centered image

Steven Adams: gigant uratowany przez brata

27

Każdy wielki gracz w NBA miał jakąś ksywkę. Karla Malone’a pamiętamy jako “Listonosza”, Paul Pierce to już na zawsze “The Truth”, a Allen Iverson “The Answer”. Lista ksywek zawodników NBA jest długa niczym mur chiński. Nasz dzisiejszy bohater określany jest przez kibiców przydomkiem “Big Kiwi”. Słowo “big” nawiązuje oczywiście do jego wzrostu (facet mierzy 213 cm) zaś “kiwi” do kraju, z którego pochodzi. Dlaczego “kiwi”? Ponieważ Nowa Zelandia to państwo, w którym wszystko nazywa się kiwi: ptak symbol narodowy, prezydent i mieszkańcy.

Ten najczystszy i najbardziej odizolowany kraj na świecie słynie z pięknej przyrody, fiordów, gejzerów i rugby. To właśnie ten sport ludność Nowej Zelandii kocha najbardziej. W krainie Hobbitów rugby jest zawsze na pierwszym miejscu. Jednak on postanowił, że będzie grać w koszykówkę. Dopomógł mu w tym brat Warren, który nie pozwolił młodemu się stoczyć. Poznajcie niesamowitą historię Stevena Adamsa, centra Oklahoma City Thunder.

Steven Funaki Adams

… przyszedł na świat 20 lipca 1993 roku jako najmłodszy z OSIEMNASTKI dzieci. Jak to delikatnie ująć: pochodzący z Anglii ojciec koszykarza płodził dzieci z pięcioma kobietami. Był niczym Stavros (Krzysztof Stelmaszyk) w filmie “Testosteron”. Gdzie nie pojechał, tam zostawiał ślady. Steven dzieciństwo wspomina tak:

Moi bracia znęcali się nade mną, więc dużo płakałem. Kiedy mówiłem, żeby przestali, nie słuchali. Płacz był moją jedyną formą obrony i powodował, że mój tata wchodził do pokoju.

Sid nie był wzorem do naśladowania. Szorstki, zasadniczy, rzadko okazywał emocje. Służył w marynarce wojennej Nowej Zelandii. Mimo wszystko najmłodszy Steven był bardzo przywiązany do ojca. Posłuchał jego rady, który poradził mu by w życiu postawił na sport. Aktywność fizyczna miała nauczyć go dyscypliny. Jego bracia byli znakomitymi atletami, mierzyli ponad dwa metry, a siostra Valeria Adams odnosiła sukcesy jako kulomiotka (dwa złote medale olimpijskie w pchnięciu kulą w 2008 i 2012 roku).

Warren Adams grał w koszykówkę w reprezentacji Nowej Zelandii. Młodziutki Steven nie miał więc wyjścia.  Zdecydował się na koszykówkę. W wieku 14 lat miał 195 cm. Niestety koszykarskie treningi przerwała śmierć ojca. Sid Adams zmarł na raka żołądka. Po jego śmierci Steven nie potrafił się odnaleźć. Coraz częściej opuszczał szkołę. Wpadł też w toksyczne towarzystwo. Z rezygnacją w oczach pił, palił i bez celu łaził po ulicach.

Defining moment

Ostatecznie na dobre zrezygnował ze szkoły, spadł gdzie popadnie, a poranek rozpoczynał od puszki piwa. Dość powiedział jeden ze starszych braci. Warren Adams odnalazł Stevena w okolicznych pubie. Wyciągnął go z knajpy i oświadczył, że przeprowadzają się do Wellington, stolicy Nowej Zelandii.

Zmiana otoczenia była jedynym możliwym ratunkiem dla rozbitego wewnętrznie nastolatka. Warren zwrócił się także o pomoc do Kenny’ego McFaddena, koszykarskiej legendy z Wellington. Facet miał przyjąć młodego do swej akademii koszykarskiej i mieć na niego oko. Jak możecie się domyślać, początki ze zorganizowanym basketem nie były dla Stevena łatwe. Coach nie należał do przyjemniaczków. Na pierwszym spotkaniu powiedział tak:

Teraz uzależnisz się od ciężkich treningów. Dam Ci taki wycisk, że zapamiętasz go do końca życia. Na końcu za wszystko mi podziękujesz.

McFadden słowa dotrzymał, a Steven po prostu się zaadaptował do nowej rzeczywistości. Czasem tak wychodzi, im mniej pytań zadajesz, tym lepsze wyniki osiągasz. Dwa lata później na salę wchodził gość, który dziś bez mrugnięcia okiem jest w stanie przyjąć na twarz łokieć w lidze NBA.

Adams mierzył 208 cm, był żylasty, świetnie zbierał i ładował do kosza co tylko się dało. McFadden wysłał nagranie z treningu Adamsa do Adidas Nations. Efekt? Steven został zaproszony na międzynarodowy obóz dla talentów koszykarskich w Los Angeles. Dość powiedzieć, że Stanów Zjednoczonych już nie opuścił. Prosto z LA trafił do szkoły średniej w Fitchburg w Massachusetts, a później do Pittsburgh Panthers w lidze NCAA. W sezonie 2012/13 notując średnio 7 punktów 6 zbiórek i 2 bloki zdecydował, że weźmie udział w drafcie do NBA jako freshman.

Witamy w NBA chłopcze

Oprócz licznych wyróżnień i zaproszenia na Jordan Brand Classic najważniejsze były nałóg pracy i ambicje by stawać się coraz lepszym. No i stało się: Oklahoma City Thunder wybrali go z dwunastym numerem draftu. Tym samym Adams został pierwszym koszykarzem z Nowej Zelandii wybranym w pierwszej rundzie.

Kiwi dostał się do magicznego świata NBA jednak szybko musiał zdjąć różowe okulary. To nie jest liga dla słabych ludzi, a oczekiwania kibiców Thunder były ogromne. Niedaleko wcześniej stracili Jamesa Hardena, który przeszedł do Houston. Pierwsze treningi z drużyną był ciężkie. Na jednym z nich Steven dostał łokciem od weterana Kendricka Perkinsa, po czym usłyszał: “witamy w NBA chłopcze”.

Gigant z Nowej Zelandii tylko się uśmiechnął. Wiedział, że podobnie będzie w normalnych meczach na parkietach NBA. Kendrick Perkins pokazał mu co go czeka w NBA. W swoim debiutanckim sezonie Adams otrzymał cios w korpus od Nate’a Robinsona, sfrustrowany Vince Carter trafił go w głowę łokciem, potarmosił Zach Randolph. Jako rookie był sponiewierany, ale się nie złamał.

Wręcz przeciwnie, pracował fizycznie, irytował brakiem szacunku, bo tylko taki styl znał. W swym pierwszym sezonie w NBA notował średnio 3 punkty 4 zbiórki i 0.7 bloków w meczu. Oklahoma awansowała do playoffs, doszła aż do finałów konferencji, ale tam w sześciu meczach zmęczyli ich doświadczeni i świetnie prowadzeni San Antonio Spurs.

Najtwardszy zawodnik NBA

Przed rozpoczęciem drugiego sezonu Adams udzielił wywiadu stacji ESPN. Opowiadał o swoich idolach i dotychczasowych doświadczeniach w lidze. Najbardziej podziwiał trzech graczy: Larry’ego Birda, Tima Duncana i Peję Stojakovicia. Ponadto podkreślił, że nie spodziewał się, iż gra w NBA jest tak twarda.

Jego drugi sezon w NBA nie był udany. Rozpoczął go dobrze, bo od 6 bloków w meczu z Houston. Pod koniec grudnia 2014 roku rzucił 16 punktów i zebrał 15 piłek przeciwko San Antonio. W okolicach stycznia poprawił rekord w zbiórkach: 20 w meczu z Wizards. Niestety, dobra passa skończyła się w lutym. Z powodu złamania małego palca ręki rzucającej pauzował przez ponad miesiąc. OKC ostatecznie zakończyła sezon 2014/15 na dziewiątym miejscu w konferencji playoffs oglądali w telewizji.

Następujące wakacje dedykował rozwojowi zawodowemu i podglądaniu taśm Duncana, braci Gasol i Hakeema Olajuwona, który przed laty słynął z doskonałej pracy nóg na pozycji centra (nawet LeBron James pobierał u niego lekcje). Na efekty nie trzeba było długo czekać. W kolejnych playoffs Thunder szli jak burza: pokonali Mavericks 4-1, następnie Spurs 4-2, a z Golden State prowadzili 3-1… Niestety, w kolejnych grach jak natchnieni grali Splash Brothers, liderzy OKC zagotowali się psychicznie wobec czego Thunder odpadli po siedmiu meczach. Tak czy inaczej, to była epicka batalia.

Next chapter

Porażka była bolesna, ale Adams nie wyobrażał sobie innej drogi jak skasować co należne i próbować się odkuć. Bez wahania przyjął propozycję Thunder, którzy za kolejne cztery sezony wyłożyli kwotę 100 milionów dolarów. To był dobry ruch, miniony sezon był najlepszym w wykonaniu Stevena. Średnie wyniosły 13.9 punktów 9 zbiórek oraz 1 blok. Jest najlepszym ofensywnie zbierającym zawodnikiem NBA i gdyby tylko chciał, piętnaście zbiórek notowałby z automatu. W obronie pozostawia temat do złapania Westbrookowi, bo ten z założenia szybciej uruchamia atak. Niestety na sukces w playoffs się to nie przełożyło. Eksperyment o nazwie Westbrook-George-Carmelo nie wypalił i Oklahoma pożegnała się z playoffs już w pierwszej rundzie. Utah Jazz byli wyraźnie lepsi i zakończyli serię z Thunder w 6 meczach.

I oto macie, w chwili kryzysu pomocną dłoń wyciągnął do niego brat. Kolejno trafił pod opiekę szorstkiego McFaddena. Adams miał szczęście, pozwolił pchnąć się na właściwe tory, a nabrawszy rozpędu okazało się, że jest nie do zatrzymania. Także niezależnie od tego gdzie jesteście i co robicie, nigdy się nie poddawajcie. Historię Adamsa możecie także przeczytać w książce autobiograficznej pod tytułem “My Life, My Fight”. Chłop powinien być następnym bohaterem reklamy NBA “Where amazing happens”, bez dwóch zdań!

[Marcin Mendelski vel Nieobiektywny Kibic]

Ostatnie Wpisy

27 comments

    • Array ( )

      Wpisując bezwartościowy komentarz nie jesteś lepszy, tylko przypominasz o nich i dalej chce im się wygłupiać w internecie. Brawo ty!

      (-1)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    “Hakeema Olajuwona, który przed laty słynął z doskonałej pracy nóg na pozycji centra (nawet LeBron James pobierał u niego lekcje)”
    Powinieneś napisać, że to nawet Marcin Gortat pobierał u niego lekcje 🙂
    Bardzo ciekawy artykuł, tak trzymaj.

    (31)
    • Array ( )

      Śmieszkowanie śmieszkowaniem, ale szkoda że Gortat jednak jest już na swoim ostatnim odcinku kariery. Swoje zrobił i zapisał się na kartach historii NBA. Lampe czy Trybanski nie mieli albo takich umiejętności albo odpowiedniej psychiki aby osiągnąć sukces w stanach.

      (21)
    • Array ( )

      Nie śmieszkuje, kiedyś Marcin może przekazać wiedzę Hakeema dalej w Polskę.
      Oby, Łotysze, Słoweńcy czy Serbowie już mają swoich nowoczesnych centrów, kiedy czas na nas? ;__;

      (13)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Charakterna bestia, która jest cichym bohaterem OKC.
    Mam nadzieję, że przyjście N. Noela pozwoli Stevenowi złapać oddech i w tym sezonie Nowozelandczyk pokaże jeszcze więcej.
    Nic nie poradzę, jestem fanem 🙂

    (23)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    lubie typa, ale trafił do NBA mierząc 206-208 cm (różne wersje). Jak w wieku 20 lat można jeszcze urosnąć o 7-5cm? ja myślę, że chyba nie naturalnie…

    (-9)
    • Array ( )

      po pierwsze – można urosnąć nawet naturalnie w tym wieku
      po drugie – twój nick jest też opcją 🙂
      po trzecie – może mierzyli go bez butów wcześniej a teraz podają miarę w butach

      (9)
    • Array ( )

      Ciało człowieka rośnie do ok. 25 roku życia, także mógł urosnąć. Mam kumpla, który jeszcze mając 21 lat, mierzył 165cm, a kończąc 24 lata już 10 centów więcej, tak już zostało, ale fakt jest faktem, że można:)

      (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    “W obronie pozostawia temat do złapania Westbrookowi, bo ten z założenia szybciej uruchamia atak.” Nie dlatego tylko dlatego,że Westbrook to xxx nastawiona na cyferki 😉

    (-1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Widziałem na youtubie filmik, jak Adams specjalnie odpuszcza zbiorki w obronie, żeby Westbrook mógł nabić triple double, ups, znaczy szybciej uruchomić atak :v

    (6)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Lukel
    Odpowiedz

    Tyle czekałem na ten artykuł i w końcu jest 😀 !
    Steven świetny gracz i osoba. Obserwuje go odkąd trafił do ligi i jest tylko lepszy, silniejszy. Podoba mi się jego character, to że po uderzeniu nie upada jak rażony piorunem, mega twardy facet. Do tego poza boiskiem jest mega uśmiechnięty i fajnie się go słucha. Materiał na wielką gwiazde w przyszłości.

    (9)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Lubię gościa mimo że kibicuję Jazz. Jego pojedynki z Gobertem są epickie. Powinien rozważyć grę w ochraniaczu na klejnoty 🙂

    (0)

Gwiazdy Basketu