Victor Wembanyama przerwał dynastię OKC | Jeremy Sochan z pierścieniem mistrzowskim!

50
Foto tytułowe: /instagram.com/naszpicy/

Piszę niniejszy artykuł, ale sam do końca nie wiem co myśleć. Victor Wembanyama (22 punkty 7 zbiórek 3 trójki) tłukł z całej siły, aż dziś w nocy przebił głową sufit. Jesteśmy świadkami jego absolutnego przejęcia władzy nad koszykarskim Olimpem i czy się nam to podoba, czy nie, musimy się temu młodemu człowiekowi pokłonić.

Ci, którzy czytali GWBA na przestrzeni ostatnich 2-3 tygodni, wiedzą, że nie byłem za tym, aby San Antonio Spurs wchodziło do NBA Finals. Przekonywałem sam siebie, że to dla nich zbyt wcześnie, bo czym byłaby legenda Michaela „Air” Jordana bez jego dochodzenia do perfekcj, bez lat spędzonych na niepowodzeniach, z których to dopiero wykuty został jego niezłomny charakter i sportowa złość?

Gdzie głębia tej opowieści? Jak można docenić grę skoro od razu przechodzisz wszystkie jej poziomy? Kim byłby w naszych umysłach Jordan bez lania, które rokrocznie spuszczali mu poprzedni mistrzowie, Boston Celtics z Larrym Birdem czy Detroit Pistons z Isiah Thomasem, Dennisem Rodmanem i Billem Laimbeerem. O co tu w ogóle chodzi?

Skąd wziął się ten cholerny dryblas i dlaczego on już teraz stoi głowę ponad wszystkimi?!

22-letni Wembanyama rozgrywa swój trzeci sezon w NBA. W pierwszym wygrał z drużyną ledwie 22 mecze, bo chociaż blokował najwięcej rzutów, nikt na poważnie nie brał chudej tyczki, jaką przypominał. W drugim sezonie wygrał już 34 mecze, ale dalsze plany pokrzyżowały komplikacje zdrowotne. Mowa o zakrzepach krwi w ciele Francuza wywołanych prawdopodobnie drobnymi urazami mechanicznymi.

To na jakiś czas sprawiło, że przy jego nazwisku pojawił się znak zapytania. Był świetny, potencjał prezentował niesłychany, ale patrząc na niego zadawaliśmy sobie zasadne pytania: czy jego ciało wytrzyma? Czy nadaje się do młócki, jaką jest 82-meczowy sezon, który stanowi dopiero preludium do gry kontaktowej, jaką są NBA playoffs? Temat był poważny, wjechać musiała farmakologia, o kontynuowaniu gry nie było mowy. Najważniejsze, że trzeci sezon Victor rozpoczął bez ograniczeń, a jego przygoda… trwa do teraz. 

San Antonio Spurs w tym czasie nie próżnowali. To mądra i doświadczona organizacja, mieli świadomość szansy, która otrzymali po tym jak przyfarciło im się w drafcie z Wembym, którego wybrali z pierwszym numerem w 2023 roku. Rok później do składu dołączyli Stephon Castle (4. pick 2024) idiotycznie zwolniony z obowiązku świadczenia pracy w Philadelphii Julian Champagnie oraz De’Aaron Fox sprowadzony w transferze z Sacramento.

Wszystko szło w dobrym kierunku, ale jeszcze większego farta SAS mieli w loterii zeszłorocznego draftu. Jeśli mnie pamięć nie myli mieli, zaliczali ósmy najgorszy bilans w lidze, w trakcie losowania przeskoczyli aż sześć pozycji w górę. W ten sposób, do ekipy Spurs dołączył Dylan Harper (2. pick) oraz Carter Bryant (14. pick). Skala zebranego talentu wybiła w górę jak szambo podczas trwającej godzinami nawałnicy. Wtedy mogliśmy nie mieć pełni świadomości. Dziś, w retrospekcji, aż chciałoby się krzyknąć: to nie fair! 

Fox – Castle – Vassell – Champagnie – Wembanyama / Harper – Bryant – Johnson – Barnes – Kornet. W ten sposób uformowany skład wygrał 62 mecze w rundzie zasadniczej. Dziś w nocy, po siedmiomeczowej batalii, zakończyli obronę tytułu Oklahoma City Thunder. Wemby po raz pierwszy w karierze awansował do playoffs, dominuje wszystkich, a przed nim już tylko jedna, ostatnia przeszkoda… 

OKC Thunder 103 SA Spurs 111 [3-4]

Spurs grali na obcym terenie, ale to oni skuteczniej otworzyli i kontrolowali początek meczu. Początek, środek, a następnie koniec. Goście prowadzili przez 92% nominalnego czasu gry, ich przewaga parokrotnie sięgała kilkunastu punktów, a jednak mistrzowie każdorazowo odrabiali deficyt. Shai Gilgeous-Alexander grał jak przystało na dwukrotnego MVP. Brał na siebie akcje, budował chłopaków na pozycjach, trafiał rzuty z wyskoku, ogrywał izolacje, wyprzedzał podwojenia. Zdobył 35 punktów przy 13/21 z gry, dodał 9 asyst 4 zbiórki 3 przechwyty. To był występ godny mistrza. Na placu boju spędził aż 43 minuty i do samego końca wierzył w sukces. 

Jak mówię, tuż przed przerwą i gdzieś w połowie trzeciej kwarty wydawało się, że OKC już popłyną na fali. Obejmowali drobne prowadzenie, trybuny lewitowały, jednak za każdym razem znajdowała się odpowiedź. 

  • trójka De’Aarona Foxa
  • przechwyt Devina Vassella
  • trafienie Wembanyamy z półdystansu
  • obrona i asysty Stephona Castle’a
  • trójki Juliana Champagnie
  • trójki Keldona Johnsona
  • blok Luke’a Korneta
  • trójka z odejścia Harpera

Cała drużyna pracowała na ten sukces i dlatego tak dobrze im smakuje. Spurs w finałach NBA nie znaleźli się przez przypadek. Owszem, skorzystali na braku zdrowia rywali w tej i poprzedniej rundzie (Anthony Edwards kolana, Donte DiVincenzo Achilles, Ayo Dosunmu łydka, Ajay Mitchell łydka, Jalen Williams ścięgno udowe) ale taki jest sport i bierze się to, na co przeciwnik pozwala. 

Młodzi zagrali pięknie. Jestem absolutnym fanem Dylana Harpera, który wczoraj w drugiej połowie: 

  • ograł jeden na jeden Alexa Caruso (jakby tego nie było na placu)
  • przytomnie znalazł się pod obręczą i dobił bezpańską piłkę
  • na szczycie parkietu, pod presją czasu, odpalił tróję sprzed nosa SGA

Nie zabierzesz mu piłki, nie przyspieszysz. Może ci ją oddać albo przyspieszyć się co najwyżej sam. Oto combo-guard o wzroście 196 cm i wadze około 100 kilogramów. Rozpiętość ramion 209 cm. Koordynacja i zdolności slasherskie nieograniczone. Kawał byka i kawał gracza z niego, a tymczasem buźkę ma jak nastolatek i nie może sobie jeszcze legalnie kupić piwa.

Thunder naprawdę nie chcieli tego oddać, jednak brakowało im argumentów. Dort spadł z siodełka już na dobre, Chet Holmgren doznał traumy (1/2 z gry w całym meczu i trzęsące się dłonie) Caruso fatalnie pudłował (3/14 z gry), więc trenerzy desperacko szukali wsparcia dla SGA. Nadzieje na korzystny wynik dał Cason Wallace (17 punktów 5/9 zza łuku) dobrze zaczął młody Jared McCain, ale to było za mało na monolit San Antonio. Kurde bele, oni w czwartej kwarcie osiągnęli 6/10 zza łuku, tego nie sposób było przebić! 

Pozostawało pogodzić się z porażką, płuca paliły, wszystkie możliwe zabiegi i pomysły taktyczne zostały wyczerpane. 

Chet ty mięczaku!

Porozmawiajmy chwilę na temat Cheta Holmgrena. Gościa, który w kolejnych pięciu sezonach zarobi 250 milionów dolarów. Dwie próby rzutowe, niewyraźna mina, strach w oczach. Facet został uznany drugim najlepszym obrońcą ligi w tym sezonie. Ma doskonałe instynkty defensywne, a przy tym sprawność i dobre zdrowie. Potrafi okazjonalnie przymierzyć zza łuku, znakomicie uzupełnia agresywną pierwszą linię obrony OKC jako strażnik obręczy i obrona z pomocy. Przejmuje zasłony, utrudnia rzuty. 

Dokładnie to samo co Wembanyama, ale o klasę niżej. Na tle Francuza środkowy OKC wypadł jak uczniak. On się bał grać. Nie zaznaczył granicy, nie postawił się, nie okazał sportowej złości, on po prostu skapitulował. Schował się za plecami kolegów o głowę niższych i pozwolił odebrać Thunder mistrzowski puchar. 

Bardzo fajną rzecz powiedział po meczu Mark Daigneault, uważam, że tak właśnie powinien mówić prawdziwy trener: 

Jeżeli jakikolwiek gracz nie jest w stanie zagrać na poziomie, na jaki go stać, w dowolnym meczu czy momencie, to przede wszystkim szukam odpowiedzi patrząc w lustro [MD]

Piękne słowa, ofensywa Thunder nigdy nie opierała się i nie akcentowała Cheta jako docelowej opcji ataku. Zawsze traktowali go jako uzupełnienie, ewentualność, jedną z opcji jeżeli przeciwnik da mu przestrzeń. Nie zbudowali pewności siebie Holmgrena jako gracza ofensywnego, a ten przy Wembanyamie zwyczajnie nie znalazł dla siebie przestrzeni i nie było go widać. Nauczony nie forsować, nie forsował i tutaj pełna zgoda z trenerem.

To może być dobra lekcja dla wszystkich w organizacji. A jednak… charakteru nie kupisz. Chet przedstawił się ludziom jako „mięczak” i tej łatki raczej nie wypruje ani nie odklei. Zarówno Wemby jak i jego koledzy, z pogardą pchali go na otwartej przestrzeni, spychali z drogi, przesuwali w polu trzech sekund, bezkarnie prowokowali, a na koniec blokowali spod samej obręczy. Tego się „obronić” nie da.

Tutaj potrzebna będzie praca z psychologiem, wewnętrzna przemiana, coś jak z Kmicica w Babinicza, tylko że odwrotnie. Tu potrzebne jest wzięcie się za bary z ambicjami, z siłownią, z mentalnością gościa, któremu jednak sporo brakuje, podczas gdy już teraz zarabia „maksymalne” w NBA pieniądze. 

Za obrazek poglądowy zakończonej dziś w nocy rywalizacji między dwoma gigantami najlepiej chyba posłuży ta migawka:

Kluczowe statystyki

  • piętnaście ofensywnych zbiórek Spurs
  • 19:7 w punktach z kontrataku, których Thunder w całym sezonie tracili zdecydowanie najmniej
  • 6 przechwytów OKC w czwartej kwarcie, oni naprawdę walczyli, ale… 
  • 11/18 z gry San Antonio w czwartej kwarcie, tego po prostu nie dało się przeskoczyć

Jedynym błędem, jaki uważam popełnił Daigneault zważywszy na warunki, w których się znalazł, było startowanie każdego meczu z Lu Dortem. Ten byczek okazał się niekoniecznie przydatny w obronie, a zarazem „kulą u nogi” w ataku. W siedmiu meczach serii zaliczył 5/25 zza łuku 3 przechwyty 1 blok i 18 fauli. Jak na gościa, którego stanowisko pracy to „3&D” mówimy o nieporozumieniu. Spurs nie respektowali go jako rzucającego, a sam Luguentz nie posiada niestety walorów podobnych do Josha Harta. Nie rozegra piłki, nie zaatakuje kosza, nie zaliczy 10 zbiórek korzystając z braki uwagi obrony. 

Thunder mają sposobność zachować go na kolejny sezon (opcja klubu opiewająca na 17 milionów dolarów z hakiem) ale moim zdaniem zakończą współpracę z 27-letnim skrzydłowym powołując się na bardziej palące potrzeby. W przyszłym sezonie wchodzą w życie mega kontrakty dla całej trójki (SGA, Chet, J-Dub). Sam Presti będzie więc zapewne próbował zamienić Dorta na drobny pick draftu, ale może mu to nie przejść. 

Wracając do końcówki siódmego meczu, łatwo się mówi, ale dlaczego nie jechali w Wemby’ego gdy ten miał pięć przewinień na koncie? Za mało myślenia, odcięło im procesor, zbyt nieświadomie toczyła się gra Thunder, a przecież tak ich chwaliliśmy za kontrolę wydarzeń na boisku przez cały sezon. 

Wemby walczył do końca, ciężko oddychał, ale wciąż pracował na 100%. No i zobaczcie przykładowo tę akcję. Sprint i próba bloku są godne najwyższego uznania, ale to jest sprint i rzucanie się całym ciałem wprzód i to na odcięciu. Tego rodzaju sytuacje należało wykorzystywać, kozłować, podchodzić pod niego, na kolizję iść, próbować wymuszać przewinienia. Wiem, że łatwo się mówi z kanapy, ale tu potrzebna była większa przebiegłość, której OKC ostatecznie zabrakło. 

Niezwykle ważną postacią okazał się wczoraj także De’Aaron Fox: 15 punktów 5 asyst 3 przechwyty, przytomność, opanowanie. Wielokrotnie spenetrował pole trzech sekund OKC, odciążył w ataku Castle’a, nie ograniczał Harpera, obsługiwał podaniem wszystkich. Bez jego powrotu Spurs by tej serii nie przeszli, tak sądzę. Fox może się także okazać czynnikiem X w serii z Nowym Jorkiem, ale o tym jeszcze sobie opowiemy na dniach, prawda? 

Mistrzowski pierścień na palcu Jeremy’ego Sochana

A więc jeszcze raz: oddaję absolutny szacunek tam, gdzie szacunek się należy. Brawa dla Mitcha Johnsona i wszystkich ludzi pracujących na sukces organizacji. Śmiało możemy założyć, że San Antonio Spurs to będzie hegemon ligi na lata wprzód i obawiam się, że mogą NBA zdominować do tego stopnia, że całkowicie nam zbrzydną ich gęby. Tymczasem cieszmy się z pierścienia mistrzowskiego dla Jeremy’ego Sochana! Choć niewiele minut zagrał w tegorocznych playoffs, bez względu na wynik serii finałowej, pierścień z nazwiskiem „Sochan” zostanie Jeremy’emu zaoferowany. Co Wy na to?

Patronami tegoż, niedzielnego odcinka są MKałużniak, CWCienista oraz KGrzegorzewski, dziękuję i zapraszam jutro. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Mówiłem po pierwszym mecz że Wemby nie pozwoli wydrzeć sobie zwycięstwa w tej serii. I to się stało wbrew zyczeniom Bartka, że jeszcze nie w tym roku. Stawiam na Spurs 4-1 w finale.

    (19)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Elegancko!
    Odnośnie wypowiedzi MD, mój trener w odpowiedzi na marudzenie graczy strzelił krótkie przemówienie: „Jeżeli ktoś umie grać w koszykówkę, to gra w słońcu, w deszczu, w nocy, na mrozie i nie narzeka, a jeżeli nie potrafi, to tam są drzwi”. Dobra lekcja nie tylko na parkiet, ale i na życie.

    (11)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        w WNBA. Dla ustalenia uwagi, w drużynie Warszawskiego Nurtu Basketu Amatorskiego (w czasach jego świetności), która po dołączeniu jednego z rozważanych przez Ciebie trenerów na Camp, biła się o mistrzostwo 😛 (z tym, że już z innym trenerem)

        (15)
        • Array ( )

          o matulu 😀
          Klub poważniejszy, niż uczniowski. Warszawski Nurt Basketu Amatorskiego, 1 liga.

          (13)
        • Array ( )

          Dobre, WNBA poważny klub i standardy w nim z pewnością były bardzo wysokie. Nie wiem co Ty porównujesz, popłynąłeś 🙂

          (-9)
        • Array ( )

          Dziubuniu, czy ja cokolwiek porównuję? Przytoczyłem historyjkę z autopsji, która kogoś może rozweseli, a kogoś zastanowi. Na świecie są też tacy, których może drażnić, prawda? Podziel się swoją z NCAA, Realu Madryt, czy Izolatoru Boguchwała i doświadczysz tego samego. Bywaj zdrów!

          (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Nie no świetna lekcja na życie – jak sobie z czymś nie radzisz to tam są drzwi xD
      Dziękuję Panie doktor, jak ręką odjął

      (3)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy to będzie hegemon na lata?
    Zobaczymy, co się wydarzy, jak trzeba będzie podpisywać przedłużenia debiutanckich kontraktów i płacić na maxa.
    To się może nie obronić, budżety mogą się nie spinać itp.
    Zresztą nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, są faworytami ale niech postawią kropkę nad i.

    (19)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Do wszystkich którzy pisali, że NYK nie mają szans w finale z OKC: mieliście rację. Knicks nie mają już z nimi szans zagrać 🙂

    (29)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Knicks v Spurs będzie ciekawszą serią niż Knicks v OKC, to na pewno. Szkoda kontuzji, ale taki jest sport! Niech wygra dobry, mądry, zespołowy basket

      (19)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        To prawda szkoda kontuzji, Ajay + Jay, jak pisałeś zmieniliby sporo. Ja nie narzekam oglądałem SAS bo jakąś tam rolę miał Sochan, a i organizacja mądra. A Knicks od paru sezonów już oglądam, więc ktokolwiek nie wygra będę rad. Obie w porządku po ludzku drużyny po prostu.

        (6)
        • Array ( )

          Xxx dostanie nie pierścień. Mi osobiście byłoby wstyd go wziąć od Spurs.

          (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Tak. W meczu 7 w drugiej dogrywce 2.1 sek do końca Sochan trafia za 3 i wysyła Spurs do piekła 😈

      (16)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    SGA – zyskał mocno tym meczem. Naprawdę ciągnął.
    No ale w Spurs zagrali wszyscy.

    I wniosek jest prosty. Chcesz mieć szanse na tytuł? Musisz mieć w składzie Sochana 😉

    (25)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli Knicks przegrają serię, to przyjęcie pierścienia przez Sochana byłoby co najmniej dziwne. Varejao w analogicznej sytuacji pierścienia nie przyjął.
    Z drugiej strony być może to są ostatnie chwile Sochana w NBA (w Knicks stanowi nawet nie trzeci, a czwarty garnitur), więc kto wie.

    (10)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam takie dziwne wrażenie że na początku sezonu wszystkim (włącznie ze mną) się wydawało że OKC wygra ten sezon i tylko kontuzje ich zatrzymają, a jak przyszedł moment większej intensywności z walką o każdą piłkę to Chet nie był na to przygotowany, no im się to po prostu należało, prawda? A być może tak jak Paul George nie był przygotowany do roli nawet drugiego lidera. Rozsypało się przez kontuzje drugiego lidera czyli Jalena Williamsa i z nim zdrowym uważam że OKC by wygrało tą serię. Szacunek dla obu drużyn bo seria mogła pójść w obie strony i zaangażowanie zawodników było godne finału.

    (-1)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        no a ja uważam, że gdyby nie kontuzja Gordona w półfinałach konferencji z Denver to OKC nie miałoby mistrza żadnego w ogóle, takie gadanie – kontuzje są niestety częścią gry i trzeba to zaakceptować, Golden State z lat 2015-18 takie świetne i rewolucyjne, a też wszystkie tytuły w tamtych lat zdobyte na kontuzjach rywali (Irving, Love, Kawhi, CP3), to co im los wtedy dał, zabrał w serii z Raptors

        (4)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawe czy Sochan dostanie choć szansę zagrać przeciwko dawnej drużynie. To może być jego atut na ten matchup, tym bardziej jeśli Robinson wypadnie z tym palcem – może Sochan to przyczajony Wemby killer :D:D

    (6)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Niech Wemby wygra w tym roku, to nieistotne dla jego legacy. W kolejnych latach może to się zwyczajnie nie udać. Może się połamie, a może zakrzepica zakończy jego karierę, jak Bosha?
    Każda historia jest inna. Kobe Bryant też szybko wygrał trzy mistrzostwa. Potem pokazał, że może wygrać (dwa razy) jako alfa dog i to była piękna historia.
    Oklahomie eksperci wróżyli „dynastię”, a na dobrą sprawę nie wiadomo czy zdobędą kolejne mistrzostwo. W kolejnym roku zaczną obowiązywać potężne kontrakty dla J-Duba i Holmgrena, który zwyczajnie zniósł jajo z San Antonio. Według mnie Lu Dort odejdzie, podobnie Hartenstein, chyba że wezmą minimalne kontrakty – co raczej nie będzie miało miejsca. Wielkie Trio w Oklahomie będzie otoczone teraz weteranami na minimalnych kontraktach i perełkami z draftu.
    Podsumowując – bez zdrowia, każdej drużynie trudno będzie o powtórkę mistrzostwa. Nie będzie już super teamów, przez restrykcyjne kontrakty, a niedługo przez draft też będzie trudno zebrać mocną ekipę licząc na fart, jak ostatnio udało się San Antonio z Wembym, Castlem i Harperem.
    Obecnie wygląda to tak, że dwa-trzy ogromne kontrakty praktycznie blokują dodanie innych graczy premium do rotacji, chyba że ktoś z weteranów zdecyduje się na duże ustępstwa finansowe w pogoni za pierścieniem.

    (11)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Wszystko na farcie te drafty… To ja nie wiem jak nazwać to co się zdarzyło niespełna 30 lat temu… Wybrać Manu z 57 pickiem czy Parkera z 28, bo wybór Duncana z jedynką to oczywiście taki sam wał jak z Wembanyamą. 5 miśków wygranych i jeden przegrany o włos… To tak z przymrużeniem oka. Uwielbiam tą organizacje za tą ich inteligencję, Popa który mówił że mimo wszystko na koniec dnia są rzeczy ważniejsze od koszykowki… Teraz znowu dobrze powybierali graczy i mają pakę…i fajnie, niech im się wiedzie. Takie zespoły zawsze lubiłem. Skoro mogą to wygrać w tym roku to niech to biorą i nie oglądają za siebie bo wygrać back2back w tych czasach będzie co raz trudniej.
    Pozdrawiam

    (23)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    „Przekonywałem sam siebie, że to dla nich zbyt wcześnie, bo czym byłaby legenda Michaela „Air” Jordana bez jego dochodzenia do perfekcj, bez lat spędzonych na niepowodzeniach, z których to dopiero wykuty został jego niezłomny charakter i sportowa złość?”… e tam, uśmiechnięty Magic w rookie sezonie? Kareem i Duncan w swoich drugich?

    Było sporo legendarnych graczy, którzy mistrza i MVP finals zdobyli szybko 🙂

    (21)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Niekoniecznie będzie pierścień zaproponowany, Toronto tak nie zrobiło. A jeśli, to nie musi zostać przyjęty, co pokazał Varejao

    (2)
  13. Array ( )
    Rod Strickland 31 maja, 2026 at 23:21
    Odpowiedz

    Profesorski mecz Spurs. Nie spodziewałam się tego przyznaje. Spurs to kolektyw, zawsze tak było, znowu mają skład na lata i w odróżnieniu od wielu innych drużyn, nie zmarnują tego. W finale stawiam na Spurs, pięknie grają. Sochan? Chyba za dużą uwagę na nim skupiamy. Założy pierścień wyłącznie jeśli NYK zdobędą mistrza. Czy ktoś z nas koszykarzy zrobiłby inaczej? Ja nie i Sochan też nie. Jeśli to zrobi straci szacunek ligi. Są zasady. Do zobaczyska na pogadance po 1 meczu finałowym. Cześć wszystkim.

    (3)
    • Array ( )
      Readers' Finest 1 czerwca, 2026 at 11:00
      Odpowiedz

      Panie Romantyku, ten pierścień kosztuje kopę siana, poza tym przypominam, że Jeremy grał dla Spurs do połowy lutego.

      (5)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Też nie sądzę żeby to był hegemon na lata 😁. Myślę że Wemby będzie miał problemy zdrowotne. Ludzie o takich parametrach dopiero się uczymy – wykorzystywać, szkolić i leczyć.
    Też po piątym faulu Wembego byłem pewny że nie dogra meczu do końca. Dort widać że się skończył tj. San Antonio jest za duże dla niego. Może z Brunsonem by powalczył, ale widać zjazd u tego gracza.
    Dla mnie problemem trenera Okc było zamiana Holmgrena na Williamsa.
    Sędziowie jak zwykle pomagali Okc, ale tym razem po prostu drużynie na deficycie by mecz był ciekawszy.
    Dla mnie po przejęciu praw i tej wielkiej kasie NBA to rynek i internetowy hype.
    Dzisiaj po tym super meczu, pomyślałem o NyK i Brunson nie będzie miał łatwo.
    San Antonio chyba wygra, ciekawe jak sędziowie będą przedłużać serię. 4 mecze dają mniejszy zysk niż 6 .
    Pozdro

    (8)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    W poprzednim wpisie użytkownik Kamil napisał:

    „Przypominam, że w tym sezonie Holmgren i JWilliams grali na rookie kontraktach, od sezonu każdy po $40 mln. Oni już na payrollu mają więcej niż w tym a jeszcze nie wykorzystali team option za Hartensteina ($28 milionów) i Dorta ($18 milionów) – strzelam, że nie wykorzystają, będą szukać oszczędności

    To się finansowo nie spina, a przypominam, że od 2027 SGA zaczyna supermax $63-78 milionów w kolejnych latach”

    Dlaczego podpisano im kontrakty już już rok temu? Nie mogli dopiero teraz po tym sezonie myśleć o nowych kontraktach? Albo jest ignorantem albo wygląda jak oferowanie mega kontraktów będąc w mega emocjach po wygraniu ligi i brak myślenia.

    (2)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Takie tam narzekania. OKC prawie cały sezon dawało odpoczywać pierwszopiątkowym graczom w czwartych kwartach, bo ich wygrana była pewna.
    Wydaje mi się, że inaczej grasz, wiedząc, że masz pokazać dużą intensywność w „kluczowych momentach*, a te kluczowe dla OKC, to były punktowe odjazdy przeciwnikowi w pierwszej i drugiej kwarcie. Czasem w trzeciej, jak coś wcześniej poszło nie tak. W clutch time Thunder nie zdobyli nowego doświadczenia, to i zagrali bardziej jak nieogary, a nie mistrzowie.
    Finały? NYK mogą cierpieć podkoszowo, po stracie Robinsona. Ale patrząc na nerwy graczy SAS w ostatnim meczu – oraz umiejętność obniżenia składu Knicks – szanse dla mnie są 50/50.

    (5)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To co piszesz to ważna kwestia. Inna ważna jest taka, że Thunder zagrali zaledwie kilkanaście meczy w sezonie w pełnym, optymalnym składzie. Reszta to były próby i eksperymenty i granie bez drugiego najważniejszego zawodnika. SGA i Chet tez opuścili naście meczy. Co się okazało? Drużyna była zbyt mocna na większość i zbyt słaba na niektórych. Nie byli przygotowani na deficyt kadrowy w playoffs.

      (4)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Naprawde zakładasz , że Sochan dostanie pierścień jeśli SAS wygrają tytuł ? To nie jest coś co się dzieje automatycznie. Klub honoruje ludzi , którzy mieli wkład w ten sukces. I trudno sie spodziewać , zeby uhonorowali gościa , którego sami wytransferowali, a wynik sportowy pokazal ze.mieli rację.

    (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Chlop byl w skladzie do marca. Byl wazna częścią drużyny w poprzednich latach. Spurs powinni mu dac sygnet jesli wygrają. To poważny klub. Czy sochan przyjmie ? To inna kwestia, szanse na zostanie w NBA sa raczej 50/50 bo ok niby sie nie przebił do skladu ani w NY ani SAS ale z drugiej strony okazalo sie ze odbił sie od najlepszych składów w danej chwili to każdy GM powinien chcieć go sprawdzic bo to ze bylo 20 lepszych gosci nie znaczy ze kolejnych 120 w NBA jest lepszych od niego. Pozdro Familia, pozdro Admin

      (5)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    Spurs to moja ulubiona drużyna od czasów Admirała Robinsona więc cieszę się z awansu do finału. Szanuję OKC i prawdę mówiąc myślałem że wezmą 7 mecz. Oczywiście kontuzje trochę wypaczyły serie ale taki jest sport. Spurs wykazali wszystkie cechy nowego pokolenia – bezpardonowość, olanie autorytetów i hierarchii oraz przeświadczenie że wszystko im się należy, a że w dodatku są piekielnie zdolni, ambitni i pracowici to zostało im to wybaczone :). Dla pokolenia 40+ i 50+ to ciężkie do zaakceptowania ale to oni teraz rządzą światem. Go Spurs GO!!!

    (8)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    I teraz w finałach Sochan wychodzi na świeżości jako dedykowany obrońca na Wembyego i pozamiatane. Nie musi go zupełnie anihilować, wystarczy że go ograniczy i domino może się posypać. I mimo, że kibicuję Świętemu Antoniemu to taki scenariusz bym chciał najbardziej zobaczyć – żeby ta seria miała jakąś historię i żeby Jeremi rzutem na taśmę i na krzywy ryj pokazał, że ma jeszcze swoje miejsce w NBA. Tak panie Sochan! To jest moment na: „Terkowski głupstwo, ale sałatki szkoda!”

    (0)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Dziwi mnie brak docenienia Mitcha Johnsona,z opcji tymczasowej stał się absolutnym szefem w Teksasie,a to jego trzecie miejsce na trenera roku brzmi dziś jak żart.Johnson w finałach konferencji grał w szachy,a trener OKC w warcaby

    (-2)
  21. Array ( )
    Odpowiedz

    Każdy mówi, że zdominują lige. Że na tytuł za wcześnie, a być może to ich ostatnia szansa na tytuł. Już OKC miałobyć dynastią na lata, a wyszedł na razie jeden tytuł. Już Jokić miał dominować NBA z Denver i jest z tego jeden tytuł.

    Spurs teraz gra w finale a się może okazać, że kolejna szansa będzie za pare lat, bo np co zrobią jak wszystkie młodziaki ustawią się w kolejce po maksa? Co jak wpadną jakieś grubsze kontuzje?

    (8)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Sytuacje kontraktową, to na razie mają jeszcze spoko, a za 2-3 lata , kto wie co będzie. Ten i następny sezon Wemby jeszcze gra na rookie kontrakcie.

      (7)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Aa to spoko. Generalnie uważam, że dziś ciężko jest zbudować dynastie na lata właśnie przez kontrakty. Jest za dużo gości którzy mają 50 mln rocznie, a powinni być czwarta opcją 😂

        (8)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Aktualny model płacowy w NBA a przy okazji dynamika gry nie służą budowaniu potęg na lata. Łatwo o kontuzje, ciężko o zachowanie mistrzowskiego składu, głównie w kontekście wyrobników, którzy grając za kilka milionów dostają od innych oferty na 20-25 mln jak się pokażą w mistrzowskim składzie.

      (4)
  22. Array ( )
    Odpowiedz

    Na szybko analiza po meczu finałowym i całej serii:
    SGA, iHart, Cason, McCain, J-Will i Caruso (szczególnie w obronie) ciągnęli za uszy drużynę w ostatnim meczu jak i w całej serii, ale nie dało to nic.
    Dort to totalna porażka, czas się pożegnać, bo to ani nie jest już impact w obronie, a w ataku nigdy nie był. Tutaj faktycznie to duży błąd MD, bo nie powinien dortowi dawac tyle czasu antenowego, mógł spróbować troche więcej Wigginsem pograć.
    Chet – również totalna porażka i beznadzieja i to nie w całym meczu, a w całej serii. Stracił ważną rolę w obronie, a w ataku nie dawał nic. Tym samym po szybkiej matematyce, momentami to była gra pięciu na trzech. Szkoda.

    Szkoda też tych kontuzji Ajay’a i J-Dub’a, bo jednak warto by było mieć pod ręką opcję ofensywną nr 2 oraz 3 w finale konferencji.

    Co dalej z Chetem? Myślę, że to główny powód do nieprzespanych nocy Sama Prestiego w nadchodzącym okresie wakacyjnym. Nie jestem pewny czy praca z psychologiem będzie w stanie przywrócić jego mental na wyżyny.
    Pracowite lato przed Thunder, oby wrócili silniejsi i zdrowi.

    (6)
  23. Array ( )
    Odpowiedz

    Kto by pomyślał że Fox dojdzie do meczu o majstra jeszcze dwa lata temu jak biegał w bez sensu w tą i z powrotem po parkiecie Kings

    (11)
  24. Array ( )
    Odpowiedz

    Widok SGA zajechanego na koniec niesamowity w kontekście tego, że na ogół to oni robili to z rywalami. Jednak szkoda gdyby taka mądra praca skończyła się tylko na jednym tytule..

    (7)

Komentuj

Gwiazdy Basketu