Jak wygląda rekrutacja do NCAA

23

Powtarzam to wokół. Oni składają obietnice bez pokrycia! (…) Poczułem, że nas okłamano [Wendell Carter Senior, ojciec]

O tym, jak wygląda rekrutacja do topowych programów sportowych, traktowało już kilka filmów, chociażby He Got Game, gdzie na campusie UCLA na Jesusa Shuttleswortha czekały rozmaite „atrakcje”. To wcale nie była (tylko) magia kina, a w wielu takich historiach jest ziarnko prawdy (co najmniej). Pieniążki pod stołem, dziewczynki, wejściówki, alkohol… to tylko pierwsze z brzegu jabłuszka w tym sadzie. Nic dziwnego, że zawodnicy długo wahają się nim ogłoszą światu swój wybór. Przecież nikt by nie chciał, żeby kilka takich imprez przeszło mu koło nosa.

Chociaż proces rekrutacji jest ściśle opisany i ujednolicony dla całej NCAA, lista zakulisowych zagrywek jest wręcz powalająca. W niniejszym artykule postaram się przedstawić kilka z nich, podpierając się przykładami z różnych dyscyplin.

#Kalendarz

Rok akademicki w odniesieniu do rekrutacji sportowców dzieli się na okresy. Są cztery:

Contact Period

W tym czasie trenerzy mogą kontaktować się z zawodnikami i ich rodzicami osobiście, odwiedzać ich w domach, oglądać na meczach licealnych, pisać listy i/lub telefonować do nich lub ich rodziców. Poniżej trener footballu Mizzou, odwiedzający rekrutów w szkołach St.Louis w helikopterze, nic dziwnego, że na młodych ludziach taka pompa robi wrażenie:

Evaluation Period

Jest to czas kiedy dozwolone są wszystkie powyższe czynności z wyłączeniem odwiedzin. Kontakt osobisty z zawodnikami i ich rodzicami możliwy jest tylko jeśli odwiedzą kampus uniwersytecki.

Quiet Period

W tym czasie dozwolony jest jedynie kontakt osobisty na kampusie. Trenerzy nie mogą oglądać zawodników na meczach (z wyjątkiem zawodów na kampusie, w których tacy gracze braliby udział). W dalszym ciągu można pisać i telefonować.

Dead Period

Dozwolone jest jedynie pisanie listów i telefonowanie.

Rozkład okresów na poszczególne miesiące dla Division I NCAA pokazuje poniższa tabela. Dla nas najistotniejszy drugi wiersz, koszykówka mężczyzn:

Wizyty trenerów są już długą tradycją i zawsze oznaczają znaczne zainteresowanie zawodnikiem. W fajny sposób zostało to przedstawione w opartym na faktach filmie The Blind Side (świetny!) ale nic dziwnego, skoro w rolach trenerów obsadzono prawdziwych coachów, zobaczcie sami:

Aha, byłbym zapomniał. Powyżej wspominałem o wizytach coachów w domach (tu raczej nie ma co tłumaczyć), ale też o wizytach zawodników na campusie. Te mogą mieć charakter oficjalny lub nieoficjalny. Różnica jest w pieniądzach: za nieoficjalne płaci zawodnik/jego rodzina (to coś jak drzwi otwarte w polskich szkołach, tylko z amerykańskim rozmachem), natomiast oficjalne finansuje uniwerek. Teoretycznie uczelnia może opłacić transport, zakwaterowanie i trzy posiłki dziennie dla gracza i jego opiekuna, oraz pokryć uzasadnione wydatki „na rozrywkę”, w które wlicza się chociażby 3 bilety na mecze rozgrywane na kampusie. No… tyle teoria. Praktyka? Ciężko powiedzieć czy często wygląda to tak jak w He Got Game, ale może mimo wszystko zechcecie przypomnieć sobie wizytę Raya Allena… wróć! Jesusa Shuttleswortha na uniwersyteckim kampusie, początek 1:41:00, w roli oprowadzacza… Rick Fox aka Chick Deagan:

Gdy już zawodnik „da się namówić”, ogłasza swoją decyzję. Topowe prospekty robią to na konferencjach prasowych, gdzie typowym gestem jest założenie czapeczki danej uczelni, tak jak zrobił to Zion Williamson na filmiku poniżej:

Bywa jednak, że ogłoszenie zobowiązania przyjmuje zupełnie inne, o wiele bardziej kreatywne formy. Parker Boudreaux, ofensywny lineman, który swego czasu był licealistą z największą ilością ofert uniwersyteckich, przeciągał autobus, odkrywając logo Notre Dame Fighting Irish. Z kolei Daelin Hayes… zobaczcie sami:

#Pod stołem

Z rekrutacją i sportem uniwersyteckim wiąże się rola boosterów. W Polsce nazwalibyśmy ich „Przyjaciółmi Uczelni”. To wpływowi absolwenci/rodzice etc., których hojne datki wspomagają szkołę i/lub jej program sportowy. Wsparcie boosterów jest legalne, o ile trzyma się ogólnie przyjętych form, takich jak darowizny na rzecz uczelni etc. Zakazane jest kontaktowanie się osobiście z prospektami, finansowanie zakwaterowania, finansowanie wizyt nieoficjalnych, prezenty rzeczowe. Tajemnicą poliszynela jest, że przepisy te nie są respektowane.

Nevinowi Shapiro, lobbującemu na rzecz Miami University udowodniono swego czasu nielegalne praktyki wobec 114 rekrutów i graczy uniwersyteckich. „Zachęty” Shapiro obejmowały m.in. bonusy za kontuzjowanie przeciwnika, organizowanie imprez w nocnych klubach, płacenie za prostytutki i ewentualne aborcje groupies. To tylko jeden z brzegu przykład, ale nie jest to odosobniony przypadek

LeBron przy Hummerze kupionym na kredyt przez Glorię

W przypadku LeBrona Jamesa głośna była sprawa Hummera. Gloria James, której w życiu nie byłoby stać na takie auto dla syna, wzięła w banku kredyt. Ponieważ chodziło o auto dla LeBrona, bank uznał, że wystarczającym poręczeniem są jego przyszłe zarobki. Sprawa wzbudziła wiele kontrowersji, tak jak i kwestia przyjęcia przez niego korzyści w postaci oryginalnych jerseyów wartości 845$. Nie chodziło o kwotę, ale o fakt. Coś takiego jest wystarczające, by utracić status amatora. Kazus Jamesa dobitnie pokazał, że topowym prospektom zwyczajnie wolno więcej.

O graczach uniwersyteckich, którym FBI udowodniło rozmaitych korzyści z gry pisałem już tu:

/afery-i-skandale-nba-edycja-2018/

#Druga strona medalu

Chociaż w mediach panuje kult młodych sportowców, to tak naprawdę w całej tej gonitwie są oni zwierzyną łowną, a nie panami sytuacji. Takie świadectwo dał chociażby Wendell Carter Jr. siódmy pick tegorocznego draftu.

Swoje pójście do Blue Devils (DUKE), zadeklarował on w 2016. Na brak ofert nie narzekał, ale skusiła go wizja bycia centralnym elementem ofensywy zespołu. Stało się jednak inaczej. Po Carterze uczelnia zrekrutowała jeszcze Marvina Bagleya III, co zmieniło rolę Wendella w drużynie. W wywiadzie dla chicagowskiej rozgłośni powiedział:

Ludzie (w tym wypadku coach Krzyzewski) składają obietnice bez pokrycia. Mówiono nam „O, Wendell, Wendell to nasz człowiek!”, a potem wyciągnięto nam krzesło spod tyłka.

Matka zawodnika dodaje, że praktycznie zatajono przed nimi zmianę decyzji Bagleya, który zmienił swój pierwotny wybór i postanowił grać w DUKE.

Byłam wkurzona! Ale nie na Bagleya III, każdy z tych młodych chłopców ma prawo wyboru własnej ścieżki. Chodziło mi o to, że tę informację przed nami zatajono, namawiając Wendella na to wszystko.

Wiadomo, bycie pierwszą opcją to ekspozycja, czas i statystyki, rzecz dla potencjalnego zawodowca ważniejsza niż triumfy. W przypadku Wendella, granie drugich skrzypiec (w zasadzie to był czwartym strzelcem zespołu) nie przyniosło ujmy na honorze. Ze statystykami 13.5ppg /9.1 rpg /2.0 apg /2.1 bpg poszedł z siódmym numerem draftu. Przed nim, z dwójką Bagley III, a po Wendellu jeszcze Grayson Allen (21 pick) i Gary Trent (37 pick) z tej samej drużyny.

Wspomniawszy Marvina Bagleya, nie sposób nie odnieść się do słów jego matki, określającej system NCAA jako „niewolniczy”. Kobieta twierdzi, że to chore, że bogacą się wszyscy, prócz młodych zawodników. Ponieważ takie głosy nie są odosobnione, a w systemie roi się od wypaczeń, być może w przyszłości czekają nas jakieś zmiany w tej materii?

[BLC]

Ostatnie Wpisy

23 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Podobno są jakieś głosy, wypowiadał się sam Silver aby znieść zasadę przymusowego roku na uczelni przed przystąpieniem do draftu. Prawda to?

    (14)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Moim zdaniem wszystko to co wymienił autor tekstu powinno być dozwolone i na porządku dziennym (oczywiście nie licząc narkotyków, prostytucji (prostytucja powinna być legalna i opodatkowana) itp czyli rzeczy które są nielegalne).

    Każda uczelnia powinna być osobnym, prywatnym bytem. I kusić przyszłych prospektów w jaki sposób im się to podoba. Jeśli jedną uczelnie stać na więcej i jej się to opłaca to może płacić pensję przyszłym studentom.

    Wolny rynek.

    (1)
    • Array ( )

      wolny rynek, czyli robimy zawodowa lige z akademickiego sportu (wiem, ze ncaa jest akademicka liga tylko formalnie, ale zawsze), ale jakbys chcial kupic sobie cos do jarania na tym wolnym rynku to nie bo nie 😉

      (7)
    • Array ( )

      @Bla
      Ty chyba nie rozumiesz, że właśnie dzięki temu, że nie ma pensji i grają tylko po to aby dostać się do NBA – czyli w każdym meczu walczą o swoją przyszłość – to NCAA jest chętniej oglądana niż NBA, a wielu z tych chłopaków ma faktyczną szansę na lepszą przyszłość.

      Gdyby wprowadzono wynagrodzenia, to uczelnie, które mają miliardy zebrałyby najlepszych prospektów, bo dla wielu chłopaków liczą się wyłącznie pieniądze i lepiej siedzieć na ławce grając średnio po 3minuty za większe pieniądze niż być starterem na jakiejś mniejszej uczelni za małą kasę.

      Ciekawe ilu z tych zawodników później znalazłoby się w NBA i nie zmarnowali swojego talentu już na poziomie uczelnianym rozmieniając go na drobne – dosłownie.

      (7)
    • Array ( )

      Żadne pobudki, czy to dobre czy złe, nie są powodem ograniczenia wolności. Z twojej wypowiedzi wynika że wszyscy są albo głupi albo chciwi albo głupi i chciwi. I nawet jeśli miałbyś rację to na tym polega wolność. Jeśli zmarnowali by swoją przyszłość to tylko na własne życzenie. To nie dzieci tylko już dorosłe osoby które nie można na siłę trzymać za rękę.

      (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Ale im ten wolny rynek wcale nie jest na reka bo teraz dadza jednemu czy drugiemu cos pod stolem ale na pewno nie sa to miliony . A Jak bylby wolny rynek za chwile by sie okazalo ze juz na uniwerku trzeba by placic kilka baniek topowym zawodnikom.

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Odpaliłem filmik „He got game” , patrze cały 🙂 no to mówię sobie można by odkurzyć stare czasy; ale jednak coś nie tak… napisy nie w tę stronę, wszyscy na początku rzucają lewą ręką 🙂 . Da się tak w ogóle obejrzeć?

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    „Coś takiego jest wystarczające, by utracić status amatora. Kazus Jamesa dobitnie pokazał, że topowym prospektom zwyczajnie wolno więcej.”

    Z tego co ogladalem w filmie „more than a game ” za te koszulki i hummera odsunieto od zespolu pdczas chyba polfinalow stanowych czy krajowych. Koledzy musieli sami wygrac. Wiec czy tak wolno wiecej?

    A usa zawsze stalo na kasie. Jak widac trener K tez nie swiety. Tam gdzie jest kasa nie ma sentymentow.

    (2)
  6. Array ( )
    wielmozny pan P 12 Lipiec, 2018 at 13:08
    Odpowiedz

    reżyserskie fantazje, to jedno, a realia to drugie : czołowe uczelnie, Duke, Kentucky czy Michiga, Kansas, Vilanova, co roku polujące [z sukcesem] na wszystkich niemal five star freshmanów nie muszą ich kupować biżuterią czy kasą pod stołem.

    kuszą ich marką, która otwiera drzwi do NBA. tam dopiero są pieniądze i te wszystkie rzekome atrakcje ci gracze mogą sobie sami kupić.

    po co mieliby ich korumpować, skoro wystarczy pokazać liste absolwentów, albo one and done, spod reki Izzo, Cala czy Krzyzewskiego, którzy zostali wybrani z NBA Draft, zeby taki Wendell Carter wiedział gdzie ma iść.

    Po cóż mieliby ryzykować i łamać zasady rekrutacji ? przecież to nielogiczne. Na dodatek, w ten sposób zniszczyliby swoją reputację, która jest w tym „biznesie” wszystkim. Jaki sens byłby tak ryzykować ?

    mniejsze uczelnie też w zasadzie nie muszą takich rzeczy proponować, bo nie ma takich „imprez”, które przekonałyby Wendella Cartera do wyboru małej szkoły ponad wielkch Spartans, Blue Devils czy Wildcats.

    czołowi prospekci celują w NBA, a nie w fajne życie na campusie, mają ludzi którzy ich nawigują i dobrze wiedzą, ze biorąc udział w naruszaniu zasad, tylko mały figiel dzieliłby ich od skandalu i końca marzeń o bajońskich kontraktach w NBA. Nikt nie jest tak głupi, zeby w to wejść.

    statystyki czy czas gry, owszem, jest istotny, ale nie decyduje o tym, z którym numerem dany gracz pójdzie w Drafcie.

    pretesnje otoczenia Wendella Cartera są niepoważne. przecież on poszedł w pierwszej 10.

    to że Bagley został wybrany z 2 numerem, nie było zasługą czasu ekspozycji czy staystyk, ale tego że ma on większy upside i potencjał od Cartera.

    bagley mógłby grać po 10 minut w meczu, a Carter po 35 minut, a nadal Bagley byłby z numerem 2, a Carter z numerem 7, bo tak naprawdę w NBA mało kogo obchodzi, co dany gracz osiagnął w NCAA. obchodzi ich tylko jego potencjał i skala możliwości rozwoju tego potencjału.

    Wendell Carter nigdy nie mógłby pójśc z nr 1 w tym naborze, bo zwyczajnie jego potencjał motoryczny go do tego nie kwalifikuje, i jesli sądzi, ze gdyby w Duke nie było Bagleya, a on zdeobywałby 20 pts per game, nawet gdyby zdobył tytuł mistrzowski, to coś się zmieniło – zwyczajną naiwnością grzeszy.

    doświadczeni skauci, fachowcy, którzy wiedzieli wszystko i znają się na tym jak nikt, w try miga rozpoznają wybitny talent [talent – nie gotowego gracza, gotowi gracze idą w Drafcie z numerem góra 25, to ci którzy 80 % możliwości już spełnili i nie rozwiną się specjalnie w żadnym układzie w NBA, żadna praca już nie pomozę w zrobieniu z nich znacznie lepszych niż są w tym momencie].

    no i last but noty least : Carter też został dostrzeżony i wysoko wybrany, więc w sumie te pretensje są niezbyt trafione.

    popatrzmy na Donte Di Vincenzo : dopiero jako junior błysnął w Final4, potem miał dobre treningi, wysokie wyniki testów, nieźle wypadł w wywiadach dla poszczególnych teamów i proszę : wybrano go z 17 numerem.

    3-letni czas ekspozycji nie był istotny. istotny był moment, w którym nareszcie zademonstrował swój potencjał.

    (-2)