centered image

Michael Jordan zdobywa afrykańską górę Mutombo!

36

Prowokowanie Michaela “Air” Jordana nie jest i nigdy nie było dobrym pomysłem. Historia zna przypadki gdy ludzie tracili miesięczną wypłatę po niewinnym zakładzie z królem hazardzistów, a w środowisku NBA w pewnym momencie chodziła przestroga, żeby pod żadnym pozorem o nic nie zakładać się z Majkiem, bo ma tyle kasy, że w końcu i tak Cię powiezie na taczce. To samo zresztą działo się na parkiecie…

Pewnego razu były właściciel Utah Jazz Larry Miller wściekł się kiedy MJ zrobił wsad nad Johnem Stocktonem i krzyknął do niego: “Wybierz kogoś równego sobie”. MJ obrał więc na cel mierzącego 215 centymetrów wzrostu środkowego Mela Turpina i… praktycznie go przeskoczył, popisując się efektownym wsadem. Potem padło hasło:

Proszę bardzo, wystarczająco duży dla ciebie?

W 1993 roku Cleveland Cavaliers planowali w serii playoffs zatrzymać Jordana za pomocą Geralda Wilkinsa (rodzonego brata Dominique’a) niefortunnie określanego mianem “Jordan Stopper”. Jak się to skończyło? Od tamtego czasu MJ ośmieszał Wilkinsa regularnie.

Pod koniec listopada 1995 roku podczas meczu z ligowym beniaminkiem Vancouver Grizzlies, niejaki Darrick Martin podbiegł do ławki “Byków” i oznajmił: “Mówiłem, że dzisiaj was pokonamy”. Reakcja Jordana była natychmiastowa: 19 punktów na przestrzeni ostatnich 6 minut meczu, a po wszystkim szczerze i beznamiętne: “Mówiłem ci, żebyś w ten sposób mnie nie prowokował”. Taki właśnie był Michael Jordan.

Mike zawsze stawiał na swoim, a pod koniec jego przygody w ekipie Chicago Bulls przekonał się o tym legendarny center Dikembe Mutombo, a właściwie Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean Jacques Wamutombo, bo tak brzmi pełne nazwisko tego zawodnika, jednego z najlepszych blokujących w historii NBA. Center urodzony w Kinszasie potrafił seryjnie zatrzymywać rzuty/wsady swoich przeciwników, po czym wykonywał charakterystyczny gest. Kiwał palcem i wypowiadał zdanie “Not in my house!” Widzieliście to na pewno:

Not in my house

Król bloków był twardzielem, a jego czapy budziły postrach na parkietach NBA. Mimo wszystko trzeba sobie powiedzieć, że do najmądrzejszych koszykarzy nie należał. Dlaczego? Ponieważ nie potrafił wyciągać wniosków z lekcji, które dostawał od gwiazd National Basketball Association i Michael Jordan był tutaj doskonałym przykładem. Dokładnie 23 listopada 1991 roku Chicago grało mecz z Denver. MJ postanowił “zabawić się” z centrem Nuggets i podczas wykonywania osobistego krzyknął: “Hey, Mutombo. This one’s for you” i oddał celny rzut z zamkniętymi oczami. Mutombo nie wiedział co powiedzieć (później w filmie o Jordanie “Above & Beyond” przyznał się, że nie wie co powie o tym osobistym Jordana swoim dzieciom”).

Szeroki uśmiech Jordana po rzucie z zamkniętymi oczami zrobił ogromne wrażenie na Mutombo. Wszakże Dikembe ciągle było mało! Mijały lata, a MJ latał nad kolejnymi centrami w NBA. Na jego liście “plakatów” znaleźli się m. innymi Patrick Ewing i Alonzo Mourning, lecz nie było na niej centra Atlanty Hawks. Podczas Meczu Gwiazd 1997 w Cleveland Dikembe Mutombo postanowił sprowokować Majka. W szatni drużyny EAST powiedział, że Jordan jeszcze nie zrobił nad nim wsadu. MJ odpowiedział: “Dikembe, nawet tego nie próbuj”. Reakcja Mutombo? “Chcesz, żebym zawołał Scottiego?”

Nawet tego nie próbuj

Wschód wygrał Michael zaliczył triple-double (14/11/11) gwiazdy porozjeżdżały się do swoich klubów, ale Jordan… nie zapomniał i z skrupulatnie szykował w myślach zemstę na Mutombo. Okazja do rewanżu nadarzyła się 13 maja 1997 roku. W pewnym momencie doszło do przekazania krycia. Christian Laettner pilnował środkowego Bulls, a Mutombo został pod koszem. Taki scenariusz idealnie pasował Jordanowi, który podał do Luca Longleya. Potężny Australijczyk złapał piłkę, błyskawicznie odegrał ją kozłem do Michaela, a ten znalazł się sam na sam z Mutombo, odbił w górę jak korek od szampana i wykonał pakę nad Dikembe! Następnie: pokiwał palcem w kierunku rywala.

Michael Jordan był jedyny w swoim rodzaju. Jego pewność siebie wzbudzała w rywalach strach. Był wielkim koszykarzem, charyzmatycznym liderem, miał instynkt mordercy i przede wszystkim zwyciężał. Kiedy ktoś wszedł mu w drogę, czy nadepnął na odcisk, nie było zmiłuj się. Facet miał odpowiedź na wszystko i Dikembe Mutombo boleśnie się o tym przekonał. Michael Jordan to był gość, z którym nie warto było zadzierać!

[Autorem większość tekstu jest Marcin Mendelski vel Nieobiektywny Kibic]

A jeśli zainteresowała Was historia zakulisowych “grzeszków” Jordana, polecam Wam ten wpis autorstwa BLC:

/michael-jordan-dziwactwa-obsesje/

Dobrego dnia i sorry za spóźnienie, zamknęli mnie w piwnicy i internet odbija się od betonowych ścian.

Ostatnie Wpisy

36 comments

    • Array ( )

      Stary, kilka razy byłem tu pierwszy w komentarzach. Nawet zdarzylo mi się być pierwszym 2 dni z rzędu. Chęć osiągnięcia trzech dni z rzędu jako pierwszy (!!!), tzw. TRIPLE SINGLE, doprowadziło mnie do deprywacji snu, zaburzeń maniakalno-depresyjnych, a w rezultacie do rozpadu pożycia małżeńskiego.

      Naprawdę, nie chcesz być pierwszy, uwierz mi. Ci “drudzy” też są nam potrzebni.

      (19)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Michael ośmieszył Williamsa a potem podreptał cztery kroki. Był tak dobry że musiał ośmieszać sam siebie bo innych już ośmieszył.

    (-8)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    1997 rok to już nie ten MJ co wcześniej, tym bardziej szacun, że się porwał do takiej akcji, a nie miał tam jakiegoś super przewyższenia. Dziesiąta część sekundy i dostał by mega blok.

    (-9)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Durant jest jak chudy dresik, który chciałby być respektowany na osiedlu, ale dzieciaki i tak się z niego wyśmiewają.
    LeBron jest jak taki paker pod klubem – pokrzyczy, ponapina się jak małpa, zrobi groźną minę i tyle.
    Michael był jak płatny zabójca w drogim garniturze. Spokojny, opanowany, bezlitosny.
    Brakuje mi takich graczy w NBA (najbliżej chyba obecnie Kawhi, ale nie ma charyzmy Jordana)

    (41)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Rozkminiam o co chodzi z tym… ” do usłyszenia o 14:30″. Najpierw myślałem, że Admin był na jakimś szkoleniu i stawia sobie cele godzinowe, żeby być systematycznym. A teraz taka myśl mi przemknęła jak siedzę i w pociągu odświeżam co chwilę stronkę, że chodzi o wyświetlenia strony 🙂 dobry patent. Ps. Fajny art.

    (-2)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      mobilizuję się jak mogę, z tymi ekstra wyświetleniami odpuść nam proszę, bo nie ma to prawie żadnego wpływu na przychód strony 🙂 pozdrawiam

      (6)
    • Array ( )

      To żaden zarzut! Po prostu drzemie we mnie Sherlock 😉 A starania doceniam, czytam wszystko. Dzięki

      (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak szczerzę i obiektywnie mam pewne pytanie do Was wszystkich bo jak rozumiem wszyscy kochamy ten sport……….Nie sądzicie, że tego ( tych finałów ) nie da się oglądać…???….Nie sądzicie, że już nie tylko nba ale kazdy rodzaj sportu idzie w jakąś złą ” nieefektowną ” stronę….Kiedyś NBA to było jak coś nie z tego świata…Każdy mecz praktycznie to było wydarzenie, a teraz…..Jeden wielki wyścig o pierścienie, które oczywiście są najważniejsze, ale chyba jest jeszcze coś takiego jak spektakl…..Co to ma znaczyć, że teraz przykładowo Jaylen Bron robi piękną pakę na Gianisie, po czym pokazuje tzw. jakiś tam gest napięcia bicepsa i dostaje za to faul techniczny…To jakaś kpina dla mnie, już nawet sport idzie w lewactwo, niedługo za pakę nad kimś będzie trzeba przeprosić, a ten drugi będzie musiał przyjąć przeprosiny, żeby nie obrazić uczuć tego co przepraszał…..A wracając do tematu, widać żę zawodnicy dostają teraz wytyczne, że zwycięstwo za wszelką cenę, ale zapomnieli chyba po co to robią, to jest przede wszystkim radość z tego najwspanialszego sportu, bo jednak mając taką pracę która jest oczywiście ciężka ale jednak to raczej się kocha niż idzie tam z braku miłości to koszykówki, wykonywać dobrze swoją pracę można gdy się pracuje w stolarni, a tutaj można puścić wodzę wyobraźni, jakąś fantazję, pamiętam te czasy, gdy była wielka trójka w Bostonie, gdy Kobe grał w LA, gdy Howard pakował w Orlando, gdy Wade grał w miami bez Lebrona a wspomniany król po prostu LATAŁ w CAVS z opaską, pamiętam te wszystkie zagrania, wiecie co wtedy aż się chciało zarwać noc, a teraz……Trójki, trójki, trójki, trójki a jeśli już paka to trochę bez obrazy ale raczej bez fantazji i najczęściej z konieczności, a gdzie jakieś niesamowite podania, nowe style tricków, wcale nie dlatego nie lubie gsw, że biorąc do siebie KD nie dali szansy innym drużynom na wygranie, tylko daleto że tymi swoimi trójkami zabrali mi całą magię mojego ulubioonego sportu, od razu przestrzegam przed obrażaniem mnie i mojego zdania bo nie mam zamiaru się kłócić ani odpowiadać na obraźliwe komentarze pod moim adresem, chciałem tylko zaznaczyć, że ten NBA to już nie to samo, to jest po prostu nudne. KOCHAM NBA……i tylko dlatego to napisałem…..

    (20)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    To wzięcie na plakat chyba takie nie do końca, Mutombo skoczył praktycznie pod samym koszem po czym Jordan w niego wleciał. Ale niech będzie 😀

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    uwielbiam czytac o mj, jak odlizal punkty kryjacym go gosciom itd.
    niesomawity, Bogu dziekowac, ze przyszlo nam go ogladac na zywo.

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Mnie najbardziej u Jordana imponowało zawsze coś innego. Oczywiście facet był nie z tej ziemi, ale to, o czym myślę najlepiej widać na kompilacjach typu “10 best Jordan plays during Wizards era”.

    W skrócie – gość jest żywą legendą. Na żadne playoffy, czy cokolwiek innego nie ma żadnych szans. 40 lat na karku, zdrowie nie takie. W drużynie głównie leszcze, nie ma za bardzo z kim pograć. Chyba każdy normalny człowiek w takiej sytuacji wyszedłby sobie na parkiet popykać dla przyjemności, zrobić pod publikę parę efektownych zagrań, dać wywiad po meczu i wrócić zrelaksowany do domu.

    A teraz przyjrzyjcie się uważnie dowolnej z kompilacji jaką opisałem na początku. Akcja – wsad, albo punkty. Co robi MJ? Nie skacze jak baran przed publicznością, nie napina się do kamery, nie macha rękami do publiczności, nie przybija piątek, tylko WRACA SPRINTEM NA WŁASNĄ POŁOWĘ DO OBRONY.

    Stuprocentowy psychol…

    I na koniec – jednak zupełnie inaczej wygląda takie nastawienie, niż jak można było zaobserwować w Lakersach, kiedy młodziak bezczelnie popycha Lebrona, żeby ten łaskawie się do obrony przyłożył, nieprawdaż?

    (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli chodzi o tego typu historie związane z MJem, to najbardziej lubię chyba tą, kiedy jakiś gościu (nie pamiętam kto, czytałem o tym tutaj na stronie) coś tam do niego kozaczył, po czym dostał trójkę in your face z tekstem “dużo gadasz jak na gościa, który gra w moich butach.” Po czymś takim chyba zapadłbym się pod ziemię i spalił ze wstydu jednocześnie 🙂

    (0)

Gwiazdy Basketu