Brooklyn Nets: coach Kenny Atkinson i jego zamknięty krąg

29

Niektóre osoby pasują do określonych miast, jak kawałek puzzla, którego długo nie mogliśmy umiejscowić w mozaice obrazu. Trzymając się tej analogii coach Kenny Atkinson przynależy do Brooklynu równie mocno co puzzel, który przez przypadek odnajdujesz po wielu tygodniach, wciśnięty gdzieś w szczelinę podłogi między stołem a kanapą. Wygnieciony, umorusany, ale jakże oczekiwany by wrócił na swoje miejsce. Urodzony na nowojorskim Long Island, trener Brooklyn Nets podczas swojej zawodniczej kariery zwiedził sześć państw w tym aż osiemnaście (!) klubów, jako szkoleniowiec dopisał do swojej listy kolejne pięć krajów. W końcu jednak wrócił do domu.

Kompania braci

Niedziela, budzik dzwoni natarczywie, termometr równie złośliwie pokazuje minus dziesięć stopni. Po schodach niesie się rumor, jakby piechota morska zbiegała na akcję. To tylko bracia Atkinsonowie pozeskakiwali z piętrowych łóżek, opuścili swoje dwa pokoje i ruszyli na złamanie karku by dostać się jako pierwsi na śniadanie i szybciej wybiec na boisko. Ośmioro chłopaków. Drużyna, plus rezerwowi, wieczne rozwiązanie problemu jak znaleźć chętnych do grania na całe boisko. Kenny przyszedł na świat przedostatni, mimo to bracia są zgodni, że szybko nauczył się wygrywać bitwy o górne piętro łóżka.

Moi bracia i ojciec nie starali się ułatwiać mi życia i jest to jeden z powodów, dla których dziś jestem osobą nie poddającą się zbyt łatwo, szukającą wyzwań i rywalizacji [Kenny Atkinson]

Na przydomowym boisku nie zwykł odpuszczać, podobnie jak w bitwach o prycze. Gdy przegrywał – płakał ze złości, co oczywiście z radością podsycali bracia. Wielokrotnie też lubił obserwować grę rodzeństwa, jak wspominają – siedział wówczas i nie ruszał się nawet o milimetr. Skrupulatnie zapisywał wyniki podwórkowych potyczek, a przy imieniu najlepszego zawodnika stawiał w kajecie gwiazdkę. Już jako sześcioletni brzdąc krytykował sporo starszego Steve’a, często w mało dyplomatycznych słowach. Co gorsza, najczęściej miał rację.

Jako czternastolatek wraz z klanem Atkinsonów pojechał na boisko oddalone kilka mil od Long Island, gdzie na przekór braciom dołączył do drużyny przeciwnej i wygrał z krewniakami. Miejsca na powrót w pickupie pełnym poirytowanych braci już nie znalazł i do domu drałował do końca zdzierając tenisówki.

Życie w naszym domu wiązało się z ciągłym kontaktem z innymi osobami. Cały dzień, od pobudki do momentu przytknięcia głowy do zimnej poduszki. Nie da się tego inaczej wytłumaczyć. Kenny uczył się od nas, starszych chłopaków, co wolno, a czego nie. Musiał zrozumieć wiele zasad w bardzo młodym wieku [Steve Atkinson]

Siła odręcznego listu

Później przyszedł czas na granie w przykościelnej drużynie, sufit hali był zawieszony zaraz nad tablicą, boisko częściowo zastawione było sceną teatralną a miejsce parkietu zajmowały płytki podłogowe. Mimo to drużyna z Kennym w składzie była niepokonana. Licealna przygoda Atkinsona z koszykówka wciąż obfitowała w zwycięstwa, jak to w 1985 roku gdy pierwszy raz od lat ekipa z Long Island zawstydziła na turnieju zespół o szumnej nazwie New York City All Stars.

Ten chłopak zawsze pracował bardzo ciężko. Czy są trenerzy którzy wysławiają się lepiej niż on? Jasne, że tak. Są też szkoleniowcy więksi, silniejsi, którzy mają za sobą kariery w NBA. Ale gwarantuję Wam, że jeśli chodzi o pracowitość, to nikt go nie przebije [licealny coach Gus Alfieri]

Na boiskach w Northport podglądał przyszłych graczy NBA: Mitcha Kupchaka, Jeffa Rulanda, Matta Doherty’ego, w pamięci zachowywał wiedzę o legendach nowojorskiej koszykówki: Chrisie Mullinie, Pearlu Washingtonie czy Albercie Kingu.

Brooklyn to koszykówka. Zawsze czułem, że Long Island jest niedoceniane i tym większą dumę odczuwałem gdy pokonywaliśmy inne dzielnice w Newsday Cllasic [Kenny Atkinsona]

Pająkiem z University of Richmond został dzięki listowi, który odręcznie napisał do niego trener Dick Tarrant, na dwóch stronach, piękną kaligrafią tłumacząc powody zainteresowania Atknsonem i jego przyszłą rolę w drużynie. Osobisty, a zarazem realistyczny list. Wybór uniwersytetu okazał się dla Kenny’ego szczęśliwy – w 1988 roku awansował wraz z drużyną do Sweet 16 pokonując po drodze aktualnych mistrzów z Indiany czy słynnych Georgia Tech.

Reach the target, reach the goal

W swoim CV zapisał też zwycięstwa nad drużyną marynarki wojennej z Davidem Robinsonem na pokładzie i Meadowlands, którym rzucił game-winnera po trzech dogrywkach. Nie obyło się i bez dotkliwych lekcji, jak porażka z JMU 43:77 transmitowana przez ogólnokrajową telewizję.

Hala wrzała od dopingu. Nawet na moment nie nawiązaliśmy wówczas walki. Prawie 40 punktów straty, wstyd transmitowany przez ESPN. Gdy jesteś młodym chłopakiem, takie rzeczy mogą utkwić w głowie [Atkinson]

Rewanż przyszedł miesiąc później, w finale CAA Richmond pokonali JMU 77:72 z czego Atkinson zaliczył 25 punktów. Zawziętość, nieustępliwość, umiejętność wyciągania wniosków, to wszystko brzmi trochę jak podwaliny dla filozofii “We go hard” czyż nie?

Chęć rywalizacji czyniła Kenny’ego tak wyjątkowym graczem. Poświęcał mnóstwo czasu by przygotować się do momentów gdy występował w blasku świateł [Chris Flemming, kolega z Richmond]

Podróże małe i duże

-> Kontakty z rodziną stały się rzadsze gdy Kenny rozpoczął międzynarodową karierę. A były to czasy, gdy nie było internetu i komórek.

-> W Naples najpierw oddał rzut na zwycięstwo, a później udzielał wywiadu po włosku miejscowej telewizji.

-> 2006 rok. Gruzja. Atkinson już jako trener spędził 23 godziny w busie szukając przejścia granicznego, które w końcu pozwoli jego koszykarzom wyjechać z państwa.

-> Na Ukrainie pomagał trenować kadrę narodową.

-> Podobnie na Dominikanie, w której występowali wówczas Al Horford i Charlie Villanueva.

-> Oprócz tego Hiszpania, Francja, Holandia, Niemcy – jako gracz, asystent i trener.

Żona przy obiedzie wypomina mu ponoć czternaście przeprowadzek, czternaście różnych miast, szkół, warzywniaków i kręgów przyjaciół w ciągu… czternastu lat. Dziennikarze wyliczają jeszcze więcej klubów i organizacji.

Myślę, że to pomaga ludziom biznesu NBA szanować moją pracę. Wiem, że doświadczenie nie gwarantuje nic. Nie gwarantuje zwycięstw, ale daje mi pewność siebie. Możemy nie być najbardziej utalentowaną ekipą w lidze, ale będziemy rywalizować, dzielić się piłką, grać jako zespół. Tego nauczyłem się w Richmond i podróżując po świecie [Atkinsona]

Zamknięty krąg

Wracając do USA pracował najpierw dla Rockets, a później Knicks i Hawks. Uczył się fachu od trenerów niekonwencjonalnych: Mike’a D’Antoni i Budenholzera. Sporo czasu poświęcił ponoć pewnemu młodemu zawodnikowi o nazwisku Jeremy Lin. Przyszedł i czas na Spurs a w efekcie spotkanie Seana Marksa – przyszłego menedżera Brooklynu.

Od początku podziwiałem jego etykę pracy i to jak rozwijał swoich zawodników. Bardzo istotna była nienaganna komunikacja z graczami [Marks]

Słowa te potwierdzają inni współpracownicy:

Dla mnie to trener roku [Spencer Dinwiddie]

Naprawdę troszczy się o swoich graczy. Niezwykle energiczny człowiek [Allen Crabbe]

Wyszedł poza schematy. Rozumie i rozpoznaje kluczowe momenty meczu [DeMare Carroll]

Stawia mi wiele wyzwań i nie odpuszcza [D’Angelo Russell]

To twardy gość, wiecznie trzyma gardę. Ciężko zapracował na swój sukces [Joe Harris]

40 mil –> tyle dzieli Barclays Center od rodzinnego domu Atkinsonów, w którym głośna ósemka braci walczyła na przydomowym boisku, a Kenny stawiał wyróżniającym się graczom gwiazdki.

To jest to. Pełny krąg. Ciężko uwierzyć, że pracuję 40 mil od Northport. Ciężka harówka to jedno, ale chcę żeby to było jasne – miałem też sporo szczęścia [Atkinson]

Brooklyn: we go hard

Zimą siedziałem w Barclays Center z cholernym przeziębieniem, którego nie chciały wyleczyć ani nalewki z barów Manhattanu, ani tabletki z koreańskich aptek. Przyzwyczajony do wiecznego spóźnialstwa w Madison Square Garden, rozsiadłem się w sali konferencyjnej Nets ze skupieniem zajadając ostatnie frykasy z dziennikarskiego stolika. Trener Atkinson przyszedł jednak na konferencję punktualnie. Pomimo wysokiej przegranej swoich podopiecznych odpowiadał cierpliwie na wszystkie pytania, lekko uśmiechnięty, nieco sarkastyczny i bardzo pewny siebie.

Odpowiedzialność za wynik brał na swoje barki, nie tłumaczył porażki kontuzjami, które trapiły wówczas Nets, chwalił indywidualne występy zawodników. Na każdej kolejnej konferencji powtarzał wciąż to samo zdanie:

Liczy się budowanie kultury organizacji. Nie da się wprowadzić zmian, bez transformacji myślenia graczy. Najprostszą drogą aby przekonać kogoś do swojego systemu jest zacząć wygrywać. My właśnie weszliśmy na tę drogę.

Przekonał mnie. Jedynymi pamiątkami ze Stanów jakie mam są przeceniony jersey Porzingisa i zakupiona w regularnej już cenie kolorowa czapka Nets. Choć mam węża w kieszeni, to wytłumaczyłem sobie, że jest to zakup praktyczny – poprzednią czapę zgubiłem w metrze i mróz dawał mi się we znaki. Poza tym myślałem, że Nets to drużyna walczaków, pozbawiony gwiazd kolektyw, logo zespołu śmiało można nosić na łepetynie przez najbliższe lata.

I co się stało? Durant i Irving trafili na Brooklyn. Nie ma obecnie w lidze zawodników, których darzyłbym mniejszą sympatią. Kyrie zdemontował Boston, a Durant niemalże całą ligę, dołączając do GSW. Już zapowiadały się ciężkie czasy dla moich uszu, pozbawionych zimowej ochrony, gdy przypomniałem sobie, że wciąż jest komu kibicować na Brooklynie – oby trener Atkinson jak najdłużej pracował w domu.

Jeszcze o Lakers

Ostatni mój wpis to żart i prowokacja moi Drodzy. Dopadła mnie infekcja, moja wysłużona Skoda również czekała na uleczenie w warsztacie, a cena zabiegu przyprawiła mnie o lekkie palpitacje serca. Postanowiłem napisać coś zwięźle i trochę na przekór. Efekt? 76 komentarzy. Tymczasem tekst o Atkinsonie powstaje już trzecią godzinę. Zazwyczaj pod tymi artykułami wypowiada się 12-15 osób…

Pozdrawiam! Grzesiek

Ostatnie Wpisy

29 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Super trener, super myślenie, mogą być super organizacja, już ściągnęli do Siebie dwóch all starów, wiec chłop wie co robi. Byle mu te gwiazdeczki nie fisiowały to będzie dobrze.
    Mogą być takie teksty i takie, to już od was zależy czy pójdziecie w sens czy sensacje, miło przeczytać to i to, ale jednak coś co się trzyma kupy jest lepsze moim zdaniem.
    I tak o Lakers np ciężko coś sensownego napisać, bo tam cała organizacja działa bez większego pomysłu i tutaj przeczytać jeszcze raz cytat coacha Atkinsona 😉

    (5)
    • Array ( )

      Zarówno Kyrie jak i KD są trudnymi w obyciu graczami – mam nadzieję że nie rozmontują kolektywu który Atkinson zbudował, a jeśli im się to uda to oby podróż Atkinsona trwała nadal i będzie mógł zbudować nowy skład walczaków w innym mieście.

      (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Atkinson równy gość. Zobaczymy jak sobie teraz poradzi z gwiazdami w szatni. To już nie będą młode gwiazdki, które można tak łatwo utemperować 😉

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    To jest przypal, że jest tak mało komentarzy, ale nie kieruj się tym, mi się ciebie czyta najlepiej z całej gwba familii! Najbardziej rozbudowane, wciągające teksty

    (18)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam takie przeczucie, ze z kajrim poki nie bedzie duranta bedzie szlo im gorzej niz rok temu i awansuja do PO ale pod koniec stawki bokomunikacja w zespole mocno ucierpi.

    (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Grzesiek, ale co tym komentarzem na końcu chcesz powiedzieć? Proponuję wprost, będzie łatwiej. Bo jeśli to, że więcej osób komentuje, gdy tworzysz coś kontrowersyjnego, a mniej niż jak piszesz rzeczowy artykuł to chyba wiedziałeś, co? Ale powiem Ci, że po przeczytaniu takich 10 prowokacyjnych czy słabych tekstow z rzędu nikt nie będzie czytał 11. Na dłuższą metę komentarze nie maja znaczenia, wyświetlenia już predzej (jakby można było plusowac artykuły…). Generalnie buduje się markę. GB dla mnie są marką, Twoje artykuły też. Więc nie przejmuj się ilością komentarzy, zastanów się bardziej po co to robisz – jak będziesz chciał będzie 200 komentarzy, tylko po co.

    (22)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie przejmuj się małą ilością komentarzy pod takimi wpisami. Są rzeczy, które czytasz i przyjmujesz do wiadomości, nie dyskutujesz z nimi – i to właśnie świadczy o ich jakości. Dzięki za dobrą robotę!

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja poproszę artykuł “na przekór”, pt. “Dlaczego warto kibicować New York Knicks”, klubowi, który zdobył tytuł 45 lat temu, grał w finałach 20 lat temu, a dzisiaj stoi przed wielką szansą, by…

    (4)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja osobiscie dziekuje za materialy o nba ktore potrafia zaciekawic I nie sa zwyczajnie przepisane z innych portali o koszykowce. PozdrawiamTomi.

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Komunikacja w nets nie ucierpi jak będą zwycięstwa. Skoro Kajri odszedł z cavs to dopiero musiało być garaco.
    Właściciel organizacji dobiera ludzi z którymi chce pracować czyli takich ktorzy pasują mu pod kątem psychologicznym (pracuje w branży i wiem o czym mówię).
    Widać że Atkinson to człowiek na swoim miejscu i miejmy nadzieję że włodarze potraktuja go jak Popa z SAS

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Wprowadźcie na stronie jakieś polubienia artykułów czy łapki w górę, dół. Wtedy będziecie mogli ocenić jak dany temat się podoba.

    (2)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Śmieszny jesteś. Nie jestem hejterem ale beczka śmiechu jest z każdego artykułu. Nie musisz pisać ze nie lubisz KD i Irvinga bo to widać w każdym z nich. I jako powod podajesz ze Irving zniszczył boston A KD lige Hahah. Bullshit 😀 prawda jest taka ze jesteś loverem lebrona a Irvinga nie lubisz dlatego ze odważył się odejść od lebrona A Duranta dlatego ze ludzie śmiali się stwierdzić nieraz ze jest lepszy od lebrona. Mam tak samo bo zawsze lubiłem kobe’go A ciezko jest lubić i KB i,lebrona. Ale nigdy nie oklamywalem samego siebie twierdząc że lebron nie jest wielkim graczem jak wy robicie starając się obnazyc Duranta. Sugerujecie sie opinia publiczną nie własnym zdaniem. A prawda jest taka ze jak Irving zaprowadzi nets do drugiej rundy to każdy będzie go chwalił. Irving nie zniszczył bostonu. To jest sport zespołowy..jeden gość sam nie pociągnie zespołu do sukcesu choć by był wybitny. Zamienili Irvinga na kembe i zobaczycie ze problem nieblezal w nim. Mistrza nie zdobędą. Nikt nie wie jak było naprawdę, znacie jedynie dziennikarskie domysły. Żenujące

    (-4)
    • Array ( )

      1. Piszesz, że “znacie jedynie dziennikarskie domysły”, a sam na podstawie swoich domysłów budujesz całą narrację o tym, dlaczego autor nie lubi tego czy innego gracza. Znasz to, co siedzi mu w głowie lepiej od niego?

      2. Zgadzam się, że Irving samodzielnie nie rozmontował Bostonu i też uważam, że Celtowie w nadchodzącym sezonie wcale nie będą tacy świetni. Nie zmienia to jednak faktu, że Grzesiek ma prawo sądzić inaczej.

      3. Jeśli chodzi o kwestię odejścia Duranta do GSW to na ten temat powstało już tyle tekstów go za to krytykujących, że powinieneś się zorientować, że w tej kwestii Grzesiek nie jest osamotniony. A to, że ty miałeś jakieś problemy z zaakceptowaniem LBJ’a w Lakers tylko dlatego, że wcześniej grał tam Kobe nie ma najmniejszego znaczenia. Nie mierz wszystkich swoją miarą. Tylko dlatego, że nie lubisz jakichś zawodników z błahych powodów nie oznacza to, że cała reszta społeczeństwa też jest tak małostkowa. Poza tym, nigdzie nie zauważyłem, żeby Grzesiek gdziekolwiek odmawiał talentu KD, który ten niewątpliwie posiada.

      (3)
    • Array ( )

      Kolejny znawca basketu 😀 znasz kogoś kto lubi jednocześnie Duranta lebrona i kobe’go i n8ebjest niedzielnym fanem NBA? Bo ja nie. Jeśli krytykuje jednego wielkiego gracza to oczywiste ze jest fanem innego wielkiego. Ameryki nie odkryłem. I tak zawsze było dlatego jordan zawsze rywalizowal z magiciem A Magic z birdem. Ja lubiłem kobe’go ale nie waham sie powiedziec ze byl największym egoistą w lidze. Lebrona nie lubię i tez uważam że jeszcze sezon wstecz byl najlepszym graczem w lidze. Jestem obiektywny. A jeśli chodzi o Duranta to jest wolnym człowiekiem moze robic co mu się podoba, mial dość gry z westbrookiem to odszedł. Że do golden? Jego wybor. Nie mam mu za złe bo dzięki temu tak ja jak i wszyscy inni mieli możliwość oglądania przez 3 lata najlepszego teamu ever. Nie było to zdrowe dla ligi ale jakby Durant został nie przytrafiły by się w golden zadne kontuzje A kawhi dołączyłby do Lakers mielibyśmy pojedynek na kosmicznym poziomie, szkoda tylko ze już na etapie finału konferencji. A tak narracja ze to bedzie najlepszy sezon od lat to raczej “litosc” Duranta ze postanowił odejść. Ciekawe bylo to jak liga miala fioła na punkcie zdetronizowania golden State. Ten sezon będzie mega ciekawy bo furtka jest otwarta ale gdyby fakt nie lubie tego słowa ale gdyby Durant nie odszedł i warriors sie nie polamali to cała liga i tak gralaby w dalszym ciągu o 2 miejsce.

      (2)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak jest zawsze. Pod moim ulubionym artykule na temat osoby A. C. Greena jest może z 10 komentarzy, nie wiem dlaczego. Jest to kapitalny artykuł na temat przeciekawej postaci. Nie wiem jak jest z wyświetleniami, mam nadzieję, że nie jest ich mniej od reszty zawartości tej strony.

    (1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Uwielbiam kulturę pracy gościa, z bandy partyzantów zrobił solidną ekipę w której momentami chemia przechodziła moje pojęcie. Bench reactions w ich wykonaniu nie było na pokaz tylko prezentowało że chłopaki zwyczajnie darzą się sympatią, Coach Atkinson to mój trenerski faworyt (poza Popem oczywiście) i mam nadzieje że ogarnie paplanine Irvinga oraz nauczy go co zespół i jak się go nie rozbija.

    (1)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Połykam teksty Grzesia i BLC jak pelikan. Rzadko coś komentuje, więc tutaj dodam coś od siebie tylko po to, żeby podbić statystyki. Joł

    (1)

Gwiazdy Basketu