NBA: LeBron James nowym graczem Philadelphia 76ers

LeBron James długo trzymał nas w niepewności. W duchu śmiałem się, że cały proces podchodów z nowym pracodawcą powinien się nazywać LeConclave, zaś z komina jego rezydencji powinien ulatywać czarny dym, świadczący o tym, że jeszcze nie podjął decyzji. Wszystkim byłoby prościej. Shams Charania przez ostatnie dwa tygodnie zebrał z pół miliona nowych followersów, każdy wyglądał obwieszczenia, zakomunikowania kolejnej LeDecision.
To niesamowite, że 42-letni zawodowy koszykarz mający w nogach już rekordowe 23 sezony NBA, wciąż jest jedną z najważniejszych postaci światowej koszykówki. W przypadku LeBrona mówimy nie tylko o wybitnym sportowcu, którego „długowieczność” winna być tematem przewodów doktorskich na AWF, ale o istnym konsorcjum biznesowym.
James zmieniający barwy klubowe to żyła złota na którą szczęśliwie trafili Sixers. Mam na myśli popyt na bilety, przychody ze sprzedaży sprzętu, koncesji, licencji, napływ nowych sponsorów, wielokrotnie zwiększoną atencję mediów, co ogółem przekłada się na wzrost wartości rynkowej klubu. Przykładowo, po powrocie Jamesa do Cavs przed dekadą, ci zanotowali 700 procentowy wzrost przychodów ze sprzedaży merchu. Tak to wygląda, tak to się układa, tak to się od lat kula.
W swoim oświadczeniu LBJ informuje fanów, że nie chodzi mu o pieniądze, przenosiny do Philly nie są też optymalne dla jego relacji rodzinnych. Twierdzi, że na tym etapie chce się poświęcić dla drużyny, chce pracować i wygrywać. Ma nadzieję, że dołączeniem do Sixers zapewnił sobie szansę na kolejny mistrzowski tytuł.
Po raz pierwszy w swej karierze James idzie na potężne ustępstwa finansowe. Pod względem stricte sportowym, przyjmując mierniki z ubiegłego sezonu, to jest efektywność, dostępność i zaawansowane statystyki, LBJ jest wart mniej więcej 19 milionów dolarów rocznie.
Tymczasem ten zgodził się podpisać umowę opiewającą na osiem milionów $ za dwa sezony. Jeśli zdrowie pozwoli, rozegra magiczne 25 sezonów NBA i to będzie absolutny rekord. Dla Waszej informacji, średnia kariera koszykarza NBA trwa cztery i pół sezonu (!) a tylko 6% zawodników spędza w lidze dziesięć lub więcej sezonów.
Niniejszym ekipa Sixers „na papierze” wyrasta na prawdziwego hegemona wschodniej konferencji i nie tylko. Popatrzmy:
- PG: Tyrese Maxey / LaBaron Philon Jr (22. pick draftu / 193 cm / playmaker / catch and shoooter)
- SG: VJ Edgecombe / Anfernee Simons / Dalen Terry
- SF: Jaylen Brown / Justin Edwards
- PF: LeBron James / Dean Wade / Dominick Barlow / Jabari Walker
- C: Joel Embiid / Adem Bona / Ariel Hukporti / Johni Broome
Nowe nazwiska podkreśliłem. Co się zmienia? Wszystko się zmienia. Zacznijmy może od tego, dlaczego tak się cieszą dotychczasowe gwiazdy zespołu. Oto jak na decyzję LeBrona zareagowali panowie Embiid i Maxey. Myślę, że słowa w tym wypadku są zbędne:
Obaj mieli świadomość, że brakuje im spoiwa, brakuje im rozgrywającego z charyzmą i mistrzowskim doświadczeniem. Kogoś, kto uchyli przed nimi rąbek tajemnicy, jaką jest koszykówka uprawiana na mistrzowskim poziomie. Kogoś, kto zdejmie z nich brzemię liderowania, świecenia twarzą w obliczu kolejnych… no cóż… niepowodzeń zespołu w playoffs. Nie dalej jak wczoraj pisałem o tym, że Joel Embiid to jedyny gracz w całej historii NBA, który ma na koncie statuetkę MVP, ale w swej karierze nie awansował nawet do finałów konferencji!
Jednocześnie powiedzmy sobie uczciwie. LeBron mówi o „poświęceniu dla drużyny” i ja mu chęci nie odmawiam. Kibice wskazują, że w zeszłym sezonie niejako oddał piłkę w ręce Luki Doncica czy Austina Reavesa, samemu goniąc do kontry czy przejmując rolę stacjonarnego strzelca. Owszem, oddał centralną rolę Słoweńcowi, który na tym etapie kariery jest bardziej efektywnym strzelcem oraz podającym. To była normalna kolej rzeczy, szacunek dla LeBrona, że był w stanie przyjąć na siebie inną rolę.
Dlaczego akurat Sixers?
Wydaje mi się jednak, że w Sixers nie będzie miał takiego komfortu, chcąc nie chcąc będzie musiał wyjść przed szereg, inaczej furmana nie pojedzie, dojdziemy do tego. Najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie: dlaczego akurat Sixers, a nie Golden State, Miami czy Cleveland. Cała trójka czekała, wstrzymała transakcje, transfery, Draymond Green wymówił nawet umowę by się spięło. Nic z tego, pewne warunki widocznie nie zostały spełnione, coś nie zagrało.
O realnych motywach wyboru 76ers zapewne nigdy się nie dowiemy, pozostają nam domysły. Moje są następujące:
1/ Heat ani Warriors nie wyrazili pełnej zgody, aby ekipa filmowa, która będzie towarzyszyć Jamesowi, była cały czas obecna wokół i zaglądała w każdy kąt. W niektórych miejscach obowiązują pewne standardy klubowe, zdarzają się też sprzeczne interesy dotyczące marek, sponsorów no i zapisy kontraktowe.
Wszyscy musimy mieć świadomość, że tegoroczni Sixers to będzie Big Brother Show, każdy element szatni zostanie prześwietlony. Panowie koszykarze zamienią się w aktorów. Ślizgać się będą po tafli wielkiego biznesu, sportu i rozrywki, więc miejmy nadzieję, że się nie poślizgną i któryś po drodze nie rozbije łba. Kasowo pan James odbije sobie z nawiązką obniżkę pensji, czekajcie tylko jak serial zagości na streamingu gdy LBJ zakończy karierę!
2/ Sixers, w odróżnieniu do Lakers, potrzebują „playmakera”. Embiid, Maxey i Brown to są doskonali… gracze izolacyjni. Rzecz w tym, że nie kleją talentu kolegów, kariery zbudowali na indywidualnej dominacji, im trzeba zaoferować nowe warunki, w których się odnajdą, przypisać nowe role, które zaakceptują. Taktycznie ekipa z Philadelphii musi wejść na poziom, którego dotąd w klubie nie było, bez tego na nic ich izolacyjne popisy.
LeBron musi wesprzeć trenera. Przy czterech tak znakomitych kreatorach pozycji rzutowych, ofensywnie tu jest niespotykana wręcz obfitość. Ograniczenia i limity nie interesują mnie! Tak zwanym „wąskim gardłem” może okazać się warsztat taktyczny sztabu trenera Nicka Nurse’a, któremu nie zazdroszczę pracy presji ani odpowiedzialności. Powiedzmy sobie tak: wszelkie momenty spowolnionej gry izolacyjnej będą w tym składzie marnotrawstwem talentu i potencjału ludzkiego.
Cokolwiek taktycznie przygotują trenerzy, musi się zaczynać od LeBrona! Serio, brzmi to może śmiesznie, ale bez aprobaty, bez stempla jakości po stronie LBJ-a, żaden pomysł na tę drużynę Nurse’a nie ma wielkich szans powodzenia. Narzucona z góry hierarchia służbowa pierzchnie pod presją niekorzystnego wyniku.
Moim zdaniem to LeBron, a nie pozbawiony charyzmy Nick Nurse ma szansę stanąć na czele nowych Sixers. Ma najbogatsze doświadczenie, wie co się sprawdza w ważnych meczach, dysponuje największym ilorazem bball IQ, a przede wszystkim: to James jest graczem, który ma szansę zespolić te wielkie koszykarskie osobistości, które wkrótce zbiorą się w szatni zespołu.
W tym kontekście nie ma mowy o „odsunięciu się LeBrona w cień”. On może wiele nie grać, ale w pewnym sensie zawiadywał będzie zespołem i doglądał jego progresu. Może inaczej, jakikolwiek konflikt na linii Nurse <> Embiid, Brown czy James, to będzie początek końca Sixers. Wielki niewypał. Oni muszą zbudować komitywę. Stworzyć relacje, które przejdą próbę czasu, niepowodzeń, presji. Sixers to będzie bardzo donośna ekipa, jednak ryzyko samozapłonu jest duże.
3/ James moim zdaniem wybrał Sixers również z tego powodu, że w połowie meczów on w ogóle nie będzie potrzebny. Jeśli przeprowadzić symulacje, Dean Wade na silnym skrzydle wygląda nawet lepiej, obrona wygląda lepiej, ale to wiadomo, suche liczby. Obsada silnego skrzydła jest potężna. Skala talentu wielka. Jest komu zdobywać punkty, ciągnąć do przodu.
Jest dotychczasowa „struktura gry” z Joelem Embiidem zaparkowanym na szczycie boiska, pick and roll z Maxeyem. Jest kolega Brown (walczący o przedłużenie super kontraktu), któremu rzucasz piłkę i schodzisz z drogi. James może oszczędzać zdrowie, szykować formę na najważniejsze mecze. To wielki komfort, którego przykładowo Golden State zaoferować nie mogli. Sixers do playoffs awansują z bomby, nie ma innej możliwości.
Jakie widoki 76ers na mistrzowski tytuł?
Jak każda „wielka” ekipa Sixers stają przez szeregiem znaków zapytania. Widzieliście ile mają nowych nazwisk, nie są w ogóle zgrani, do tego trzeba czasu. Czasu, ale także odpowiednich pomysłów taktycznych i poświęcenia, od którego zaczął James. Moje obawy dotyczą w szczególności:
-> taktycznie może być lipa
Talent nie zostanie odpowiednio wykorzystany: Nurse to nie Spoelstra, nie Daigneault, nie Kerr, ani nawet JJ Redick.

-> super gwiazdy nie będą zdolne (lub chętne) do adaptacji
Każdemu należy naszkicować, przypisać nowe role. Embiida bezwzględnie posłać w ataku do narożnika, gdzie jego miejsce w tym „Dream Teamie”. Kto pamięta? Dopiero gdy go Spoelstra i Kerr przesunęli do rogu, Team USA zaczął odrabiać straty w olimpijskim meczu z Serbią. Tymczasem nasz kolega Embiid lubi zająć sobą całą przestrzeń, stać na szczycie parkietu albo na „łokciu”. Stać, trzymać piłkę i patrzeć. Wkrótce cała ofensywa staje się boleśnie przewidywalna. On w ważnych meczach powinien służyć głównie jako „stretch five”, być czynnikiem dywersyjnym, a wszelką zaoszczędzoną energię zachować na obronę, bo właśnie na bronionej połowie osadzą się bolączki Philadelphii.
Brown mocno zabiega o bycie samcem alfa. Moim zdaniem „naturalnie” wejdzie w konflikt kompetencyjny z Maxeyem. Obaj są szturmowcami obręczy, penetrują, lubią zaatakować kozłem, najlepiej z biegu. Jeden i drugi będzie musiał powściągnąć swoje ego. Kłopot z Brownem jest taki, że jemu przysługuje przedłużenie umowy, on wkracza w tzw. contract year i za wszelką cenę będzie chciał się pokazać jako top opcja, takie moje zdanie. Ten chłop dawno się przestał mieścić w swoim opisie stanowiska, potrzebuje być gloryfikowany, więc powinien się znaleźć mądry w sztabie, który go wciągnie w proces tworzenia taktyki zespołu.
Czy tego chcesz czy nie, w każdym zespole określona zostaje swego rodzaju hierarchia i nie jestem pewien czy kolejni super utalentowani panowie łatwo zaakceptują szczebel drabiny, na którym im przypadnie siedzieć. Weźmy kolejno VJ Edgecombe’a, przecież ten chłopak to jest automatyczne 25 punktów i 8 asyst w słabym klubie. Tutaj będzie musiał zejść z oczekiwań. Uznać fakt, że przypadnie mu osiem czy dziesięć prób rzutowych w meczu, w tym dwie dobitki i dwie cegły pod presją czasu akcji. Rozumiecie, co próbuję przekazać?
-> szlachetne zdrowie
Embiid w ostatnich trzech sezonach zdołał rozegrać 39, 19 i 38 meczów. Jeśli meldował się w playoffs, miał poważny problem z wydolnością. LeBron w grudniu skończy 42 lata. W jego przypadku należy więc zakładać spadek notowań boiskowych oraz planowane, przedłużające się absencje. W tym wieku każdy poranek po rozegranym meczu to loteria. Napuchnięte kolana, sztywniejące plecy, rwanie w biodrze.
Tak czy siak, stoję na stanowisku, że nawet gdyby obu w/w panów miało zabraknąć, Sixers spokojnie zagrają w playoffs. Najważniejsze jest dogadanie tematów boiskowych i zbudowanie relacji. Następnie trochę szczęścia wraz z nadejściem kwietnia. Jeśli zobaczę, że to się zazębia, będę krzyczał, na razie mówimy o kolejnym koszykarskim kolosie na glinianych nogach. Przykładów tego typu w historii mieliśmy już w NBA wiele, prawda?

Patronem dzisiejszego odcinka jest ______ nie szkodzi. Najwyższe zamknę stronę i wyjadę w Bieszczady. B









Nic nie napisałeś o Edgecombie, a to moze byc czarny kon tego zestawienia.
czytaj dokładnie, Edgecombe stoi przed testem koszykarskiej dojrzałości
Ja szczerze mówiąc jestem zaskoczony, myślałem że to jednak będą Cavs ale 76 to sportowo na pewno kolejna szansa Lebrona na walkę o tytuł.
Jedno jest pewne Golden State jest… no właśnie gdzie jest? Odpowiadam, Warriors są w dupie i chyba tym offseason już się tam urządzili.
Philadefia to niezależnie jak ten projekt się skończy największy zwycięsca tego okienka, wymiana fatalnego kontraktu Georga na Browna i dodanie Lebrona za minimum to coś co gdyby powiedziano miesiąc temu, to nikt nawet nie pomyślałby że jest na to choćby procent szansy xd.
Nie wiem jak ta historia się skończy ale na pewno będzie co oglądać bo ciekawe jak to wszystko zostanie ułożone, jak LeBron z sztywnym Embidem będą współpracować w obronie i czy w ogóle będą xd, jak Edgecombe zaakceptuje swoją mniejszą rolę, jak drużyna będzie wyglądać w ataku w grze bez piłki, jak będzie wyglądać zdrowie Embida i Lebrona (oczywiście to cyborg ale on ma już 42 lata), dużo pytań ale potencjał umiejętności mają ogromny i jak tylko zdrowie dopisze to powinno to wyglądać solidnie i może kompromitacji nie będzie.
Patrzę na te reakcje Embiida i Maxeya… Dorośli faceci mogło by się wydawać, a wyglądają jakby pierwszy raz zeszli z drzewa i odkryli ląd pod nogami. To będzie komedia a nie zespół.
Nie trybie tej decyzji…
Z tego nie bedzie nawet finału konferencji.
Zapiszcie to sobie.
Od paru już sezonów wiara w superteamy raczej z ligi uleciała, ostatnie dwa-trzy lata należały do ekip poukładanych w odpowiedni sposób na bazie skautingu i draftu. Sixers swego czasu też próbowali być tu kagankiem oświaty, a teraz dla odmiany spróbują ekwiwalentu upchnięcia słonia w toyocie yaris. No nie wiem.
Chętnie zobaczę to słynne wznoszenie współzawodników na wyższy poziom przez LeBrona. Potencjału nie brakuje. I wszyscy tam muszą sobie zdawać sprawę, że nie ma co gotować tego dania na wolnym ogniu, trzeba się spiąć tu i teraz. W zeszłym sezonie poza błyskiem z Bostonem drużynie brakowało jakiegoś punktu zaczepienia wokół którego można by zbudować zwycięską narrację. Niby byli mocni jak zawsze, ale nie dość żeby pójść te trzy kroki dalej, więc gra się toczyła nie wiadomo o co. Teraz pomimo wielu niewiadomych, motywacji nie powinno brakować. LBJ nie wszystkie statystyki ma piękne, ale liczy się ta, że zdobył Miśka w każdym klubie, w którym grał.
Obstawiałem jednak Cleveland. W Miami nie wierzyłem (co by to miało być, gra na 3 wieże?), w Warriors powątpiewałem z tytułu cyrku sytych kotów, który by się tam stworzył, a Phila wydawała się w ogóle przypadkiem znaleźć w tym towarzystwie. No ładnie, niech się dzieje.
Kompletnie dla mnie niezrozumiała decyzja i mówiąc to jako fan Heat, nie przemawia przeze mnie złość że to ostatecznie nie my, ale przecież obok Miami, takie GSW i Cavs mieli znacznie więcej sensu pod każdym chyba względem? Chłop poszedł trochę pod prąd mam wrażenie, tym bardziej jeśli faktycznie będzie tak jak mówi, że to jego ostatnie „decision”. Przecież jeśli 76ers nie zalapią się nawet na finał konferencji, a sam on wypowie drugi rok umowy, to będzie fatalny epizod, trochę psujący całokształt kariery. Przykładowa roczna umowa w Heat i last dance w Cavs na 25 sezon miały w sobie trochę więcej romantyzmu, lepiej by się to sprzedało, tam nie było by „nicości” czy zawodu po ewentualnym przeciętnym sezonie, jeśli rozumiecie o czym mówię. Dziwne, ale pozostaje czekać na resztę ruchów, które przez brak decyzji jegomościa utknęły w martwym punkcie, potem kilka chwil na sezon i zobaczymy jak to wszystko się ułoży.
Dobrze to ująłeś – nicość. Zero jakiejś historii, punktu zaczepienia. Wyskoczył tym jak filip z konopi. Cavs, Heat to wiadomo, wielki powrót, GSW próba przywrócenia blasku, eksperyment geriatryczny, Steph i LBJ razem.
A szkoda, liczyłem na duet Curry LeBron:)
może być w las vegas jeszcze na prawdziwe pożegnanie i serial dokumentalny
Flop to będzie. Embiid się połamie, może nawet kilka razy w sezonie, LeBron jest stary (tak, jest stary) i do tego jeszcze Brown z Maxeyem? Tutaj trzeba mocno schować ego, a to się nie wydarzy. 1-2 rudna max.