NBA playoffs: Pascal Siakam szczerzy kły | jestem rozczarowany New York Knicks

Witam w sobotę. Patronami dzisiejszego odcinka są Aszatan, Erharisson, a także Sjanis. Ja nazywam się Bartek Gajewski, tor Indianapolis Motor Speedway, na którym odbywają się coroczne wyścigi Indy 500, może pomieścić nawet 400 tysięcy kibiców, ale nie pomieści wszystkich kibiców Indiana Pacers, jeśli ci sięgną po mistrzowski tytuł NBA. Czytacie GWBA, czyli gwiazdy basketu, fajnie że wpadliście.
Pacers 114 Knicks 109 [2-0]
Dobra, pora to powiedzieć głośno: jestem srogo rozczarowany postawą New York Knicks w dwóch meczach finałów konferencji i piszę te słowa siedząc w niebieskiej bluzie Knicks z kapturem… zespół prowadzony przez 67-letniego Toma Thibodeau jest zdrowy, obfity w talent oraz dominujące warunki fizyczne. Nie ma absolutnie żadnych usprawiedliwień, poza brakiem odpowiedniego przygotowania… taktycznego, niestety.

What’s up Mr. Thibs?
- dwadzieścia lat w roli asystenta (1989-2010)
- sławę przyniosły mu diaboliczny głos, pracoholizm oraz funkcja koordynatora defensywnego w mistrzowskich Celtics (2008)
- pięć lat jako główny szkoleniowiec w Chicago
- trzy sezony w Minnesocie
- aktualnie piąty sezon pracuje w roli head coacha Knicks

Trzynaście lat jako pierwszy trener, największe sukcesy drużynowe?
- finał konferencji z Chicago w 2011 roku, przegrany z Miami 1-4
- finał konferencji z Knicks w 2025 roku, aktualny bilans serii 0-2
Facet nie ma rodziny, nie założył jej, bo tak bardzo oddany jest pracy. Od swoich graczy wymaga doskonałego przygotowania fizycznego. Stosuje wąskie rotacje, trudno zaskarbić sobie jego uznanie, ale jeśli już zdobędziesz zaufanie, masz pewne minuty. Podstawa rotacji u Thibsa grywa nierzadko pod 40 minut w sezonie. Ci najbardziej wszechstronni jak Luol Deng, Jimmy Butler czy obecnie Josh Hart, biją rekordy czasu spędzanego na parkiecie.
Z perspektywy tych ostatnich trzynastu lat: u Toma nie ma szachów koszykarskich, jest fizyczność, priorytetyzowanie zbiórki oraz wynikająca z niej próba kontroli tempa. Jest poleganie na najlepszych jednostkach, najwierniejszych żołnierzach, jest zaufanie i ciągłość, basket prosty, żeby nie powiedzieć prostacki. Nigdy jeszcze tego rodzaju koszykówka, pozbawiona reaktywności meczowej, real-time adjustments, nie przyniosła nikomu tytułu mistrzowskiego i też nikt o zespołach przez Thibodeau prowadzonych nie myślał na poważnie. W tym sezonie jednak miało być inaczej.
Materiał ludzki, jaki w tym sezonie został zebrany w Nowym Jorku jest więcej niż wystarczający. Dysponują szeregiem ludzi potrafiącymi generować przewagę na boisku, są mocni fizycznie, mają papiery na grę „5-Out” zupełnie jak ich rywale Indiana Pacers. Karl Anthony Towns statystycznie to najlepszy wysoki strzelec w historii!
Dlaczego więc tak źle to wygląda? Od początku sezonu Knicks grali jakby prowadził ich kto inny, niecharakterystycznie dla Toma.
„+” piąty ofensywny rating
„-” czternasty defensywny rating (drop coverage pod wezwaniem Karla Townsa)
„-” 28. miejsce jeśli chodzi o udział trójek w ofensywie (niebywałe)
„-” 20. zbiórka defensywna (przy tak granej obronie dramat)
„-” 20. miejsce pod względem punktów traconych z pola trzech sekund (jak wyżej)
Oczywiście możemy powołać się na kontuzję środkowego Mitchella Robinsona, który rozegrał ile… ledwie siedemnaście spotkań, ale dajcie spokój. Trzon składu był dostępny i nie uzasadnia to nazwijmy to: deficytów struktury gry. Z zespołami z topu przegrywali dosłownie wszystko. Największe sukcesy Knicks w minionym sezonie regularnym to:
- zwycięstwo nad Minnesotą (zaliczyli 20/45 zza łuku)
- dwukrotne pokonanie Denver (33/70 zza łuku w dwóch meczach, bez udziału Aarona Gordona w obu)
Całą resztę przewalili: 0-4 z Bostonem. 0-4 z Cleveland. 0-2 z Golden State. 0-2 z Clippers. 0-2 z Lakers. 0-2 z Oklahomą. Ogrywali składy pozbawione ofensywy, miękkie, kontuzjowane, bez prezencji w środku.
Someone has to go.
Potem nadeszły playoffs i trochę nam się obraz zamglił. Zespół fizyczny wiadomo, dobrze znosi rzadszy gwizdek sędziowski. Detroit Pistons zabrakło doświadczenia, co gorsza, posypał im się kluczowy wysoki Isaiah Stewart, a co za tym idzie rotacja. Malik Beasley nie utrzymał ciśnienia, koniec końców Cade Cunningham grał to, co obecnie gra Jalen Brunson, na pałę i to był gwóźdź do trumny młodego zespołu.
W drugiej rundzie obrońcy tytułu, po dwadzieścia punktów przewagi Bostonu w każdym spotkaniu i historyczne wpadki gdy trójka przestawała siedzieć. Kristaps Porzingis zapadł na nierozpoznaną chorobę, Jayson Tatum zerwał ścięgno Achillesa, Jrue Holiday i Al Horford ścigali się z metryką. Kolektywny wysiłek, ogrom fizyczności i Knicks ponownie przeważyli.
Teraz grają z Pacers, zespołem płynnym, motorocznym, sprawnym, ofensywnym, kierowanym przez fachowca, który stawia na energię. Nie róbmy z Indiany kogoś, kim nie są. To wcale nie jest żaden hegemon. To raczej Knicks im się podkładają durną organizacją gry albo może raczej, jej brakiem.
Doceniam kunszt 188-centymetrowego Jalena Brunsona, jego technika użytkowa, umiejętność gry na kontakcie, przygotowanie fizyczne oraz odporność mentalna, to jest naprawdę coś imponującego, ale nie jestem w stanie dłużej oglądać jego pałowania.
Cała hala wie, że nie poda piłki, przeciwko czemuś takiemu naprawdę łatwo się gra. Fizycznie niemożliwe jest by jeden człowiek wygrywał serie playoffs. To się nigdy nie sprawdzało i nigdy nie sprawdzi.
Bridges, Anunoby, Towns, Hart, McBride to są wielce utalentowani ludzie, dlaczego oni stoją i patrzą w ataku? Pacers przejmują zasłonę, Brunson zawsze ma na sobie jednego z dwóch dedykowanych obrońców, męczy się niebywale, wywraca, wstaje i dalej rzuca. Wszystkie akcje przechodzą tylko przez jego ręce. Oddaje 27 rzutów z gry zdobywa 36 punktów, w każdym posiadaniu ma piłkę, decyduje, podaje 59 razy, zalicza 11 asyst. Jest alfą, betą, sigmą i omegą ofensywy Knicks.
Typowe holowanie gały numeru jedenaście, poza pierwszą akcją meczu oraz paroma pomiędzy, atak pozycyjny Knicks to doznanie mało estetyczne, wręcz powiedziałbym bolesne doświadczenie. Ile można?
Pacers narzucają rytm, ich akcje są szybsze, bardziej naturalne, wynikają z ruchu ciał, głównie bez piłki. Knicks trzymają się w grze, ale przypomina to wyważanie drzwi, czerwoni są na gębie od wysiłku. To nie tak powinno wyglądać, koszykówka powinna być lekka jak Tyrese Haliburton. Mikal Bridges przytrzymał go za poły płaszcza, nie było wiele Haliburtona strzelca, dobrze to Knicks wyskautowali. Pisałem nie raz, kiedy Hali zalicza 20+ punktów, bilans Pacers w tym sezonie wynosi: 30-3 (!!!) w tym 5-0 w playoffs.
Miejsca jest więc mniej, ale to nie znaczy, że Hali nie ma wkładu w grę: 8 zbiórek 11 asyst 14 punktów 2 przechwyty tylko 1 strata. Jeden dotyk, jedna decyzja, szybki pass na wolną pozycję. On gra swoje, czai się jak wąż w trawie.
Produktywność ofensywną bierze na siebie Pascal Siakam (39 punktów 15/23 z gry) czym Knicks wydają się całkowicie zaskoczeni. Nie byli na to przygotowani.
Kameruńczyk przyjechał pograć, świetnie biega, płynnie manewruje tyłem do kosza, nawet taki kozak jak OG Anunoby bezradnie rozkłada ręce. Wpada fade-away po obrocie przez prawe i przez lewe ramię. Po dwóch udanych kontratakach Siakam łapie taką pewność, że trójka się przed nim otwiera. Zdobywa pierwszych jedenaście punktów zespołu! Pali jedną, potem drugą i kolejną tróję. Za szybki bądź za długi dla kolejnych rywali, chłop wygląda jak super gwiazda NBA.
Momentami grają z Obi Toppinem jako podkoszowi, Knicks stawiają na gabaryt Mitchella Robinsona, ale jeśli Pacers zbiorą piłkę, są na łasce wybieganych gości. I to jest właśnie najlepsze / najsmutniejsze, w zależności komu kibicujesz, bo Pascal połowę niemal zdobyczy osiąga z biegu. Galopując na obręcz. Motoryką zespół Indiany zjada Knicks na podwieczorek.
Teraz akcja przenosi się do Indianapolis i oczekiwałbym tego samego, co dotychczas. Brunson ciśnie i będzie cisnął do końca, no ale sami zobaczcie:
Aha, zauważmy że Pacers wygrali szóste z rzędu spotkanie wyjazdowe! Czyżby miał się ziścić koszmar komisarza Adama Silvera? Oklahoma City versus Indiana w NBA Finals? Duże rynki i wielcy reklamodawcy odływają jak przyduszeni grapplerską gilotyną. I dobrze, niech wygra sport, zespoły o szerokiej rotacji, szybkie, wszechstronne i energiczne. Tak się właśnie powinno grać w koszykówkę. Aye.
Inne obserwacje
- KAT bez energii w obronie, za duże tempo dla niego
- Pacers grają 9-10 ludźmi, a każdy atak to sprint
- Cam Payne na parkiecie to pomyłka, nie z Indianą
- uważam, że wszystko za plecami Brunsona i obok powinno pójść do McBride’a
- co najgorsze, nie mam pojęcia, jaki plan ofensywny mają Knicks
- energetycznie oni Pacers nie rozbiją, tu nie będzie happy endu jak z Bostonem w MSG
- nie radzą sobie z Siakamem? dlaczego nie gra przykładowo Precious Achiuwa?
- dlaczego Josh Hart cały mecz nie patrzy nawet na obręcz?
Seria w najprostszych słowach:
- Pacers naprzemiennie atakują Towsa bądź Brunsona, jeden jest gapowaty i niezdyscyplinowany, drugi mały
- w obronie Indiana przekazuje niemal wszystko, czasem idzie pre-switch, bo jest łatwo i przewidywalnie
- jest też od kogo pomóc, podwoić
- Knicks ofensywnie grają nic innego jak drive and kick albo izolacje
- obrona: specjaliści jak OG Anunoby stoją w rogu trzymając za rękę Toppina czy Turnera
- bo spacing jest mocny i trzeba go respektować…
Other NBA news
-> Poznaliśmy już MVP, teraz pora na najlepsze piątki tego sezonu. All-NBA First Team: Shai Gilgeous-Alexander, Nikola Jokic, Giannis Antetokounmpo, Jayson Tatum, Donovan Mitchell. Second Team: Jalen Brunson, Stephen Curry, Anthony Edwards, LeBron James, Evan Mobley. Third Team: Cade Cunningham, Tyrese Haliburton, James Harden, Karl-Anthony Towns, Jalen Williams. Nie mam uwag. Co najwyżej Mobley przeceniony został w tym sezonie. Jego progres jest widoczny, ale to produkt systemu, sam w sobie to nie jest gwiazda na miarę całej reszty nazwisk. Defensive Player of The Year też srogo na wyrost.
-> Zdaniem Bogdana Bogdanovica, ziomka z reprezentacji Serbii, Nikola Jokic wystąpi w tegorocznym Eurobaskecie rozgrywanym (częściowo) w Polsce. Na pewno Katowice gościć będą grupę D, czyli reprezentacje Polski, Francji, Słowenii, Izraela, Belgii i Islandii. Nie mam wątpliwości, że Serbia wyjdzie z grupy, jednak gdzie rozgrywana będzie faza pucharowa, nie mam pojęcia, Wy sprawdźcie i dajcie znać! Dobrego dnia! B










Dobrze ze Knicks na dziurę, Grają za wolno grają w 7 osób to nie ma prawa wyjść i nikt nie chce ich oglądać w finałach dostających sweepa od Okc
Tom juz niech wypiexxala.. nie da się wygrać finałów w 7 osób…
Właśnie wczoraj zdałem sobie sprawę, że jeśli OKC nie sięgną po tytuł w tym roku tylko któraś z tych trzech pozostałych drużyn to będzie to jeden z największych underdogów w historii. Nie pamiętam aż takich przypadków choć może jestem po prostu zbyt młody. Poda ktoś jakieś przykłady chociaż z ostatnich 40 lat? Nie mówię tu o jakichś gwiazdorskich zespołach które w sezonie regularnym bumelowały albo docierały się i wchodziły do PO z miejsc dalszych, ale o zespołach średnio-dobrych/”druga runda max” gdzie od początku sezonu bukmacherzy ani kibice nie dawali im zbytnich szans. W tym sezonie z czołówki typu OKC, Boston, Denver, Lakers i np Clippers zostali już tylko ci pierwsi, co skłoniło mnie do takich przemyśleń. Z góry dzięki.
Wg mnie problemem jest to, że częściowo z powodów zmian utrudniających utrzymanie bardzo dobrego (czyli bardzo drogiego) składu, a częściowo z powodów losowych cała liga składa się z zespołów średniodobrych. Może jestem dziwny, ale dla mnie (przejściowy) koniec dynastii zabija emocje, gdy myślę o lidze. Jeśli zależnie od matchupu oraz dyspozycji dnia szansę na tytuł ma kilkanaście drużyn, to jaką ten ma wartość? W czasach dominacji np. GSW ich tytuł był potwierdzeniem hegemonii, a porażka sensacją. Teraz obojętnie czy wygra OKC, czy LAL, czy LAC, czy NYK, czy DEN, czy MIN albo inne BOS lub IND to jest to mniej więcej równie prawdopodobne i chyba nie tylko ja pomimo osobistych sympatii oraz docenienia klasy mistrza przyjmę to wzruszeniem ramion
W tym sezonie z czołówki typu OKC, Boston, Denver, Lakers i np Clippers zostali już tylko ci pierwsi, co skłoniło mnie do takich przemyśleń.
A Indiana czy Nowy York to już nie czołówka? Prawie identyczny bilans mieli jak np: Lakers, Clippers, czy Nuggets i zajęli odpowiednio 3 i 4 msc, więc co za pierdoły wypisujesz, to brak słów!
Dlaczego nie gra Achiuwa? Zalytaj Tibsa lol
Bardzo jestem ciekawy bieganiny w finale,bo nie wierzę juz w wilki ani NY,choć takiego finalu chciałbym.
Mimo wszystko szkoda niksów,przegrali fatalnie wygrany mecz,to ustawilo serie.
Jak to, gdzie? W Rydze, proszę Pana.
Bilety już kupione 🎉
Myślę Bartek, że to dobrze wiesz 😁. Ale odnośnie organizacji tych mistrzostw, to jednak trochę amatorka.
Chyba do marca, 1/ 16 miała grać 5 i 6 września, a potem im się od widziało i przesunęli na 6 i 7. Przez co ja musiałem zmienić termin lotu i noclegu .
Ale przynajmniej bilety nie są drogie.
Pozdro
Do dziś nie wierzę w to jak przegrali pierwszy mecz…
Neshmit włączył tryb
Tracy McGrady
Pozdro dla
Tracy McGrady
dziś jego urodziny
Może Houston Rockets AD 1995?
Wtedy byli już obrońcą tytułu i wzmocnili się Drexlerem, legendą obrosło to jak wyciągali serie z Utah i Phoenix, ale pamiętam, że po 2 pierwszych meczach w Alamodome byli już faworytami do tutułu bo nie było już Knicks . Raczej rok wcześniej. Większość wtedy stawiała na Suns Barkleya, ewentualnie rewelacyjnych Sonics (Ci jednak odpadli w 1 rundzie z rewelacją tamtego sezonu – Nuggets pod wodzą Berniego Bickertaffa, ojca JB), a w finałach faworytem byli Knicks, ponieważ Rockets zawodzili we wcześniejszych latach. Jednak ciężko uznać ich za underdoga, bo w każdej rundzie mieli przewagę parkietu. Może Pistons w 2004? Na wschodzie wyżej stawiano Pacers i Nets, a i tak prawie wszyscy stawiali wtedy na mistrza z zachodu, gdzie byli Lakers, Kings i Wolves, nawet po game 3, w którym Jeziorowcy zostali przez Pistons zdemolowani, mało kto wierzył, że bez wielkiej gwiazdy mogą zdobyć tytuł.
Szacun za pamięć!
Piękne czasy…
Pzdr.
Btw. Rockets w 94 w 2 rundzie przegrali we własnej hali 2 pierwsze spotkania z Suns i wydawało się, że już po serii, jak teraz Knicks z Pacers;) GO KNICKS!
Dobry wieczór, a w tamtym roku pisałem na owym forum, że Indiana przejdzie Boston, ktoś mnie wyśmiał, jak sie okazało słusznie, ale prawda jest taka, że idealnie dobrane osobowości, bez gwiazd, z uśmiechem na twarzy, każdy akceptuje swoją rolę. Obrona zespołowa – wiadomo, siakam turner, hali, tego czwartego przyznam, że poznałem dopiero bliżej, ale pan Aaron Nesmith skradł me serce, Kawhi(ju) za to wszystko co mogłeś osiągnąć, a co osiągnąłeś to niestety, ale muszę szukać innego, Gordon hayward też nie był mi dany na dłużej, pustkę mĄ chyba, ale i… Za całokształt drużyny wypełni chłopak od wygrywania nesmith, imponujące jest jego koszykarskie IQ.
Cieszy mnie, że te wszystkie przepłacone kontrakty lilard, george, lebron, Brown, porter i wielu innych, nie będą w centrum uwagi, irytować swoimi zmanierowanymi wyrazami twarzy,
tylko normalne chlopaki, jeszcze nie zepsuci, zbiorą cały splendor. 🙂
ciekawe finały nas czekają, zobaczymy co shai pokaże przeciwko porządnej obronie, i szybkim bieganiu do przodu indiany.
Wszyscy pewnie typuja okc?
Właśnie piękne jest to, że tytuł zdobędą gwiazdy, a nie gwiazdeczki które jedyne co zdobyły to gruby kontrakt 😀
Czy ja wiem czy All-NBA bez uwag. Pomimo statystyk trochę razi, że jest tam zawodnik z ujemnym +- za sezon, bez którego drużyna radziła sobie o dwa punkty lepiej na mecz. Pozwolę zgadnąć o kogo chodzi ^^
Ale ja nie wiem kto. Lebron? Harden? Typów jest więcej niż 1.
LeBron?
Rozwiązanie zagadki to rzeczywiście LeBron. Z nim na parkiecie Lakers byli -56, bez niego +102. Dla porównania sam Luka od transferu był +176, a wspomniany Harden +355 za cały sezon. Można próbować usprawiedliwiać, że grał przeciwko pierwszym składom przeciwników i stąd tak słabo to wygląda, ale jeśli w ciągu całego sezonu z dwiema różnymi gwiazdami drużyna radzi sobie lepiej bez Ciebie na parkiecie to dla mnie osobiście taki zawodnik nie zasługuje na wybór do all-NBA, w którym powinni znajdować się gracze mający największy wpływ na „wygrywanie”, a nie „nabijacze” statystyk, bo od tego mamy już mecz gwiazd ^^
„13 in 33”
2004r
Ile to już sezonów wkurzamy się na Toma Tibudubu? Pingwin tak już ma i wygląda na to, że nie jest w stanie się zmienić. To był świetny trener defensywy ale musi mieć nad sobą kogoś kto trzyma lejce.
Brunson to tępy ballhog, a ponieważ punkty zdobywa to się tylko w ballhogizmie utwierdza. I piłka nie chodzi i potencjał strzelecki KATa się marnuje. I wszyscy to widzą i żodyn nie reaguje. Tzn. obrona przeciwnika reaguje bo dokładnie wie co będzie grane.
Na tę chwilę wychodzi na to, że NYK może urwie jeden mecz jakimś heroballem. Ale ta seria będzie bez historii.
Nazywanie NK drużyną i myślenie o nich w ten sposób jest dużym nadużyciem. Ale spokojnie. 2 sezony ten psuedotrener zmarnował (zajechał zdrowotnie, a teraz zmarnotrawil potencjał). Ale spokojnie, za rok dalej będzie trenerem i zmarnuje kolejny sezon. Kto go tam trzyma i po co ? Ten zlepek ludzi nie ma pojęcia o obronie
Brunson jesteś wielki !!!! Genialny!!! AAA!!! (tak było przy serii z Pistons i Celtics).
Teraz 2 wtopy jego paki no i już rozpiski, jaki to Brunson kiepski. Spokojnie moi drodzy, ten maluch jeszcze wzbudzi w nas sporo szacunku swoją grą.
Indy gra po prostu na większym luzie, bardziej bawi się grą, bo grają na mniejszej spinie niż NYK.
Prawda jest taka, że równie dobrze mogłoby być teraz 2-0 dla Kinicks, ale więcej szczęścia w game 1 miało Pacers no i zrobiło się coś na zasadzie „kurde nie możemy przed własną publiką przegrać drugiego meczu, bo będzie pozamiatane” no i było to napięcie w graczach NYK widać przez cały game 2. A Pacers robiło swoje, powoli, sukcesywnie na radarze siedzieli na Knicksach i w końcówce przycisnęli widząc, że przeciwnikom trzęsą się coraz bardziej ręce. I tak to w sporcie bywa, czasem niuanse, jakiś niezwykły rzut, robią różnicę. Ale nie psioczył bym tak na NYK. Ani jedna z tych drużyn nie zasłużyła na finał. Lepsi odpadli, bo mieli po prostu pecha. Oczywistością jest, że niezależnie kto wejdzie ze wschodu do finału w tym roku, OKC ma tytuł mistrza po gładkim 4-1, max 4-2…
Tymczasem leśne wilki miażdzą OKC, a Knicks biją dalej głową w ścianę xD Nie no co Ty, widziałeś co gra NY przez cały ten sezon? Admin dodatkowo wyłożył Ci na tacy cała historię Thibbsa. Wiesz, że musiałby się wydarzyć cud, aby NYK zameldowali się w finale. Seria jest skończona i pytanie tylko czy będzie sweep, czy będzie chociaż jedno zwycięstwo wyrwane. Szkoda mi fanów NYC, celebracja po pokonaniu Bostonu była epicka, na kolejną będą musieli zaczekać.
Faza finałowa EuroBasketu w tym roku na Łotwie w Rydze. Pozdrawiam.
Pecha? Jak dla mnie Pacers byli po prostu świetni, grają szybko i na luzie, rzuty im wchodzą, gra się klei. Z tak grającą drużyną ciężko jest po prostu wygrać. I ja bym Indiany, w przypadku dojścia do finałów, nie skreślał tak od razu, bo zaskakują od początku PO
Let’s Go Pacers 🏀🏆
Let’s Go Wolves 🏀🏆
Taka podnieta były ,że Knicks rozwalili słabiutki Boston a teraz ,Knicks już słabi hahaj,nie mogę . Indiana po mistrza!!!
Bartku coś mi dało trochę i Ty pomogłeś 👍żeby nie było że tylko krytykuje xd ale i zawsze doceniam dzx miłego dnia .numer 50 Onet to ja 😄
Czytanie Bartka jest jak ciastko do kawy.
’supergwiazda’ Miodku…