Nowa era New York Knicks | Lakers odrabiają 20 punktów straty!

14

Sponsorami odcinka są Michał Machał oraz Piotr Sablik – uszanowanko Panowie, dzięki że jesteście! b

Nets 101 Magic 116

Brooklyn dramat, Orlando z pobłażaniem, mniej intensywnie niż potrafią, bez Jonathana Isaaca stabilizującego defensywę w drugim składzie. Przede wszystkim, jak się musi czuć Nicolas Claxton, który wychodzi z urazu tylnej taśmy jako… rezerwowy? Jakieś ochłapy otrzymuje z ludźmi, którzy walczą o ligową przynależność. Jego akcje rynkowe i pewność siebie poszły ostro w dół. Nikomu nie służy gra w tankującym zespole, na dodatek niekompetentnie prowadzonym. Ben Simmons w pierwszej piątce nikogo nie przestraszy, zdarzy mu się pójść na obręcz parę razy, ale ten chłop to już naprawdę jest przeżytek w najlepszej lidze świata. Zauważcie też proszę co robią środkowi z drugim składem Nets:

  • vs ATL: Onyeka Okongwu 28 punktów 11/12 z gry
  • vs ORL: Moritz Wagner 18 punktów 7/8 z gry 

Pierwsza linia mijana jak nóż w masło, center wywleczony, pomocy udzielają ludzie pokroju Dennisa Schrodera… masakra. Bez sensu opowiadać. Obrona strefowa w wykonaniu nowojorskim bez rim-protectora wyglądała jeszcze smutniej. Najlepszym strzelcem meczu Franz Maurer… o przepraszam Wagner: 29 punktów. Wybitnie grał przeciwko strefie z rogu parkietu: podsłaniał plecy środkowemu, po czym wyskakiwał do podań, ścinał wzdłuż linii końcowej, atakował close-outs po przerzucie piłki w poprzek parkietu, zastawiał się do podania na głębokiej pozycji, grał jako środkowy w strefie i dwie trójki zaj%bał. Absolutny profesor! Jestem fanem!

Sixers 107 Raptors 115

W obozie Philly nie ma komu grać, ani komu bronić. Andre Drummond prędko połapał faule i rozegrał tylko 22 minuty. W rezultacie Toronto wygrało tablice wynikiem 54-28 (!) Tyrese Maxey (6/23 z gry) każdorazowo widział na sobie dwóch ludzi, pozostało mu rzeźbić, uciekać od podwojeń gdzieś do skrzydła albo z dala łupać. Ofensywnie rzecz ciągnął Kelly Oubre Junior, ale jeśli to ma być lider zespołu, zespół zmierza donikąd, co tu wiele opowiadać. 

Raptors popełnili 27 strat (!) a i tak są zwycięzcami. Motorycznie byli lepsi, dominowali na otwartej przestrzeni i wymuszali faule. Gra była tak brudna, że na linii rzutów wolnych obie ekipy oddały 99 prób (sędzia Tony Brothers w formie!) szeryfem Toronto zgodnie z oczekiwaniami Scottie Barnes, autor 27 punktów. Przeciwko Cavs sobie nie pograł (Mobley + Allen za plecami) jednak dziś nie miał godnego siebie przeciwnika.

Hornets 120 Hawks 126

ATL w teorii ma problemy z rzucaniem więc nowy coach… jak on się nazywa… w każdym razie bardzo aktywny, ambitny, reagujący na wydarzenia… kurcze… mam: Charles Lee (gość jest o trzy lata ode mnie młodszy heh) więc Hornets strefę obrali, grali śmiało na dwóch wysokich, wypychali rywali ile można z pola trzech sekund. Wkrótce więc mecz przeobraził nam się w popisy dwóch streetballerów, a kogo mam na myśli to Wy już wiecie doskonale: 

  • LaMelo Ball 34 punkty 9/14 zza łuku 10 strat
  • Trae Young 38 punktów 8 zbiórek 10 asyst 7 strat

Rzucali i rzucali aż się czas skończył. Kto potrafił strzelać z kozła i zmieniać z piłką kierunki ten walił, a gdy wybrzmiała syrena i kurz opadł, okazało się, że gospodarze uskładali sześć oczek więcej. Brawo!

Pistons 101 Cavaliers 113

Cóż mogę powiedzieć, mocno wyglądają Cavs w zdrowiu. Znacznie poważniejszym zawodnikiem stał się Evan Mobley (16/6/3/4/2) kozłujący piłkę, stawiający zasłony i asystujący. Wszelkie błędy naprawia druga linia, w razie przestoju uruchamia się Donovan Mitchell (19 punktów 5 asyst) za każdym niemal razem znajdzie się też mismatch do wykorzystania. 

Detroit w ramach swych możliwości walczy z przeciwnościami. Widać rozwój świadomości koszykarskiej u centra Jalena Durena, Jaden Ivey z pewnością lepiej rzuca. Rekordowy usage-rate ma Cade Cunningham, zwłaszcza gdy Ivey opuszcza parkiet w trzeciej kwarcie. Wielkie statystyki: 33 punkty 6 asyst 9 strat 14/24 z gry. Tylko komu tak naprawdę służy jego hero-ball? Po raz drugi w tym sezonie koledzy przestają grać. Stoją i obserwują swą gwiazdę w akcji. 

Pacers 98 Knicks 123

W pierwszym meczu nadziali się na baraż trójek w Bostonie, tym razem Knicks przywitali się ze swoimi kibicami w Madison Square Garden. Rewanż za minione playoffs, demonstracja siły, zwij jak chcesz. Tyrese Haliburton zamieciony pod dywan: zero punktów 0/8 z gry. Od drugiej kwarty pełna kontrola wydarzeń, Mikal Bridges (21 punktów 5 asyst) raz za razem trafiający za trzy. Karl Anthony Towns 21 punktów + 15 zbiórek. Jalen Brunson 26 punktów 5 asyst. Josh Hart double-double: 20/10. Cieszy się fioletowo-pomarańczowa aglomeracja, bo margines błędu mają w tym sezonie spory i niech się zgrywają proszę. 

Rockets 128 Grizzlies 108

W dalszym ciągu bez Jarena Jacksona Juniora, przy zaledwie 24 minutach na placu Ja Moranta. Nie mam pojęcia dlaczego trener Jenkins trzyma go na ławie, bo chłopu ewidentnie nic nie dolega. Na migawce będzie z pewnością jego wjazd naprzeciw Amena Thompsona. Ja jest tak dynamiczny i płynny, że najbardziej ekwilibrystyczne rzeczy przychodzą mu jakoby bez wysiłku. Chce się to oglądać, więc dlaczego tak mało. Ja nie wiem i żałuję. Memphis nie jest w stanie z gigantem Zachem Edeyem na środku ogarnąć obrony rzutów za trzy. Grę zmieniły trafienia VanVleeta i Greena, których w sumie naliczyłem 9/17 prób. Dla kontrastu, w trzeciej kwarcie Grizzlies zaliczyli 5/24 z gry. 

Bulls 133 Bucks 122

Katastrofalnie wygląda ofensywa Milwaukee, ale co tu się dziwić: Doc Rivers z Darvinem Hamem to są prawdziwi fachowcy. Bulls w pierwszej połowie nie wiedzieli co robić i gdzie stać, sami sobie na stopy nadeptywali, pchali jeden drugiego w odpowiednich kierunkach. Na ich szczęście rzuty siedziały Coby’emu White’owi (35/6/5/4 na 7/13 zza łuku) a wpuszczani wewnątrz łuku Giannis z Lillardem (46 rzutów oddanych na parę) nie byli w stanie nałupać wystarczająca za dwa punkty. Matematyka jest bezlitosna 3>2. Bucks to naprawdę jest kolos na glinianych nogach. Nie, nie, nie, nie lubię. 

Warriors 127 Jazz 86

Rywal z dolnej półki, co prawda, ale Warriors wydają się w tym momencie najlepiej przygotowanym do sezonu zespołem. Dwunastka równorzędnych graczy z ponadprzeciętnym IQ. Ruchliwość, intensywność, zmiany krycia, błyskawiczna jazda do ataku i piłka odnajdująca gorące ręce. Buddy Hield pierwszorzędnie wchodzi w sezon: 27 punktów 7/9 zza łuku. W jednej chwili łapie pewność siebie, której mógłby mu pozazdrościć nawet Steph Curry. Nie no, mili Państwo tu nie ma uszczerbku gdy pierwszy skład opuszcza plac i to jest najciekawsze. Steve Kerr -> czapki z główy. Taki retooling to ja szanuję. Jazz to szkółka koszykarska, w zderzeniu z Dubs miękcy i niezdecydowani. 

Suns 116 Lakers 123

Jak Wam powiem, że przegrywali dwudziestoma to mi nie uwierzycie pewnie? Lakers pod wodzą „reaktywnego” JJ Redicka zaliczają bilans 2-0 (po raz pierwszy od 2010 roku). Anthony Davis gra jak MVP (35 punktów) Austin Rivers odblokowany, w górę lecą trójki i notowania rynkowe: 26 punktów 8 asyst 5/7 zza łuku. LeBron może wybierać momenty, dziury łatać, tak jak lubi. Fajnie się to ogląda, w chłopaków wstąpiła nowa energia, już nie walczą z własnym trenerem gamoniem tylko z rywalami. Spacing wygląda dużo lepiej, ludzie umieszczani są w rolach, które im leżą, trwa wyszukiwanie słabych punktów rywala. Kto by pomyślał? Bronny James? Ma być na dniach odesłany do G-League, to znaczy ma grać tu i tu, żeby nie stracić sezonu w roli podgrzewacza krzesła. 

W obozie Phoenix zmiany: Booker wygląda na pogubionego, jego rola wydaje się nieokreślona. Może utknął w roli gracza zadaniowego, jaką pełnił w ramach Team USA? Nurkic jest tragiczny pod każdym względem. W gorących momentach muszą posiłkować się „small ball”. Aktualny roster z kompetentnym rozgrywającym nie wymaga od centra „robienia gry” zaś defensywnie słoniowaty Bośniak to nieporozumienie. Chłopcy latają i szukają jeden drugiego w pierwszej połowie – kibicuje im nowy trener Mike Budenholzer. W drugiej połowie ofensywa staje, polega na naprzemiennych izolacjach. Ogarną swój rytm, jestem przekonany, ale muszą postarać się o bardziej mobilnego środkowego. Bez tego nie ma mowy o aspiracjach mistrzowskich.

Pelicans 105 Blazers 103

Brandon Ingram zdobywa zwycięskiego kosza na 4 sekundy przed końcem. Meczu nie oglądałem, bo na dworze już świtało, a ja tylko w nocy żeruję jak przystało na wampira. Pooglądajcie migawki. Formie kolegi Ziona Williamsona przyjrzymy się dokładniej następnym razem. Szkoda tylko kontuzji Murraya, raporty mówią o sześciotygodniowej pauzie wywołanej pęknięciem kości śródręcza. 

Dziękuję za uwagę, do przeczytania jutro! Na koniec taka „atletyczna” ciekawostka: Obi Toppin zdejmuje piłkę zakleszczoną przy górnej krawędzi tablicy. Przypomnijmy górna krawędź to 13 stóp, czyli 396 cm. Obi sięgał niewiele niżej (może 380 cm) i to bez wielkiego wysiłku:

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Obejrzałem dwa mecze, najpierw Grizzlies Rockets potem Lakers Suns. Jakże dwie różne koszykówki widziałem.
    Pomyślałem, że popatrzę na młode rozwojowe drużyny. Ludzie chwalą składy, wieszczą playoffy. Jakże się zawiodłem! Na przeciw siebie dwójka liderów gangsterów, samiczków alfa. Samiczków bo malutcy są. Wszystkim trzęsą, a w okoł siebie mają swoich goryli na posyłki. Ja Morant i Jalen Green. Elektryczni jak cholera. Wszędzie ich pełno. Nerwowi i nadpobudliwi, wszystko na szybkości i w stresie jakby całe życie ogarniali na przypale. Jak trzeba to jeden wyciągnie gnata, drugi nie zawacha się sprać swoją nieposłuszną kobietę. Stylówa udziela się wszystkim na placu. Uliczna naparzanka, latają cegły po każdej stronie, nie dostrzezesz zagrywek. Nawet zbiórki idą przypadkowo, piłka pierw po rękach komuś poleci zanim wpadnie innemu do łapy. Niestety nie dało się tego oglądać. Ja tu playoffs nie widzę.
    W drugim meczu stara gwardia. Prawdziwi gangsterzy w białych rękawiczkach obracający wielkimi interesami. Wszystko zorganizowane na tip top. W szachu mają policję, skarbówkę i lokalnych polityków. Każde działanie musi być zaplanowane, nie ma miejsca na jazdę bez trzymanki co by się królestwo nie posypało. I szczerze mówiąc taką koszykówkę to ja mogę oglądać. Pozdrawiam i polecam Lakersów. Tutaj będą playoffs.

    (53)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Fioletowo – pomarańczowa!? Błagam, jako „spec” od NBA to jest niesamowita gafa. Knicks to orange & blue, poza tym trzeba być daltonistą żeby nie odróżnić niebieskiego od fioletowego.

    (16)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Wszystkie te akcja były źle rozpisane. Ben zagrał je koncertowo. Wina trenera, że taki piach każe mu grać i nie przewidział iż ktoś może te podania przeciąć.. Przecież wszyscy widzieli jak to dobrze przed sezonem wyglądało i jak dobrze przygotowany Ben wchodził w ten sezon. xd

    Szczerze mówiąc, to ja nawet się w pewnym sensie cieszę z takich sytuacji gdyż jest to piękny przykład tego co się dzieje gdy młodziak na starcie dostaje kontrakt wart więcej niż jeszcze całkiem niedawno dostawali sprawdzeni zawodnicy czy wręcz tzw. gwiazdy i nic nie musi udowadniać bo w zasadzie już na starcie jest ustawiony do końca życia. Wincyj. Wincyj piniendzy panie. Nie chcą grać dzień po dniu? Dajmy jeszcze wincyj? Load się komuś włącza? No to jeszcze wincyj i to pomoże na stówę. lol

    Jakoś na przełomie wieku MJ w jednym z wywiadów MJ uprzedzał, że już niedługo skończy się ta zawziętość, która cechowała jego erę i nie będzie już zawodników gotowych ryzykować swoje zdrowie czy wręcz niekiedy karierę wychodząc do gry z kontuzjami. Nomen omen to były te złe lata 90. Nie to co teraz bo teraz te gwiazdy to by zjadły tamtych bez mydła. Tamtym to w ogóle nie zależało. Zresztą przecież i tak niewiele potrafili bo to przecież sami hydraulicy i listonosze jacyś byli. Że co? Że nie? Gdyby nie byli słabi to by zarabiali prawdziwe piniondze tak jak teraz szczeniaki zaraz po wejściu do ligii a nie jakieś drobniaki.
    I o ile umiejętności i poziomu wyszkolenia odmówić obecnie grającym nie można. O tyle w temacie hardości charakterów, zawziętości i woli walki a raczej wygrywania to ten… No raczej jakoś mam wrażenie, iż w latach 90 było z tym lepiej.
    No ale może to tylko sentymentalizm i tęsknota za młodością, a nie obiektywna ocena…

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Bucks to faktycznie kozły pierwszej próby…wywalić Holiego i przepłacić za Damianka🤗już o Docu nawet nie wspomnę…menadzment to jacyś sabotażysci.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu