NBA: game-winner Kawhi Leonarda | kontuzja LeBrona Jamesa | Shai przyklepał MVP

Witam serdecznie w nowym tygodniu, za nami dokładnie 78% rundy zasadniczej 79. sezonu NBA. Pytacie co u mnie, przywołujecie drwiąco, to bardzo miłe, naprawdę. Już jestem na stanowisku, maczetę ostrzę, wchodzę na drzewo, zaraz posypią się banany, to jest litery, żebyście się najedli, głód zaspokoili.
Weekend spędziłem z synem, z okazji Dnia Kobiet byliśmy na grobach mamy i babci. Na spacerze byliśmy w niedzielę, korzystając ze słonecznej pogody, robiliśmy „sprawnościówki”, jedliśmy naleśniki i uczyliśmy się historii, bo we wtorek sprawdzian. To już ostatnie chwile gdy Olek jest dzieckiem, więc nie zaprzepaszczę tego czasu choćby Lakers wygrali z Celtics w NBA Finals, a Joker zaliczył 30-30-30. Nie ma takiej opcji i wierzę, że gdy dorośniecie, to zrozumiecie.
Pozostaje satysfakcja, że GWBA to wciąż miejsce wyjątkowe, a pewnych treści tutaj dostępnych nie znajdziecie nigdzie indziej w sieci. To dlatego wciąż tu jesteście prawda? Bo przecież nie chodzi o moje marudzenie i wkurzający momentami, impertynencki styl. Otóż wk%rwiają mnie ludzie ostatnio, wszyscy. Niektórzy zasłużenie, nawet bardzo, a niektórzy niekoniecznie. Taki okres przejściowy, przesilenie wiosenne, też tak macie?
Wczoraj coś podobnego napisałem na grupie typerskiej (wygraliśmy tylko 1 z 4 zakładów) i tak też się czuję:

Kiedy siedzisz w czymś uczciwie, mocno, z pasją, nie jak „ekspert” co dwa mecze w tygodniu obejrzał i parę skrótów, to przychodzi moment przesytu. Tak samo jest koszykarzami NBA i dłużącym się sezonem. Chcecie? Proszę bardzo, każdy mecz od soboty, którego nie opisałem w wielkim skrócie:
Cavaliers 118 Hornets 117
LaMelo Ball potrafi dzień wcześniej powiedzieć, że chciałby wreszcie znaleźć się w „zwycięskiej sytuacji”, że marzy mu się walczyć o tytuł, a następnie popełnić następujące po sobie, idiotyczne faule i zejść z placu po niespełna 23 minutach. Jakie „zwycięskie sytuacje”? Od kiedy tego rodzaju uliczny styl gry lidera przekłada się na zwycięstwa z poważnym przeciwnikiem?
Wie, że ma cztery faule, rzuca się na typa jakby nie było jutra. Ach, szkoda strzępić język. Charlotte gra lepiej bez swej maskotki na placu, fenomenalne zawody zalicza Miles Bridges (46 punktów 8 zbiórek) grę klei ze środka Jusuf Nurkic (12 punktów 15 zbiórek 5 asyst) chłopaki latają ambitnie i ponieważ Don Mitchellowi drży ręka na linii rzutów wolnych w ostatnich sekundach, jest opcja na zwycięstwo. Taka z połowy, rozpaczliwa, ale jest i brawo!
Cavs naprawdę jadą czasem na jałowym biegu, każdy ich chce ubić, ale się nie udaje. Od czternastu meczów (!) jeszcze nikomu. Być może najlepsza opcja to faktycznie opcja na Hornets, czyli zamknąć się w polu trzech sekund i liczyć na niedyspozycję rywala zza łuku. Co w takiej sytuacji robi rasowa ekipa gdy im trójki nie siedzą? Jedzie na faul! Cleveland zaliczyło w tym spotkaniu 43/51 z linii rzutów wolnych!!!
Jazz 109 Raptors 118
Pojedynek dwóch ekip, które chcą przegrywać, ale przecież trener Rajakovic nie powie zawodnikom, dobra: macie nie rzucać, a już na pewno nie trafiać. On może żonglować składem co najwyżej, ale produkt boiskowy ma funkcjonować, a ci którzy przebywają na placu mają się starać. Immanuelowi Quickleyowi dali tylko nieco powyżej dwóch kwart, ale skubany zdążył w tym czasie zaliczyć 34 punkty przy 6/13 zza łuku. Nie do zatrzymania, tak się zapalił. Jazz tylko do siebie mrugnęli, tylko spokojnie teraz, trzymamy wynik, hehe. Wydarzeniem było z pewnością 18 punktów i 25 zbiórek środkowego Walkera Kesslera.
Grizzlies 122 Mavericks 111
Biją tych Mavs niemiłosiernie, ale co się dziwić skoro ci ledwo ósemkę meczową zebrać są w stanie, a wśród nich Dante Exum na limicie minut po kontuzji, 64-letni Klay Thompson w roli pierwszej opcji, a na środku gra skrzydłowy dwa metry wzrostu. Memphis bez kontuzjowanego Jarena Jacksona Juniora wcale przekonywujący nie są, ale w tym warunkach wezmą co im się należy.
Liderem składu Desmond Bane: 27 punktów 16 zbiórek 6 asyst. Jako druga linia obrony gość o krótkich rękach zbiera szesnaście piłek, to o czym my mówimy. Davis, Lively, Gafford, Washington, Powell – w normalnych warunkach Dallas pozycje podkoszowe ma obsadzone pewnie najlepiej w lidze, a tu taki zonk.
Wolves 106 Heat 104
Dawno nikt nie utrzymał Anthony’ego Edwardsa na dziesięciu próbach rzutowych, ale Erik Spoelstra znany jest z solidnego przygotowania i organizacji pracy. Firmowa strefa 2-3, z bardzo sprawnym Bamem Adebayo w środku, prędkie powroty do obrony i podwójne krycie ilekroć ANT wchodził poniżej linii rzutów wolnych.
Heat robili co mogli, bardziej wyrównanej czwartej kwarty nie zobaczycie w tym tygodniu, ale niestety… znów zabrakło ofensywnie. Który to już raz przestój niweczy starania? Ostatnie dwie i pół minuty bez punktów po stronie South Beach i separacja Wilków. Edwards przytrzymany (13 punktów 13 zbiórek 6 asyst) ale aż sześciu kolegów zalicza dwucyfrową zdobycz i taką Minnesotę ja mogę oglądać bez straty życia.
Blazers 89 Thunder 107
OKC nie wystawili całej pierwszej piątki, ale i tak pewnie wygrali. Chauncey Billups dobry chłop, ostatnio parę meczów wygrał, ale chyba się i tak będzie musiał zwijać. Aaron Wiggins zalicza 30 punktów przy 13/26 z gry, a Jaylin Williams z pozycji oszukanego centra robi 10/11/11. Ależ to jest dziarska, energiczna drużyna: dwanaście przechwytów, osiem bloków i 25 punktów zdobytych po stratach Portland. Przede wszystkim chodzi o intensywność obrony, to jest rzadko spotykana rzecz, bardziej przypomina uniwersyteckie March Madness niż marcowe zmagania w rundzie zasadniczej NBA.
Suns 141 Nuggets 149 [OT]
Ja osobiście na Phoenix (29-34) nie mogę patrzeć w tym sezonie i wcale się nie dziwię, że Denver poszło z nimi na wymianę ognia. Po co trwonić siły na rywala, który pozostaje tak dysfunkcyjny po obu stronach boiska? Traf chciał, że Suns siadło w tym meczu, nie napiszę że wszystko, ale bardzo dużo. KD 10/16 z gry, Booker 10/19, rolujący pod obręcz Nick Richards 9/13, jego zmiennik Mason Plumlee 7/8! Tak, kolega Joker, nasz serbski misio bywa bardzo leniwy w obronie, ale za to w ataku rozstawia rywali po kątach.
Jak mówię: Suns to ekipa, której Klay Thompson wczoraj cztery razy wjechał kozłem pod obręcz, w tym raz przez całe boisko, przeciwko ustawionej obronie, więc jak oni się mieli przed Jokerem obronić? Linijka przechodzi do historii: 31 punktów 21 zbiórek 22 asysty. To pierwsze 30-20-20 w dziejach staruszki NBA. Chapeus bas! I tak dalej. Jedziemy dalej.
Spurs 109 Kings 127
Smutni są panowie w czarnych koszulach od momentu, w którym plac opuścił wielki pod każdym względem Victor Wembanyama. Entuzjazm wyraźnie opadł, sezon jest zakończony, bo do playoffs nie wejdą na pewno. De’Aaron Fox z deszczu trafił pod rynnę, bo choć miał być game-changerem w San Antonio, na razie musi uzbroić się w cierpliwość. Czy SAS podpiszą z nim przedłużenie umowy, a może wytransferują (mało prawdopodobne)? W przyszłym sezonie Fox wchodzi w tzw. contract year.
Wemby: czy to odosobniony incydent związany z krzepliwością krwi, czy choroba która wymusi przedwczesne zakończenie kosmicznie zapowiadającej się kariery? Gregg Popovich: zespół pod wodzą Mitcha Johnsona grał będzie nie wiadomo jak długo, ważą się przyszłe losy 76-letniego Popa po przebytym udarze. CP3: czy to już koniec dla 40-letniego generała parkietu? Umowa kończy się po sezonie, może jeszcze jedno, ostatnie hurra, u boku kumpla w barwach Lakers? Jeremy Sochan: niestety kłopoty zdrowotne w klubie mocno ograniczają perspektywiczność także naszego rodaka. Jeremy to gracz systemowy, który tymczasowo utknął na ławce rezerwowych klubu z dołów tabeli i oby któregoś razu nie został mięsem transferowym. Tyle pytań tak mało odpowiedzi. Życzymy zdrowia panowie!
Tymczasem ekipa Sacramento drapie o utrzymanie w stawce play-in: 36 punktów zalicza Zach LaVine i to jego najwyższa zdobycz w klubie ze stolicy Kalifornii.
Knicks 95 Clippers 109
Bardzo wymęczeni Nowojorczycy, dzień wcześniej grali z Lakers i na dodatek kostkę skręcił Jalen Brunson. Bez swego lidera nie dało rady skubnąć zdrowiejących Clippers, bo gdy widzisz Nico Batuma i Derricka Jonesa Juniora (dwaj super rasowi, wszechstronni obrońcy) trafiających zza łuku (7/10 do spółki) to wiej, bo wiadomo, że LAC są tego dnia nie do ubicia. Liderem składu klasycznie James Harden: 27 punktów 7 asyst 5/12 zza łuku. LAC przetrwało kryzys, znów grają swoje, jeszcze tylko Normana Powella brakuje, czekamy!
Nets 102 Hornets 105
Zwycięstwo odniesione bez udziału młodego Balla (przypadek?) nie powiem, że gra Szerszeni się lepiej klei bez Melo, a rywale nie mają na kogo polować w ataku, ale gdyby pogrzebać trochę, to można pewne wnioski wysnuć i argumenty przywołać. Dwóch ludzi zasługuje na wyróżnienie w największej szczególności: Miles Bridges, czyli człowiek orkiestra, znów trzymający wynik (25 punktów 12 zbiórek 5 asyst 9/20 z gry) dla drużyn oraz Dennis Rodman aka. Moussa Diabate: 16 punktów 15 zbiórek 8/12 z gry. Tak wygląda zawodnik nie kalkulujący, walczący tak, jakby od kolejnej zebranej piłki zależało życie jego rodziny i to się super ogląda i to warto.
Pelicans 117 Rockets 146
Ime Udoka śmiało grający dwoma centrami, obok Alperena Senguna staje Steven Adams, panowie budują ścianę przeciw Zionowi Williamsonowi, który na tym etapie kariery nie zdobywa już punktów spoza pola trzech sekund. Pels rozbrojeni całkowicie po raz kolejny. Rozrzuceni w obronie jak g%wno po polu. Dillon Brooks poprzednim razem słyszał od Ziona, że nie jest w stanie go pokryć. I ze wzajemnością: 7/11 zza łuku Brooksa przeciwko Bambaryle. Frustrujący gracz ten Zion, ale umówmy się, że otoczenie i myśl szkoleniowa także nie stoją w Nowym Orleanie na najwyższym poziomie.
Pacers 118 Hawks 120
Znów bez Haliburtona panowie z Indiany i znów do tyłu przeciwko dwójce rozstrzelanych obwodowych ATL: Trae Young 36 punktów 8 asyst | Caris LeVert 26 punktów 10/17 z gry. Tym razem Pacers mocniej stali przy strzelcach, chcieli sobie indywidualnie radzić z ball-handlerami i się nadziali. Zaczęło się od 39:19 dla Hawks więc i tak szacunek za walkę. Końcówka nerwowa, szkoda spudłowanego rzutu wolnego Mylesa Turnera, bo zamiast remisu była konieczność faulowania…
Mam ksywę dla Dysona Danielsa (król przechwytów, średnia 3.0) może mało elegancką, ale co powiecie na Dyson „Kleptoman” Daniels, hehe.
Wizards 118 Raptors 117
Podwójne zwycięstwo Raptors. Po pierwsze, nareszcie się udało przegrać i to z najgorszą ekipą NBA! Po drugie styl nie budzi zastrzeżeń, nikt się nie zorientuje. To nic, że starterzy grają dwie kwarty, a closing lineup to wyłącznie gracze mocno zadaniowi. Oklaskujemy 34 punkty wracającego do gry Jordana Poole’a i kolejne, kluczowe trafienie Khrisa Middletona.
Bulls 114 Heat 109
Dzień po dniu przeciwko zespołowi biegającemu, wystawiającemu samych obwodowych? Kolejna zapaść: 20-36 w czwartej kwarcie. Erika Spoelstrę razem z Patem Rileyem, kibice zaraz wywiozą na taczkach. Prowadzili siedemnastoma, przegrywają po raz 34. w tym sezonie. W zespole brak super gwiazdy, talentu robiącego prawdziwą różnicę. Nabyć taki można na dwa sposoby: transfer albo loteria draftu. Niestety jak pokazuje historia, Riley nie umie w ani jedno, ani drugie.
Bulls atakowali pole trzech sekund (58 punktów in the paint) z zawziętością godną lepszej sprawy, ale Heat nie wystawili w końcówce Kel’ela Ware. Niezrozumiałe, chyba faktycznie zaczynają tankować. Nie do pomyślenia jest aby przeciwko Miami gość pokroju Josha Giddeya zaliczał triple-double (26/10/12) ale właśnie to się dzieje, właśnie to ma miejsce. Zmiana warty w lidze, koniec ery wielkich oczekiwań. Wkraczamy w pukanie ósemki od spodu… why you trollin’ like a b%tch? Ain’t you tired? Tryna strike a chord and it’s probably a minor!
Magic 111 Bucks 109
Paolo Banchero (29 punktów 4/7 zza łuku) nareszcie efektywny rzutowo, wsparli go odpowiednio Cole Anthony (22/4/9) i Franz Wagner (18/7/5), a przynajmniej na tyle by jednym oczkiem ograć szalejącego Giannisa Antetokounmpo. Początek należał zdecydowanie do Magików, ale pogoń ekipy Doca Riversa trwała do ostatnich sekund. AJ Green niecelna trójka, dobitka Giannis z faulem, następnie przechwyt Prince’a, przerwa na żądanie i Damian Lillard… pudłuje game winnera. Czy warto było ślęczeć w nocy? Jak ktoś jest fanem jednej z drużyn…
Lakers 101 Celtics 111
Pojedynek wagi ciężkiej, a w nim górą mistrzowie, którzy przerywają ośmiomeczową serię zwycięstw LeBrona i Luki. TD Garden wita przyjezdnych, ale pod płaszczykiem gościnnej kurtuazji kryje się przemożna chęć spuszczenia wpie%dolu opasłemu Słoweńcowi i dziadkowi z przyklejonymi włosami. Obaj świetni gracze, ale uwaga: Lakers grają bez środkowego Jaxsona Hayesa, nie ma opcji lobu pod kosz i to już jest pierwszy minus, pierwszy problem.
Poza tym wielka mobilizacja, Celtowie ozdrowieli, wszyscy poza Porzingisem latają po parkiecie aż furczy. Pierwszy ton, pierwsze uderzenie należy do gości, fizyczność dwójki liderów LAL pozostawionych (przeważnie) w pojedynczym kryciu, generuje przewagi i zapewnia zdobycze. Plan jest ewidentny, wyłuskać i zaatakować najwolniejszego na boisku Al’a Horforda. Idzie nieźle, sporo punktów po obu stronach, bo też spacing niesamowity mają gospodarze, a Jayson Tatum (40/12/8) przyszedł dziś pograć i to zdecydowanie.
Boston szybszy na otwartej przestrzeni, tylko czekają na sposobność przeprowadzenia tranzycji. Różnicę zaczyna także stanowić świetnie dysponowany Jaylen Brown (31/6). Ostatnio kiepsko wyglądał jako strzelec, tego dnia błyszczy. Początek drugiej połowy należy właśnie do niego, Lakers zostają w tyle, to już dwucyfrowa różnica. Trzecią kwartę kończy trójką wyciągnięty jak struna Tatum, dwadzieścia oczek prowadzenia C’s! Popatrzcie też na to:
No dobra, ale oto jest zryw, parę przejść z obrony do ataku, Lakers dość prędko dochodzą na siedem, ale uwaga: LeBronowi (22/14/9) zaczyna doskwierać pachwina, coś sobie naciągnął cholera. Idzie (ostrożnie) do szatni, za siebie nie ogląda, wyraz twarzy zmartwiony. Jeśli to ma zniweczyć sezon LAL będzie smutno. Na placu pozostaje kapitan Doncic (34/8), trójką o tablicę (absurd) podciąga zespół na cztery punkty straty, ale waleczność i przytomność White’a i Holidaya zapewnia C’s kolejne trafienie i tego goście już nie odrobią, zabraknie niewiele, ale zwycięzca jest tylko jeden i to spodziewany. Pozostaje pytanie kto jest w stanie zatrzymać Boston w siedmiomeczowej serii?
Update: jak podają źródła, LeBron opuści minimum 1-2 tygodnie. Trzymamy kciuki.
Pistons 100 Warriors 115
Trwająca od tygodnia potańcówka Detroit na zachodniej mapie NBA. W rolach głównych gwiazdy, czyli Cade Cunningham (31/4/5) Stephen Curry (32/3/4) oraz… Jimmy Butler (26/9/5). Powoli się staje jasne, Warriors naprawdę chcą powtórki z NBA Finals, a najlepiej kolejnego złotego pucharu. To byłaby niewiarygodna historia, co nie? Ile wart jest Jimmy, wydaje się że wciąż za mało mu płacą, hehe.
Stephen Curry po raz pierwszy od czasów bytności Kevina Duranta w Golden State, nie musi prawie klepać piłki, a to czyni i jego i resztę jeszcze groźniejszymi. Tu chodzi o gry plan, o przygotowanie, o inteligencję. Dubs pozwoli się Cade’owi rozwinąć, ale w zamian linię trzypunktową Pistons zamknęli całkowicie, a bez tego nie starczyło prochu, nie było czego wciągnąć, nie było tańców… 5/23 z dystansu. Duren i Harris czyścili deskę, były przechwyty, jazda pod obręcz, ale DET sami też popełnili dwadzieścia strat, a to w relacji do skuteczności było już za dużo.
To już najświeższe wyniki, z wczoraj.
Nuggets 103 Thunder 127
Nie pozostawili złudzeń gracze OKC, kolejne dominujące zwycięstwo nad czołówką konferencji. Czterdziestka Shai Gilgeousa Alexandra, nieefektywny Jamal Murray, Jokic ograniczony jako asystent, obsługa hali, port komunikacyjny. Nie tak szybko jednak, z gry prędko wypisał się Aaron Gordon i teraz nie pamiętam czy chodzi o łydkę czy napięte ścięgno udowe, chyba to pierwsze. Bez niego nie ma fundamentu gry Denver, otwartych trójek. Gordon siedzący w dunker’s spot to jest zbyt ważne ogniwo by oceniać Denver w ważnym meczu bez niego. To wciąż będzie ciekawa seria o ile do takiej dojdzie.
Suns 125 Mavs 116
Mam sporo do powiedzenia na temat PHX, ale to są prawie same niedobre rzeczy więc się wstrzymam. No powstrzymuję się jak potrafię. Następnym razem sami przyuważcie proszę jak KD i Booker potrafią „zamrozić” swoich kolegów z drużyny. Co się dzieje gdy Durant przez 2-3 posiadania nie dostaje piłki, nawet jeśli zespół łapie rytm, jest ruch ciał i padają punkty. Na obliczu Kevina wykwita nieokreślony „dyskomfort”, niepewność, być może podrażnione poczucie własnej wartości. Facet przestaje grać, usztywnia się, dyskutuje z kolegami. W kolejnej akcji, gdy już złapie podanie, trzyma i rzeczy spowalnia.
Dallas grając de facto w siedmiu (Powell i Kessler zeszli z urazami) nie miało prawa tego wygrać, ale i tak byli blisko, bo obrona PHX to jest fikcja. Prowizoryczny układ ciał. Klay Thompson brał piłkę i pasem środkowym jechał pod kosz, nie do wiary. a
Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem, nie możesz zdjąć zawodnika z placu, pozwolić mu odpocząć, bo nie masz nikogo na zmianę [Jason Kidd]
Grizzlies 107 Pelicans 104
Trey Murphy co poleciał na otwarcie spotkania. Fakt, że ma trzy metry zasięgu, ale wciąż popis rzadkiej urody:
Walka do końca, bo CJ-a i Ziona nie ma, więc obrona wygląda zdrowiej i energia jest lepsza. Memphis zdecydowanie lepsze na tablicach, bardziej fizyczne. Pels jak mowię, szybsi, lecący do przodu, ogrom wymuszonych fauli, rzutów wolnych. W całym szaleństwie najsolidniejsi jednak Morant i Bane (62 punkty 13 zbiórek 14 asyst do spółki). Wymiany ognia, biegi, rzuty. Gracze młodsi, starsi, znani i niemal całkowicie anonimowi. Niedzielne NBA pełną gębą.
Jazz 122 Sixers 126
Kolejne zderzenie dwóch tankowców, aż ropą czuć przez ocean. Sixers górą między innymi za sprawą skutecznego najemnika Lonnie Walkera (25 punktów 11 zbiórek 5 asyst). Co to w ogóle było, G-League? PO obu stronach brak najważniejszych nazwisk, sztuka dla sztuki.
Cavs 121 Bucks 100
Znów się Giannis piekli, znów trzydziestkę zalicza, ale dwudziestu trójek Cavs nie przeskoczy, nie ma opcji. Mecz rozstrzygnęła seria 13:0 w czwartej kwarcie. Cleveland jest równie mocne (i utalentowane) fizycznie na środku, jeszcze zdolniejsze na obwodzie, ale prawdziwą różnicę stanowi jakość graczy zadaniowych. Strus 5 trójek, Wade 3 trójki, Merrill 3 trójki… w siedemnastu (łącznie) próbach.
Spurs 124 Wolves 141
ANT poprzednim razem nie porzucał, więc tym razem zaczął z kopyta. 37-31-41-32 punkty w kolejnych kwartach. Spurs rozrzucani, rozmontowani całkowicie. Do składu wrócił Rudy Gobert, autor 7/8 z gry. Too easy! Naz Reid, Divincenzo, NWA z ławki, festiwal rzutów trzypunktowych, 21/42 jako drużyna!!!
Pistons 119 Blazers 112
Ostatni mecz tournee objazdowego zakończony zwycięstwem. Co mogę powiedzieć, Portland wyrzucone z dala od obręczy, pięćdziesiąt prób zza łuku, ale skuteczność poniżej kreski. Dodajmy, że Blazers naprawdę zatrudniają dobre nazwiska, ale w odróżnieniu od Detroit nie demonstrują, nie zdradzają żadnej obietnicy na przyszłość. Kto tu jest gwiazdą, liderem składu, filigranowy Anfernee Simons (34 punkty na 26 rzutach)? Jeśli tak, to nie. Na pewno nie jest nim także Scoot Henderson (15 punktów na 14 rzutach), a więc?
Tymczasem sześciu graczy Pistons z dwucyfrowym dorobkiem, zmęczeni, ale dowieźli. Cade Cunnigham pełna kontrola parkietu, kolejne slalomy z piłką po zasłonie i kolejne loby do Jalena Durena. Tak, CC to jest zawodnik innego, wyższego kalibru niż wcześniej wymienieni. Akcją meczu tenże lot Toumani Camara:
Kings 110 Clippers 111 [OT]
Najpóźniejszy i najbardziej zacięty pojedynek kolejki, obfite statystyki liderów Hardena, DeRozana, doliczony czas gry i jeszcze więcej walki. A na sam koniec Kawhi Leonard trafia na zwycięstwo jakby to była Philadelphia przeciwko Toronto w playoffs 2019. Elo baj baj. Czy to najdłuższy objętościowo artykuł w czternastoletniej historii GWBA? Być może!
Dobrego dnia Panowie, Panie, dziękuję za odwiedziny i do przeczytania jutro! B










Jokić ma 29 triple double na 63 rozegrane spotkania, Denver balansują między 2-3 seedem. Mecz z NYK zakończony legendarnym triple double, jedynym w historii.
Moim zdaniem MVP nadal balansuje po 50% szans. A może obustronna statuetka? Kto wie.
Co więcej i cały czas sporo osób nie widzi, wszystkie statystyki zaawansowane przemawiają za Jokicem. Obiektywnie Jokic daje Nuggets więcej niż SGA daje OKC. Wygrana (potencjalna) SGA to będzie podobnie jak w przypadku Embiida głównie kwestia polityki/show (jak zwał tak zwał). Fakt jest taki, że od 5 lat nie ma lepszego gracza niż Jokic.
Nie jestem biegły w zaawansowanych statystykach, więc proszę o argumenty za tym żeby to SGA miał zostać MVP. Przytoczę jedną historię. W 2022 roku PHX robi najlepszy wynik RS w lidze , ale Booker jest dopiero 4. w głosowaniu na MVP. Czy SGA robi dla Oklahomy więcej niż Booker wtedy dla PHX ?
Pozdrowienia dla Olka! Nauka nauką, a szachy też ćwiczy?
Z tym wkurwem, to ciekawa sprawa. Pisałeś o poście, wietrzyłem zmiany. Jeśli w tym kierunku, co myślę, to powinno pomóc również na reakcję na otoczenie.
Wemby? Wysyp turbo autoimmunologicznych schorzeń jest zastraszający, ale niedobra o tym mówić. Nie on pierwszy, nie ostatni. Może to jednak co innego i wróci? Dobrze, że się nie przewrócił ostatecznie, jak wielu innych. Może jednak mają tam lepszą diagnostykę i wykrywają na samym początku.
Olek niech idzie w robotykę to jest przyszłość. Zacznij już go nastawiać i będzie cacy.
Od razu kolacja lepiej smakuje. Rób swoje, robisz to wzorowo. Imperatyw !
Gruzzotto czy Gruzchetta wchodzi na kolację?
Dzię-ku-je-my! Pozdrawiamy
Czytam i myślę o tym Zionie 🤔wygląda i zachowuje się jakby był po 24 sezonach na parkiecie i 4 misjach w Iraku…Zion W jak Weteran
Dobry art, propsy za długość
A propos Dysona to proponuję „Man of Steal”
Może i najdłuższy objętościowo, ale treści samej w sobie jakoś mało, jakby to wszystko takie po omacku, na sztukę. Puste słowa przeplatane frazesami. Nie o takie gwba żeśmy walczyli he he.
Denver brakuje opcji numer 2.
Murray nią nie jest już, za malo regularny, za bardzo forsuje.
On i MPJ są niestety do pogonienia za kogoś, ale nie mam pojęcia za kogo. Coś jak ten Hunter co go Cavs zgarnęli, albo jak zdrowy T-Mac.
Bez tego Jokič się zajedzie.
zdrowy T-Mac taki w sam raz na drugą opcję – taki nie za dobry
Ja tam pamiętam T-mac’a jako 'potwora’ a nie uzupełnienie
Co osiągnął jako ten potwór?
Jako opcja nr 2 byłby idealny.
https://www.youtube.com/watch?v=s4QuUYG6kxI
faktycznie – 2 opcja
Dzięki Admin. Cygan oddaj rower
Z czasem przyjadę
dzięki za wpis, wszystkiego najlepszego dla was, a ludzie chyba najzwyczajniej tęsknili (przynajmniej ta pozytywna część)
Wg mnie ciekawsze od dywagacji kto zostanie MVP jest to, że znów nie będzie to Amerykanin. Coś złego stało się z amerykańskim systemem szkolenia, chyba po raz pierwszy w historii brakuje zastępowalności pokoleń.
Łatwo to przeoczyć, bo pojawiły się gwiazdy z zagranicy, a wielka trójka LBJ/Curry/KD jest wyjątkowo długowieczna. To nie przypadek, że właśnie ta trójka ciągnęła w Paryżu Team USA oraz wypadła tak dobrze w głosowaniu do ASG.
Kiedyś byli Magic i Bird, potem MJ i Hakeem, Kobe i Duncan, LBJ i Curry, a teraz? Kto byłby najlepszym graczem świata, gdyby zabrakło zaciągu międzynarodowego? Tatum i Brunson? Mitchell i Haliburton? Najbliżsi statusu ikon byliby chyba Davis (ale on należy jednak do starszego pokolenia) oraz Edwards (ten jest wciąż bardzo młody, ale prawdopodobnie wymagany poziom osiągnie).
Pierwsza myśl to ta, że przyczyną jest co raz niższy wiek debiutantów, ale przecież gracze spoza USA też debiutują bardzo młodo.
Może przyczyną jest to, że z tego co wiem od pewnego czasu w USA adepci koszykówki od dzieciństwa grają ogromną liczbę turniejów? Nigdy nie grałem w zorganizowaną koszykówkę, ale na chłopski rozum to treningi zapewniają rozwój na poziomie młodzieżowym – na turnieju ani nie wyrobisz nawyków, ani nie masz prawa do błędów. O ile pamiętam Kobe kiedyś wspominał, że do jego sukcesu bardzo przyczyniła się gra w piłkę nożną oraz szlifowanie warsztatu z dala od rywalizacji do około 16 roku życia
Zwróć uwagę , że imprezy mistrzowskie Amerykanie nie są w stanie wynaleźć dwóch sensownych środkowych.
Jak Shai zrobi MVP tymi flopami to jaki ma sens ta nagroda?
Kolejny raz dziękuję Bartku za materiał. Gdybyś pytał to wolę krótsze relacje ale bardziej dogłebne przemyślenia … dzięki jesteś bardzo dobrym autorem
Ale że się cytat z Kendricka pojawił, to byłem zaskoczony. Mile zaskoczony. Admin będziesz w sierpniu na koncercie?
Wczoraj moja sześcioletnia siostrzenica powiedziała do mnie: „Tuki ty to już jesteś nie najmłodszy” . Bezcenne.
Drogi Bartku 🙂
PRZEKONUJĄCY albo PRZEKONYWAJĄCY.
nigdy PRZEKONYWUJĄCY
Przekonujesz czy przekonywasz? 🙂 dzięki
Przekonujący i przekonywający są poprawne
Przekonywujacy to błąd i nie ma, bije się w pierś
Bartku , jeśli będziesz miał chwilkę to napisz czego brakuje (twoim zdaniem) drużynie Blazers , żeby wejść na wyższy poziom.
Pytam akurat o nich , bo jestem kibicem. Są tam strzelcy , atleci , talent. Ale czegoś brakuje. Czy tylko trener do wymiany ?
Blazers brakuje kreatora z prawdziwego zdarzenia. Na przykład taki Cade Cunningham byłby git majonez.
Piaty krzyżyk a taka dziecinada…
Dostrzegam elementy trampowsko-maskowskie.
ale tzn. że chwalą? Czy ganią? lol
Joker dzis przyklepał Mvp nad shaiem!!!
Ok, I’out. Wchodziłem tutaj bo widziałem w tym sens, ale po tym artykule napisanym tylko po to, żeby się czytelnicy od***ali to sensu nie ma. Szanuje podejście work-live balance, ale pamiętaj, że sam wybrałeś swoją karierę zawodową i z uporem maniaka nie chcesz od lat nikogo dopuścić do pisania artykułów na tym portalu.
Życzę Ci abyś znalazł sens swojej działalności i czerpał z niej radość.
Dzięki, Bartek!
Dzięki za wysiłek i podsumowanie weekendu
no i dzień później odklepał : P nadal remis, szczerze jak nic się nie wydarzy mogliby x2 mvp i tyle (ps. żaden ze Stanów to lidze nie zależy 😛 )