NBA: SGA dominuje w TD Garden, Boston się chwieje | zapasy wagi ciężkiej w Houston

Witam, meczów jak zwykle masa, ale jeden interesował mnie szczególnie i Was też powinien. Zapraszam do lektury. B
Thunder 118 Celtics 112
To jak, przedwczesny finał? Zabrakło co prawda po stronie gospodarzy Kristapsa Porzingisa, ale goście także nie byli wstanie skorzystać z usług All-Stara Jalena Williamsa, więc żadnych usprawiedliwień proszę. Można dyskutować który z chłopaków ważniejszy, być może bardziej unikalny skill-set posiada jednak Łotysz, zwłaszcza z perspektywy taktycznej Bostonu, ale wiadomo, że gdzie wióry lecą, tam są urazy i bardzo rzadko najważniejsze mecze gra się w pełnym składzie, nie?
Nie będę przywoływał zaawansowanych statystyk, powiem najważniejsze. Po pierwsze, Celtics którzy zazwyczaj fundują rywalom presję, napięcie, nerwowość i konieczność oglądania się wokół siebie, Celtics którzy imponują szybkością i zdecydowaniem, dokładnie tym samym zostali przez OKC poczęstowani!
To Boston wyglądał nerwowo od wejścia, nie mógł piłki wrzucić w środek, bał się kozłować, został wypchnięty z dala od obręczy. Nawet wyprzedziwszy rywala, nawet na otwartej przestrzeni, czuć był przestrach, bo przecież zawsze się ktoś z tyłu, z boku czaił z blokiem.
Sam Cassell, asystent Joe Mazzulli, swego czasu łebski rozgrywający potrafiący świetnie grać na kontakcie, zastawiać się i grać tylem do kosza, nie panował nad sobą na ławce rezerwowych. Machał rękami, demonstrował swemu podopiecznemu Jaylenowi Brownowi jak ma się ustawić, żeby piłkę dostać, bo niedorzecznym było i jest, aby dwumetrowy, 105-kilogramowy Brown, nie potrafi utrzymać pozycji na 4-5 metrze i to naprzeciw niższego i dziesięć kilogramów lżejszego Casona Wallace’a!
Brown kiwał głową, ale ta wyraźnie siadła. Próbowali parę razy, kończyło się stratą albo rezygnacją. Trudno powiedzieć czego zabrakło, techniki, determinacji, chyba jednak mental siadł. Niestety, ale też pod nieustającą presją przeciwnika kolejny raz widzieliśmy braki Browna na koźle. Tak energiczne piwoty z piłką robił, że ją parę razy zgubił.
Ataki kosza mistrzów w ataku pozycyjnym przypominały próby wpłynięcia pełnomorskim statkiem turystycznym do portu w Giżycku. Nieporadnie i bez sensu.
W efekcie Celtics, no nie uwierzycie, Celtics oddali aż 63 próby zza łuku (trafili dwadzieścia czyli 31%) za dwa osiągnęli 21/31 z gry, więc dlaczego tak mało!? No właśnie. Thunder mieli plan! Jaki? A ku%wa sprytny. Poszli na bezczelnego, przeciwko najlepiej rzucającej z dystansu ekipie NBA śmiało stawiali strefę, nie chcieli rywali w ogóle widzieć w „pomalowanym”. Gdyby nie waleczność na ofensywnej tablicy Korneta i Horforda, to już w ogóle by ich zgnietli.
A propos, Al Horford… tutaj pauza, bo weteran parkietów dał czadu, albo mówiąc językiem weterana „zadał bobu”. Popatrz, popatrz, popatrz sam:
Dla mnie Big Al to był najpewniejszy punkt Celtics w pierwszej połowie: 18 punktów 10 zbiórek 6 asyst 6/12 zza łuku! Dopóki on i Derrick White (również 6/12 zza łuku) celowali, a Tatum (33/8/8) bilansował to grą 1-na-1 (ciężką i wymagającą ogromu sił) dopóty obrońcy tytułu byli w grze.
Plan OKC się powiódł, bo gdy mięśnie Celtom stężały od wysiłku w IV kwarcie, byli w stanie zmieścić w koszu tylko 3/14 dalekich prób (4/26 w drugiej połowie!) Thunder zaś szybko weszli na „bonus” i ustawili zawody na linii rzutów wolnych demonstrując mistrzom, że ci nie są w stanie ich kryć.
No właśnie, kolejna sprawa to obrona. Shai G. Alexander z manewrami nie miał żadnych problemów, piłka na sznurku, minięcia, docierał kozłem w wybrane przestrzenie, polował na wyciągnięte dłonie, łapy wkładane w kozioł, wymuszał faule, podwojony bez namysłu podawał na wolne pole, wypisz wymaluj MVP: 34 punkty 5 zbiórek 7 asyst 11/20 z gry 10/11 FT.
Brown skończył z sześcioma faulami. Jrue Holiday? Wciąż jest solidny, ale w meczach z najlepszymi jego mistrzowski walor gdzieś przepadł. On także niewiele mógł poradzić w obronie naprzeciw SGA, trójki z rogów w tym sezonie wyglądają u niego paskudnie i chyba ze 2-3 razy zamiast kończyć layup, wybrał podanie… no to już panie jest problem. Zrzucam to na karb urazów i liczę na lepszą dyspozycję w playoffś.
Największa różnica w meczu dotyczyła rzutów wolnych: 35 do 12 na rzecz Oklahomy. Do tego bardzo sprawny ofensywnie Chet Holmgren w roli drugiej opcji (23 punkty 15 zbiórek) oraz duża pewność strzelców: Dort, Joe i Kenrich Williams.
Nie zamierzam winy zrzucać na sędziów, nie mogliśmy ruszyć z miejsca. Thunder grali ostrzej, a ja osobiście muszę bardziej się postarać by ten poziom intensywności wyrównać. To moja wina [Jaylen Brown 10 punktów 5/15 z gry]
No cóż, dobrze widzieć samoświadomość. Zrozumienie deficytów to pierwszy krok do naprawy. Moim zdaniem to nie o kiepski dzień chodzi, ale o głowę. Ona się musi uruchomić pod presją. Z kiepskim przeciwnikiem gra się prosto, wszystko jest przewidywalne, tymczasem przeciwko OKC płuca dziwnie zaczynają palić i robi się nieswojo. Kto grał w zorganizowany basket, ten zrozumie o czym mowa.
Teraz zastanówmy się jak wyglądałaby seria playoffs pomiędzy tymi dwoma zespołami. Obecność Kristapsa sporo zmienia, bo chcąc nie chcąc nie odetniesz go od podania na 4-5 metrze, ani od rzutu po akcji pick and pop. Samo to otworzy parkiet dla reszty. Pozostaje kwestia fizyczności oraz „gwizdki”. Dziś było delikatnie nierówno i piszę to jako niespecjalny fan koszykówki spod znaki koniczyny. Z jednej strony sporo dozwolonego kontaktu (Lu Dort, Wallace, Holmgren) z drugiej delikatne pacnięcia SGA i od razu gwizdek. To potrafi wyssać energię z ekipy przeciwnej i to właśnie oglądaliśmy w IV kwarcie.
Myślę, że ta seria w NBA Finals to byłoby największe święto koszykówki i na tę chwilę nie podejmuję się wskazania faworyta, a Wy?
W pozostałych meczach:
Hornets 100 Hawks 123
Trae Young (35/7/12) i Caris LeVert ciągną strzelecko. Wokół nich grupa sprawnych atletów, Dyson Daniels kradnący piłki w locie. Jak to fajnie określił komentator z ramienia Hawks, ofensywa Charlotte przypomina jazdę bolidem po lodowisku. Coś w tym jest, bo dopóki jadą prosto ciężko im dotrzymać tempa, na zakrętach ich wyrzuca, a gdy przystaną rozgrzany silnik topi lód pod spodem i gotowi są się utopić.
Miles Bridges (31/11) od dwóch tygodni punktuje jak szalony, LaMelo Ball to sorry, ale nie jest żaden lider. Nie ma w jego grze nic powtarzalnego, siedzą albo nie siedzą pstre próby. Czasem efektownie poda jak się rywal nie ogarnie. ATL to także nie jest żadna prominentna ekipa, ale aktualny poziom NBA jest taki, że wygrali czwarty raz z rzędu.
Sixers 105 Raptors 118
Odpuszczam. 29 punktów Quentina Grimesa, sprawnego chłopa potrafiącego grać kozłem, ale co tu wiele mówić, Sixers chcieli to przegrać. Walczą by się zmieścić w pierwszej szóstce draftu, bo inaczej pick trzeba będzie oddać OKC! Linijki statystyczne głębokich rezerw Toronto kładą mnie na łopatki. Orlando Robinson 25 punktów 12 zbiórek 6 asyst | AJ Lawson 28 punktów 6 zbiorek 4 asysty. Leżę i kwiczę.
Clippers 119 Heat 104
Przebudzenie Bogdana Bogdanovica, któremu wierzę i w którego wierzę. LAC na wyjeździe, bez Kawhi, Simmonsa i Powella wygrywa kolejny mecz. James Harden kręci się wokół triple-double, czy zrobił w końcu, poczekajcie sprawdzę… 24 punkty 8 zbiórek 11 asyst. Nie zrobił, bo mu zbiórki zabrał Bogi: 30 punktów 10 zbiórek 11/16 z gry. Wiadomym jest, że Miami słabo kryje spot up, ale ostatnio to naprawdę jest kiepski temat. Zwłaszcza, że w środku też zostali rozbici: Ivica Zubac 26 punktów 14 zbiórek.
Piąta z rzędu porażka oznacza włączenie się do wyścigu tankowców, myk myk. Jak robi tankowiec? Bam Adebayo zamknięty w klatce, 2/7 z gry. Herro i Wiggins dużo rzutów, ale wiadomo, że gry pociągną.
Suns 104 Rockets 111
Przysypiałem już, a tu nagle waga superciężka Steven Adams i Mason Plumlee znienacka wzięli się za łby. Nowozelandczyk niedźwiedzim uściskiem zareagował na masowanie mu twarzy pod koszem i gdyby nie tłum, który się błyskawicznie wokół zebrał, byłby rzucił rywalem o parkiet. Chociaż czy ja wiem, Plumlee to zdrowy amerykański chłopak i w liceum na pewno miał zapasy. Może dobrze, że skończyło się tylko grapplingiem. Sędziowie nie mieli wyjścia, obu wyrzucili, posłali do odrębnych korytarzy. Szkoda, mogli im dać po techniku i pozwolić grać dalej, hehe.
PHX wiadomo, że punktuje, zwłaszcza gdy się Bradley Beal do zabawy przyłącza. Rockets spuścili na nich Jalen Greena, któremu w pojedynczym kryciu nikt nie był w stanie ustać (29 punktów 7 zbiórek). Green wyglądał wręcz bezczelnie momentami. Wkręcał się pod kosz, wymuszał faul, pierwszą połowę skończył czyściutkim trafieniem z odejścia.
A gdy w końcu zaczęli łapać Jalena w kleszcze i dwóch obrońców posyłać, uruchomił się Alperen Sengun (20 punktów 7 asyst 7/7 z gry) wyprowadzając na pozycje Brooksa czy Easona. Waszej uwadze w szczególności polecam to te tu podanie Turka. Grube jak wydech w wejherowskim Oplu Vectrze.
Tym samym Suns (30-36) spadają coraz wyraźniej poza dziesiątkę play-in. Nie przekonują niczym. Chemia w ekipie najsłabsza w lidze.
Jazz 115 Grizzlies 122
Utah zostało ukarane 100 tysiącami kary grzywny za waflowanie składem. Nie da się uzasadnić pojawiających się i znikających kontuzji kluczowych graczy, bo tak po prawdzie wszyscy (Kessler, Collins, Markkanen, Sexton, Clarkson, George) są i cały czas byli zdrowi. Tymczasem ze składem co mecz jest loteria, wypada jeden, dwaj, trzej, albo wszyscy na raz.
Bilans 15-51 zupełnie nie oddaje siły tej ekipy gdyby cały sezon grała w najmocniejszym składzie. Oni są sprawni naprawdę. Wczoraj jak postawili strefę, to się Memphis o mało nie obsiusiało (14 zbiórek i 6 bloków Kesslera). Jedną zagrywkę mieli z Morantem, stawiającym zasłonę Clarkem i wychodzącym do piłki Banem. Lecieli ją chyba z dziesięć razy.
Koniec końców jednak Bane (17/5/9) i Morant (28/7) jako playmakerzy zrobili swoje przy ogromnym udziale strzelca, jak on się nazywa cholera… Luke Kennard: 30 punktów 7/9 zza łuku!
Mavericks 116 Spurs 126
Dallas tym razem wydrapało dziewięć nazwisk, zupełnie jak w lidze amatorskiej, hehe. Spurs mający dość upokorzeń, wezmą co im się należy. Mobilizacja De’Aarona Foxa (32 punkty 11 asyst) oraz bardzo energiczny Jeremy Sochan z ławki (18 punktów 7 zbiórek 8/13 z gry 2/5 zza łuku). Świetny występ Polaka, gratuluję.
Na koniec rookie Stephona Castle koledzy z drużyny odprowadzili do hali garażowej. Okazało się, że auto pozostało bez kół. Śmieszne? Reakcja zawodnika adekwatna jak sądzę:
Wolves 115 Nuggets 95
Wilki mają patent i wielką przewagę mentalną nad Denver: 3-0 w tym sezonie oraz trzy zwycięstwa przed ich własną publiczności w minionych playoffs. Dodajmy, że trener Wolves Chris Finch to były asystent Mike’a Malone’a w Denver i jeśli wierzyć doniesieniom, to on był piewcą / pomysłodawcą gry przez Jokera, po czym został zwolniony…
Jamal Murray napastowany przez Jadena McDanielsa i NWA, odłączony, jak zwykle nieco forsujący (4/15 z gry) Michael Porter Jr to samo (3/10 z gry) nie mogący oddać rzutu, Joker zmuszony punktować samodzielnie (34 punkty i tylko 4 asysty). Julius Randle dominujący fizycznie swój matchup (brakuje bardzo Aarona Gordona). Edwards w pojedynczym kryciu także easy: 29 punktów 5/12 zza łuku. Problemem są też trójki z rogów parkietu rywala, bo ciaśniejszym ustawieniem Denver nadrobić próbuje braki fizyczne, atletyczne. Donte DiVincenzo znów walczy po kontuzji: 10/6/6. No, podobnie jak Milwaukee na wschodniej mapie, Wolves coraz ciekawiej grają moim zdaniem.
Knicks 114 Blazers 113
Scoot Henderson grał mecz życia (30 punktów) ale zwycięstwo wezmą przeciwnicy. Piękny game winner Mikala Bridgesa w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry! Dla takich chwil warto kibicować, kciuki zaciskać. Nawet jeśli Nowojorczycy z tym składem (i trenerem) nie pokuszą się raczej o mistrzowski tytuł NBA, liczy się droga, liczy się walka:
Dobrego dnia wszystkim, Patronem dzisiejszego odcinka został pan Łukasz Darlak, pozdrawiam! B










Obecnie Wolves to druga siła na zachodzie
w czym ?
Czarn%chy mają swoje pomysły, ale czarn%chy milionerzy widać że przebijają wszystko. Odkręcić koła w samochodzie koledze z zespołu… normalnie prank stulecia. Się dziwić że nawet Gregg dostaje udaru? Heh.
Pozdrawiam
To zwykłe buraki, nic więcej. Kiedyś za garażami by po ryjcu dostali. Że są jeszcze ludzie którzy uważają ich za idoli… dramat
Tfu…. Obrzydlistwo !
Jak można być takim tępakiem? Pewno miłośnik białego Mentzena.
Ojezusie jaki dramat. Młode chłopaki robią sobie jaja. No faktycznie, kto by się spodziewał.
Jest i Aqua Man a zastanawiałem się ostatnio co się z nim dzieje.
Zmień w końcu nick tani cwaniaczku.
?
xD
Dzięki za art, Bartek.
Piękny to był mecz Shai i Tatum niektóre wejścia na kosz level expert. Poziom koszykówki rośnie 😁
Pomóżcie mi się doliczyć, ile kroków zrobił Bridges? Wszystko tam było w porządku?
Za dużo. Jak dla mnie kroki przecież on dobiegł do tej linii za 3.
„to te tu” – szanuję.
Nie wiem czy to było nawiązanie do Mesa, czy tylko przypadek, ale fonetycznie ta zbitka gra pięknie
Ten port w Giżycku xD kocham. This is why we read!
Kolejny świetny artykuł. Dzięki wielkie Bartek z przyjemnością czytam….
Steven Adams, najbardziej honorowy zawodnik NBA. Do supleksa było jeszcze trochę i by tego nie zrobił. A Plumlee? No cóż, sadzi się zakompleksiony chłopak.
Jeśli chodzi o zapasy Adams Plumlee to jak widać na powtórkach – Adams wstał i normalnie zaczął żartować. A Plumlee mimo wszystko „opatrywany”.
I zgadzam się z Adminem – trzeba było dać po techniku i niech grają dalej! Od razu by ciekawiej było na parkiecie.
aż szkoda, że Aquaman nie gra u jakiegoś contendera w tym sezonie, może za rok (ps. tu i teraz przydałby się łatać Lakersów) ale i w kilku ekipach dałby to „coś”. Jak myślicie – gdzie w następnym sezonie (będzie niezastrz.) ??
Suns potwierdzają, że Pieniądze szczęścia nie dają