fbpx

NBA: na przypale albo wcale #397

34

Siema, świrusy! Pogoda za oknem nieciekawa, więc jakoś tak zebrało mi się na wspominki i typowe zgredowskie “kiedyś to było…” Zaczęło się od podcastu Conana O’Briena. Goszczący tam jakiś czas temu aktor Anthony Anderson bawił rok temu z Michaelem Jordanem na Bahamach. Był to jakiś większy event, toteż panowie znaleźli się tam trochę oficjalnie, a trochę wypoczynkowo. Anderson, który jest fanem Jordana od dawna, miał okazję spędzić z nim trochę więcej czasu i przy okazji nieźle zaleźć mu za skórę.

Uwielbia rywalizację, gada dużo bzdur i jest zabawnym gościem w towarzystwie. Ale nie przepuści dosłownie żadnej okazji do rywalizacji [Anderson]

Anderson wspominał o rozegranej z Jordanem partyjce golfa. MJ jest lepszym golfistą od Andersona, więc żeby podkręcić trochę emocje dał mu fory na 10 uderzeń i zarządził grę na pieniądze. Traf chciał, że Anderson miał tego dnia prawdziwy fart i wychodziło mu praktycznie wszystko. Pokonał Jordana, który na końcu rzucił tylko “nigdy więcej forów dla ciebie” i oddalił się obrażony.

Przy innej okazji, wtedy na Bahamach właśnie, Anderson zaproponował grę w domino. Wyszło spontanicznie bo klocki trzymał w pudełku z logo jumpmana i Jordan go o nie zagadnął. “Miałem tylko nadzieję na przyjacielską partyjkę z idolem z dzieciństwa”- wspomina. Jordan od razu przeszedł do rzeczy, zaczął gadać trash, mówić o matce Andersona i takie tam. Zwrócił się też do jego żony:

Złotko, lepiej idź do banku i wypłać ile zdołasz, bo tak mu skroję dupsko, że nie będzie w stanie zapewnić bytu tobie i dzieciom!

Anderson pokornie przyjmował kolejne zniewagi, ale w końcu się zawziął:

“To będzie najtrudniejsze 25 punktów, jakie kiedykolwiek zdobyłeś!”- wypalił i gra zaczęła się na poważnie. Andersonowi udało się wygrać, a przed położeniem ostatniego klocka powiedział do swej żony:

Powinniśmy iść na górę, zrobić kolejne dziecko i nazwać je MJ, po to tylko by móc wspominać ten moment zawsze gdy spyta “Czemu daliście mi na imię MJ?”

Jordan? Możecie się już domyślać, nie przyjął tego dobrze:

Jesteśmy razem na wyspie przez kolejne 3 dni. Ja się stąd nie ruszam, on też nie. (Michael) nie gada już ze mną do końca pobytu. Mało tego, za każdym razem gdy robimy zdjęcie grupowe prosi mnie… nie, cofam to. On nie prosi. On żąda, żebym się odsunął. I tak zaczęła się nasza przyjaźń.

Domino, które pokonało MJ’a możecie sobie podejrzeć tutaj (4:17)

Ale wiadomo, Jordan to Jordan. Inne czasy, inny poziom, inna mentalność. Nie ma co wymagać od dzisiejszych zawodników, żeby zachowywali się tak jak on, skoro nawet jemu współcześni tacy nie byli. Ale nie tylko mi zebrało się w ostatnim czasie na wspominki. Dino Radja, którego kariera w NBA była krótka (acz zakończona włączeniem do Hall of Fame) tak oto porównuje swoje czasy do obecnych:

Harden oddaje 50 trójek w meczu i oni to nazywają koszykówką. W moich czasach w trumnie mogłeś zginąć. Barkley, Mason, Oakley, Laimbeer urwaliby ci głowę. Spróbuj nabrać ich na fejka w trumnie a twoja głowa zaraz potoczy się za piłką.

Dino porównuje też Lukę Doncicia do europejskiej legendy Dejana Bodirogi:

Przypomina mi go, trochę większy koleś z jajami i ogromnym talentem. Nie sądziłem, że będzie taki dobry od pierwszego roku. Myślałem, że potrzeba mu jeszcze jeden sezon w Europie, nie tyle żeby dojrzał koszykarsko, co osobowościowo.

Innym zawodnikiem z dawnych lat, który przyrównuje obecnych graczy do poprzednich generacji jest Karl Malone, który wypowiedział się na temat Ziona:

Powinieneś grać po 40 minut na mecz, masz ile 21-22 lata? Twoje d**sko nie powinno się czuć zmęczone!

Malone spędził w NBA dziewiętnaście lat. W tym czasie barierę 40 minut na mecz przekroczył dwukrotnie, raz w wieku 27 lat i raz w wieku 30 lat. Od dziesięciu lat nie było też nikogo, kto na zakończenie sezonu miałby powyżej 40 minut na mecz. Ostatnim takim zawodnikiem był Monta Ellis w sezonie 2010/2011. No ale od młodych trzeba wymagać, nie? Niech latają tyle co Chamberlain w 1962 roku! Po 48,5 minuty albo lepiej.

Kalendarium

Dziś 24 stycznia, oto z czym kojarzy się ta data w NBA:

1990: Pat Riley odniósł pięćsetne zwycięstwo w karierze.

2014: Carmelo Anthony ustanowił swój rekord strzelecki, zdobywając 62 punkty w spotkaniu z Bobcats.

Urodziny obchodzi dzisiaj Mark Eaton, niegdyś postrach rzucających i rekordzista wszech czasów pod względem średniej na mecz (5.6 bloków w sezonie 1984/1985). O tym że wypatrzono go w warsztacie samochodowym pisaliśmy na stronce częściej niż o tym, że matka Butlera z domu wyrzuciła, hehe.

Fakty tygodnia

-> Knicks mają trzeci defensywny rating w lidze. Innymi słowy: tracą średnio 106.8 punktów w przeliczeniu na sto posiadań piłki przez rywala. Lepsi są tylko Lakers (103.7) oraz Grizzlies (106.2)

To nie wszystko, biorąc pod uwagę tempo meczów, Knicks tracą średnio najmniej punktów w całej NBA (102.8 punktów) a ich rywale notują najniższą skuteczność z gry (43%).

Najważniejsza statystyka to zwycięstwa i tu mamy jeszcze sporo do zrobienia. Wielu ludzi jest zafiksowanych na liczbach i faktycznie można z nich wiele wyciągnąć, ale koniec końców liczy się to, czy zdobyłeś więcej punktów niż przeciwnik.” [Thibodeau]

-> Zion Williamson zaliczył dwa mecze z rzędu na poziomie 30+. W obu jego skuteczność wyniosła powyżej 70%. Jest najmłodszym zawodnikiem Pelikanów i w ogóle w historii ligi, któremu udało się coś takiego. Ale jego hype train i tak jedzie za szybko.

Dobra, lecim!

#Gortat weekly

Jeśli spotkacie na swojej drodze odpowiednich ludzi, droga do sukcesu będzie krótsza. Marcin Gortat opowiada o tym, kto wpłynął najbardziej na rozwój jego kariery.

#Shaqtin’ A Fool

Jakby jeszcze mało wspomnień, łapcie edycję retro Shaqtin a fool!

#Awkward exchange

  • Shaq: Grasz strasznie.
  • Mitchell: OK, wszystko jedno.
  • Kenny Smith: Grasz strasznie dobrze, o to nam chodzi…

#Piłkarski Luka

Doncić i świetne pierwsze przyjęcie. W końcu wychowanek Realu co nie?

#Wyrzucony z boiska

Za boiska wylecieć można za różne rzeczy. Uwaga, znowu po zgredowsku narzekam, ale powiedzcie że nie mam racji: Jak pierwszy raz dali technika Mutombo za gest “not in my house!” skończyła się pewna era. Dacha możesz teraz dostać siedząc na ławce, albo… wołając coś do kolegi z zespołu. Co.

#Long, long time ago…

Dziś w retro kąciku vintage Carmelo, w swoim prime to była prawdziwa maszynka do zdobywania punktów…

I to by było na tyle, THAT’S ALL, FOLKS!

[BLC]

Ostatnie Wpisy

34 comments

    • Array ( )

      Jordan to po prostu zwykły dupek. Nic dziwnego, że mało kto z NBA utrzymuje z nim jakikolwiek kontakt, a jedyne anegdoty jakie opowiadają związane z Jordanem, to właśnie takie jak powyżej.

      (6)
    • Array ( )

      Dupki to chcą go teraz przedstawić w jak najgorszym świetle. Walczymy o GOATa no i MJ bije dalej naszych na głowę.

      (-4)
    • Array ( )

      Ted, Tobie to MJ mógłby splunąć w twarz, a Ty byłbyś tym zachwycony i go bronił. To jak go idealizujesz jest aż chore, poważnie.

      (3)
    • Array ( )

      Nigdy nie idealizowalem Jordana. Wiem jaki był poza boiskiem bo od 89 roku miałem pierwsze “spotkania” z NBA. I mimo skromnych informacji dużo wiedziałem. Gwiazdą był w swoim czasie największą. Dlaczego nawet Clinton zachwycał się jak wrócił w 95? Bo był wielki.

      (0)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Gwiazdy moich czasów i czasów najlepszego basketu na świecie czyli lat 90tych grali więcej i mocniej niż współcześni herosi ligi. Gra była wtedy twardsza, między graczami było więcej fizycznej walki i mocnych starć. Po prostu kiedyś byli prawdziwi atleci.

    (4)
    • Array ( )

      masz racje Czosnek

      2020-21 NBA James Harden 38.23
      2019-20 NBA Damian Lillard 37.48
      2018-19 NBA Bradley Beal 36.93
      2017-18 NBA LeBron James 36.90
      2016-17 NBA LeBron James 37.76
      2015-16 NBA James Harden 38.11
      2014-15 NBA Jimmy Butler 38.66
      2013-14 NBA Carmelo Anthony 38.73
      2012-13 NBA Luol Deng 38.71
      2011-12 NBA Luol Deng 39.43
      2010-11 NBA Monta Ellis 40.34
      2009-10 NBA Monta Ellis 41.36
      2008-09 NBA Andre Iguodala 39.87
      2007-08 NBA Allen Iverson* 41.76
      2006-07 NBA Allen Iverson* 42.48
      2005-06 NBA Allen Iverson* 43.10
      2004-05 NBA LeBron James 42.35
      2003-04 NBA Allen Iverson* 42.50
      2002-03 NBA Allen Iverson* 42.50
      2001-02 NBA Allen Iverson* 43.70
      2000-01 NBA Michael Finley 41.99
      1999-00 NBA Michael Finley 42.24
      1998-99 NBA Allen Iverson* 41.46
      1997-98 NBA Michael Finley 41.39
      1996-97 NBA Anthony Mason 43.05
      1995-96 NBA Anthony Mason 42.16
      1994-95 NBA Vin Baker 40.99
      1993-94 NBA Latrell Sprewell 43.09
      1992-93 NBA Larry Johnson 40.52
      1991-92 NBA Chris Mullin* 41.31
      1990-91 NBA Chris Mullin* 40.43
      1989-90 NBA Rodney McCray 39.49
      1988-89 NBA Michael Jordan* 40.19
      1987-88 NBA Michael Jordan* 40.38

      (-6)
    • Array ( )

      Bzdura kompletna. Były inne zasady gry, więcej siłowej gry, ale nie było więcej atletyzmu. Giannis, Westbrook, Wall, LeBron, Lavine znajdź mi bardziej atletycznych gości z lat 90tych

      (9)
    • Array ( )

      Nie żebym był jakimś zwolennikiem teorii “lata 90 najlepsze, reszta ssie” , ale Ci zawodnicy byli grubo bardziej atletyczni od dzisiejszych…
      Wydaje mi się że w każdej ekipie latał taki Westbrook, a Giannis porównując do Malone’a, czy Admirała to też wygląda nienajlepiej, mimo że jako jeden z nielicznych, pasowałby do tamtych czasów. Atletyzm to nie tylko wyzylowane mięśnie czy wyskok. To też właśnie siła, której w tamtych czasach jak sam wspomniałeś, było znacznie więcej.
      Zresztą taki logic point dla zwolenników teorii “lata 90 najlepsze” – Giannis jest tak jakby kopia Kempa z lepszym rzutem (niewiele) i podaniem. To wystarczyło żeby zdobyć 2x MVP w tych czasach. Wyobraź sobie żeby Giannis miał być MVP w latach 90. Hmm?

      (5)
    • Array ( )

      @Czosnek
      Zdajesz sobie sprawę z tego, że gra jest teraz szybsza, a więc intensywniejsza i Ci Twoi herosi, to nie graliby dzisiaj tyle co wtedy? Równie dobrze można napisać, że Wilt był niesamowitym atletą, bo grał od 1 do 48 minuty w niemal każdym spotkaniu. Tylko, że wtedy to z dzisiejszą koszykówką nie miało wiele wspólnego. Jestem przekonany, że równie dobrze można wstawić w latach ’60 DeAndre Jordana za Wilta i robiłby pewnie lepsze wyniki.

      (-1)
    • Array ( )

      ‘ ale Ci zawodnicy byli grubo bardziej atletyczni od dzisiejszych’
      ‘ Giannis jest tak jakby kopia Kempa z lepszym rzutem (niewiele) i podaniem.’
      Taaa..
      Chyba weekend Ci wjechał za mocno, że takie bzdury piszesz

      (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Radja ma racje taki Embiid i jego 19 wolnych w meczu to srodkowy czy primadonna?on mvp a gobert podwojny dpoy kpina.Sedziowanie rozwala widowisko a lysa “srebrna”pała na to pozwala.

    (13)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Ale grzybowy artykuł pełny bólu dupska i gadania jak stary zgred, nie mówiąc o wychwalaniu patologicznych zachowań Jordana XD

    (-4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    O niczym nie pisało się tu więcej niż o tym za co mama wyrzuciła Jimma z domu jak miał 13 lat … I dobrze, to już się wpisało w klimat tej strony ?

    (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Przypomniał mi się pewien mój kumpel i pewna mysl już dość czasowa. Po erze Jordana i jego obsesji rywalizacji zaczely się pojawiac się następcy, którzy deklarowali, ze rywalizacja itp…. słowo to często wymieniali przez wszystkie przypadki. Natomiast ja miałem kumpla, który o czymś takim nie gadał On autentycznie lał się z wszystkimi (trochę przesadzam, trochę nie), ale kłócił sie, krzyczał, walczył. Nie ze jak jakiś narwaniec, ale autentycznie nie lubił przegrywać. Ciekawa osobowość posiadając taka osobę w,swojej drużynie, bo nastawia wszystkim wektor tylko w jednym kierunku

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Parę słów do wszystkich którzy uważają ze osoby piszące “kiedyś to było…” mają jakiś ból dupy itd. Koszykówka ewoluowała a razem z nią zawodnicy. Dzisiaj to już jest zupełnie inny sport niż 15-20 lat temu. I ta ewolucja nie wszystkim, w tym mnie odpowiada.

    Coraz częściej łapie się na tym że w trakcie oglądania meczu zaczynam sobie skakać po kanałach bo wydarzenia na boisku mnie nie wciągają. Oczywiście dzisiejsi zawodnicy są nieporównywalnie lepiej wyszkoleni technicznie i przygotowani fizycznie. Kiedyś gra była jakas taka bardziej szorstka, brudniejsza, więcej było emocji także tych złych, więcej gniewu.

    Dzisiaj oglądając mecz czuje się jakbym oglądał pracowników którzy przyszli na swoją zmianę do fabryki. Oczywiście są dużo bardziej wydajni i perfekcyjni niż kiedyś ale wszystko jest takie sterylne, wykalkulowane, poprawne. Koszykarze robią swoje po czym wracają do swojego codziennego życia.

    W zalozeniu zmiana przepisów i dążenie do wyników pod 150 pkt miała wpłynąć pozytywnie na atrakcyjność ligi. W efekcie zamiast wojny na parkiecie oglądamy perfekcyjnych koszykarskich biurokratów. Wypranych z emocji, robiących swoje.

    Takie są moje przemyślenia i że smutkiem stwierdzam, że koszykówka NBA zaczyna mnie coraz mniej interesować…

    (48)
    • Array ( )

      Koszykówkę dopadł wirus statystyk. Wystarczy popatrzeć na mapę rzutów teraz i z lat 90-tych. Gra zrobiła się bardziej schematyczna: albo trójka albo wjazd.

      Dodano wprawdzie strefę, czego nie było wtedy, ale siekanina za 3 i tak ją rozmontowuje. Z drugiej strony wprowadzenie defensywnych 3 sekund oczyściło trumnę pod wjazdy i utrudnia urządzenie tam starej, dobrej rzeźni pod koszem. Nowe zasady travellingu również biorą stronę atakujących, a nie broniących.

      Efekt tego wszystkiego to koszykarska por–grafia i przesyt tego samego, które nudzą starsze pokolenie, ale są robione pod obecne dzieciaki, które mają kłopot, żeby wysiedzieć cały mecz przed TV. Żeby oderwać ich od fortnajta i CS-a trzeba im było tę koszykówkę jakoś podkręcić, uatrakcyjnić. No, a starzy fani powoli się wykruszą i nowi będą gadać o tych naszych latach 90-tych w NBA z taką “pasją”, jak my o 60-tych.

      Dla pocieszenia dodam, że statystyki podobnie przejęły piłkę nożną, w której wymierają – tak widowiskowe i kiedyś ubóstwiane – strzały z dystansu.

      (5)
    • Array ( )

      Lata 60. to było coś.
      Setka amatorów i kilku koszykarzy, którzy mieliby problemy z utrzymaniem się w dzisiejszej NBA. Koszykówka na najwyższym poziomie..

      (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu