NBA: Klay Thompson wrócił do Golden State, ale to Stephen Curry mówi dobranoc

Sponsorami odcinka, co bardzo mnie cieszy, są: Mateusz Stanisławczyk, Piotr Muszyński, T Bodzio, Adrian 366 – widać, że chłopaki jesteście w porządku. B
Tej nocy rozegrano pierwszą kolejkę NBA Cup, czyli wprowadzonej w zeszłym roku protezy sezonu mającej urozmaicić zawodnikom i kibicom przydługawą rundę zasadniczą, przydać emocji i dać szansę na zwycięstwo maluczkim. Och, starali się bardzo, a mecze obfitowały w niespodzianki! Od razu powiem: Atlanta bez Trae’a Younga, a zwłaszcza Milwaukee bez udziału Damiana Lillarda prezentują się zdrowiej, prężniej. Obrona jest ciaśniejsza, energii w obronie więcej i choć długofalowo potencjał zespołu bez gwiazdy się obniża, to o ile lepiej ogląda się drużynę o zdrowych fundamentach, a nie zmanierowanych strzelców oddających przymusowo, niezależnie od dnia, po dwadzieścia rzutów, a następnie bumelujących w obronie. Nawet jak się starają to odstają od reszty w defensywie, taka prawda.
Gdybym mijał się z logiką to napiszcie, bo to w końcu sześćdziesiąta godzina na samej wodzie w moim wykonaniu, mój pierwszy eksperyment z 72-godzinną głodówką. Zalety są oczywiste: regeneracja komórek, oczyszczenie ciała z toksyn, spadek wagi, trening silnej woli. Ciało funkcjonuje oczywiście w trybie awaryjnym, jestem spowolniały, apatyczny, ale umysł całkiem nieźle sobie radzi. Jestem skupiony i całym sobą upatruję kolacji, którą wizualizowałem już sobie chyba po stokroć.

Jak istotnym elementem życia jest to, co wkładamy do ust? Jak zachowuje się ciało uwolnione z obowiązku trawienia pokarmu? Polecam każdemu zdrowemu, dorosłemu człowiekowi tenże eksperyment! Tymczasem do rzeczy, dzięki że wpadliście, zapraszam do lektury:
Hawks 117 Celtics 116
Zamiast skaczącej pchły Younga, na piłce naprzemiennie dwaj atleci: Dyson Daniels i Jalen Johnson, przebijający się 1v1 na obręcz. Clint Capela aktywny jak nigdy, walczący o zbiórki, wbiegający obronie za plecy. Do tego regularne podwojenia w pobliżu Jaysona Tatuma, gdy ten zechciał zejść poniżej linii rzutów wolnych, mocne parcie na atakowaną tablicę, oraz niesamowita dyspozycja strzelecka Larry’ego Nance’a. Tak oto wielki Boston przegrywa mecz, w którym posiał 40% zza łuku. Bardzo imponujące! Żeby nie być gołosłownym:
- Daniels 28 punktów 7 asyst 6 przechwytów
- Johnson 18 punktów 13 zbiórek 10 asyst 3 przechwyty
- Capela 18 punktów 9 zbiórek, w tym sześć ofensywnych
- Nance 19 punktów 5/6 zza łuku
- dwadzieścia zbiórek na atakowanej tablicy
- dwadzieścia mniej lub bardziej wymuszonych strat Celtics
Perfekcyjny mecz w wykonaniu Hawks, którzy na starcie byli skazywani na pożarcie, bukmachery dawały Bostonowi aż 14 punktów wyjściowej przewagi! Wynik nie do powtórzenia, symulacja jedna na pięćdziesiąt, ale jest, stało się i brawo.
Heat 121 Pistons 123
Mówimy o niespodziankach tak? Akurat tutaj zespoły powiedziałbym mierzyły się bardzo wyrównane i siebie godne, zwłaszcza bez udziału kontuzjowanego Jima Butlera. Detroit skoczyło na gości z kopyta, Jaden Ivey (19 punktów 9 zbiórek 7 asyst) mijał i odgrywał albo mijał i punktował. Pierwszy krok ma na poziomie prime Russella Westbrooka więc założeniem było nie pozwolić się obronie strefowej Miami ustawić. Atakowali więc co się dało z partyzanta, nakręcali tempo i fajnie szło. Siedemnaście punktów wczesnej przewagi widziałem na pasku wyników. Potem do głosu doszła jednak organizacja gry Heat: szalejący zza łuku Tyler Herro oraz człowiek orkiestra Bam Adebayo. Na przestrzeni dosłownie paru minut ścięli cały deficyt i przez kolejny kwadrans gra toczyła się kosz za kosz.
Na starcie czwartej odsłony znów szarpnięcie Detroit albo może raczej przestój Miami. Znów czternaście oczek straty i Herro (40 punktów 8 asyst 10/17 zza łuku !) odrabiający wynik kolejnymi trafieniami z dystansu. Gość regulaminowy czas gry zakończył trzema celnymi trójkami, ostatnie dziewięćdziesiąt sekund podsumował wynikiem 9:0 czym doprowadził do dogrywki!
A tam cuda, bo Heat już mieli temat w garści: pewny siebie Herro pompką posłał Iveya w górę, a następnie trafił na zwycięstwo pozostawiając Pistons 1.8 sekundy na budziku. Wtedy zaczął się dramat Erika Spoelstry. Najpierw zezwoli Jalenowi Durenowi ze stałego fragmentu zrolować pod obręcz, gdzie ten z góry wykończył treningowy alley-oop, a następnie wzięli przerwę na żądanie… której już nie mieli! Jakie są konsekwencje takiego zagrania? Zapytajcie Chrisa Webbera, który w ten sposób przegrał mistrzostwo NCAA. Faul techniczny oznaczał darmowy rzut wolny: Malik Beasley stanął na linii i przymierzył jak należy. To oznaczało porażkę w najgorszym stylu i szczęście Pistons.
Ogólne wnioski: Terry Rozier bez dyspozycji rzutowej (a dyspozycji rzutowej nie ma od początku sezonu) powinien być zawijany z parkietu w trymiga. Jakikolwiek defensywny point-guard sprawdziłby się lepiej. Nie wiem też co się stało z Adebayo, ale gość pozbawiony jest kompletnie pewności siebie i częstokroć nawet na obręcz nie patrzy, spory regres. Po meczu dostaliśmy dwie ważne wypowiedzi:
Wybitni gracze grają czasem źle, a wybitni szkoleniowcy podejmują czasem złe decyzje. To był gorący moment, Spo wygrał dla nas poprzednie spotkanie, wierzymy w niego zawsze i do końca [Herro]
Popełniłem mentalną wpadkę i czuję się paskudnie. Nie mam usprawiedliwienia, od siedemnastu lat jestem trenerem. W trakcie przerwy wiedziałem, że nie mamy już timeoutu, poniosły mnie emocje [Spoelstra]
Dla mnie to wciąż jest najlepszy szkoleniowiec NBA. Tu nie chodzi o to, że nie mógłby w pojedynczym meczu wycisnąć z zespołu więcej, bo pewnie by mógł. Sposób pracy Erika Spoelstry jest obliczony na budowanie mistrzowskiego zespołu, w którym każdy kolejny gracz wnosi na parkiet jakość, a dzięki współpracy i systemowi, panowie grają czasem powyżej… nazwijmy to: swych zasobów talentu.
Hornets 89 Magic 114
Jalen Suggs zwariował w pierwszej kwarcie nie mogąc spudłować. Potem gorącej ręki pozazdrościł mu Franz Wagner, na którego rywal znów nie znalazł obrońcy, bo jest za duży albo za szybki dla każdego, którego zdolny jesteś wystawić naprzeciw. Obwodowych wbija kozłem pod obręcz, wysokich robi na półdystansie. Trochę zbyt dużo bierze momentami na siebie mam wrażenie, ale pod nieobecność Banchero ma zdobywać punkty i wywiązuje się z tego znakomicie: 32 punkty 8 zbiórek 5 asyst 14/25 z gry, czyli ultimate green light.
Hornets nie udźwignęło tempa, bo poza LaMelo Ballem (35/6/7) który raz po raz strzelał z dystansu, reszta chłopaków kompletnie nie zaistniała. Patrzę w szczególności na młodego Brandona Millera, który zawody skończył z dorobkiem 3/18 z gry, w tym 1/11 zza łuku. Nie ma co opowiadać, struktura defensywna Magic dała znać o sobie, a czwarta kwarta została rozegrana wyłącznie dla formalności.
Knicks 111 Sixers 99
Joel Embiid wrócił na parkiet i jest tak samo albo bardziej irytujący niż był. Celebruje na bezczelnego udane zagranie czym jedynie rywali nakręca. Tak żywiołowo klaskał przed zakończeniem trzeciej kwarty, że Knicks odpowiedzieli serią 14:0 i mecz zamknęli. Chłop jak dąb, 130 kilo, idzie zająć pozycję pod koszem i teatralnie upada w obliczu kontaktu z obrońcą. Rozumiem, że sędziom przychodzi czasem gwizdać ruchome zasłony i marginalny kontakt, ale tego rodzaju szukanie gwizdka powinno być karane.
No ale dobra, nie bądźmy hejterami. Rzuty nie siedziały, bo przerwa. Zgrania nie ma, bo nie ma prawa być. Joel jest natomiast zauważalnie lżejszy, porusza się sprawniej, nie jest żółwiem, nie kuśtyka. Dajcie tym chłopakom kilka jeszcze meczów w zdrowiu i może uda im się odwrócić losy sezonu. Aktualny bilans to 2-8.
Dziwne trochę, że Embiid stosunkowo wycofany był ofensywnie, jeden chyba rzut tylko oddał z wysokości linii wolnych, a to przecież jego najlepsza, śmiertelna dla rywali klepka. Mam też nadzieję, że Lowry, Oubre, Gordon i Drummond w odpowiednio mniejszych, zadaniowych rolach zaczną się regularnie zaznaczać na plus.
Po drugiej stronie Karl Towns pomimo wczesnego problemu z faulami, kawał serducha wniósł na parkiet: 21 punktów 13 zbiórek 6 asyst. Josh Hart po swojemu, napadał każdą niczyją, odbitą od obręczy czy wyklepaną gdzieś w przestrzeń piłkę: 14 punktów 12 zbiórek 10 asyst. Energetycznie był najmocniejszy na płycie boiska. W czwartej kwarcie cały zespół zaimponował natomiast obroną, obejrzeliśmy przebłyski wielkiej, nowojorskiej koszykówki, na którą liczę ja i nie tylko ja.
Pogubił się nieco na starcie sezonu kolega Jalen Brunson (5/15 z gry 5 asyst 6 strat) ale zauważcie też, że poziom, do którego nas przyzwyczaił w zeszłym sezonie po prostu nie jest do utrzymania. Knicks także potrzebują ogrania, wspólnych powtórzeń, będzie dobrze.
Raptors 85 Bucks 99
Bez Damiana Lilarda (wstrząśnienie mózgu) przy wielkim udziale Giannisa, atletycznego Andre Jacksona i mądrego strzelca AJ Greena, Bucks ogarnęli Toronto. To wcale nie jest tak, że piłka im siedziała, musieli zwycięstwo wybiegać i wytarmosić. Suma małych rzeczy, włożonej energii i tylko czasem zaznaczająca się przewaga indywidualna Greek Freaka. Raptors w obecnym składzie nie mają po prostu wielkich papierów na wygrywanie. RJ Barrett mocno kryty (3/14 z gry) pierwszą opcją Toronto po raz kolejny został cherubinek Gradey Dick, autor 32 punktów na 14/16 FT.
Suns 120 Jazz 112
Nie ma Duranta ani Nurkica, ale PHX robią dalej swoje (9-2). Ofensywnie to jest hegemon, Booker i Beal dostali miejsce do pracy i odpowiedzieli jak należy (55 punktów do spółki). Bardzo fajną, defensywną energię wprowadzili tym razem na parkiet panowie pierwszoroczniacy: Ryan Dunn i ten ze śmieszną mechaniką rzutu Oso Ighodaro. Mason Plumlee w roli pierwszego centra wyglądał lepiej niż jest. Przeciwko niegramotnemu rywalowi (Collins, Filipowski) zwalisty Mason wypadł świetnie: 15 punktów 14 zbiórek zaś z ławki fajnie wprowadził się do gry Grayson Allen (15 punktów 4/9 zza łuku).
Mavericks 117 Warriors 120
Klay Thompson wrócił do Golden State, gdzie kryty był przez Stephena Curry’ego. Setki pracowników Chase Center oklaskami przywitało chłopaka już na wejściu. Na jego cześć machali czapkami kapitańskimi, które rozdano specjalnie na tę okazję. Pamiętacie tę czapkę?

About 400 Warriors employees greet Klay Thompson as he walks into Chase Center pic.twitter.com/vg4AO05ou1
— Danny Emerman (@DannyEmerman) November 13, 2024
Jeśli lubicie wzruszenia, to tutaj pełne video-tribute klubu dla Klaya, który w Golden State spędził jedenaście lat, wygrywając ligę czterokrotnie:
Mecz należałoby koniecznie obejrzeć, jeśli lubisz koszykówkę. Klay (22 punkty 6/12 zza łuku) był pobudzony jak nigdy, a gdy w drugiej kwarcie dwa razy z rzędu trafił za trzy, Steve Kerr nauczony doświadczeniem musiał wziąć przerwę, hehe.
Draymond Green (11/7/6/3/2) nie daje o sobie zapomnieć, tym razem oklaskiwać można obronę podkoszową, bo z jednej strony stop wjazdom, z drugiej żadnych lobów nad kosz czy łatwych punktów. Taki blok to jednak kunszt, nie sądzicie?
To samo zresztą można powiedzieć o Currym, który nie tylko zamknął mecz trójką w papę, po której kazał iść wszystkim spać, zupełnie jak podczas turnieju olimpijskiego. On kilkukrotnie ustał tyłem do kosza znacznie przecież większemu Doncicowi i jako obrońca z pomocy nie stanowił osłabienia. Powiem więcej, to właśnie Curry potrafiący ustać w obronie z pomocy legł u podstaw ostatniego mistrzostwa Golden State, pamiętacie jeszcze?
Warriors wciąż są mistrzami w uwalnianiu swej gwiazdy z podwojeń na pick and rollu i bardzo wiele pozytywnych rzeczy możnaby o nich napisać. Przede wszystkim: energia! Cały czas uwalniana w wielkich zakresach i objętości. Coś pięknego się tu zadziało kadrowo, kto wstępuje na plac, ten śmiga jak ten królik z reklamy baterii. Porównajcie sobie przykładowo DeAnthony’ego Meltona w zeszłym sezonie i obecnie.
Wolves 108 Blazers 122
Uchodzi powietrze z mistrzowskiego balonika Minnesoty. Kiepska energia, Julius Randle stoi w obronie, nawet rąk nie podnosi, w ataku spowalnia, zabija spacing i za chwilę stanie się kozłem ofiarnym kibiców, którzy po ostatnim sezonie liczyli na więcej! Mike Conley nie ustoi żadnemu z atletów, ofensywnie zaś stać go na produktywne dwie kwarty. Donte Divincenzo każdy niemal wjazd kończy stratą, więc woli rzucać zza łuku, co przynosi bardzo przeciętne efekty. Edwards zbiera całą uwagę rywala, w kontekście zespołu to samograj, w żadnym wypadku lider. Wydurnia się, przyłącza i wyłącza się z zabawy wedle stanu ducha, co widoczne jest aż za bardzo.
Blazers motorycznie stali dziś na znacząco wyższym poziomie i całym szeregiem nazwisk wzięli co swoje. Siedmiu ludzi z dwucyfrowym dorobkiem punktowym, 64 punkty z ławki rezerwowych, wygrana zbiórka i aż 28 punktów zdobyte po stratach rywala. Robert Williams pod nieobecność Aytona kończy zawody z linijką 19/9/3/3/3! Dla kontrastu, wybitnie kiepski i niezaangażowany występ Wolves, jeszcze gorszy niż ten ostatni, z Miami. Może faktycznie Randle i Gobert to strukturalny problem zespołu. Może trzeba tutaj skrzydłowego z obroną i rzutem, jak Cameron Johnson czy Trey Murphy, jeszcze parę tygodni i zobaczymy transfer, tak czuję. Tym niemniej, Wolves grają znacznie poniżej potencjału i to niepokoi.
Dobrego dnia wszystkim Państwu życzę, smacznego obiadu i w ogóle! b










Curry GOAT. Simple as that.
Czytam, czytam…żebyś sobie nie myślał, że nie czytam.
Co grali Stefek z Drayem to jest niesamowite. Co wchodzili na parkiet to stanowili mega przewagę po obu stronach parkietu. +20 Green, +24 Curry, a mecz się skończył trzema punktami…
Phoenix w tym sezonie jeżeli się nie połamie to będzie bardzo mocne. Przede wszystkim Budenholzer wprowadził coś takiego czego Vogel nie umiał przez cały sezon czyli strukturę ofensywna w której piłka chodzi prawie cały czas a izolacje liderów są dodatkiem a nie podstawą gry. Mają też porządnego rozgrywającego i naprawdę dobrych zadaniowców.
Bo tak Durant, Booker, Beal to wiadomo do tego bardzo dobry Jones, naprawdę solidnie gracze obrony z bardzo dobrą 3 czyli O’Neal i Allen a także defensywnie ukierunkowani Dunn czy Okogie, jedyne braki to trochę są pod koszem bo Nurkic i Plumlee napewno są solidnie ale trochę klocowaci i jedynie to pasowałoby jakoś poprawić.
Trzeba też przyznać że Phoenix wybrało świetnych rookie jak na to że to byly piki po 20 i chyba 50 numerze.
Dunn gra powyżej oczekiwań, jest świetnym indywidualnym obrońca, na bardzo dobry ciąg na kosz, jest silny fizycznie a także wygląda solidnie rzutowo a podobno miał w ogóle nie umieć rzucać. Ten Ighodaro jest dosyć surowy ale jak weźmiemy pod uwagę że został wybrany pod koniec 2 rundy a mimo to jest przydatny i potrafi z ławki dostarczyć nawet 10 zbiórek a nie jest przecież gigantem to można oceniać go tylko pozytywnie.
z tą głodówką gratulacje, jednocześnie nie warto przeceniać mody, np. choćby mityczna autofagia, restart mitochondriów, gdzie badania pokazują jednak coś innego (zwł. skalę)… za detoks odpowiadają m.in. wątroba i nerki a nie brak dostarczanych kcal. Trening woli – oj i to jak! Często fajny restart, zwł.jak ktoś może i z jakichś powodów pomaga…. z dietetyków polecam tych co merytorycznie i praktycznie patrzą, mniej z modami/trendami (które ironicznie co kilka lat przechodzą z dietetyki klinicznej/sportowej do popularnych kanałów, jednak często skrzywione), – np. – Dawid Dobropolski, Damian Parol, Tadeusz Sowiński
niech najlepszym podsumowaniem Roziera i Miami jest to, że drużyna ma największy + wtedy kiedy gra Duncan Robinson, to się robi już śmieszne, czas kończyć erę Butlera i Roziera i dopasować do Bama i Herro 3 obrońców i jakoś to będzie hulać.
Ani Bam ani Herro to nie są z całą sympatią gracze, którzy mieliby pociągnąć team do sukcesów. W takim składzie pozostaną w przeciętności pod tytułem „odpadamy w pierwszej rundzie”, ani szans na mistrza ani na jakiekolwiek sensowne picki. Takie pozostawianie w przeciętności nie jest dobre, vide Spurs post Duncan era, dopiero Wemby dodał trochę światła na przyszłość, no ale wcześniej trzeba było tankować.
Jedna jest pewien niedosyt nostalgia że Klaya już nie ma w GSW. Curry to jest największy talent strzelecki wg mnie jaki kiedykolwiek grał w tę grę.Ogladajmy go dopóki możemy .
Spoko w 3 dobie organizm przestaje odczuwać potrzebę jedzenia i przyzwyczaja się do stanu .powodzenia
Fajnie, że z turniejowych boisk usunęli środkowy, kontrastowy pas. Rok temu ja i pewnie nie tylko ja nie mogłem oglądać tych pucharowych spotkań, bo non stop oko na niego zezowało.
Admin super relacja, ale to pewnie wiesz, bo zazwyczaj jest super
Atak ręką na głowę przeciwnika to jest ten super blok? Chyba głodówka nie wpływa jednak zbyt dobrze na skupienie, tak jak głodujący to przedstawia.
Źle widzisz
Kocimiętka weszła za mocno, co nie?
Super artykuł. Dzięki
Stefan GOAT – jak skończy karierę to za nim będę najbardziej tęsknił. Drugi gracz po Jordanie, który wyzwala takie emocje.
Dallas przegrywa kolejny piękny mecz jednym rzutem 🫤. Jeśli chodzi o Embida to nie mogę się doczekać aż zakończy karierę.
Jedna ręka na twarz, druga na piłkę. To kunszt, ale chamówy.