fbpx

Efekt motyla: momenty, które zniszczyły psychikę graczy NBA

23

na

Sport nie jest sprawiedliwy. Nie ma w nim nic pewnego. To nie lokata oszczędnościowa, dająca gwarancję zysku po jakimś czasie. To nie bajka z morałem, w której zawsze na końcu zwycięża dobro. Sport to hazard, rywalizacja, w której na szali stawiasz swe zdrowie, dobre imię, niejednokrotnie także relacje z bliskimi i przyjaciółmi. Jeśli jesteś dobry. Bo jeśli nie, to nikt cię tu nie chce. Zero sentymentów.

Przykład z ostatniej chwili: badania wykazały, że Kyrie Irving poważnie uszkodził wczoraj rzepkę w lewym kolanie. Czekają go 3-4 miesiące rozbratu z koszykówką. Dla fanów Cavaliers oraz kibiców koszykówki w ogóle, to fatalna wiadomość. Dodam tylko, że gra mimo zapalenia ścięgien w kolanie nie miała związku z odniesionym urazem, to nie przemęczenie liczbą minut, to cholerny pech… O tym właśnie chciałem napisać, jednego dnia jesteś na szczycie, drugiego płaczesz w poduszkę z bezsilności. 

Stare pięściarskie porzekadło mówi, im więcej potu na treningu tym mniej krwi w walce. Kevin Durant zwykł mawiać, że ciężka praca pokonuje talent, jeśli talent nie pracuje wystarczająco ciężko. Trudno się z nim nie zgodzić. Historia NBA zna jednak wiele przypadków, w których ciężka praca NIE została nagrodzona choć wcale nie będę mówił o kontuzjach, które wywaliły z siodła wielu znakomicie zapowiadających się jeźdźców. Nie mam zamiaru poruszać tematu urazów, które zniszczyły kariery wielu zawodników. Jeśli chcecie poczytać o groźnych kontuzjach i zastanowić się “co by było gdyby…” odsyłam do jednego z moich starszych tekstów:

/złamane-kariery-nieudane-powroty-po-kontuzji-graczy-NBA/

Dziś piszę o czym innym. Piszę o zawodnikach, których wartość, mozolnie i konsekwentnie budowana forma nie zapisały się w pamięci kibiców. Ich miejsce wyparły pojedyncze zdarzenia, potknięcia niemal nieistotne z szerszej perspektywy, a jednak będące pryzmatem, przez który od pokoleń postrzega się tych graczy. Oto “Efekt Motyla NBA”, koszykarze, których kariery na zawsze naznaczyło jedno, pojedyncze zdarzenie.

Poniższy wpis ma na celu przypomnienie paru momentów, które niszczyły raczej psychikę graczy niż ich kości czy ścięgna. Kariera niektórych z nich staczała się potem po równi pochyłej, dla nielicznych było to swoiste “katharsis”, jeszcze inni zapisali się w pamięci kibiców głównie dzięki tej jednej, jedynej chwili słabości. Jeśli pamiętacie sytuację, która mogłaby być uzupełnieniem niniejszego wpisu, zapraszam, sekcja komentarzy jest Wasza.

#John Starks

Kto pamięta finały 1994, ten wie o czym mówię. John Starks w Game 6. rozgrywał mecz życia. Knicks prowadzili w serii 3-2, więc mogli zapewnić sobie pierścień w tym spotkaniu. Starksowi siedziało wszystko: 9/18 z gry, 5/9 trójek. Grał przez 46 minut i zdobył 27 punktów, najwięcej na boisku. Nie dziwi więc fakt, że powędrowała doń decydująca piłka, miał oddać rzut na miarę zwycięstwa i pierścienia. Niestety (dla fanów Knicks), Hakeem Olajuwon miał inne plany. Starks był po tym spotkaniu zdruzgotany, w Game 7. był już cieniem samego siebie: 0/11 za trzy i 2/18 z gry. Dość powiedzieć, że nigdy już nie znalazł się tak blisko pierścienia. Ani on, ani Ewing, Oakley, Harper czy Mason…

#Craig Ehlo

Całkiem niedawno opisywałem jego historię ze szczegółami, więc tam Was odsyłam: /The-Shot-jakiego-nie-znacie/

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

23 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Lebronowe “not one, not two…..” które będzie sie za nim ciągnąć do końca kariery, to jeszcze bardziej pobudziło hejterów

    (20)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe tomdon83
    Odpowiedz

    Tekst nad wyrost. Tak “nick the brick” mówiono o van exelu. Co do Starksa to wcale się tak nie podłamał, to charakterny gość, w 97r. dostaje nagrodę “Najlepszego Rezerwowego” więc to o czymś świadczy. Tyrone Lue akurat zbierał bardzo dobre opinie za krycie Ivera w Finałach’01 i jedno minięcie nikogo w tej lidze nie niszczy bo jak sam autor wspomniał- NBA to nie kraj dla słabiaków:) dziękuję.

    (12)
  3. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe MJ1981
    PATRON
    Odpowiedz

    przypadkiem ogladalem wczoraj game 1 95 Finals. Kapitalny mecz!!pojedynek gigantow na srodku (nie to co teraz gdy drewniany Howard walczy z jednowymiarowym Jordanem) serie celnych trojek itd.. Klimat w hali, jingle i krzyk announcera po koszach Magic (szczególnie gdy Shaq dał paczke). Zreszta uwielbiałem Penny’ego i Shaqa! Houston tez fajna ekipa.te osobiste ustawily wszystko.widac bylo roznice doswiadczenia obu dryzyn od poczatku ale gdyby Nick trafil naprawde byla szansa..
    Tamta koszykowka duzo bardziej mi sie podobała. Łezkaw oku sie kresi.
    Penny..to był gosc!!!
    szkoda Irvinga, tego kolesia trudno nie lubic.

    (12)
  4. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe MJ1981
    PATRON
    Odpowiedz

    Sory za drugi post ale zapomniałem napisac ze jak AI przewiozł Ty’a to myslałem ze rozwale z radosci pokój.. i to przejscie nad nim ze spojrzeniem:)
    a mecz 1 95 Finals naprawde polecam nowym fanom dzisiejszej NBA.
    Pzdr

    (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    jak na moje Nick The Brick początkowo było do Van Exel’a ze względu na słabą skuteczność i częste niedoloty później przeszło na Andersona a Van Exel się rozegrał i jego szybkie penetracje na kosz sprawiły ze zostal The Quick

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli do NBA idzie Polak z klubu z Pruszkowa, to naprawdę uważacie, że chodziło o jego talent ? Ostatnio popularne były fragmenty biografii Masy o ustawianiu walk Gołoty w USA, poszedłbym w tym kierunku

    (-5)
  7. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe TracyMcKobe
    Odpowiedz

    Trochę bez sensu, bo jak niby psychike zniszczyć miało zagranie AI, skoro Tyronn Lue 4-5 lat później występował i zaliczał dobre występy jako starter ? 🙂
    #wut!?

    (9)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BLC
    Odpowiedz

    W pierwotnej wersji tytuł artykułu brzmiał “efekt motyla: gracze,których kariery zdefiniowal jeden moment”, myślę że to bardziej oddawali mój zamysł,chodziło nie tylko o załamania,ale też o to jak kogo zapamiętali kibice itd.

    (9)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe willhaven
    Odpowiedz

    Ja właśnie Starksa pamiętam za nieustępliwosc,ambicje i serce do gry. Nie za ten felerny 7 mecz czy blok na nim w 6tym, choc dzis pewnie by zagwizdali tam faul ale wtedy była inna koszykówka. Uwielbiałem tamtych Knicksów. Te pojedynki z Bulls, Pacers.

    (1)

Gwiazdy Basketu