fbpx

O tym jak Penny Hardaway Jordana ogrywał

22

14 listopada 1995 roku. Sezon dopiero co się zaczął. Orlando Magic po przegranych finałach z Rockets, na dodatek osłabieni nieobecnym z powodu kontuzji kciuka Shaquille O’nealem podejmowali u siebie ekipę Chicago. Pamiętacie tę drużynę z Jordanem, Pippenem i Rodmanem? Tę, której bilans w sezonie regularnym wyniósł 72 zwycięstwa i tylko 10 porażek? Cóż, o to jedna z nich. Tak, tak moi drodzy, zanim Penny Hardaway poskładał się z powodu kolan, był taki czas, w którym nawet Michael Jordan nie mógł go zatrzymać. Nie wierzycie? To popatrzcie. Jakby ktoś pytał, ten biały z numerem 45 na koszulce to Jon Koncak – rezerwowy center Magic… Penny zdobył w tym spotkaniu 36 punktów, trafiając 12 z 18 rzutów. Został też zawodnikiem listopada 1995.

Ostatnie Wpisy

22 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    yep! pamiętam to… na VHS mam za to rewanż z United Center (z grudnia 95 bodajże) i przechwyt Pennego i 3pointer na wyprowadzajacym pile MJu :)))

    (0)
    • Array ( [0] => administrator )

      Karasiu nie marudź ok? Znajdź sobie inny temat do narzekania, Penny to był Penny, a Jordan to Jordan i przynajmniej przez tę jedną noc Hardaway był lepszy 🙂 tak to było, tak to napisałem i tak chciałbym zapamiętać 🙂 bo to mój ulubiony zawodnik

      (1)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    I dlatego PENNY jest dla mnie jednym z najlepszych graczy NBA ever…miał tą łatwość zdobywania punktów ,trzaskał świetne asysty (polecam luknąć tą z meczu z N.Y) i ogólnie był Amazing.

    Pozdro dla wszystkich fanów magicznej “1” z Orlando !!!

    (2)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Hardaway zdecydowanie utalentowany zawodnik. MJ bardzo dobrze go tu bronił. Czasem jednak to za mało jak ktoś ma dobrą dyspozycje rzutową(parz 3-point o tablicę)

    (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    jeden z moich ulubionych graczy. łatwość zdobywania punktów to jedno, ale fakt że asystowanie sprawiało mu równie wielką przyjemność także bardzo cenię.

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    zanim to orlando sie na dobre rozkrecilo..to sie rozleciało…shaq poszedł do lakers..penny do gabinetu operacyjnego..i juz go praktycznie do konca nie opuscił..piersceini nie bylo..owszem ale swego czasu byla to najbardziej perspektywiczna druzyna w nba,nie bez powodu mowiono o nich ze zastapia chicago bulls i stworza kolejna dynastię..dynastii nie stworzyli..ale mysle ze na zawieszenie koszulek pod hala z numerem #1 i #32zasluzyli…to bylo ich miasto..i to miasto ich zostalo…a jak ktos ma watpliwosci czy penny byl az tak dobry..niech zapyta Lebrona albo Mcgradyego;p;p pozdrowienia dla wszytkich fanow orlando i koszykowki lat 90tych:)

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    A masz Adminie za karę 4-0 w playoffs 96:P
    Oczywiście doceniałem Hardawaya zawsze, też był jednym z moich ulubionych zawodników w tamtych czasach. Szkoda, że kontuzje ograniczyły jego karierę.
    Pozdrawiam.

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Penny to moim zdaniem bardzo dobry przykład na to, że statystyki z całej kariery nie odzwierciedlają umiejętności zawodnika, miał wielki potencjał, tylko te kontuzje, mam do niego wielki szacun.

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Pozdro dla admina za dobry gust ! Wielu zawodników wtedy i dziś mówili w wywiadach, że sie na nim wzorowali. Koleś z takim wzrostem i wszechstronnością, nie było zawodnika, który by go zatrzymał w ataku.

    (0)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Wielka szkoda, że nie udało mu się powrócić na dobre tak, jak zrobił to choćby Grant Hill albo T-Mac – nawet gdyby miał grać po 10 minut w meczu. Jak oglądałem mecz Bulls – Hawks parę dni temu, to gdy na boisku był McGrady, cała moja uwaga skupiała się właśnie na nim – w przypadku geniuszy basketu nie liczą się dla mnie statystyki, a możliwość podziwiania ich stylu gry.
    Penny to jeden z klasyków mojej młodości obok MJ’a, Pippen’a i właśnie Granta Hill’a.

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Racja! Mam podobne odczucia jak Leemack! Apropos TMac’a cały czas wierzę, że to jeszcze nie jest jego ostatnie słowo. Eh…zadużo geniuszy basketu mysi iść na wcześneijszą emeryturę, przykładów nie trzeba szukać daleko: Roy czy Ming! Może Tracy doczeka sie jeszcze swojego zasłużonego pierścienia, ale chyba nie z Atlantą 🙁

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu