NBA: Toronto Raptors defensywa z piekła rodem | Lakers kupują czas dla Luki Doncica

Dzień dobry w nowym tygodniu. Ktoś z Was szuka może pracy? New Orleans Pelicans szukają głównego szkoleniowca. Proces rekrutacji na to stanowisko zatacza coraz szersze kręgi i oto dowiadujemy się na przykład, że jednym z kandydatów jest… Rajon Rondo. Kto śledził GWBA przez ostatnią dekadę, ten zna faceta doskonale.
Rondo, czterokrotnie wybierany do NBA All-Star Game, ostatni sezon spędził w roli specjalnego doradcy Doca Riversa. Serio, był asystentem trenera w Milwaukee. Zamiłowanie do trenerki rozumiem doskonale, hehe. Rondo złapał bakcyla gdy w Bostonie zerwał ACL. Ówczesny trener, aktualnie szef kadr Brad Stevens, ponoć zabierał go ze sobą na spotkania sztabu trenerskiego C’s.
Myślę, że Rajon to może być ciekawa postać przy linii bocznej, ale pamiętajmy: czym innym jest prowadzenie zespołu, a czym innym dobór graczy, z którymi przychodzi ci współpracować. Są takie układy ludzkie, których nawet najbardziej zdolny, doświadczony i kompetentny trener nie przeskoczy. Temat będziemy śledzić. Poniżej Rondo w roli „pomocy trenerskiej” zespołu swego syna Pierre’a (ósma klasa).

Jesteśmy po 3-4 spotkaniach pierwszej rundy playoffs. Jeszcze nikt dalej nie przeszedł, jeszcze nikt nie odpadł, choć niektórzy są już całkiem blisko. Jutro planuję sesję Q&A, zbiorę pytania z komentarzy z całego tygodnia, więc jeśli takowe macie, zapraszam. Odnośnie komentarzy, moje zniecierpliwienie na głupoty oraz krótki lont musicie wybaczyć, nie mam już bufora, sezon NBA trwa już bardzo długo, a nocne życie / deprywacja snu zbierają swoje żniwo.
Cavs 89 Raptors 93 [2-2]
Nie pomyślałbyś, ale to właśnie się dzieje. Raptors, którzy wydawali się nie mieć argumentów do podjęcia walki z Cavaliers, właśnie wyrównali serię. Trzeci mecz to jeszcze rozumiem, gospodarze znaleźli sukces dookoła Brandona Ingrama, który pozostaje przez Cleveland podwajany, ekstra obrońca rotuje w jego kierunku ilekroć schodzi poniżej linii rzutów wolnych albo rozpoczyna cykl manewrowy. Wpadło im ponad 60% zza łuku, a nową gwiazdką na firmamencie playoffs powoli staje się Collin Murray-Boyles.
Tym razem jednak odnoszę wrażenie, że Cavs przegrali na własne życzenie. Przegrali ponieważ są przegrywami z natury. Na dzień dobry zobaczyliśmy trzy straty, a nonszalancję dało się wyczuć przez ekran laptopa. Czy usprawiedliwieniem może być fakt, że mecz rozpoczął się o osiemnastej naszego czasu, czyli u nich to było południe? James Harden, człowiek nocy, o tej porze zwykle sypia. Zobaczcie na tę stratę, a następnie zobaczcie z jaką werwą Broda wracał do obrony:
Gwoli ścisłości, nie chcę wyłącznie na Hardena zrzucać niepowodzeń zespołu. Kiedy jednak widzisz 7 strat po stronie najbardziej doświadczonego z graczy na płycie boiska, zaczynasz łączyć kropki, przywoływać minione lata, mniej lub bardziej spektakularne niepowodzenia Brodacza, który przecież przed paroma laty uchodził za króla na pozycji PG/SG.
Raptors margines błędu mają naprawdę minimalny, nie stać ich by iść na otwartą wymianę ciosów. Ich spacing zakrawa na kpinę, co zresztą kolejny raz udowodnił ten mecz:
- Ja’Kobe Walter 0/7 zza łuku
- Jamal Shead 0/5 zza łuku
- RJ Barrett 1/6 zza łuku
Nikt po stronie Cavs sobie tymi chłopakami głowy nie zawraca gdy ci stoją na obwodzie dzierżąc w rękach piłkę. Raptors nie mieli wyjścia, musieli uczynić grę brudniejszą niż zwykle, a każda bezpańska piłka, wyrwana, przechwycona, w jakikolwiek sposób odebrana, przeciwnikowi była na wagę złota.
Gonili, co tylko mogli, rozwiązać próbowali w polu trzech sekund. Walczyli jak lwy i wygrali!
- 50:38 w polu trzech sekund
- 19:7 w punktach drugiej szansy
- 15:10 z szybkiego ataku
Oba zespoły na pewnym etapie spotkania zaliczały łącznie 3/27 zza łuku. Gracze najzręczniejsi z piłką byli podwajani, a na deskach trwały ciężkie walki. Częstokroć pisałem, że Jarrett Allen jest mięczakiem, a Evan Mobley leniwym Afroamerykaninem, który zaklepał już sobie maksymalny kontrakt. Powiedzcie mi proszę, jak to się dzieje, że idąc pod zasłonami cały mecz, odpuszczając celowanych ludzi na łuku, mając prawie głowę przewagi nad rywalem, ci goście przegrywają deskę i wymienione wcześniej wskaźniki?
Jakob Poeltl jest mocny fizycznie, ale na dobrą sprawę niegrywalny w tej serii, mijany okrutnie, mało ruchliwy, bloków szuka, nie zbiera, nie stanowi zagrożenia poza polem trzech sekund. Gra niewiele, bo z nim na placu dodatkowo zagęszczony jest pas środkowy, a koledzy usilnie szukają przecież drogi na obręcz! Bez presji na obręcz Toronto nie istnieje, więc aktywni w tym zakresie są zwłaszcza Scottie Barnes i RJ Barrett.
Brandon Ingram rozpoczął od 1/7 z gry, wygląda cienko, niewyraźnie, to nie jest twarz przyszłego mistrza koszykówki. Raptors wyglądają najlepiej gdy na pozycji centra gra pierwszoroczniak CMB, niezwykle sprawny i waleczny, młody zawodnik. Nie kryją go po zasłonie, bardzo aktywnie roluje, aż chciałoby się oglądać go częściej.
Wkurzam się, bo postawiłem „under” Brandona Ingrama (miało być under 28.5 P+R+A, a było 29 (!!!) wynik tej nocy w grupie typera to 4-1) a tymczasem Cavs zdjęli z niego Deana Wade’a, który kryje Scottiego Barnesa. Do krycia Snoop Dogga nominalnie oddelegowany został Evan Mobley, który nie ma nawyku wytężonej pracy, ma doskonałe warunki więc uważa, że „rywal i tak się nie odważy na atak”.
Ingram jest aktywniejszy niż w poprzednich meczach, ale jak mówię, pudłuje dramatycznie. Na jego szczęście, a nasze nieszczęście, tuż przed przerwą leci kilka ataków tranzycyjnych, Ingram dostaje piłkę w tempo, sadzi dwie trójki po koźle, dwa osobiste, zdobywa dziesięć kolejnych punktów meczu w dwie minuty! To zmienia oblicze zawodów przed przerwą. 10:0 dostali do szatni Kawalerzyści.
Toronto w pierwszej połowie zalicza 27% z gry, w tym 3/20 zza łuku! Zebrali natomiast 40% zbiórek z tablicy Cavs i prowadzą 38:36! Scottie Barnes i Collin Murray Boyles to jest piekło defensywne. Ten młody to jest objawienie playoffs! Kryje pięć pozycji! Draymond Green nowej ery. Ponoć floatery zaczął ćwiczyć dwa miesiące temu.
Trzecią kwartę Cavs otwierają obroną strefową, z której jednak zaraz się wycofują panowie sztabowcy Kenny Atkinsony. Cavs mają zdecydowanie więcej opcji ofensywnych, dużo lepszą penetrację i guard play, więc obejmują parę oczek prowadzenia. Tylko, że Raptors im się nie kłaniają, na plac znów wstępuje młody CMB. No i co? No i to, że presja na piłkę, doskonałe zdolności atletyczne skrzydłowych w połączeniu z nieumiejętnością utrzymanie koncentracji przez Cavaliers, sprawiają, że Raptors zamykają tę odsłonę kolejną szarżą, tym razem będzie to 12:2.
Jaram się okrutnie tym CMB, raz że wygrał dla nas pieniążki (over 19.5 P+R+A) to jeszcze skacze jak wariat i nie da się go przerzucić rzutem czy podaniem. Wieszczę mu wielkie rzeczy w lidze, jeśli pozostanie zdrowy, oczywiście. Szesnaście strat popełnili już goście i jeśli chcą wygrać, panowie Spida i Harden muszą się przebudzić. Pisałem o Hardenie, ale Mitchell także mnie „niepokoi”, przed momentem popełnił faul nie licujący z doświadczeniem i zarobkami. Brakuje koncentracji chłopakom. Przed nami ostatnie 12 minut. Let’s go!
Harden brany jest na ruszt, szukają go w ataku rywale, bo jest wolny i nieskory do ekstra wysiłku. Nie wiem koledzy, nie wiem jak to jest z tym facetem, kluczowy mecz, a ten jakby gasł z każdą rozegraną minutą, to jego SIÓDMA strata dzisiaj, co w tak „brudnym” meczu stanowi o być albo nie być zespołu.
Raptors kryją wściekle, każdą zbiórkę próbują zamienić na atak obręczy. Scottie Barnes gra jak Kawhi Leonard, pcha piłkę na piąty metr, odwraca się i rzuca. To nowość w jego repertuarze, ale każde jedno trafienie jest potrzebne. Gospodarze złapali względny rytm, prowadzą dwoma posiadaniami, Atkinson prosi o czas.
Spida natomiast o nic już nie prosi. Odmachuje zasłonom, bo to by oznaczało podwojenia i konieczność oddania piłki. Pali tróje przez ręce, znów mamy remis. Do końca pozostało sześć minut z okładem. Raptors walczą o swój sezon, trybuny waflują ręcznikami jak na koncercie The Rollins Stones!
Ingram nie trafia, w końcówce spotkania kryje go malutki Sam Merrill, z opcją pomocy za plecami, oczywiście. W ataku Cavs grają Merrillem jako screenerem dla Mitchella, jest przewaga, jest trójka Hardena. I znów niecelny rzut miejscowych. Spida leci, wymusza faul.
Ingram znów pudłuje, rzucał przez ręce dwóch, ile to już 5/22 w tym spotkaniu? Ale, ale, piłkę efektownie z góry dobija rookie, o którym z takim zapałem Wam opowiadam. Nic z tego, Spida celnie zza łuku po step backu. Za chwilę Ingram podaje w kostki Barretta, strata i jeszcze głupi faul do tego. Wyjątkowo kiepski występ BI. Spowolnił chłopaków do tego stopnia, że znów wydają się być na łasce gości.
Osiem punktów przewagi Cleveland, a wszystko na barkach dwójki gwiazd. Ingram znów spudłował, tym razem z czystej pozycji, ale jest zbiórka, CMB znów faulowany pod obręczą. Ściągali go po chamsku we dwóch, flagrant foul! Ingram tym razem wkozłował sobie w stopy. Szczęśliwie koledzy znów wyciągnęli spod nich piłkę i nadal walczą.
Na ostatniej prostej… od stanu 84:77 dla Cavs, przy czterech minutach do rozegrania:
- 0/7 z gry oraz cztery faule zaliczą łącznie Mitchell z Hardenem
- Broda za faul przy rzucie za trzy Ingrama powinien mieć potrącone z pensji
- Raptors trzykrotnie ponowią nieudaną akcję
Ostatnia sekwencja daje najlepszy obraz tegoż szalonego spotkania. Pozostało dwadzieścia sekund, Cavs potrzebują trzech punktów by doprowadzić do remisu. Barnes kryje na całym boisku, CMB w pojedynczym kryciu zamyka Mitchella, nieprawdopodobna demonstracja możliwości ruchowych, defensywnych. Raptors wygrywają to spotkanie. Są fizyczni, zdecydowani. Grają na faul, dziewięć punktów w ostatnich czterech minutach zdobywają z linii rzutów wolnych.
- Jarrett Allen: 3 punkty 1/5 z gry
- Evan Mobley: 8 punktów 4/11 z gry
- Scottie Barnes: 23 punkty 6/15 z gry 11/14 FT
- CMB 15 punktów 10 zbiórek 5/11 z gry 5/7 FT
Akcja przenosi się z powrotem do Ohio i oczywiście, że Cavaliers wciąż są faworytem serii, ale kto uważa, że stać ich na mistrzowski tytuł, ten powinien jeszcze raz temat przemyśleć. To przede wszystkim kwestia mentalności, charakteru.
Celtics 128 Sixers 96 [3-1]
Nie uwierzycie, gospodarze wystawili swą największą inwestycję Joela Embiida! Obwiązali go specjalnym pasem, aby po operacji wyrostka robaczkowego mu jelita na wierzch nie wypadły, a następnie posłali w bój. Od razu zarysował się układ gry. Pierwsze dziesięć punktów w meczu zdobyli środkowi, bo ani Neemias Queta nie miał nic do powiedzenia przeciwko Kameruńczykowi, ani ten go rolującego dogonić nie mógł.
Sytuacja szybko się zresztą rozwiązała, bo Queta popełnił dwa przewinienia w trzy bodaj minuty i poszedł siedzieć (na ławkę). Jego miejsce zając Niko Vucevic, goście przeszli w układ 5-Out i się zaczęło bombardowanie. Z kluchą w środku pozycje były doskonałe, trafiali wszyscy jak leci, a wchodzący na plac Payton Pritchard znów manewrował po swojemu wiedząc, że za plecami obrońcy podwojenia nie będzie.
Embiid przyćmił wszystkich, Tyrese Maxey, Kelly Oubre, a także PG-13 i Edgecombe przycichli ofensywnie, oglądaliśmy spowolniały, słoniowaty offense spod znaku kameruńskiego lwa. Taki prezent dla gości. Ci się rozhuśtali na dobre, do przerwy prowadzili osiemnastoma punktami i na dobrą sprawę mecz można było zakończyć.
Nie mam nic ciekawego do napisania, a na pewno nic, co podobałoby się kibicom 76ers. Zapytam tylko przewrotnie: do you still Trust the Proccess?
- 32-0: bilans Celtics w playoffs, gdy prowadzą 3-1 w serii
- 0-18: bilans Sixers w plyoffs, gdy przegrywają 1:3
- 30 punktów 5/10 zza łuku 7 zbiórek 11 asyst Jaysona Tatuma
- 32 punkty 6/12 zza łuku Paytona Pritcharda
- 24/53 zza łuku Celtów (45%)
Spurs 114 Blazers 93 [3-1]
Portland może być dumne ze swoich chłopaków, bo walczyli dzielnie. Jeśli mnie pamięć nie myli prowadzili nawet osiemnastoma punktami w pierwszej połowie, a Victorowi Wembanyamie (27 punktów 12 zbiórek 7 bloków 4 przechwyty) dłuższą chwilę zeszło nim, po przerwie wywołanej „wstrząśnieniem mózgu”, którego doznał w drugim meczu serii, wszedł w rytm meczowy.
Pomysł trenera Tiago Splittera obejmował między innymi:
- krycie Wemby’ego przez Jrue Holidaya / Toumaniego Camarę pre-rotujących, zmieniających się wobec pick and rolla
- granie wycofanym środkowym kryjącym „na radar” któregoś z graczy (Castle)
Holiday traci do Wemby’ego ponad 30 centymetrów, ale wagowo panowie są zliżeni, różnica 3-5 kilogramów. Jrue ma bardzo mocną bazę, jest sprawny, potrafi się ustawić, odebrać nogi wyższemu rywalowi, tak od lat. Dopóki więc Blazers byli w stanie trzymać Victora powyżej trzech metrów od obręczy, wyglądało to nieźle. Jednak gdy ten zrolował po zasłonie niżej i wrzucili mu piłkę, Jrue mógł jedynie rozkładać ręce.
Strzelcy wokół zrobili swoje, Champagnie, Fox, a także ludzie, których Blazers celowo odpuszczali, jak Castle czy nawet rookie Carter Bryant, potrafili trafić za trzy. Czterej wymienieni panowie uzyskali łącznie 11/21 zza łuku, a gdy zaczęli trafiać, gra prędko przeszła na stronę gości.
Druga połowa to 73:35 dla Spurs! Patrzyłem jak Deni „Turbo” Avdija (26 punktów 3 asysty) rozpędza się, mija obrońcę, chce kończyć akcję, jak to ma w zwyczaju, ale widzi Wemby’ego i wpada w popłoch, szuka awaryjnie podania, nie wie co robić. Presja na obręcz zmalała, Spurs grali z kontry, skończyło się rumakowanie. Pod koniec zrodziło to uzasadnione frustracje miejscowych:
Uwaga: nie ma i nie było w NBA takiego obrońcy jak Wemby. To jest rzecz bez precedensu. Jak go nie połamią (tfu, tfu!) to Spurs bardzo, ale to bardzo ciężko będzie ubić w serii, a już na pewno przekracza to możliwości Portland. Na koniec dodam tylko niechlubną statystykę Scoota Hendersona: zero punktów 0/7 z gry zero zbiórek 2 asysty w 27 minut spędzone na placu. Kurtyna!
Rockets 115 Lakers 96 [1-3]
Nadeszło spodziewane, LeBron James się w końcu zmęczył (10 punktów 9 asyst 8 strat). Przy stanie 3-0 panowie nieco odpuścili. Układu nerwowego nie oszukasz, Rockets mieli nóż na gardle i to oni grali mocniej. Kluczowa okazała się trzecia kwarta, a gdy kropki w głowie połączył i temat skleił wariacik Tari Eason (20 punktów 8 zbiórek 5 przechwytów) nie było zmiłuj. Trójka nie siedziała gościom, zaczęli kalkulować i mentalnie skapitulowali.
Lakers popełnili aż 24 straty (!) które Rockets zamienili na 30 punktów. Austin Rivers miał zagrać, ale nie zagrał ostatecznie. To samo po stronie Kevina Duranta. No i dobrze, niech to jeszcze potrwa, jak to napisał kolega w komentarzu „spieszmy się pisać o obydwu drużynach, bo tak prędko odpadają”.
Moją uwagę po raz kolejny wraca arbiter James Williams, ten sam który ostatnim razem ukarał Devina Bookera faulem technicznym za próbę uratowania piłki wychodzącej na aut. Ten sam, który sędziował trzeci mecz Spurs i Blazers. Tym razem pan Williams wyrzucił był z boiska trzech ludzi. Najpierw się przedramię DeAndre Aytonowi ze spoconych pleców Senguna ześlizgnęło (flagrant 2 LOL):
Starałem się utrzymać Senguna na kontakcie, obaj byliśmy spoceni. Zszedł bardzo nisko na nogach, przedramię mi się ześlizgnęło z jego pleców i nieopatrznie trafiłem go w głowę. Wygląda to okrutnie na powtórce, ale ja naprawdę nie jestem brudnym graczem, to w ogóle moja pierwsza dyskwalifikacja [Ayton]
A następnie zobaczyliśmy podwójną dyskwalifikację za TO:
Tak czy inaczej, jeszcze przed wysadzeniem Aytona, gospodarze prowadzili dwudziestoma punktami, a obraz gry jednoznacznie wskazywał na gospodarzy. Nie sądzę więc, aby decyzja sędziego w jakikolwiek sposób wypaczyła wynik zawodów. Wiem, że są wśród nas liczni kibice Los Angeles Lakers, więc podaję co wiem:
- Austin Reaves może / powinien dołączyć do drużyny już w kolejnym spotkaniu
- Luka Doncic ponoć już trenuje, ma być dostępny do gry w pierwszym lub drugim spotkaniu (ewentualnej) II rundy
A zatem porażkę dzisiejszą można traktować jako „błogosławieństwo” kolejnych parę dni na powrót do zdrowia dla Słoweńca. Trzymamy kciuki. Jeśli wierzyć obrazowi gry i statystyce, w półfinałach konferencji Lakers zmierzą się z obrońcami tytułu. Ci są bez Jalena Williamsa, więc może nie będzie to tak jednostronna seria, jak się wszystkim wydaje, co? Jak sądzicie?
Dobrego dnia wszystkim, Patronami odcinka są Łukasz Wikuś Domański oraz Woytck, dziękuję uprzejmie, sama radość z Wami! B










Pytanie do admina:
Orlando Magic – wiadomo, że sezon poniżej oczekiwań ale jeśli jakimś cudem przeszli by do drugiej rundy czy nawet wyżej to ten układ osobowy jaki tam mają (mam na myśli trener + dwie wchodzące sobie w drogę gwiazdy Franz i Banchero) będzie do utrzymania czy jednak zmiany są konieczne bez względu na wynik? Może Mosley to bardziej playoffowy coach (matchupy itd.) niż na RS i stąd (+ kontuzje) taki słaby wynik w RS? W końcu gdyby nie fatalna 3 kwarta w G2 to cieżko powiedzieć że grają gorzej od jakby nie było 1st seed na wschodzie.
i pytanie pod debatę i inspirację dla Magic (sporo gdybania i retoryczne pyt), czy Warriors powinni zmieniać pastora Marca Jacksona na komentatora sportowego i GMa Steva Kerra?
czy dobrze zrobili stawiając na Stefka a nie Monte wtedy (teraz wiemy, że tak)?
no i drafty prawdopodobnie za sprawą zespołu Jerrego Westa….
i przełóżmy to np na obecnych Magic
czy nawet przejście R1 powinno być bez zmian
Dorzucam cegiełkę do Q&A:
Czy obecnych Timberwolves stać na udział finale, czy to Nuggets się po prostu posypali?
i czy Minnesota jest mocna jak kiedyś kiedyś Phoenix, Sonics, Suns, Knicks, Jazz, Spurs, że mocni ale mają sufit i tyle…. czy zmiana trenera i jakaś roszada spowoduje w następnym, zdrowym sezonie finały (i nie chodzi o sprowadzenie Ja dla Anta)
Ja dla Anta to jak Trae dla Atlanty, skąd ten pomysł? Obaj do cyrku, kury szczać prowadzić!
szanowny kolego, to się nie zrozumieliśmy, chodziło mi, czy Wilki potrzebują małej roszady, 1-2 graczy mocny PG/SG dla Antka (i NIE jak Ja, o którym część mediów wspominało w lutym, żeby go sprowadzić)…. NIE JA, jeszcze raz, czy Wilkom nie wystarczy mała a znacząca zmiana do sukcesu…. czy nie ma znaczenia i pewnego progu i tak nie przeskoczą (jak wymienione drużyny). serdecznie pozdrawiam
Jeżeli wrócą Reaves i Luka to seria z OKC może wcale nie być tak jednostronna jak się wydaje. Pamiętajmy kto ostatni wyrzucił OKC z Play Off-ów i przypomnijmy sobie dlaczego 🙂 Jeżeli ktoś ma poradzić sobie z uporczywym defensem na piłce Thunder to nikt inny jak Lakers z dwoma elitarnymi ball-handlerami otoczonymi Lebronem i Smartem, którzy coś tam jeszcze miną i pokozłują. Trzymam kciuki za zdrowie i dobrą formę role playerów Lakers – czuję, że będzie seria!
Lecz jak prorok z Triestu, wiesz, mogę się mylić 😉
Chciałbym żeby była zacięta rywalizacja, ale do tego trzeba dać więcej grać Vanderbiltowi przeciwko SGA, musi grać minimum 20-25 min w meczu i do SGA przykleić. Gdyby mu się udało choć trochę go ograniczyć, to możemy oglądać koszykówkę na wysokim poziomie.
Nie widzę tego, jak miałaby funkcjonować w takim układzie ofensywa Lakers. Luka swoje wrzuci i rozda, wiadomo (o ile zdąży wrócić na tę serię). Natomiast resztę OKC powinno pokryć bez większych problemów. Zwłaszcza, jeśli będzie Vanderbilt na parkiecie.
Ale jestem fanem OKC, więc może to tylko mój bias.
Też liczę na to, że będzie walka i nie skończy się szybko. Niestety, wraz z powrotem Luki i Reavesa wracają też dwa, dość słabe punkty w obronie.
To trochę legenda z tą słabą obroną u Lebrona, AR i Luki, po prostu odpuszczają w regular season. Gwiazdy wchodzą w playoffs na wyższy poziom.
nie ma i nie było w NBA takiego obrońcy jak Wemby – to porównanie proszę do np.
Hakeema, Wilta, Billa Russella, D. Robinsona, Shaqa, Kareema, Duncana topki
czy *Ewing, Wallace, Mutombo, Mourning
może być polemika, ranking, lista, odniesienie się… to 3 sezon Wembego
np. Kareem był 11 razy all defens. a reszta nazwisk ma historyczne akcje i rekordy (więc na razie porównujemy ten sezon i potencjał, bo nie wiemy ile lat będzie grał_)
czy najbardziej wypoczęto to RS i teraz PO są (i będą) OKC, Celtics i Spurs ?
a najbardziej OKC
i czy będzie miało to (bez kontuzji) przełożenie na finały
intensywność AR i Luki przy ewentualnym powrocie….czyli jak sensownie wrócić np. na małe minuty pod koniec meczu z Rockets jeśli mają być gotowi na G1 z OKC, czy gdzieś z OKC jeśli będzie cień szansy na zwycięstwo czy na honorowe wydarcie 1-2 meczy…. czy patrzeć tylko i jedynie na ich zdrowie, perspektywę i długowieczność, patrz kontrakt Luki, przedłużenie AR i budowa składu latem w sensowny zespół contendera (może i z Lebronem za min. kontrakt… tak piszę o min. tylko dlatego, żeby spięło się finansowo ściąganie zadaniowców i pełnego składu 12-13 graczy… Bron pokazał, że umie i pomimo kontuzji lepszy niż drożsi Butler przed kontuzją, Embid, PG, KD, AD, i trochę jeszcze, ale nawet z 30mln i przedłużenie AR, to się nie zepnie nawet z wysokimi podatkami).. a chyba te PO i runda z OKC ma wpływ na kontrakty i off season
Harden nawet w latach swojej świetności błyszczał tylko w sezonie regularnym. W playoffach nie tylko teraz, ale zawsze był to zupełnie inny zawodnik. Moja teoria jest taka, że na jakieś trofea, pierścienie i takie tam, to on ma totalnie wywalone. Płacą mu za sezon regularny i wtedy nie można powiedzieć, daje z siebie wszystko, ale playoffs to już gra zdecydowanie o tytuł i jego poczynania na boisku w tej fazie rozgrywek przez całą przecież wieloletnią karierę, aż nadto pokazują jego podejście i chęć walki o coś więcej niż pieniądze.
czy stawia go to na równi z Melo
Hola, hola, w OKC miał PO rzekłbym wybitne
1) dlaczego praktycznie nikt nie lubi OKC i chce żeby głupi ryj sobie rozwalili? zazwyczaj jak młoda drużyna gra efektownie, efektywnie i prezentuje zróżnicowaną grę to szybko zdobywa sobie fanów nawet wśród starych dziadów, a gdzie nie widzę jakieś sondy najbardziej nielubiana drużyna i gracz ligi to wygrywają oni oraz Dort i SGA, wydaje mi się, że ogół fanów nie trawi ich nawet bardziej niż Celtics kiedy 2/3 swoich rzutów oddawali za 3, masz jakiś swój pogląd na to, a może mi się tylko yo wszystko wydaje?
2) wpadła mi mimo wszystko dość szokująca ciekawostka statystyczna – Joker nigdy nie wygrał serii playoffs z drużyną, która wygrała w regularze 50+meczów, czy mimo oczywistej wielkości tego gracza może to być dowód na jakąś jego słabość?
Jest chyba coś na rzeczy z tymi OKC. Myślę, że pierwszym z powodów jest odczucie, że są mocno faworyzowani przez sędziów (z SGA na czele). Raz, że w zasadzie od zawsze było tak, że sędziowie nieco inaczej patrzyli na zespoły, które wcześniej wyrobiły sobie mocną pozycję, ale wynika to też z ich agresywnego, intensywnego stylu gry. Po drugie: część ludzi (nie tylko w Polsce…) po prostu nie przepada za tymi, którzy wygrywają i odnoszą sukcesy, a przecież chyba nikt nie ma wątpliwości, że Thunder w tym roku również są głównym faworytem do tytułu (chociaż nie murowanym). Interesuję się nie tylko koszem i np. w darcie od paru lat rządzi 19 letni (choć wygląda na 2x tyle) Anglik Luke Littler. Co roku właśnie w Anglii odbywają się MŚ i na ostatnich, gdy wychodził na swoje mecze, dostawał solidną porcję gwizdów i buczenia od brytyjskich fanów. Ludzie kochają niespodzianki i mają trochę dość gościa, który wygrywa wszystko jak leci, a w sporcie przewidywalność = brak emocji. Wracając do OKC, nie przypominam sobie, żeby rok temu, kiedy jeszcze nie byli mistrzami, wszyscy dookoła mieli do nich podobny stosunek co teraz, a już na pewno nie w takim wymiarze.
Ja kibicuje OKC jeszcze za czasów jak wybrali KD w trafcie jeszcze jako Sonics.
to że AR lub LD wrócą nie znaczy że z marszu będą w mega formie. A tylko wtedy możemy zaczynać myśleć że mogą wygrać serię z OKC. LAL maja bardzo mały margines błędu a OKC bardzo duży.
Oczywista, oczywistość. Ale jak zawsze kibicujemy słabszym.
Czyli Jazz i Sonics ponad Bulls MJa było, Knicks and Spurs, Pacers Reggiego nad Lakers itd 😉
Okc SGA dopiero 1 miśka przytulili, jako i bucks, denver…gdyby zostali dynastią na miarę gsw, Spurs to pewnie więcej przybędzie i fanów i antyfanów
Smart zawieszony na game 5. Ktoś tu manipuluje serią i kombinuje żeby było 7 gier.
O czym ty piszez?
Był wczoraj taki news na FB. Ale jak przeszukałem Internet, to nigdzie indziej nie znalazłem. Wydaje mi się, że jednak to fake, ale wczoraj tego nie wiedziałem 🙁
Cześć, dzięki za art. Pytanie: co się do ****** ***** dzieje z Jokerem?!?
jest mowa o kontuzji dłoni i w kuluarach, że jest chory tylko gra a sztab milczy pod publikę (żeby kibicom morale nie psuć)
Jak tak patrzę na Castla z SAS z tymi jego „elektrycznymi” zmianami kierunków, skokami, zrywami itp to widzę młodego Dericka Rose z początków kariery. Obym był złym prorokiem, ale tu też kolana po pewnym czasie wysiądą…
Najlepiej tak nie mowic
OKC – LAL 4:0
Rondo piękny gracz, dzisiaj cięzko znaleźć takiego PG co Ci rozda 20 asyst i nie będzie pałował żeby double-double uskładać. Gdyby nie brak rzutu, byłby Hall of Fame, ciekawe jak sobie poradzi z mieszanką w szatni.
„(…)Queta popełnił dwa przewinienia w trzy bodaj minuty i poszedł siedzieć (na ławkę).”
Piękne, zaśmiałem się na głos.
Dziękuję, wiedziałem, że ktoś doceni 😀
Kto był według Ciebie lepszy Wadę czy Harden ?? Bo według mnie Harden nie ma nawet podjazdu do Prime Wade ale niektórzy „eksperci” toczą debatę
prime Wade vs prime Broda ?
no i wieczne pytanie indywidualnie (cyferki) czy drużynowo ?
i chodzi co oni osiągali, styl gry, co ich drużyny osiągały, czy też z kim grali (zespoły i ich wyniki)?
powinno być równoważne, ale już tłumaczę na przykładzie His Airnessa, zanim zdobył tytuł, ba zanim wszedł do finałów, miał niesamowite cyfry i go klepali wszyscy, finałów nie powąchał (fakt), kiedy odpalił drużynowo (nastąpiła pewna redukcja jego indywidualnych wyników) i poleciało 3peat, przerwa, 3 peat
a bardziej ekstremalny przykład Bill Russell (wszystko dla drużyny i poświęcenie stat, podobnie Duncan) vs WIlt Chamberlain (cyfry nie do pobicia a drużynowo słabiej), gdzieś pomiędzy Kareem, Steph, itd itd
A który z nich wygrał ze swoją drużyną mistrzostwo grając jako pierwsza opcja? 😉
Pytanie: W jaki sposób powinni grać NYK żeby możliwie szybko wygrać swoją serię pf.
No i Pistons kolejny rok pokazują jacy to są Bad Boy 2.0. Bardzo na nich liczyłem w tym sezonie.
LAL zbudowali drużynę, widać, że tam po prostu coś przeskoczyło. A jak się ma drużynę i team spirit na odpowiednim poziomie, to i można pogonić OKC w play offach..
Austin wraca na game 5, Dziadunio dostał 2 dni na odpoczynek, szykuje się moje ulubione: „Lakers in 5”.
A dalej? Jak Luka wróci i nawiąże do swojej marcowej formy, to będzie seria z OKC.
Czekam na opinię co do przyznania ROTY Flaggowi a nie Knueppelowi
Podobne pytanie do tego które zadał @Capital D:
Co mógłby lub powinien zrobić Bickerstaff by Pistons nie było w miejscu w którym jest?
Czy w ogóle mógł coś zrobić? Czy też, wg powiedzenia „tak krawiec kraje jak mi materii staje” , przy chronicznym braku strzelców, nie dało się wymyślić więcej….
Przykro patrzeć na poniżenie drużyny, która w zasadniczym zrobiła piorunująco dobre wrażenie chyba na wszystkich…
Szkoda że nie podziałali w okienku transferowym. Podpisanie Huertera to żart smutny…..w tej serii nie istnieje gość….
Jeśli za sezon zasadniczy Bickerstaff otrzyma Coucha of the Year, to będzie smutna nagroda ….
Czasami o niektórych zawodnikach mówi się, że są dobrzy na RS, ale już w playoffach bywa różnie. W przypadku Pistons najprościej można by napisać, że Bickerstaff nie umie w playoffs, ale tak naprawdę co może zrobić trener, jeśli zawodnicy trafiają 20% za trzy (teoretycznie najlepszy Robinson 1/6). Tak jak admin wcześniej pisał, nie ma strzelców w Detroit, na tym polu kierownictwo zawaliło sprawę. Szkoda, bo fajnie się ich oglądało w tym sezonie. Cade jest dobry, ale sam nie daje rady, także mentalnie po sytuacjach, gdy odrzuca np. na obwód, a kolega z czystej pozycji ledwo dorzuca do obręczy.
W kontekście rywalizacji Detroit z Orlando najśmieszniejsze jest to, że Bickerstaff może otrzymać miano najlepszego trenera RS, a Mosleya już prawie wszyscy zwolnili, a za chwilę polecieć może ten pierwszy, a drugi zachować posadę. Myślę, że Pistons nie dadzą rady, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi w starciu 1 z 8, ale na parkiecie Magic wydają się być poza ich zasięgiem. Jeśli rzeczywiście przeskoczą dalej, to chyba nikt nie powie, że są bez szans z Cavs czy Toronto. Dopiero NY lub Celtics to mogą być już za wysokie progi, ale finał konferencji? Kto by się jeszcze chwilę temu tego spodziewał, a nie jest to wykluczone.