San Antonio: uczta dla koneserów basketu (3-2)

11

oklahoma city thunder vs san antonio spurs [game 5]

24-1 tyle wynosi tegoroczny bilans Spurs w meczach, w których Danny Green zalicza minimum trzy trójki.

Innymi słowy, kiedy Spurs trafiają swoje próby rzutowe – nie ma możliwości by ich pokonać. Zespołowa gra to “firmówka” ekipy Gregga Popovicha, który od osiemnastu lat wychodzi ze słusznego założenia, że owszem możesz ograniczyć jednego znakomitego zawodnika, ale gdy pięciu graczy współpracuje dla wzajemnej korzyści, pozostaje ci jedynie liczyć na to, że nie trafią z czystej pozycji. Podanie zawsze jest szybsze niż obrońca. Wiedzą to w piłce nożnej, wiedzą to w koszykówce.

Wczoraj San Antonio podawali między sobą piłkę 332 razy, przeciwnicy tylko 254.

Ale to nie wszystko, owe 332 podania Spurs zamienili na 43 rzuty z “czystej pozycji”, to znaczy takiej, w której najbliższy obrońca znajdował się ponad 120 centymetrów w odległości od strzelca. Biorąc pod uwagę, że łącznie rzucali do kosza 76 razy, 56% prób SAS oddali więc z wolnej pozycji(!) upewniając się, że nie powtórzy się historia z 2012 roku, kiedy to po dwóch wygranych meczach u siebie, Spurs ulegli rywalom w kolejnych czterech odpadając z walki o tytuł.

Średnia przewaga San Antonio w trzech meczach rozgrywanych w AT&T Center wynosi w tym momencie 27 punktów.

Co gorsza, Spurs znaleźli sposób na Serge’a Ibakę patrolującego pole trzech sekund. 71% skuteczności z trumny to ich najlepszy wynik w tegorocznych playoffs!

Kontuzje: Ibaka wyglądał zdecydowanie mniej energetycznie niż miało to miejsce w Oklahomie, a Reggie Jackson ze skręconą kostką (poza I kwartą) nie był już tak dynamiczny. Nie ma się co dziwić, ty na jego miejscu leżałbyś teraz z nogą w górze albo chodził do szkoły o kulach.

Obserwacje

Nie do wiary, ale Popovich “wtrącił” do pierwszej piątki Matta Bonnera, czyli jedynego gracza Spurs, który ani razu w tym sezonie w wyjściowym składzie nie zagrał. Niewiele z tego wyszło, dokładniej zero punktów, ale zdaje się, że Pop przez cały czas chciał mieć na parkiecie rozciągającego grę silnego-skrzydłowego i nie uśmiechał mu się pomysł pt. small-ball. Ja myślę, że chciał dać Timowi Duncanowi więcej miejsca na manewry podkoszowe, a to sprawdziło się doskonale.

Energia! “Dziadki z San Antonio” wygrały pojedynek zbiórkowy 48-35. W kontrze też byli lepsi 14-4. Wśród rezerw 51-26.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

11 comments

  1. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Pitas
    Odpowiedz

    Co tu duzo mowic. Spurs zagralo swoja koszykowke, timmy d wiecznie mlody, oklahomie zabraklo pary po prostu, w nastepnym meczu wynik jest dla mnie kompletnie nie do przewidzenia:)
    Ale za to gif mistrzostwo !!!! 😀

    (10)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BartekCELT
    Odpowiedz

    Popovich jest GENIUSZEM !.Tak grające San Antonio po prostu nie może odpaść z OKC i nie odpadną ;).Załatwią sprawę z Oklahoma City i powtórka finału z przed roku.

    Pozdrawiam GO SPURS GO !

    (-1)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Pejo
    Odpowiedz

    SAS poraz kolejny pokazało jak umie wykorzystac atut własnego boiska. Ciekawe jaki teraz bedzie odzew ze strony OKC. Domyslam sie ze jednak doprowadza do wyrówania na 3:3 i mecz 7 w SAS to juz bedzie formalnosc. Natomiast zastanawia fakt, jak by wyglądała rywalyzacja kiedy to OKC pierwsze 2 mecze grała u siebie. Brawo panowie z SAS.

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    W SAS stawili się wszyscy. Dobry mecz. Ale jak w kolejnym nie będzie wszystko siedziało to będzie ciekawie.

    Od OKC oczekuje więćej i chce meczu nr 7.

    (-1)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe filipnba1
    Odpowiedz

    Oglądam koszykówkę od 2007 roku, od zawsze San Antonio. Płakac mi sie chce, jak pomysle, że to za chwile sie skonczy. Pop odejdzie, Timmy i Gino zakończą kariery…

    (5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Dziś starałem się policzyć, ile kiksów starłem na boiskach. Starłem – tzn. zdarłem podeszwy tak, że były w nich dziury. I co – naliczyłem, że pamiętam 27 par tak od 1992 roku mniej więcej. Pomyślałem, czytajac ten tytuł – że moze jednak dam radę i wykrzeszę troche siły. Otwożyłem witaminkę B i zaczynam ucztę. Bo w sumie przez te 22 lata mojego koszykarskiego żywota doszedłem do poziomu, gdy liczy się koszykówka a nie slam dunk 😉 Dlatego liczę na g7 w każdej serii. Dlatego podziwiam Popsa, dlatego szanuję LBJ, chylę czoła przed szalonym Wesem i mam wielką sympatię dla Big Roya. Po prostu luie dobrą kosztkówkę. A w wydaniu NBA najbardziej.

    (3)

Gwiazdy Basketu