fbpx

Retro NBA: dlaczego Showtime Kings pozbyli się Jasona Williamsa

27

Dla fanów NBA u progu nowego tysiąclecia, drużyna Sacramento Kings, okraszana przydomkiem “Showtime Kings” była zespołem kultowym. Vlade Divac do spółki z Chrisem Webberem i Jasonem Williamsem potrafili przyrządzić fanom prawdziwy spektakl, nadziany trójkami Stojakovica jak dobra jajecznica skwarkami. Asysty Białej Czekolady były immanentnym elementem tego wizerunku, ale zawodnik miał też swoje ciemne strony przez co został posunięty. W niniejszym tekście chciałbym skupić się na powodach tamtego transferu. Ruchy z piłką Williamsa oglądało się fenomenalnie, ale trudny charakter zawodnika powodował, że w pewnym momencie bardziej szkodził zespołowi niż mu pomagał. No ale tego nie zobaczysz w highlightach…

#About that night…

27 czerwca 2001 roku, kultowa hala Madison Square Garden, historyczna noc. Z numerem pierwszym Washington Wizards wybierają Kwame Browna, pierwszą w historii draftu “jedynkę” prosto ze szkoły średniej. Dalej, z numerem trzecim, kolejny historyczny wybór, tym razem jednak dużo bardziej udany. Pau Gasol idzie do Atlanta Hawks. Najwyżej wybrany w historii Hiszpan, jeszcze tego samego dnia oddany do (Vancouver) Grizzlies za Shareefa Abdur-Rahima.

Dla Grizzlies był to okres wielkich przemian. Nie tylko oddali swą największą gwiazdę, żeby pozyskać perspektywicznego Pau Gasola (wraz z Brevinem Knightem i Lorenzenem Wrightem) ale też z szóstym numerem drapnęli jednego z najlepszych graczy uniwersyteckich w historii, niejakiego Shane’a Battiera. Wisienką na torcie była dopinana wówczas przeprowadzka do Memphis, miasta Elvisa. Od następnego sezonu grali już w Stanach. To właśnie wtedy, dokładnie w noc draftu, do zespołu dołączył Jason Williams, w wymianie za Mike’a Bibby.

#Showman potrzebny od zaraz

Świeży start, jaki był dla Grizzlies możliwy dzięki przeprowadzce, miał za zadanie przyczynić się do tchnięcia nowego ducha w ten mało atrakcyjny wówczas zespół. Ligowy świeżak, jakim wciąż były Niedźwiedzie po ledwie sześciu latach od wejścia do ligi, przegrywał bój o kanadyjskiego kibica z Toronto Raptors, którym trafił się fenomenalny Vince Carter. Po przeprowadzce do Memphis potrzebowali zawodnika, który zdefiniuje w jakiś sposób ich boiskową tożsamość i da sensowną odpowiedź na pytanie dlaczego warto ich oglądać. Coś jak Trae Young dla dzisiejszych Hawks. Tak wyrazista postać jak Williams nadawała się do tego idealnie.

Kolejne lata były okresem powolnego budowania solidnej drużyny. Po dołączeniu do składu jeszcze kilku zawodników, w tym chociażby Mike’a Millera, zespołowi po raz pierwszy w historii udało się w roku 2004 wywalczyć awans do playoffs.

Niemniej, raz jeszcze Jason Williams był tym zawodnikiem, który najkrócej ostał się w tym projekcie. Po czterech sezonach w klubie, Jerry West, wówczas zatrudniony na stanowisku generalnego menedżera, wytransferował Jasona do Miami, gdzie w 2006 roku Williams przywdział mistrzowski pierścień występując u boku D-Wade’a i Shaquille’a O’Neala. No dobra, ale wróćmy do pytania tytułowego, bo ta dygresja o draftowej nocy 2001 roku wywiodła nas już za daleko. Dlaczego Kings pozbyli się Williamsa?

#Showboat

Człowiek ma pamięć wybiórczą. Wracając dzisiaj do czasów Showtime Kings pamiętamy przede wszystkim Jasona Williamsa z jego ekstrawaganckich podań i radości z gry, która przywodzi na myśl tę obserwowaną u Luki Doncica, jednakże u Williamsa okraszona była jeszcze szczyptą zawadiackości.

W latach 1998-2000 roku Williams przewodził atakowi Kings do spółki z Chrisem Webberem, Vlade Divacem i Peją Stojakoviciem. Te dwa pierwsze lata Williamsa w lidze zapowiadały się bardziej niż obiecująco. Niemniej, za wachlarzem podań i pod płaszczykiem show kryły się leniwa obrona, kiepski rzut z dystansu i konfliktowa osobowość, która stawała się zarzewiem utarczek w klubowej szatni i konfliktu zawodnika z trenerem Rickiem Adelmanem.

Tamci Kings przyciągali kibiców, byli na fali wznoszącej pod względem liczby zwycięstw w rundzie zasadniczej, ale w playoffs walili w pierwszorundowy mur. W 2001 roku Williams zaczął stopniowo tracić pozycję w zespole, gubiąc minuty na rzecz dużo lepiej grającego w obronie Bobby’ego Jacksona. Zbiegło się to w czasie z eksplozją formy Stojakovicia, który jako starter przeszedł ze średniej 11.9 na 20.4 punktów.


Peja Stojaković dwukrotnie wygrywał konkurs rzutów za trzy.
Zagrał w trzech All-Star Games oraz UWAGA: w 2004 roku był czwarty w głosowaniu na MVP!

Adelman miał do dyspozycji świetnie podających wysokich w osobach Webbera i Divaca. Dla dosyć jednowymiarowego Williamsa z miesiąca na miesiąc zaczynało brakować miejsca. Niestety, a może stety, pod względem uwielbienia fanów był on zdecydowanie pierwszym graczem zespołu, co bardzo utrudniało wyeksmitowanie go z drużyny, kiedy już oficjalnie w kuluarowych rozmowach klubowych decydentów pojawił się ten pomysł.

#2001

Okazja nadarzyła się więc w 2001 roku. To wtedy zarządzający klubem Geogg Petri zdecydował się na posłanie Williamsa wraz z Nickiem “The Brickiem” Andersonem do Grizzlies w zamian za Mike’a Bibby’ego. Fani nie przyjęli tego najlepiej, no bo kimże był Bibby w porównaniu do White Chocolate? Solidny, lecz niezbyt porywający zawodnik jednego z najnudniejszych zespołów w lidze wobec etatowej gwiazdy wszystkich ligowych highlightów?

Sprawa transferu była głośno komentowana w całym środowisku związanym z Kings. Williams otwarcie kwestionował fakt, iż traci na wartości w rotacji zespołu i przewrotnie sam groził odejściem z drużyny. Faktem jest jednak, że jego ostatni sezon w Kings był dość problematyczny, nie tylko ze względu na stopniową utratę boiskowej ekspozycji kosztem Bobby’ego Jacksona. Zawieszono go na pięć meczów za złamanie polityki antynarkotykowej ligi. Dwukrotnie dostał karę za słowne utarczki z kibicami, a w Oakland, siedząc na ławce w czasie meczu nawyzywał gejów i Azjatów.

Menedżer roku Petrie, zdecydował się więc pozbyć problemu. W to miejsce sprowadził będącego na fali wznoszącej Bibby’ego. Ten od pierwszego dnia wnosił do zespołu 15.9 punktów 8.4 asyst 3.7 zbiórek oraz 1.3 przechwytów przy 38% skuteczności zza łuku.

#Pan z chłopa

Wiele lat później Bibby nie tylko pamiętany jest jako jeden z najjaśniejszych punktów najlepszych Kings w historii, którzy do samego końca bili się z Lakers w słynnych finałach konferencji 2002 czy dali fanom nie mniej pasjonującą potyczkę z Timberwolves w drugiej rundzie dwa lata później.

Nie miał tej plastyki co Williams, ale zawodnikiem był obiektywnie lepszym. Aż dziw, że ze statystykami na poziomie 20/7/4 nie powąchał parkietu All-Star Game. W zespole wytrwał do 2008 roku. Trudno jednak porównywać jego wkład w koszykarską kulturę z tym pozostawionym przez Jasona Williamsa. J-Will był swego czasu dla kibiców (a przede wszystkim dla białych kibiców) kimś pokroju Allena Iversona. Rzecz jasna nie pod względem umiejętności, ale osobliwie pojętej charyzmy. “Pretty fly for a white guy” tak moglibyśmy go określić. W tamtych czasach będąc białym nie dało się być bardziej cool niż Jason Williams. I zawsze będziemy o tym pamiętać.

A także o niewykończonym przez Rafa LaFrentza podaniu łokciem w Rookie Game…

[BLC]

Ostatnie Wpisy

27 comments

  1. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    20 lat temu kings była (dla mnie) najlepszą ekipą do oglądania
    zwykły mecz był czymś więcej i nazwa “showtime” nie była na wyrost
    knigs i toronto z młodym vincentym to … jakby to napisać… oglądać ich chciał każdy
    na wizji sport i tvn oczywiście 🙂

    (13)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny artykuł, mój ulubiony do oglądania zespół..Chris Webber jak ja Cię uwielbiałam oglądać z JW i Vlade. Najefektowniejszy silny skrzydłowy w .NBA.w nad..30 latach.

    (6)
  3. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe G8
    PATRON
    Odpowiedz

    to Sacramento było piękne. Od tamtego czasu nie chce mi się ich nawet oglądać. Zespół nijaki który cały czas mówi “nie zagraliśmy tego co potrzeba”. Jeśli przegrana to wypadek przy pracy ok, ale oni w ogóle nie graja tego co potrzeba…

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Bibby był lepszy od Jasona Williamsa? What? Pewnie dlatego Williams w Miami zdobył z Wadem i Shaqiem mistrzostwo NBA, a Bibby coż – poza tym, że jest nabity jak lufa od czołgu, poza statami nie osiagnał nic. Taka jest prawda. Nie obrażać mi tu J – Willa.

    (-10)
    • Array ( )

      Bibby był efektywny, a Williams efektowny. Ten drugi miał niewielki wkład w tytuł zdobyty przez Miami, nie ma co się oszukiwać. Autor tekstu nie wspomniał o fatalnej skuteczności z gry Williamsa i wielu stratach. Wydaje mi się, że gość przewodził lidze w stratach, ale pewien nie jestem. To była wesoła koszykówka, uwielbiam go, ale z Bibbym Kings mogliby nawet powalczyć o tytuł, gdyby nie kontrowersyjne sędziowanie w serii z Lakers.

      (11)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Williams w Miami zdobył mistrzostwo tak jak ty lue w Lakers zdobył mistrza.dokladnie na takich samych zasadach,także ten…

    (0)
    • Array ( )

      Odsyłam do finałów konferencji 2002. Pod nieobecność Vlade to właśnie duet Bibby/Webber trzymali wynik dla Kings.

      (4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Williams i bibby to jak westbrook i paul.pierwszego lepiej się ogląda ale koszykarsko to drugi jest lepszym i przede wszystkim mądrzejszym zawodnikiem

    (4)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli już zajmujecie się “retro basketem”, to niech będzie to naprawdę “retro”, jak George Mikan, Bob Petit czy nawet Dave Cowens. Ale JW w kąciku “retro”? Przecież to było zaledwie wczoraj, do tej pory pamiętam mecze i highlighty z jego udziałem w TV, co lepsze “kawałki” to w Teleexpressie dawali, a tu jakieś “retro”? Ja protestuję

    (-4)
    • Array ( )

      Tacy jesteśmy już starzy i tyle:) Z pisaniem artykułów o Mikanie/Peticie itd. IMO wiąże się problem z dostępem do informacji. Np. ja mógłbym napisać o nich artykuł, ale byłaby to kompilacja info z książek o NBA które posiadam

      (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Lubiłem go i nawet jak pokazywałem swojej ex różne highlighty z koszykarzami, to White Chocolate przypadł jej najbardziej do gustu.

    (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Koszykarsko, drużynowo Bibby był lepszy… Ale to właśnie J-Will robił to co każdy biały chłopak chciałby robić na boisku. Jesli chodzi o skill i plastykę ruchów to zjadal 90 % ligi w tamtym czasie. Byłem małolatem bo miałem wtedy jakieś 14 lat ale pamiętam, że każdy z chłopaków na boisku chciał być jak on. Za gowniarza nie zwracałeś uwagi na efektywność ale właśnie na takie zagrania jak u Jasona, jak u AI3 czy paki jak Vince. Jak ktoś mówił mi, że piłka nożna jest efektowna bo Ronaldo, Rivaldo czy Zidane to ja im przeciwstawiałem właśnie tą trójkę. Zresztą nie tylko ich. T-Mack, Kobe, urywający kosze Shaq, Kemp z Paytonem, czy Jordan i Pippen. To wlasnie późniejsze lata 90 i początek 2000 mnie ukształtował jako fana. Dlatego jak mówię, byli gracze jak Mike Bibby którzy zespołowo wygrywali rywalizację ale to tacy wariaci jak ci wyżej oddziaływali na wyobraźnię dzieciaków i sprawiali, że boiska były pełne. Dodaj do tego And1 mix tape show i masz obraz przełomu wieków na polskich osiedlowych gierkach i popularności koszykówki w tamtym czasie w Polsce. Teraz tego niestety nie ma…

    (14)
    • Array ( )

      coś w tym jest, teraz wydaje się że nie ma już takich postaci jak wymienieni wyżej, którzy są charakterystyczni i się czymś wyróżniają. Ciekawe czy rzeczywiście coś się zmieniło w kwestii samej gry czy po prostu wspominamy ich tak z sentymentu z młodych lat.

      (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    J-Will był świetny w highlight, ale słabo budował grę zespołu jako play maker, bardzo słabo rzucał i jeszcze gorzej bronił. Rzucać nauczył się dopiero jak miał 30 lat gdzie dobił do 44% FG i 37% za trzy, czyli poziom przyzwoitości. W Kings rzucał 38% FG i 30% za trzy, czyli fatalnie. Nie brałem go nigdy na poważnie, bo zupełnie nie chciało mu się bronić i nie przykładał się do treningów siłowych. Ale talent do gry miał jak mało kto …

    (3)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Dla mnie Ikona , Williams wniósł COS czego nie udalo sie zadnemu pg , i chodzi mi tu o styl . Wielu z nas żyło wtedy streetballem , and 1 itp. Williams to wszystko przeniósł do nba. Ile razy każdy z nas po jego efektownej asyscie powtarzał ” o ja pie….. jaki pass” pozdro

    (4)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Kibice pamiętają – wspaniałe highlighty, swag (nie pamiętam, czy wówczas było już to słowo ;-), barwną osobowość – bo to był gracz niepowtarzalny. Ale kto oglądał całe mecze – widział, że ten styl szkodzi SAC, który juz w tedy był dobrym, zbilansowanym i głębokim składem. Po prostu Williams, aby wyrobić normę 3-4 highlightów na mecz ceglił niemiłosiernie i popełniał górę niewymuszonych strat a do tego prawie nie bronił.
    To co było dobre dla wychodzących z dołka SAC, pozwoliło zyskać atencję kibiców i rozpoznawalność w Lidze – w chwili, gdy weszli na poziom contendera zaczęło ciążyć. Wiele razy J. Williams był głównym “sprawcą” porażki – siłując nieszablonowe zagrania, łamiąc zagrywki i wprowadzając chaos. W PO wczesnych lat 2000, gdzie grało się jeszcze powolne szachy, głęboko zakorzenione w latach 90 – było to niepożądane. Co z tego, że będzie Top 10, jak mecz przegrany.
    Bibby – był tu idealnym rozwiązaniem. To rzetelny rzemieślnik, na pograniczu mistrzostwa, choć nigdy nie uważany za gwiazdę, pomimo wyśmienitych statystyk. Coś jak Andre Miller.
    To też przypieczętowało zmianę i w sumie koniec kariery Williamsa, bo nigdy potem takiej ekspozycji już nie miał, choć statystycznie w Vancuver grał wciąż na swoim poziomie, to nie miał tylu wybitnych wykończeniowców – więc i highilighty nie były tak częste, a poziom szaleństwa wciąż był niezmienny. Podobnie w MIA, gdzie grał zamiennie ze starutkim Garrym Paytonem po nie całe 30 min w meczu i w poukładanym baskecie nie było zbyt wiele miejsca na szaleństwa.

    (1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Za czasów White Chocolate byli chimeryczna drużyna o niby dużym potencjale ale przegrywająca szybko. Bycie w top ten to nie wszystko. Mike był solidnym zawodnikiem który wniósł drużynę na wyższy poziom. To się nazywa dobra zmiana kiedy drużyna nie jest w stanie przeskoczyć pewnego pułapu. A White zdobył tytuł w Miami więc wszystko dobrze się skończyło

    (0)

Gwiazdy Basketu