy sprawnych i wybieganych. A najlepsze jest to, że nie zobaczyliśmy jeszcze pełnego produktu. Na bocznym torze pozostają Jalen Green, a także Ryan Dunn i Grayson Allen. Na szczęście to już kwestia dni zanim całą trójkę powinniśmy oglądać z powrotem.
No i sami powiedzcie ile charakteru, ile kolorytu, ile pazura dodał tej drużynie transfer Dillona Brooksa? Facet zaczepia wszystkich czołowych graczy i jest w tym (wchodzeniu im do głowy) świetny. Jest tylko kilka gwiazd, których nie jest w stanie wytrącić z uderzenia.
Portland Trail Blazers
Podoba mi się ekipa Portland z tych samych powodów, co Brooklyn, Phoenix czy Miami – grają twardo. Nie ma tutaj świętych krów, każdy walczy, broni, biega, skacze, raz lepiej, raz gorzej, ale wysiłek jest stały i stoi na wysokim poziomie. Oczywiście o kształcie gry w większości decyduje Deni Avdija, ale ultra zdolni są Shaedon Sharpe i Toumani Camara, a do percepcji kibiców coraz bardziej trafia rezerwowy rookie Caleb Love.
Na takich jak on mówi się: microvawe scorer, niezwykle prędki z ciągiem na kosz. Pominięty w drafcie, bo statystyki mówią, że nie rzuca zza łuku. Tymczasem ten sam Love w ostatnich trzech meczach: 3/8, 3/7, 4/10 zza łuku. To ile to będzie? 40%! Trzymam kciuki za młodego, zanim do składu nie wróci syn marnotrawny Damian Lillard.
Sacramento Kings
Cudaczny zespół, nigdy nie wiesz na kogo trafisz w danym meczu. Stałe miejsce w pierwszej piątce i minuty ma co najwyżej DeMar DeRozan. Cała reszta w zależności od poziomu energii, formy zmiennika oraz matchupu. Niech im się wiedzie, tylko kto temu kibicuje?
San Antonio Spurs
Po serii zwycięstw odniesionych nad mistrzami NBA, panowie pojechali do Salt Lake City, gdzie silna fizycznie i atletyczna ekipa Jazz nie zamierzała im się kłaniać. Victor Wembanyama był spychany, łapany za kończyny i prowokowany. Odpowiedział zdobyciem 32 punktów i tym oto wsadem śmierci, ale ponieważ wciąż obowiązuje go limit minut, mecz wzięli Jazz!
Tym niemniej, przy całym talencie zebranym w San Antonio, w tym momencie to chyba najgorętsza ekipa NBA. Widzę, że na oficjalnej stronie ligi są na pierwszym miejscu w tzw. power ranking. Okej!
Toronto Raptors
23 punkty 25 zbiórek 10 asyst Scottiego Barnesa wczoraj przeciwko Golden State. Pokazał dziadkom tężyznę i pchnął swoich ku zwycięstwu! Do składu wrócił RJ Barrett i w ograniczonym czasie wyglądał doskonale. Tylko ten cały Brandon Ingram, rety jaki to jest glut leniwy. Piłki mu się łapać nie chce, jeśli nie może jej bezpośrednio do kosza włożyć. Tryb ekonomiczny przez 3/4 meczu a w końcówce i tak był ostatni na atakowanej połowie. Problemem jest obecnie zdrowie środkowego Jakoba Poeltla, wobec czego zespół podpisał właśnie chwilowy kontrakt z Mo Bambą. Znacie go na pewno!
Utah Jazz
Nie bronią za cholerę, bo kto ma tam bronić? Lauri? Nurkić? Miękki wyjątkowo Keyonte George na jedynce albo jego filigranowy zmiennik Isaiah Collier? A może Svi Mikhailiuk? Za to w ataku potrafią zagrać pięknie, jest spacing, jest ruch piłki, prawdziwa koszykarska tiki-taka.
Washington Wizards
No co, jak się zbiorą McCollum i Middleton to przy wsparciu szybkonogich kolegów oraz wielkiego Alexa Sarra na środku, potrafią od czasu do czasu wygrać. Innym razem szkółka niedzielna, w rolach głównych występują Kyshawn George czy Bub Carrington. Koszykówka dla koneserów wsadów i biegów.
Dziękuję za uwagę, był to chyba najdłuższy mój wpis w tym roku, Patronami odcinka są Rafał Bolesta, Piotr Janus, Jakub Malik, Przemek Stępski oraz T Serafinowicz – ściskam Was Panowie bardzo serdecznie i zapraszam na kolejne odcinki. BG










„Mistrzowie przegrali cztery z ostatnich siedmiu meczów i bajania o pobiciu rekordu Golden State Warriors (73-9) można już chyba odłożyć tam, gdzie ich miejsce, czyli między książeczki z bajeczkami”…:):):):)
Ale się setnie ubawiłem.
A kto to ostatnio tak bajał i w zasadzie już ogłosił pobicie rekordu;)
d > b
d – b = x
d + b = 126
d = 2 (b -x) = 2 [b-(d-b)] = 2 (2b -d) = 4b – 2d
3d=4b
b=3/4 d
7/4 d = 126
d = 72
b = 54
🙂
just like that? szacunek, mnie to zabrało niemal całą moc obliczeniową 🙂
Kartka, długopis i jakoś poszło. Ale jak w pamięci próbowałem to się zwoje przegrzewały. Pozdr. 🙂
d>b go zdradziło, że nie liczył samodzielnie 😆
znudziło mi się szukanie odpowiedzi po tym jak rozkminiłem podzielność 126 przez 9 i wiedziałem że pary muszą być wielokrotnością 9ki, potem odechciało mi się kminić równania na bazie zagadki tekstowej, ale szacun 😀
ps. bardzo ciekawa książka
A ja brute force wstrzeliłem się za czwartym razem przy założeniu wstępnym, że dziadek musi mieć parzystą liczbę lat, czyli jakaś minuta
Nowy Rok to nazwa święta, które jest w 1 dzień nowego roku. To piszemy wielką literą. Nowy rok w sensie: cały przyszły rok – piszemy małą literą.
Łatwe zadanie, jeśli tylko je się zapisze jako układ 3 równań z 3 niewiadomymi. Wtwdy nie brzmi już tak magicznie, kiedyś to chyba było w podstawówce XD
b+d=126
d=2*(b-x)
d-x=b -> x=d-b
d= 2*(b-d+b)
d=4b-2d
3d=4b
d=4/3b
b+4/3b=126
7/3b=126
b=126*3/7=378/7=54
d=54*4/3=216/3=72
Na kartce byłoby łatwiej. Pokusa była duża 😉
Bez zapisywania zajęło mi to może dwie minuty, ale trochę oszukałem. Z góry założyłem wiek i przeliczyłem. Przy drugim podejściu sprawdziłem opcję 72 + 54 i wyszło, że jest w porządku. Gratuluję kolegom powyżej, którzy potrafią to rozpisać. i obliczyć jak trzeba. Szacuneczek.
Ze swojej strony polecam rozwiązanie w pamięci zagadki Einsteina. Świetny trening dla umysłu. Regularne partyjki szachów też pomagają.
Próbowałem 15min z Xami ale życia szkoda. Na „chłopski rozum” zatem:
1. Uprościć zadanie: dziadek i babcia mają razem 126 lat. Dziadek ma dwa razy tyle lat, ile babcia miała, gdy dziadek był w jej wieku. Ile lat ma babcia?
2. Podstawianie:
a) D 84? No babcia wtedy nie żyła
b) D 76? 126-76=B50, 50-26=24 – x2=48 blisko
c) D 74? 126-74=B52, 52-22=30 – x2=60 bliżej
d) D 72? 126-72=B54, 54-18=36 – x2=72 Bingo: Babcia ma 54.
Chłopski rozum zwyciężył. 15 minut. Opisanie zajęło dłużej.
Popieram. Też zawsze liczę na ,,cłopski rozum”.
Przedstawienie praktycznego zastosowania „think different” Ci się nie podoba?! Jezu chłopie spróbuj dopuścić myślenie samodzielnie, to może w następny „krowi identyfikator” nie dasz się nabrać.
W ’90 egzamin z fizyki na Lądówkę na PW tak zdałem nie znając wzorów. Rachunek różniczkowy, całki, liczby zespolone, urojone, „Trójścian Freneta”, a w życiu z zaawansowanej matematyki przydały mi się jedynie proporcje; jak mam 1:25, to ile mam dać tego oleju na litr benzyny?
Copper Flagg nie ma „huśtawek” dystansowych. 25% to nie przejażdżka, tylko słabość. Podobnie jak obrona. Reszta pięknie. To samo Brunson. Zachwycasz się, ale trójka nie siedzi, +/- dramat, obrona…, zaraz jaka obrona? Filadelfijski VJ to jest ktoś, komu można poświęcić mnóstwo czasu. Dawno nie widziałem kogoś, kto tak haruje na boisku jak ów młodzik. Zobaczzymy jak wyjdzie Clippers deal Harden za Janisa ;-). Do siego!
Panowie przypomnijcie mi bo pamięć mnie zawodzi, jak nazywał się ten drugi kozak z pary z Murray w Denver? Oczywiście nie chodzi mi o Jokica. Grali razem bodajże z 6-8 lat temu
Gary Harris?
Jedyne co mi przychodzi do głowy to George Russell ale mogę się mylić
Przed meczem z Miami Nikola Jokić miał na liczniku w sumie 17137 zdobytych punktów.
Dokładnie tyle, ile przez całą swoją naznaczoną kontuzjami karierę zgromadził Grant Hill…
Zazwyczaj odpuszczam udzielanie się, kilka razy na discordzie to zrobiłem, ale tracąc ludzi, z którymi mogłem podyskutować o koszykówce w hermetycznym gronie, jak już się podejmę to wychodzi zbyt emocjonalnie, sam Pan Bartek kiedyś mi powiedział, że za bardzo żyje przeszłością lub coś w tym stylu. Ciekawe czy tak utalentowany człowiek jak Pan zgodzi się klasykiem „Wszystko, co da się powiedzieć, da się powiedzieć prosto, a czego nie da się powiedzieć, o tym Trzeba milczeć”?
Bo mi to właśnie wstęp tyle zajął, a jeszcze nie ma nic o tym co pierwotnie mnie skusiło, czyli kawhi i San Antonio, że fajnie by było, że w idealnym świecie to jedyne rozwiązanie, tylko to mogłoby uratować mi wiarę w niego, podkulony ogon i robienie swojego, nawet dawajcie jeszcze Dannego Greena i Popovicha w paczce, swoją drogą jak ktoś takiego kalibru jak Danny Green mógł tak bez echa zakończyć karierę i nikt o nim już nie pamięta, reflektuje to ilu już takich historii miało miejsce, „co zamiast uzyskać splendor dojrzewal w epoce disco…” jak ktoś zrozumie będę mile zaskoczony 😀
dzięki za komentarz ! Kawhi do Spurs nie wróci, za dużo wazy. Danny Green to już emeryt koszykarski.
Na koszukowce sie nie znam, matme mialem ostatnio 20 lat temu, ale sorry. 4min (liczac z czasem jak poszedlem po cos do pisania) 😆 54, 72