Najbardziej niekonwencjonalne jump-shots w historii NBA

27

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka. Uśmiechnij się, bo skoro tak mocno i regularnie interesujesz się koszykówką amerykańską, to znaczy, że spory pierwiastek dziecka nadal w sobie nosisz. Jak to wywnioskowałem? Patrzę po sobie, haha. NBA to raczej rozrywka dla młodych i do nich kierowana, nieprawdaż? 

Gdyby zapytać wszelkich modeli językowych, to wyplują, że ponad 80% populacji fanów NBA stanowią ludzie w wieku 18-34 lat. Takich jak ja, czy paru znanych mi GWBA Campowiczów (ludzi po 44. roku życia) jest może 3-4%. Jesteśmy w mniejszości, więc trudno wymagać, by produkt boiskowy, jaki śledzimy na league-pass, „produkowany” był z myślą o dojrzałych ludziach.

Dominują więc szybkie strzały, gorące nagłówki, sztuczne rankingi, efektowne wsady, w przerwie występy raperów w opuszczonych gaciach, a największą estymą cieszą się gracze kolorowi, efektowni, największe genetyczne „aparaty”, nawet jeśli są gwiazdami wyłącznie po jednej stronie parkietu albo na Instagramie.

Korzystając z przerwy w meczach (NBA Finals oficjalnie startują w czwartek o 2:30) niczym przebudzony z paromiesięcznego snu niedźwiedź wychodzę na słońce, a gdy mam już dość światła, znów się chowam. Dziś byłem w kinie na południowym seansie, bo mamy fantastyczne to centrum filmowe w Gdyni. Polecam zdecydowanie obraz zatytułowany „Werdykt”. W oparciu o motywy nierozwiązanej sprawy kryminalnej w Irlandii, reżyser zaprasza do dyskusji: czym jest prawda? Co jest faktem, a co narracją?

Dlaczego powielamy zasłyszane opinie bez sprawdzenia źródła? Kto jest „winny” ludzkich przekonań skoro nawet autorzy artykułów (świadomie lub nie) opierają się na niezweryfikowanych, nieprawdziwych, poddanych im pod nos informacjach? Skąd się bierze to „programowanie” umysłów? Brzmi zawile, ale jestem przekonany, że przynajmniej część z Was doceni.

A jeśli nie macie czasu albo sposobności iść do kina, to odpalcie sobie wieczorem na streamingu „Dwunastu gniewnych ludzi” z Henrym Fondą. Film pochodzi bodaj z 1957 roku, moim skromnym zdaniem to jeden z pięćdziesięciu klasyków, który każdy, kto lubi kino, powinien w swoim życiu zobaczyć. 

Dziś nie będę siebie, ani Was męczył, opowiadał o flare screenach, ani liczył zaawansowanych statystyk Cheta Holmgrena w tegorocznych meczach naprzeciw Victora Wembanymany. Pozostaniemy w temacie koszykówki, ale z przymrużeniem oka.

Zapraszam na festiwal rzutów do kosza, których estetyka wykracza poza konwencjonalne ramy i daleka jest od klasycznej mechaniki ludzkiego ciała, gdy próbuje wrzucić piłkę do obręczy. 

#Shawn Marion

The Matrix piłką miotał dosłownie sprzed twarzy, przez co sam sobie cel zasłaniał. Mały palec lewej ręki miał tyle razy wybity i złamany, że został mu kikut nienaturalnie wykrzywiony w bok. Za tróję ładował 31% w karierze.

Śmiejecie się? Marion ma na koncie mistrzowski pierścień (jako rezerwowy Dallas Mavericks w 2011 roku) oraz nie jedno, przypadkowe, ale aż CZTERY powołania do Meczu Gwiazd!

  • 2003 PHX u boku Stephona Marbury i Penny Hardawaya: 21.2 punktów 9.5 zbiórek 2.3 przechwytów 1.2 bloków
  • 2005 PHX u boku Steve’a Nasha i Amar’e Stoudamire: 19.4 punktów 11.3 zbiórek 2.0 przechwytów 1.5 bloków
  • 2006 PHX u boku Nasha i Borisa Diawa: 21.8 punktów 11.8 zbiórek 2.0 przechwytów 1.7 bloków
  • 2007 PHX: 17.5 punktów 9.8 zbiórek 2.0 przechwytów 1.5 bloków

Marion to był super atleta, biegacz, obrońca, gracz występujący zamiennie na pozycjach 2-4. Prototyp dzisiejszych bliźniaków Thompson, hiper sprawny i wszechstronny na boisku łowca łatwych punktów. Rozkwitł wręcz ponad przewidywania w drużynach, które stawiały na dynamiczne, krótkie akcje i biegi na obręcz, potocznie zwane Run & Gun. Ktoś powie, że Matrix nie był od rzucania i pewnie będzie miał rację, haha. Wyglądało to jakby pstrykał kapslem, ale zwłaszcza w późniejszych latach kariery, z rogów parkietu ukłuć potrafił.

Śmiało można powiedzieć, że Marion był wzorem dla całej generacji koszykarzy na całym świecie, toteż dziś, w przeróżnych ligach, można spotkać jego naśladowców: 

#Jeremy Sochan

W przypadku Polaka wiele już zostało powiedziane, więc nie będę się rozwodził ani wyzłośliwiał. Sztab szkoleniowy New York Knicks za punkt honoru wziął sobie „naprawę” mechaniki rzutowej Sochana, więc wygląda to momentami jakby ten wracał do koszykówki po przebytym porażeniu nerwów.

Jak to w ogóle opisać? Posłużmy się przykładem wielkich mistrzów. Stephen Curry rzuca do kosza na jedno „tempo”: przeniesienie piłki nad głowę i wyrzut to u niego jeden, naturalny, płynny ruch, trochę jak u dziecka. Ray Allen technikę miał bardziej „podręcznikową”, ciągnął piłkę nad głowę i dopiero wyrzucał (dwa tempa). Jeremy dokłada jeszcze element ułożenia piłki w dłoniach, kręci nią przed twarzą, to już będą trzy tempa. No cóż, niezależnie od techniki, oby uwierzył w swe możliwości strzeleckie i obu mu siedziało. Dotychczasowa skuteczność Sochana w rzutach z dystansu to 28.6%

#Spencer Jones

Oto mechanika rzutu skrzydłowego Denver Nuggets. Facet ma świetne warunki i boiskową wszechstronność, a jednak gdy zostawić go samego na łuku, wzbudza „śmieszność” stąd rywale naturalnie tracą do niego szacunek jako do strzelca dystansowego. Drugoroczniak rzuca niechętnie, ale w ostatnich playoffs wielkiego wyjścia nie miał. Nie dość, że zabrakło dwóch ludzi, którzy zwyczajowo grają „przed” nim (Gordon, Watson) to Wolves ani myśleli za nim ganiać na obwodzie.

Czy po dwóch spotkaniach na poziomie 4/5 oraz 2/2 zza łuku możemy liczyć na przełom? Miejmy nadzieję. W pierwszym sezonie Jones zaliczył 1/17 za trzy. W drugim 57/144 to przekłada się na bardzo respektowane 39.6%!

#MKG

Michael Kidd-Gillchrist to był dopiero gigant, jeśli chodzi o rzuty z wyskoku. Wyciągał język, brał piłkę nad głowę, następnie przesuwał ją delikatnie wprzód, a potem pchał przed siebie jak kartofla. Łokieć kierował przy tym w bok, a całe ciało miał skręcone w zupełnie innym kierunku niż obręcz. Skuteczność ośmiu lat kariery zza łuku wyniosła 27.2% 

MKG jak mówię, spędził w lidze osiem sezonów, aby zakończyć karierę sportową w wieku 27 lat. Gdy wybuchł COVID-19 uskarżał się na silne bóle w klatce piersiowej. Zrezygnował z dalszej gry domagał się odszkodowania w wysokości 40 milionów dolarów za utracone możliwości dalszego zarobkowania wskutek przypadłości zdrowotnych. Roszczenia zostały odrzucone. Facet został więc twarzą ruchu na rzecz „równouprawnienia ludzi jąkających się”. Sam jąka się od małego. 

No cóż, jego czas (jako drugiego wyboru draftu 2012) przeminął. Kompetencji nie udało się rozwinąć, ofensywnie MKG był absolutną kulą u nogi o słabnącym zdrowiu i energii. Tym niemniej, podobnie jak Marion, przez lata w NBA zdążył znaleźć kilku „naśladowców”: 

#Cam Payne

Gracz obwodowy, u którego rzut dystansowy to fundament rzemiosła. Strzelec seryjny, raz mu siedzi, zaraża energią i entuzjazmem, innym razem jest zimny i tylko trenera irytuje pajacowaniem. 579 celnych trójek zaliczył już w NBA, zaliczył już siedem klubów, niektóre parę razy. Aktualnie pracuje za minimum. W połowie sezonu wspierał rozoranych kontuzjami Sixers, ale nie jestem przekonany czy się w lidze utrzyma. Między innymi z tego powodu: 

#Tristan Thompson 

Z pana TT się nie śmieję wiele, bo od początku kariery było wiadomo, że jest drewniany jeśli chodzi o operowanie piłką. Thompson to był oszukany center. Twardy pod tablicami, sprawny, mocny w obronie akcji post-up, charakter łobuza, nie jak Chet Holmgren. Stawiał po sto zasłon i nie trzeba go było przepraszać, ani motywować dodatkowo, bo wiedział, że żaden z niego wirtuoz. LeBron James załatwił mu kolejne przesadne kontrakty, bo był to jego ziomal i integralna część ekipy Cavaliers. Tutaj na filmie próbuje rzucać prawą ręką choć całą karierę rzucał lewą (lewą także pisze, więc tak go szkolili). 

Okreśmy to tak, próbowali przeróżnych patentów na treningach i wyszło, że rzuty prawą wychodzą mu bardziej „płynne”, więc w drugiej części kariery był już oficjalnie „praworęczny” aby ostatecznie żadnej dominującej ręki nie mieć i piszę to w negatywnym sensie. Po warunkach i znajomościach zarobił 122 miliony dolarów. Rzuty wolne 59% skuteczności, celnych trójek dziesięć w 819 meczach. 

#Bill Cartwright

Center wczesnych Chicago Bulls, człowiek którego gnębił i krytykował dochodzący do głosu w lidze Michael Jordan. Panowie ścierali się pod względem „filozofii gry”, Cartwright z racji wieku, był jednym z nielicznych, którzy krytykowali koszykarski „egocentryzm” MJ-a, który umówmy się, że podającym był nader niechętnym.

Bill to nie jest przypadkowa postać, w kosza grać umiał. Po zakończeniu kariery zawodniczej poszedł w trenerkę. W latach 1996-2013 był między innymi: asystentem Phila Jacksona (jak się uczyć to od najlepszych), głównym szkoleniowcem Bulls, asystentem w Nets, Suns, następnie head-coachem w lidze japońskiej oraz selekcjonerem federacji Meksyku. W ostatnich piętnastu latach wrócił na uczelnię, gdzie obronił magistra oraz pracuje w strukturach uniwersytetu USF (University of San Francisco) służąc radą młodym sportowcom i wspierając programy stypendialne. Do historii przejdzie jako autor tego rodzaju wygibasów:

#Honorable mentions

  • Joakim Noah rzucał dwoma rękami na raz
  • Chuck Hayes i jego „czkawka” na linii rzutów wolnych 
  • Ben Wallace nie rzucał, on pchał piłkę w kierunku obręczy
  • Ben Simmons, LOL

I to tyle, mam nadzieję, że Wam się podobało. Jutro odpalam Q&A, więc jeśli macie pytania, zapraszam serdecznie, komentarze są Wasze. Patronami odcinka są Marcin 1125 oraz Woytck, moje uszanowanie. B

1 komentarz

    • Array ( )
      Odpowiedz

      @el_Broda
      Co ciekawe(?) ja też tak rzucałem jako nastolatek, sam to „wypracowałem” będąc starszym od MKD, nie mówiąc nawet o jego „naśladowcach”. Dzięki temu piłka nie latała mi na boki, jakiś specjalista od anatomii powinien się wypowiedzieć, dlaczego tak jest.
      Dzięki, Bartku, za lekki artykuł, aż się BLC przypomina

      (6)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    1984 najlepszy rocznik. Trochę Czarnobyla. Pamiętam jeszcze zakupy w Pewexie. Na Pomorzu to pewnie była Baltona.

    (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    mi się przypomniał Kevin Martin, też miał łokieć gdzieś z boku
    a 12 gniewnych ludzi to istotnie, doskonały film! piątka Admin

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    A propos kina, był Pan na „Michaelu”? Fabułka średnia, acz odtwórcy roli tytułowej kapitalni, no i ta muzyka.

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    tak admin jesteś dziecinny zwłaszcza jak blokujesz co chwila moje merytoryczne komentarze – dorośnij wreszcie bo ci zylka pęknie!

    (-7)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Drupi, skoro zaczynasz komentarz od chamstwa, to wiedz, że ja nie czytam dalej. To poniżej akceptowalnego poziomu jest i nie mam ochoty, aby tego rodzaju treści trafiały na stronę. Albo więc będzie kulturka albo wpisy trafiać będą do kosza. Po drugie, no Drupi, nie jesteśmy kolegami, nawet jeśli się tobie wydaje, że mnie znasz, więc poproszę merytorycznie, bo mnie twoje wysrywy ad personam nie interesują. Podać przykłady?
      Ja już mam swoje lata, chciałbym podnosić poziom dyskusji, ale muszę się wciąż babrać z takim szajsem, jaki od lat produkujesz, a następnie domagasz jego wystawiania na widok publiczny. To nie jest w porządku, nie uważasz? Aż złość wzbiera w człowieku!

      (17)
  5. Array ( )
    Greg z miasta Lodzi 1 czerwca, 2026 at 23:02
    Odpowiedz

    Napisz proszę co ważnego dał
    ci film 12 gniewnych…, dlaczego jest filmem wartościowym dla Ciebie?
    Widzisz coś co może być w nim ciekawego do przełożenia na sport, który kochamy? ☺️

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Do Q+A: Bartek, jak odniesiesz się do wywiadu Jusufa Nurkica, w którym publicznie wyjawił, że Mike Budenholzer zmagał się z alkoholizmem za swej kadencji w Phoenix, co sprawiło, że nie potrafił zbudować właściwych relacji z graczami ani zaimplementować swego systemu gry. 

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    BIMOECHANIKA RZUTU

    najlepszą technikę rzutu w historii ma Steph Curry.

    Ciężar piłki jest w całości kontrolowany przez miesień zębaty przedni i kaptur. Łopatka płynnie przechodzi do górnego ustawienia po tyle klatki piersiowej. Wystarczy tylko musnąć piłkę koniuszkiem palców żeby nadać jej rotacje. Moc przechodzi płynnie od biodra, przez ramię, do nadgarstka. Z szybkością pistoletu. W ten sam sposób prawidłowo zadaje się ciosy w boxie (rosyjska szkoła boksu, najlepsza na świecie)

    Widząc taki skill u Currego wiedziałem że NIGDY nie zejdzie poniżej pewnego levelu, bo to motoryczny majstersztyk. Choćby nie wiem co robił.

    Reszta panów co widzieliście u góry, ma problemy z kształtem klatki piersiowej (często oddechowy) i/ lub motoryczną dysfunkcje ruchową (po prostu ich mózg nie nauczył się wykonywania pewnych ruchów, lub wykonuje je nadając inne wektory mocy mieśniom).

    Nawet jeśli podczas kariery nie mieli kontuzji, to starość będzie bolesna z takimi dysfunkcjami. Prędzej czy później to musi dać o sobie znać w postaci poważnej kontuzji. Albo górny otwór klatki piersiowej zostanie zwężony. Albo jedna z przepon sparaliżowana. Krzywy zgryz. itp.

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Byłem na filmie Werdykt jako nastolatek chyba jeszcze w PRLu. Cała akcja na sali sądowej, potem przez parę lat nie chodziłem do kina.
    Tak mi się przypomniało…

    (0)
  9. Array ( )
    Falotwórca Supertancjor 8 czerwca, 2026 at 09:49
    Odpowiedz

    Co do dziwnych mechanik rzutu – Antoine Joubert z polskiej Ligi, gracz wybrany do NBA w drafcie przez nie byle kogo bo samych Mistrzów z Detroit.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu