NBA: Charles Barkley to starszy pan, który nie lubi koszykówki

38

Zanim zacznę się „rozpędzać”, wiedzcie, że Sir Charles Barkley to postać, na której się wychowałem. Znam wszystkie jego osiągnięcia, statystyki i punkty zwrotne kariery. Skalibrować je wszystkie potrafię, umiejscowić odpowiednio w pamięci, na mapie, w historii i tradycji NBA.

Gdzieś do trzydziestego roku życia facet budził powszechny respekt na parkietach jako… co tu wiele gadać: „genetyczny wybryk natury”. Iście końskie miał odbicie, piekielną dynamikę, ciasno upakowaną, potężną masę, nisko osadzony środek ciężkości, dupsko odstające, z którego nauczył się robić użytek pod koszem. Jako jeden z nielicznych stawał w szranki z Michaelem Air Jordanem, jako jeden z nielicznych nie czuł strachu przed MJ-em. Przy wzroście 196 centymetrów ważył pod 115 kilogramów (!) biegając przy tym ekspresowo od kosza do kosza, dryblując piłkę i blokując rzuty po wyskoku z miejsca. Popatrzcie sami: 

Najlepsze lata kariery Barkleya przypadły na okres gdy miał 24-30 lat, potem zaczął się powolny zjazd do bazy i odcinanie kuponów. Po latach (z pewnego rodzaju smutkiem) przekonaliśmy się, że niemal cały swój sukces Chuck zawdzięczał genetyce. Jego warsztat techniczny oraz etyka pracy okazały się niezwykle ubogie i to jest moim zdaniem główny powód, dla którego nigdy nie sięgnął po tytuł mistrzowski. 

W 1993 roku z rąk Davida Sterna odebrał statuetkę MVP, jego Phoenix Suns grali w Finałach, moim pierwszych finałach jako kibica NBA, ale to był najwyższy poziom, najwyższy ze szczytów, na jaki Charles był w stanie się wdrapać. 

Ciekawostka: w całej historii ligi jest zaledwie ośmiu MVP sezonu regularnego, którzy nigdy nie sięgnęli po tytuł. Wszystkich powinniście znać, albo przynajmniej o nich słyszeliście, prawda? 

  1. Karl Malone (3 finały: 1997, 1998, 2004)
  2. Charles Barkley (1 finał: 1993) 
  3. Allen Iverson (1 finał: 2001)
  4. Steve Nash (4 razy finał konferencji: 2003, 2005, 2006, 2010)
  5. Derrick Rose (1 raz finał konferencji: 2012)
  6. James Harden (1 finał: 2012)
  7. Russell Westbrook (1 finał: 2012)
  8. Joel Embiid (6 razy „druga runda max”)

Krótka lista lista zważywszy aż osiemdziesięcioletnią historię NBA. Ostatni trzej wciąż są aktywni, jeszcze mają szansę na puchar, ale jakoś cienko to widzę. 

Wracając do Barkleya, nie było szans na utrzymanie dotychczasowego poziomu. Ciało obrosło w tłuszcz, w jednej chwili zabrakło szybkości, motoryki, pozostała jedynie niezamykająca się buzia. Tyle, że cała jego „sportowa złość” również okazała się wytworem boiskowych zmagań. Wkurzał się, więc dokazywał: gadał albo ciskał piłką w rywali. Wszystko to skończyło się w jednym momencie. W momencie, w którym przestał grać, zamienił się w Homera Simpsona.

Zaraz po odwieszeniu butów na kołek w 2000 roku, Barkleya przechwyciła telewizja TNT. W jednej chwili z tytana przemienił się we wcinającego pączki pana w średnim wieku narzekającego na pogodę i ból w kolanie. I tak od dwudziestu sześciu lat bawi ludzi w studiu telewizyjnym. Ma śmieszne powiedzonka, specyficzną manierę mówienia, lubi żartować, również z siebie. W skrócie: najął się na błazna, a o samej koszykówce wie oszałamiająco niewiele. Chłopaki w studiu śmieją się z niego, robią mu psikusy, a czasem na odwrót, wspólnie ze scenarzystami, Barkley mści się na kolegach i to jest zabawne, swoiste Muppet Show.  

Koszykarze traktują go z dystansem, jak wesołego wujka, który lubi koszykówkę. Tylko czy Charles Barkley faktycznie lubi koszykówkę? Trzecią dekadę słyszymy z jego ust niemal wyłącznie krytykę względem występów czy ubioru graczy, względnie polityki zespołów. Powód jest prosty, szesnaście lat kariery Sir Charlesa zapewniło mu zarobki w kwocie 44 milionów dolarów. Dziś największe gwiazdy zarabiają tyle w sezon stąd niechęć jest wyczuwalna. Reszta to efekt zmian przepisów, ewolucja gry, niezrozumienie realiów dzisiejszej NBA i nostalgia za tym, co minęło.

Z indolencji Charlesa zrobiono nawet segment programu! Who he play for, czyli w jakim zespole gra dany zawodnik, znacie?

Bywa często, że Charles nie ma pojęcia czyje mecze komentuje, nie potrafi wymówić nazwiska czołowych europejskich gwiazd, otwarcie przyznaje, że prywatnie nigdy nie ogląda meczów. Siedząc w studiu zdarza mu się przysnąć. Nic to, najważniejsze, że ludzie się śmieją. Jest pierdzenie, walenie w stół, podstawianie sobie nóg, zupełnie jak w szkolnej ławce. 

Nic nowego właściwie, dlaczego więc o tym piszę? Widzieliście co na dniach powiedział nasz 63-letni weteran, członek NBA Hall of Fame? Czy to już starcze zdziecinnienie czy po prostu głupota i brak refleksji?

Serio to ma być ambasador sportu, twarz produktu, jakim jest NBA? To jest człowiek, który dzięki koszykówce stał się milionerem, idolem publiczności? Powiem delikatnie, nie spodobało mi się co usłyszałem: 

– Grać w kosza dla przyjemności? Nigdy w życiu!!
– Bez obrazy dla nikogo, ale grać przeciwko lokalnemu hydraulikowi czy elektrykowi mnie nie kręci
– Miałbym się przed rodziną chwalić, że pokonałem kucharza, litości…
– Kilka lat temu chodziłem na siłownię i patrzyłem jak amatorzy grają w kosza 
– Kłócili się, faulowali, każdy mecz był jak Game 7.
– Śmiałem się z nich za każdym razem
– Oto dlaczego nie gram z wami przegrywy!

This is why I don’t play with you losers [Charles Barkley]

Serio takie słowa wypowiedział. Moja interpretacja poniżej: Sir Charles nie lubi grać w kosza, bo gdy przeminęła fizyczność nie zostały mu w zasadzie żadne umiejętności. O tym jak mało jest zręczny niech zaświadczy jego swing golfowy, haha.

Nigdy też na dobrą sprawę nie umiał rzucać do kosza. Nigdy nie dorobił się techniki, która pozwoliłaby mu zachować jakąkolwiek powtarzalność. Jego dieta i złe prowadzenie się doprowadziły ciało do stanu, w który lokalny hydraulik czy elektryk, regularnie dbający o zdrowie, miałby realne szanse skopać mu tyłek. 

Z kolei brak zrozumienia dla „rywalizacji” jaka ma miejsce między amatorami świadczy wyłącznie o szalonym ograniczeniu percepcyjnym. 

Patrząc na Barkleya widzisz grubasa, który zaraz powie coś śmiesznego. Oto jego spuścizna od ćwierćwiecza: być clownem w cyrku. Spuścizna, która spuściła kurtynę politowania na tych kilka świetnych lat, jakie zaliczył na boisku. Oglądamy takich w telewizji i śmiejemy się, bo nie ma nic lepszego niż poczuć się dobrze czyimś kosztem. Poczuć komfort wynikający z przekonania, że intelektualnie wyprzedzasz jednego czy drugiego, Barkleya albo Kendricka Perkinsa. Mam jedynie nadzieję, że nie kształtują oni naszego sposobu patrzenia na świat, bo reprezentują świat godny politowania, naprawdę. 

Koszykówka? Koszykówka to piękna gra, którą warto uprawiać nie tylko za dzieciaka. Dopóki zdrowie pozwala zawiązać sznurówki, warto kozłować, podawać i rzucać. Weźmy nasze GWBA Camps, mnie nie interesuje w ogóle gra oparta na żywiołowym bieganiu od kosza do kosza, ale współpracy, sprycie i technice. Tempo jest trzykrotnie niższe niż w NBA, ale radość trzykrotnie większa, zwłaszcza jeśli czujesz się członkiem drużyny, wiesz jaką pełnisz rolę i ją akceptujesz. Gdy każdy na parkiecie wie mniej więcej co powinien robić, ta gra nie ma nic wspólnego z kłótniami i faulami, o których mówił Charles. Do tego jednak trzeba nieco głębszego zrozumienia, do tego (zapewne) potrzebny jest trener. Tak to widzę, a Wy? 

Kolejna edycja GWBA Camp odbędzie się 10-13 września w Płocku. Tym razem planuję wyjątkową edycję, edycję turniejową. „Plan taktyczny” jest następujący: 

– wszyscy, którzy przyjeżdżają na camp po raz pierwszy, w czwartek przed obiadem przechodzą tzw. showcase training
– niespełna godzina na sali, proste ćwiczenia, żadnego forsowania, trenerzy sprawdzają warunki, formę i możliwości
– podczas obiadu robimy draft, dzielimy się na trzy lub cztery zespoły 
– jedna z czterech ekip być może będzie lokalna, złożona z miejscowej grupy pasjonatów w wieku 40+ lat 
– w czwartek wieczorem odbywamy pierwszy trening już w podziale na drużyny
– w piątek odbywamy drugi trening (każda ekipa w założeniu prezentować będzie nieco inny styl gry)
– w sobotę gramy mecze półfinałowe
– w niedzielę mecz o trzecie miejsce oraz finał
– zespoły są minimum ośmioosobowe, szczególną uwagę zwrócimy by nie przeforsować chłopaków
– w międzyczasie integracja, wspólne atrakcje, wyjścia na miasto, rozmowy do białego rana, haha

Charles Barkley tej idei nigdy nie zrozumie, ale na szczęście niepotrzebne nam jego błogosławieństwo. Ze swojej strony nie obiecuję Wam zwycięstwa, ani pokaźnych statystyk, ale gwarantuję pokaźny materiał do przemyśleń, bodziec motywacyjny, poznanie nowych, fantastycznych ludzi i wymianę doświadczeń. Jeśli masz minimum trzydzieści lat i chcesz do nas dołączyć, pisz maila: [email protected]

Pozdrawiam serdecznie, Bartek Gajewski 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Strasznie ostatnio marudzisz. Jak Charles.

    Chyba ma chłop prawo nie grać w basketa? Najwidoczniej lubił rywalizację i bez niej mu się nie chce.
    W TV przywdziewa maske i ma personę zrzędliwego śmieszka? Kto w TV jest w 100% sobą?
    To mówienie, że zawdzięcza wszystko genetyce…bo dzisiaj koszykówka jest dynamiczna i wszyscy rzucają i są tacy super taktycznie. W swojej erze był jednym za najlepszych – najwidoczniej robił wystarczająco wiele, żeby nim byc. W ten sposób można każdego zawodnika zjechać – jeden za mało na siłę, drugi za mało rzucał, a trzeci za slabo dryblowal….wystarczylo żeby tylko ćwiczyli wszystko i nie bazowali na swoich naturalnych atutach 😀

    (60)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Mnie się nie spodobało, co powiedział. Nie przepadam za tego rodzaju „widowiskowymi”, a zarazem mało inteligentnymi ludźmi, nawet jeśli są czasem zabawni. Historia Barkleya to w sumie uniwersalna lekcja. Dopóki coś łatwo ci przychodzi, dajesz czadu. Gdy pojawiają się pierwsze trudności, odpuszczasz. Ilu już było w historii (nie tylko NBA) takich słabych charakterów, niezdolnych do adaptacji, rozkapryszonych? Czy to są idole i czy po zakończeniu kariery powinno się ich koniecznie stawiać przed kamerą? Niech każdy rozstrzyga po swojemu kto jest „loser” a kto nie.

      (-22)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        ps. żaden człowiek nigdy nie powinien być idolem/bożkiem (a w praktyce tym często są „znane twarze”), inspiracją owszem, lekcją (tą na + i -) owszem, idolem – nie

        (23)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie, stary, nie rozumiesz o co mu chodzi. W/g mnie (i kilku innych byłych zawodników, których znam ) w pewnym wieku/momencie życia (grając z „elektrykami, hydraulikami”) przychodzi refleksja „po ch… mi to wszystko? Po co mi te łokcie, rywalizacja, zaciekłość, krzyki, pretensje? Chciałem się poruszać, pobiegać porzucać, a ci amatorzy grają, jakby to był game7”. Miałem ten moment grając już po 40 w amatorskiej drużynie. Od tamtej pory (10 lat) raz byłem z dzieckiem na boisku, niedługo pójdę z nim drugi raz, może coś zaiskrzy i będę chodził częściej (dla młodego).

    Dla mojego ciała lepszy jest badminton; będąc oburęcznym angażuję całe ciało ale bez znaczących przeciążeń. Mniej kontuzji = milsze życie. Fajne jest pływanie ale w jeziorze, czy morzu.

    Z koszem mam tak, jak z bieganiem; zrobię sobie w końcu tą koszulkę „nie biegam, bo nie lubię” albo „już się nabiegałem”. Moją pierwszą poważną dyscypliną były biegi długodystansowe. Raptem na poziomie wojewódzkim ale i tak się nabiegałem, wystarczy mi.

    (30)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      To oczywiste co piszesz, również znam ludzi dla których koszykowka jest lub była praca. Czasem masz zbyt zniszczone ciało, czasem boisz się kontuzji, bo nie jesteś w formie , czasem rezygnujesz , bo czujesz że będzie za ostro. Nie nazywasz jednak ludzi grających hobbystycznie looserami i to publicznie, nie chełpisz tym że bez kasy nie grasz, a od czasu do czasu z miłości i tęsknoty do dyscypliny oddajesz parę rzutów gdy gdzieś klepią piłkę. Jeśli opierałeś się wyłącznie na progresie , kasie i rywalizacji, to były twoje moce napędowe a nie sama dyscyplina. Nic mi do tego, ale jaki wówczas z ciebie ambasador basketu?

      (5)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Niby tak, ale warto pamiętać, że Chuck wywodzi się z pokolenia, które nie rozumie pojęcia poprawności politycznej i przez ostatnie 25 lat płacili mu za bycie publicznym śmieszkiem a nie „role model” dla dzieci. Również wydaje mi się, że on nie chciał nikogo urazić tylko taki już jest jego sposób bycia/ wypowiedzi i się nie będzie zmieniał na stare lata, bo zmiana przyzwyczajeń nie jest prosta 🙂

        (15)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        A nazywanie koszykarzy idiotami na niszowym blogu o koszykówce jest ok? Tak tylko pytam Panie Kapiszonie.

        (8)
        • Array ( [0] => administrator )

          Idiota nie padł nigdzie. Przykre, że muszę zbierać epitety pod swoim adresem ilekroć pojawi się krytyczne myślenie w artykułach, ale przyzwyczaiłem się. Jesteś super, Ty i niektórzy koledzy tutaj, dzięki serdeczne.

          (5)
        • Array ( )

          kilka cytatów…

          „Patrząc na Barkleya widzisz grubasa, który zaraz powie coś śmiesznego. Oto jego spuścizna od ćwierćwiecza: być clownem w cyrku.”
          – wyśmiewanie i piętnowanie i samego człowieka i jego zachowania (zachowanie w programie chwalebne nie jest, widać taki format i niestety znaleźli się pracownicy, bo podcast samego Erniego i Charlesa jest inny. Podobnie robił Shanon, Skip, Steven…. zasada, że masz się pokłócić, obśmiać, nawet jak się zgadzacie… Max Kellerman, mówił o tym jako presji i jak nie umiał odnaleźć się w pewnym momencie, żeby na siłę zawsze szukać konfliktu i rotować stronami….dla widowiska, taka wieczna debata w opozycji, stała kontra i napięcie)

          „Spuścizna, która spuściła kurtynę politowania na tych kilka świetnych lat, jakie zaliczył na boisku.”
          – ale ta praca to był tylko sport, dosłownie, tak działa rozrywka od lat, to znane twarze

          „Oglądamy takich w telewizji i śmiejemy się, bo nie ma nic lepszego niż poczuć się dobrze czyimś kosztem. Poczuć komfort wynikający z przekonania, że intelektualnie wyprzedzasz jednego czy drugiego,…”
          – i tu część (wielu) znajduje rozrywkę (w porównaniu do socjal.med. i tak delikatne), nie do pochwały. Jednak wydawało mi się, że potępiasz to zachowanie (te tv show) a jednocześnie cały wpis (ironicznie? przypadkowo czy celowo?) jest dokładnie tym co napiętnujesz – jest tym poczuciem wyższości czyimś kosztem (tu emerytowanego sportowca)? czy przekaz miał być inny, czy to po prostu reklama campów?w takiej „nietypowej” delikatnie mówiąc konwencji?

          (4)
        • Array ( [0] => administrator )

          Odpowiadając: nie, nie czuję się dobrze czyimś kosztem, nie czuję się lepiej. Tego rodzaju krytycznymi wpisami jedynie tracę i mam tego świadomość.

          Wiem doskonale jakie treści sprzedawałaby się lepiej każdego dnia, przecież pudelkowe GWBA były przed laty największe zasięgowo w Polsce, ale ja w pewnym momencie już nie potrafilem i nie potrafie tworzyć treści dla debili, a tym właśnie jest Internet z barkleyem czy innym boxdelem w centrum.

          Potępiam brak intelektu idola Barkleya, zwracam przy okazji uwagę na potrzebę krytycznego myślenia u ludzi. Mówiąc o pasjonatach koszykówki „losers” CB przekracza pewną granicę. Można się z tego śmiać albo przy okazji pogadać o granicach, które stawiamy w swoim życiu i kim jesteśmy.

          To jest trudne, wymaga wysiłku więc powstają komentarze:

          1. Artykuł o niczym.
          2. Nie marudź
          3. Masz się za mądrzejszego? Będziesz mnie pouczał? Mnie oczy otwierał? No to masz zjxbie minusa!
          4. A tu cytat, a tu przecinek a tu hipokryzja, czepianie się sformułowań.

          Młodzi nie kumają, starzy nie lubią protekcjonalnego tonu więc treść faktycznie nietrafiona, sam nie wiem na co liczyłem. Pozdrawiam bez odbioru

          (0)
        • Array ( )

          Z innej strony, czy media komentatorskie/sportowe (i te z tv i włączając milion podcastów byłych zawodników, trenerów, fanaów, antyfanów, grifterów finansowych, reklamowych i live commentary meczów)…czy to się nie zmieniło i nadal nie zmienia? Niestety (nie wiem czy od zawsze), ale idzie w „kontent” czyli klikalność, reklamy, sztuczne kontry, wyśmiewanie (kiedyś były wpadki/bloopers, ale program i Shaq poszli o wiele dalej jadąc i wyzywając Dwighta i Javale cały czas, czy Shaq zmienia się zawsze i staje się na poważnie agresywny, tak wygląda, jak Chuck zarzuci mu coś ze statystyk)….że to wszystko idzie w stałe złe napięcie, nerwy, wyśmiewanie, wyzwiska, reklamy, spór tam gdzie go nie ma (choćby pseudo debaty z krzykami o najlepszych drużynach, dynastiach czy graczach)…. i jak piszesz ci zawodnicy i dziennikarze, stali się twarzami konwencji ?

          np. wydaje się totalnie inny podcast kuzynów Vince i Tracy….spokój, bez bluzgów, napinek, wyśmiewania, palenia trawska w studio, czy mocnych %, jest kilku pojedynczych dziennikarzy co jak wyszli ze stacji na swoje jutuby…. przestali spinać się, krzyczeć, krytykować owszem….ale nie są okrutni, nie obrażają, nie rzucają inwektywami do gości, rozmówców

          I tak można w tv, na yt, czy tu mieć swoje zdanie, tylko niestety …chyba… media publiczne idąc za show i tymi złymi wartościami promują….w skrócie patologię, brak szacunku, wieczny konflikt bo to tworzy zaangażowanie (i pozytywne i negatywne), dla kasy, ten magnes na widza co się bardzo zgadza i bardzo nie zgadza..
          A sam Shaq, Chuck w swojej karierze, sporo pasji, bójek, sporów… nie byli mega rodzinnymi przykładami, więc to nie tyle zmiana na gorsze, tylko kontynuacja, a szkoda,

          (1)
        • Array ( )

          PS. Czy są zawodnicy /trenerzy, których lubisz, cenisz za coś, są jakąś inspiracją już po karierze sportowej ?
          Może tu, może kiedyś, przy okazji nowych artykułów

          (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Staszne marudzenie o Sir Charles’ie. Już nie wiem co gorsze: ustękiwania o Barkleyu czy kolejny już chyba 1267 artykuł o lakersach i Lebronie.

    (6)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    A nie zgodzę się…

    Sir Charles to przedewszystkim talent do wykorzystania swojej fizyczności w niesamowity sposób na czym zarobił 44 miliony.

    Wraz z urazami gra przestała sprawiać frajdę. To przestał grać. A zaczął chodzić do roboty. Teraz mu płacą jacyś idioci za błazenadę w TV. To co ma nie korzystać. Szacun że nikogo przy tym nie udaje pawiana.

    To że Ty jesteś pasjonatem nie znaczy że nie ma innej drogi do zajmowania się koszykowka.

    (22)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Tu kompletnie nie o to chodzi. Było już wyżej napisane dostatecznie dużo. Bardziej chodzi o wywyższanie i naśmiewanie się z ludzi którzy są pełni pasji i grają z pełnym zaangażowaniem mimo że nie robią tego za kasę ani profesjonalnie. Nie chodzi o fakt że on już nie gra, tylko jak traktuje ludzi z góry. Mi strasznie przeszkadza w sportowcach obecnych i byłych ich brak inteligencji i nie chodzi o IQ tylko o taką inteligencję społeczną. Coraz bardziej mi to przeszkadza w czystym odbiorze sportu.
      Sam kończąc przygodę z koszykówką półprofesjonalną w tym momencie z koszykówką mam do czynienia tylko przed TV, ale idąc z dzieckiem na zajęcia dla rodzin do głowy by mi nie przyszło naśmiewać się z innych rodziców którzy potrafią mniej, bo to jest po prostu słabe.
      Rozumiem, że po zakończeniu kariery można nie chcieć uprawiać sportu, który uprawiało się wiele lat. Sam jestem w takiej sytuacji, zauważyłem że głównym napędem do grania była dla mnie chęć rozwoju, progresu i rywalizacji i rozumiem że po kilku kontuzjach pojawia się kalkulacja- czy nie lepiej dla swojego komfortu odpuścić.
      Tak każdy ma prawo do swojej drogi zajmowania się koszykówką- ale róbmy to z klasą nie krzywdząc innych a nie jak pajac.

      (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Sam aspekt sportowy, przecież nie ma musu, by emerytowani sportowcy kontynuowali cokolwiek w ogóle a zwłaszcza w danej dyscyplinie…. sport nie jest czymś ideowo czy moralnie wyższym czy wzniosłym

      (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawe ile pierwszych picków draftu zgarnęło tytuł. To będzie równie krótka lista jak ta z artykułu?

    (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Nie no – pierwsi z brzegu: Karl-Anthony Towns, Andrew Wiggins, Anthony Davis, Kyrie Irving, Dwight Howard, LeBron James, Tim Duncan, Shaquille O’ Neal, David Robinson, Hakeem Olajuwon, Magic Johnson …..

      (4)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Licencia poetica – oczywiście, że lista będzie dłuższa, ale też bez szaleństw.
        Poza tym Howardowi przyznajmy 1/2 tytuł za „miszczostfo z bańki”. 😉

        (-3)
        • Array ( )

          OK, kumam kumam 🙂 – ale lista „jedynek” bez MISIA byłaby chyba dłuższa 😉

          (3)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        1966 Cazzie Russell New York Knicks
        1969 Kareem Abdul-Jabbar Milwaukee Bucks
        1974 Bill Walton Portland Trail Blazers
        1982 James Worthy Los Angeles Lakers

        jednocześnie tak lista jest dziwna,
        np. poza prime, i nie top 3-4 a zadaniowcy to Dwight, Wiggins
        z kolei wielu legend nie jest nr 1 w drafcie (MJ choć z miejsca dobry był czy Kobe co wypracowanie pozopmi gwiazdy zajęło mu 4-5 lat, podobnie Steph)

        PS> w sumie było 80 draftów (czyli 80 jedynek)
        od 1947 do 2026
        od 1989 są już tylko 2 rundy (a nie np. 10 jak drzewiej bywało)

        (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    O u mnie w Płocku. A na jakiej hali będziecie grać? Przyjdę pokibicować bo pograć to chyba już słabo. Z 20 kg za dużo.

    (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To najwyżej staniesz na bramce:)
      A tak na poważnie, to ja na swoim pierwszym campie też miałem za dużo kg (albo w wersji optymistycznej byłem sporo za niski, a w pesymistycznej to piłkę od kosza miałem zawsze pod koszulką).
      Ale po tym jak poznałem tam tylu fajnych ludzi, którzy lubią grać w koszykówkę tak jak ja (sorki Chuck) to dostałem mega motywacji do zmiany, że trwa to po dziś dzień…
      Także może warto się zgłosić, spotkać się z ekipą GWBA Familia i odpalić w sobie iskrę do zmian w swoim życiu:)

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    ciekawszym jest fakt, że zarząd gsw jest w stanie dać kolejne 1-2 sezony Stephowi i to z maxem wg hoopsh. to zmienia podejście Sportowe i cele długoterminowe wcześniej wydawało się pożegnanie Wardella już bez odwrotu

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Ostatnio w KRK jest mieszana pogoda. Tego dnia było słoneczko, delikatny wiaterek , tak ze 23 (sic!) stopnie. Idealnie myślę sobie. Miałem pare godzin wolnego czasu więc postanowiłem że sobie trochę porzucam do kosza. Wziąłem piłkę, pompkę, wsiadłem na rower. Pojechałem nad zalew Nowohucki tam jest eleganckie bojo. Zajeżdżam , patrzę, spoko, jakiś małolat z dziewczyną ( albo siostrą albo koleżanką, nieważne) coś tam rzucają. No to podbijam do nich, pogadaliśmy chwilę , podzieliliśmy się koszami, dobra. Słuchawki do uszu, rozgrzewka i jadę z tematem. Shootaround. Minęło jakoś z pół godziny, obserwuje ich kontem oka widzę że nie grają tylko grzebią w telefonach i zerkają na mnie co chwilę. No to co? Podbijam do nich. Siemanko może zagramy 1na1 . Młody mówi spoko. Ok przegadaliśmy co i jak że bez chamskiej D i wogle, gram pierwszy trafiłem ( o dziwo) bankshot . Super. Teraz młody. Check no i jazda. A ten jak mnie minął w pierwszym kroku to nawet nie wiedziałem kiedy. Raz, dwa i baaang. Paczka z góry.
    Słabo mi się zrobiło.
    Typek mojego wzrostu (173 w butach)
    Graliśmy z godzinkę. Dostałem 32 do 13. Dziękuję.
    A tera puenta. Rozumiem że można nie lubić kalafiora albo nie wiem, disco polo. Ale koszykówki. Hell no!
    I jeszcze ciekawostka. Charles to w skrócie Chuck. To wiadomo. Od tegoż zdrobnienia sir Barkley znany i nazywany jest przez wielu ” Chuckles „. Po Polsku to będzie „chichotek”.
    Pozdrawiam.

    (6)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    w 76ers…..czyli walka o PO, finały i pierścień, choć spróbuje przez 1 sezon….czyli 4 kluby 4 tytuły….?

    to czekamy na analizę wschodu i 76ek
    i czy wypełni czy jak nie pójdzie odejdzie po roku?

    (4)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    czyli 1 sezon próba/walka, w 2gim jak nie pójdzie może odejść (do innego contendera)…i tourne dopiero w Las Vegas, bo już będzie otwarte (i wtedy może do Vegas namawiać AD, Stepha, Greena, 2 synów itd)…

    teraz czy 76 będą próbować usuwać Joela w tym sezonie (jak się nie sprawdzi zdrowotnie….czy oszczędzać go na same PO) ??

    Adminie jak to widzisz sportowo?
    wschód 76 vs knicks, oraz w razie czego 76 vs spurs, 76 vs okc,
    ps. teraz reszta wolnych agentów może być rozdysponowana

    (4)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    3.8 + 4.0 (opcja zawodnika), tak dla niedowiarków co do teorii wyczekamy i idziemy do contendera za min weterana ….teraz bukmacherka idzie na całość

    ps. quo vadis gsw, wczoraj GM ogłosił że mogą dać Sefkowi 1 lub 2 lata na maxie, chcoć chcialiby elastyczny budżet, ale zapłacić mogą (czyli nawet mowa o ok.137/2)

    (3)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Barkley cały swój prime leciał na fizyczności i niesamowitej ambicji sportowej. Czasem wychodził z niego niezły buc na boisku ale serducha do gry nigdy nie dało mu się odmówić. Gość się zestarzał, ledwo chodzi, w wieku 63 lat jedyne co może to niespiesznym krokiem udać się do kibla a nie grać w kosza. Gość jest zasłużenie w Hall of Fame, jest byłym MVP, członkiem jedynie prawilnego Dream Teamu gdzie odegrał jedną z kluczowych ról. Typowie pokroju KG, Sheeda, LJ chłopa propsują po dziś dzień. Zasadniczo jak dla mnie może mówić co chce, czasem się myli, czasem ma rację ale wyciąganie takich wniosków to gruba przesada. Grajcie chłopaki na campach, super temat ale dajcie typom którzy bazowali na szybkości, windzie i ambicji mieć swoje zdanie na temat grania w kosza.

    (5)

Komentuj

Gwiazdy Basketu