fbpx

Phoenix Suns po raz trzeci: czego uczy nas historia

39

Prowadzeni przez trenera Monty’ego Williamsa Phoenix Suns wyeliminowali osłabionych Clippers i awansowali w pięknym stylu do wielkiego finału NBA. Rok 2021 wyznacza dla nich trzeci, po 1993 i 1976 udział w tej fazie rozgrywek. Z każdym z tych trzech awansów wiązać możemy jedno wielkie nazwisko. W kolejności chronologicznej będą to Paul Westphal, Charles Barkley i Chris Paul.

Rywalizacja z Milwaukee Bucks rozpocznie w nocy z środy na czwartek więc możemy złapać chwilę oddechu i odkurzyć karty klubowej historii, by przekonać się co poszło wówczas nie tak. Dlaczego upragnionego pierścienia nie udało się wywalczyć? Jak ustrzec się błędów z przeszłości?

W 1976 roku Phoenix ulegli w sześciu meczach zawodnikom Bostonu, a do historii tamtej serii przeszedł mecz numer pięć w słynnej The Garden, w którym zwycięzcę wyłoniła dopiero trzecia dogrywka!

Z kolei w roku 1993, kiedy na ich drodze stanęli Chicago Bulls z Michaelem Jordanem, zmierzający po swój trzeci mistrzowski tytuł z rzędu, ekipę Suns do snu ułożył John Paxson, oddając najważniejszy rzut w swojej karierze. Jednak zacznijmy od początku…

#Wielki transfer

Przyglądając się drodze, jaką każdy z tych składów Suns przebył do Finałów NBA, w oczy rzuca się jedna istotna cecha wspólna: wszystkie te przygody tak naprawdę zaczęły się od transferu. Aktualny skład Suns nie byłby tam, gdzie jest, gdyby nie Chris Paul. Został on sprowadzony do zespołu po rozegraniu dobrego dla siebie sezonu (2019/2020) w Oklahomie. Wtedy to odbudował nieco swą reputację nadszarpniętą niesnaskami z Jamesem Hardenem w Houston. Thunder z Paulem byli skazywani na pożarcie, po tym jak ekipę opuścił Russell Westbrook. Zamiast tego stali się rewelacją rundy zasadniczej, kończąc zmagania nawet oczko wyżej niż w roku poprzednim, bo na miejscu piątym.

Suns, zainteresowani pozyskaniem CP3, zapłacili za Paula cenę, którą dziś możemy nazwać dyskontową. Do Thunder polecieli Ty Jerome, Jalen Lecque, Kelly Oubre, Ricky Rubio oraz wybór pierwszej rundy przyszłorocznego draftu. To niezbyt wygórowana cena, jak na zawodnika z pierwszej piątki NBA, patrząc na klasyfikację tegorocznego wyścigu po MVP…

  • Nikola Jokic 971 punktów w głosowaniu
  • Joel Embiid 586
  • Steph Curry 453
  • Giannis Antetokounmpo
  • Chris Paul 139

… który w dodatku właśnie rozegrał najlepsze spotkanie w karierze, zdobywając 41 punktów w meczu szóstym z Clippers.

Nawet biorąc pod uwagę wysoką formę zawodników takich jak Booker czy Ayton, eksplozję formy Mikala Bridgesa i szereg innych sprzyjających czynników, twierdzenie że sukces Suns w tym sezonie mógłby wydarzyć się bez Paula, byłoby niedorzecznością. Jego sprowadzenie do zespołu odmieniło jego oblicze i dokładnie tak samo było przy poprzednich podróżach do finałów…

#Deus ex machina

Rok 1975 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. Phoenix Suns od pięciu lat nie byli w stanie wywalczyć awansu do playoffs, a od trzech kończyli rozgrywki z negatywnym bilansem spotkań. Jeśli rozpatrywano ich wtedy w kategoriach contendera, to raczej do loterii draftu, bo prym w Zachodniej Konferencji wiodły Golden State i Chicago (tak, Bulls byli wówczas ekipą z Zachodu).

U progu rozgrywek 1975/1976 zdecydowano się pohandlować z Celtami, którzy rok wcześniej odpadli w Finałach Konferencji (4-2) z Wizards i pałali chęcią wymienienia kilku elementów układanki, żeby po raz kolejny ich machina nie zawiodła. Tym sposobem do zespołu z Arizony trafił młody Paul Westphal i picki draftu, a w drugą stronę pojechał Charlie Scott. Oto ich statystyki porównawcze:

Paul Westphal versus Charlie Scott

Sezon 1974/1975
9.8 średnia punktów 24.3
2.0 średnia zbiórek 4.0
2.9 średnia asyst 4.5
nie występ w All-Star Game tak

Gołym okiem widać, że Suns, jeśli coś sobie po tym transferze obiecywali, to nie było to zakrojone na strategię typu “win now”. Westphal w Bostonie był tylko prospektem, grając za plecami takiego wymiatacza jak JoJo White. W Arizonie z kolei, dołączenie Westphala zbiegło się w czasie z wydraftowaniem Alvana Adamsa (rookie All-Star) i sprowadzeniem defensywnego specjalisty Gara Hearda. Obaj wymienieni przed chwilą zawodnicy byli graczami o znanym potencjale. Największą odmianę i zaskoczenie stanowił Westphal, któremu średnia skoczyła na 20.5 punktów w pierwszym sezonie w barwach Słońc. Zespół, z bilansem 42-40, zakwalifikował się do playoffs.

W pierwszej rundzie wyeliminowali w sześciu spotkaniach Seattle SuperSonics. W kolejnej rundzie zmagań na ich drodze stanęli obrońcy tytułu z Golden State, z niezawodnym Rickiem Barrym w składzie. Ta rywalizacja rozstrzygnęła się dopiero w spotkaniu siódmym, które Suns wygrali różnicą 94:86. Głównymi architektami tego zwycięstwa byli Westphal i Heard, zdobywając po 21 punktów. W finale, tak jak już wspomniałem, na ich drodze stanęli Celtowie, którzy w sześciu grach rozstrzygnęli rywalizację dla siebie. Historię tamtej serii napisał jednak mecz piąty, trzy-dogrywkowy thriller, w którym mieliśmy wszystko, łącznie z fanem tłukącym po gębie sędziego Richiego Powersa na środku boiska, pod koniec pierwszej dogrywki. Tamten mecz, jak i kolejne spotkanie, na swoją korzyść rozstrzygnął Boston, zapewniając sobie kolejny tytuł w bogatym dorobku.

#Suns jakich wtedy kochaliśmy

W 1992 roku sytuacja była trochę inna, Suns byli solidną ekipą, szczycącą się awansami do playoffs. Brakowało im jednak tego czegoś, co zmieniłoby ich w drużynę walczącą o mistrza. Ten deficyt miał imię i nazwisko: Charles Barkley.

Ten 29-letni skrzydłowy uważany był wówczas za czołowego zawodnika NBA, co tylko potwierdzał angaż do Dream Team. Nie był on jednak zbyt zadowolony z potencjału Sixers i szansę tę wykorzystali Suns, sprowadzając go do siebie w zamian za Jeffa Hornaceka, Andrew Langa i Tima Perry’ego.

W ekipie znajdowali się już wówczas Kevin Johnson i Thunder Dan Majerle. Do składu powrócił również utalentowany Richard Dumas, który odbywał karę zawieszenia za stosowanie niedozwolonych substancji. Symboliczny wymiar miał również angaż… Paula Westphala na stanowisko głównego trenera, po udzieleniu z tej funkcji absolutorium trenerowi Cottonowi Fitzimmonsowi. Barkley był wówczas, w sezonie 1992/93 MVP, pod jego przewodem Suns osiągnęli bilans 62-20, najlepszy w całej NBA (sezon wcześniej mieli 53-29).

W playoffs w pierwszej serii zaliczyli zwycięstwo 3-2 nad Lakers, chociaż rozpoczęli bardzo niefortunnie, od przegrania pierwszych dwóch spotkań.

Dalej czekali Spurs i Sonics, te rywalizacje rozstrzygnęły się odpowiednio w sześciu i siedmiu meczach.

Barkley był najlepszą wersją siebie, ale skonfrontować się musiał z wygą, jakim był Michael Jordan. W tamtych playoffs His Airness zanotował diabelskie 666 punktów, co przełożyło się na niedorzeczną średnią 41 punktów na przestrzeni sześciu spotkań finałowych. Chicago prowadziło już w tej serii 3-1, po zwycięstwach w meczach numer 1, 2 i 4, ale ostatni gwóźdź do trumny Słońc wbił niejaki John Paxson swoim rzutem w spotkaniu szóstym. Wrzucałem niedawno do NPAW, pamiętacie?

#A teraz?

Westphal, Barkley, Paul. Te trzy nazwiska wiążą się ściśle z finałami w historii Phoenix Suns. Do trzech razy sztuka, jak mówi powiedzenie. Kibice Phoenix mają nadzieję, że tym razem los będzie dla nich łaskawy. A Ty w kim upatrujesz faworyta?

[BLC]

Ostatnie Wpisy

39 comments

    • Array ( )

      Wczoraj też pisano, że zaczynamy w środę. Admin lepiej to odczytaj, żebyś nie spał na pierwszym meczu!

      (10)
    • Array ( )
      Gazeta Wybiórcza, tfu 6 lipca, 2021 at 08:38

      Jak dla mnie dobrze było zapisane. Pierwszy mecz w środę. Czasu polskiego mecz będzie właśnie w środę gdzieś koło 2 w nocy pewnie.

      (0)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja upatruje faworyta w Arizonie ziomek,bo bogowie koszykówki wiedzą co jest 5.Chrissi u know what’s going on!

    (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Oczywiście artykuł musiał się zacząć od zaznaczenia, że Suns wyeliminowali osłabionych Clippers XD. No pewnie, bo dwa pierwsze mecze bez Paula same się wygrały.

    (2)
    • Array ( )

      A LAC nie było osłabione? Seria trwa do 4 zwycięstw. W pierwszych dwóch osłabienia dotknęły obie drużyny? A potem?

      (3)
    • Array ( )

      Bardzo podoba mi się gra Suns i życzę im mistrzostwa, ale faktem jest że ich droga do finału jest naznaczona kontuzjami. Jestem przekonany, że gdyby nie odpadnięcie Davisa po którym LAL zupełnie się poddali, Suns odpadli by już w pierwszej rundzie. Denver w pełnym składzie pewnie by przeskoczyli, ale kto wie co by się stało gdyby grał Kawhi?
      Oczywiście kontuzje to też element koszykówki. Chwała im za to, że dobrze się trzymają, ale taka szansa jak w tym roku może się szybko nie powtórzyć.

      (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak angaż głównego trenera może być symboliczny? Rozumiem ze wczesniej wchodzil do finalow jako zawodnik ale musiał coś umieć inaczej by go nie zatrudnili myśląc serio o mistrzostwie

    (-5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Gjanis Antesropunto to wygra i pokaże że siła ważniejsza od techniki. Lopez to będzie wyzwanie dla Aytona, jest większy i nie da się go przesunąć.

    (-4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Admin: szacun za cytat 😉 Ciekawe kto bez pomocy Google wskaże z jakiej to książki 😀
    Co do finałów to hmm wolałbym Suns.

    (4)
    • Array ( )

      czytałem jakieś 30 lat temu, bez problemu skojarzyłem cytat, gimby pewnie nie znajo

      (1)
    • Array ( )

      Tylko książkę czytaliśmy pewnie raz, a kasetę z filmem pewnie wiele razy. Była w domu jako jedna z nielicznych, internetu nie było to w kółko jeden film 🙂

      (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Kibicuję Suns. To chyba ostatnia szansa dla CP3. W ostatnich latach zasłużył moim zdaniem. Grał tam gdzie go posłali, nie marudził o wykupowaniu kontraktu w przeciwieństwie do wielu innych. Bucks są młodsi, mogą być lepsi za rok jak zmienią trenera. Pozdrawiam.

    (6)
    • Array ( )

      “E, a ten Majkel to jakis dobry byl?”

      E tam. Facet w całej serii finałowej tylko 10 razy za trzy trafił, to jak ma być dobry?

      (4)
    • Array ( )

      No bo wlasnie cos mi sie ostatnio obilo o uszy. A co on jest szewcem, ze jakies buty robi?

      (-1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    “ po udzieleniu z tej funkcji absolutorium trenerowi Cottonowi Fitzimmonsowi” WTF, w jakim to języku jest napisane ?

    (5)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    No offense dla Barkleya i wyszkolenia technicznego gwiazd lat 90., ale tę akcję z rzutem ponad Robinsonem aż parę razy sobie puściłem, James Harden w klubie ze striptizem się przewraca xD

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Finały 93 były najlepszymi finałami ever…wspaniałą dramaturgią,3 mecz z 3 ma dogrywkami…I o zwycięstwie w serii zdecydowało jedno spotkanie wygrane u siebie przez Chicago….gdyż wszystkie 3 mecze u siebie przegrali Suns a Chicago na 3 przegrało 2….piękna seria…

    (-1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem ciekaw co ma do powiedzenia o obecnych Suns Marcin Gortat, bo często powtarzał, że jest to najbardziej dysfunkcyjna organizacja, w której grał.

    (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Bucks – są potężną drużyną teoretycznie. Odwiecznym problemem kompletowania drużyn jest to aby suma części była wyższa niż to wynika z prostego dodawania. Chodzi o to, że kolokwialnie rzecz ujmując jako drużyna grają lepiej razem, niż wynika to z prostego dodawania talentów. Uzupełnianie, wymiana komatybilnośc talentów i umiejętności, podlana sosem własciwego prowadzenia i rotacji tak aby maksymalizować wynik, przy posiadanych zasobach. W mojej ocenie Suns grają tak na 90-95% możliwości. Dużego marginesu do poprawy w tym skłądzie już nie mają. To świadczy o świetnym doborze kadry i świetnym coachingu. W Bucks to jest jakieś 70-80%. W teorii powinni być nie do pokonania, ale uparcie grają poniżej oczekiwań, poniżej możliwości i aspiracji. Po części to zapewne wina kontuzji, po części trenerów, ale po części też doboru zawodników, którzy nie do końca maksymalizują swoje talent. Bardziej grają obok siebie niż razem.
    Jak by Bucks weszli na level 90-95% byliby nie do zatrzymania. Czy się doczekamy takiego skoku jakościowego? A może Suns mają w zapasie jeszcze rezerwy i wyniosą swoją grę na wyżyny nie bardzo mieszczące się w standardach? Finały pokażą. Mamy przykłady z historii, gdzie drużyny “klikały” dopiero w finałach, walcząc ze sobą całe POffs (Houston AD 1995), mamy przykłady że nie klikały w ogóle (Houston 1999).
    Dlatego sobie i Wam życzę ekscytujących finałów pozbawionych kontuzji a pełnych czystej sportowej rywalizacji, gdzie obie drużyny wejdą na wyżyny swoich możliwości i dadzą nam show na jakie zasługujemy!

    (8)
    • Array ( )

      Czyli, żeby między graczami zachodziła synergia. Synergia, synergizm, synergiczność, efekt synergiczny – współdziałanie różnych czynników, którego efekt jest większy niż suma poszczególnych oddzielnych działań.

      (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu