NBA: na przypale albo wcale #328

14

Siema, świrusy! Zakładam, bo muszę jakieś założenie przyjąć, że siadając do lektury tego odcinka NPAW jesteście już zaznajomieni z wynikami Konkursów minionej nocy i zdążyliście już przetrawić to, co stało się w rundzie finałowej, dlatego ograniczę się jedynie do króciutkiego komentarza w tej kwestii. Żaden z chłopaków, za których trzymałem kciuki, nie zdołał wygrać swej konkurencji. No trudno. Nie przeszkodziło mi to jednak w odbiorze całości i bawiłem się fajnie, oglądając zmagania. Zgodnie z przewidywaniami, dostaliśmy to, czego się można było spodziewać, czyli kilka hołdów dla Kobe Bryanta.

A od białego dunkera nawiązanie do Billy’ego Hoyle’a z White Men Can’t Jump:

Nie krytykuję tych rzeczy, mówię po prostu, że można się było ich spodziewać. Tak jak i tego, że liga zrobi coś, żeby sama od siebie jakoś Bryanta upamiętnić. Uważam, że nazwanie nagrody MVP ASG jego imieniem jest kapitalnym posunięciem, któremu przyklasną i ci, którzy postulowali zmianę loga NBA i ci, którzy byli temu pomysłowi przeciwni. Dobry ruch, panie Silver.

Miałem odpuścić sam mecz, ale teraz już nie wiem, bo chętnie zobaczę kto będzie pierwszym zawodnikiem, który zgarnie statuetkę Black Mamby.

Zmieniamy nagrodę All-Star MVP na Nagrodę MVP Kobe Bryanta. Będzie ona zaprezentowana jutro podczas meczu i z pewnością będzie mieć szczególne znaczenie dla zawodnika, który sięgnie po nią jako pierwszy. Będą jeszcze inne sposoby uczczenia Kobiego, które konsultujemy z zarządem ligi, ale ten ruch wydaje się bardzo właściwy, bo nikt nie uosabia All-Star bardziej niż Kobe Bryant [komisarz Adam Silver]

Pewne kontrowersje wzbudził występ Damiana Lillarda. Fani byli podzieleni. Zdaniem jednych, to nie był Dame Dolla, tylko “tame dolla” a show nie miał energii. Zdaniem innych, było dobrze, ale jak śpiewał Lil Wayne to było lepiej. Ja się nie wypowiadam, bo to nie jest muzycznie moja bajka.

Dobra, kończę ten temat, bo na podsumowania przyjdzie czas, jak będziemy już po całej imprezie, a nie w trakcie. Tymczasem, sprawdźmy kalendarium, co tam się wydarzyło 16 lutego w NBA na przestrzeni lat:

1972: Wilt Chamberlain stał się pierwszym w historii zawodnikiem, który przekroczył barierę 30 tysięcy punktów. Dziś loża ta liczy sobie siedmiu graczy, a dorobek Chamberlaina jest w niej najskromniejszy.

1992: Lakers zastrzegli numer #32 dla Magica Johnsona

Urodziny świętuje dzisiaj Coby White z Chicago Bulls. Najlepszego, chłopaku! Czy tylko w moich oczach ten gość wygląda jak wyjęty z jakiejś komedii o jaraniu zielska?

Fakty tygodnia

-> Celtowie zastrzegą numer #5 dla Kevina Garnetta. W ich ślady zapewne pójdą również T-Wolves, przez co KG będzie mieć zastrzeżony numer w dwóch klubach.

-> Aaron Gordon, rozczarowany werdyktem, na zawsze wycofuje się z Konkursu Wsadów.

-> Harrison Barnes nie goli się i nie strzyże, póki Kings nie wyjdą na 50% zwycięstw. Aktualnie zaliczają 21-33. Ostatni sezon na plusie kończyli w 2006 roku. Życzymy powodzenia.

-> Luka Doncić ma na swoim koncie już 17 meczów na poziomie 30+ punktów i 10+ zbiórek. Więcej, w przeciągu swych pierwszych dwóch sezonów w lidze, zdobywali jedynie wielcy środkowi: Shaq O’Neal (41), David Robinson (34), Ralph Sampson (22) nie tak wielki, ale utalentowany KAT (20) oraz legendarny Hakeem Olajuwon (19).

Dobra, lecim!

#Bez czego żyć nie możesz?

Damian Lillard i jego topowa dycha rzeczy, bez których by się nie obszedł. W innych epizodach tej serii zawodnicy tacy jak Pascal Siakam, PJ Tucker, Victor Oladipo czy JJ Redick i inni.

#Shaqtin’ a fool

Co zrobić, gdy piłka zaklinuje się za tablicą? Boban wie.

#Pieczeń na niedzielę

Jeff Ross “przypieka” trochę chłopaków z Inside the NBA. Shaq z tymi pantofelkami to aż sam się prosi o roast.

#Są takie dni, że wszystko siedzi

Steven Adams w wielkim stylu kończy pierwszą połowę meczu Thunder vs Pelicans.

#Siła skupienia

Charles Barkley gra w 5 sekund razem z popularną prezenterką Ellen Degeneres. Powiem tak, czasem odnoszę wrażenie, że niektóre rzeczy nie są zabawne, dopóki nie robi ich Barkley albo Shaq.

#Przyjdzie taki i o…

Pamiętam, jak kiedyś w programie Sports Science sprawdzano wytrzymałość koszy NBA. Chłopaki, próbując je rozwalić, przyczepiali do nich Amar’e Stoudemire’a i pianino. Okazuje się, że wystarczyłoby tam wpuścić Ziona Williamsona…

A tu Zion:

#Long, long time ago…

Jutro ma urodziny, więc któż inny lepiej nadawałby się do dzisiejszego kącika retro? Oto Michael Jordan jako zawodnik Chicago nie-Bulls.

I to by było na tyle, THAT’S ALL, FOLKS!

[BLC]

Ostatnie Wpisy

14 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Hmmm apropos Asg albo cos sie zmieni diametralnie….w tym wekendzie albo niech zrobia tydzien przerwy bez zadnego grania tez chcialbhm czasem odpoczac od meczow…jak inni … nudaaaaa…. dwa tak samo regular sezon moglo by byc cos okolo 70 meczow gora…. sezon regularny tez staje sie nudny coraz bardziej…

    (-7)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    JPRDL ale ten Lillard jest zje__ny! Oglądam mało wypowiedzi graczy NBA ale jeśli oni w większości tacy są, to nie dziwię się takim jak KAT, Wiggins, Simmons, czy Embiid. Oni na prawdę o sobie tak myślą! Wybrańcy, zbawcy ludzkości. Najwspanialsze osobniki ludzkości. Klepacze pomarańczowego, skórzanego balona. Jezuu.
    Współczuję ich bliskim.
    Ok, kasa, luksus ale pomyślcie macie codziennie w domu zjeba, który uważa się za półboga, bo celnie rzuca piłką do kosza. Rozumek ma malutki, bo nie miał czasu go rozwijać ale wypowie się ze znawstwem na każdy temat. I biada ci, jak się zaśmiejesz albo poprawisz jaśnie(!)pana.

    (33)
    • Array ( )

      Lillard ma obsesję na punkcie kasy. Okładki albumów, teksty, wywiady – jego świat to kasa, złoto i trochę koszykówka. Myślę że prywatnie musi być nudny jaki flaki z olejem.

      (14)
    • Array ( )

      Nie od dziś wiadomo że większość koszykarzy uważa siebie za bogów świata i okolic mimo tego że jedyne co robią to celnie rzucają piłką do kosza, co widać po statystyce procenta bankrutujących koszykarzy, gdy czas zejść z Olimpu wielu sobie nie radzi. Mnie też denerwuje to że koszykarze wypowiadają się na pewne tematy szczególnie polityczne mimo że nie znają życia i żyją niczym małpy w zoo, w luksusie ale ich celem jest danie rozrywki “zwiedzajacym” NBA. Są jednak wyjątki takie jak choćby ś.p Kobe który nie wypowiadał się na wszelkie tematy lecz bardzo aktywnie działał na wielu polach i to z niemałymi sukcesami.

      (19)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Sprewel byl krolem strzelcow czy wice strzelcow nba a potrafil dusic swojego trera atakowal.deskorolka czy nosil bron w szafce hehe kiedy tu byl art jak ktos wciagal koko na lawce rezerwowych kiedys to bylo!!!!hehe

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Niezależnie od jakości występu Lillarda, strasznie mnie wkurzalo że parówy z c+ gadały w studio z wyciszonym Damem w tle

    (13)

Gwiazdy Basketu