Trójmiejski weekend z PLK: Szubarga naładował karabiny!

24
Zdjęcia dzięki uprzejmości: /treflsopot/ oraz /assecogdynia/

Podczas minionego weekendu Trójmiasto nie mogło narzekać na brak koszykarskich emocji. W sobotę Trefl podejmował w Hali 100-lecia Start Lublin, by kolejnego dnia Arka w Ergo Arenie zmierzyła się z Legią Warszawa. Odwiedziłem obie hale, jedząc babeczki, podziwiając cheerleaderki i całkiem ciekawe pod względem koszykarskim spotkania.

Trefl Sopot – Start Lublin 82:95

Maskotki, dzieciaki, zwierzaki, poziom NBA

Najpierw skupmy się na informacjach spoza parkietu. Przede wszystkim organizacja całości wydarzenia w Sopocie bardzo mi odpowiada, niewielka, głośna hala, sympatyczna obsługa, pyszne babeczki do kupienia, choć w horrendalnej cenie. Z akredytacją siada się przy stoliku tuż przy parkiecie, podpina laptop i można pracować. Zadanie ułatwia dodatkowo specjalnie przygotowana książeczka meczowa, ot pięć pokrytych laminatem stron, ale naprawdę takie rzeczy mają znaczenie. W przerwie podnoszę głowę znad telefonu, a tu już pani z obsługi niesie wydrukowane statystyki obu zespołów. No moi mili, jakby jeszcze dodać catering, to Sopot niczym nie odstaje od tego co widziałem w Bostonie czy Nowym Jorku!

Z małych, ale istotnych dodatków, na Treflu spory hałas robią rozdawane kibicom “przeszkadzajki” w postaci papieru składanego w harmonijkę, którym uderza się rytmicznie o dłoń. Wiele atrakcji przygotowano także dla dzieci, łącznie z osobną salą z animacjami. Mogę zawiesić także moje osobiste wsparcie dla Robina Lopeza w krucjacie przeciw maskotkom tego świata, w sobotni wieczór pluszaki były mniej natrętne niż zazwyczaj, ba, widziałem nawet dzieciaki samodzielnie podchodzące do nich bez płaczu po baloniki, cóż, może to jednak działa. Najmłodsi fani Trefla, mają też możliwość przywitania drużyny na boisku, świetnie swoją grupą zajął się Paweł Leończyk, włączając maluchy do przedmeczowego okrzyku zespołu.

W trakcie meczu zbierana była również karma dla zwierzaków, która powędruje do schroniska. Tego dnia nie zobaczycie już nic słodszego od Nany Foulllanda trzymającego w ramionach kundelka. Co ciekawe, do zbiórki włączyli się również zawodnicy rywali, przywożąc dary z Lublina. Świetna inicjatywa.

Po meczu organizowana jest także konferencja prasowa z najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem meczu i trenerami obu zespołów, tym razem jednak musiałem biec jak najszybciej by wyprowadzić mojego własnego czworonoga, więc przykro mi, relacji z konferencji nie będzie.

Na parkiecie

Kto tęskni za czasami tytanicznych centrów, rozpychających się łokciami pod koszem, powinien z uśmiechem opuszczać Halę 100-lecia. Naprzeciw siebie stanęli jedni z najlepszych zbierających ligi, mający po 24 lata i 208 centymetrów wzrostu panowie Nana Foulland i Jimmie Taylor. Pierwszą rundę wygrał na pewno środkowy Trefla, odsyłając najpierw Taylora, a później blokiem z pomocy karcąc Szymańskiego. Im dalej w sopocki lasek, tym więcej pokazywał się jednak Taylor, potężnie pakując piłkę do kosza po samodzielnych manewrach i akcjach pick and roll. Ostatecznie Foulland zakończył spotkanie z dorobkiem 14 punktów i 9 zbiórek, Taylor miał 10 i 5, ale i na parkiecie gościł 10 minut krócej.

Jak widać po samym wyniku mecz miał mocno ofensywny charakter, gospodarze, co zadziwiające w tym sezonie, słabo bronili, nie przekraczając limitu fauli i zaliczając bodajże jeden przechwyt w 40 minut. Lublin zaś ochoczo startował do wszelkich kontr i rzucał niewiarygodne trójki przez ręce rywali, czego głównym sprawcą był Martin Laksa (4/8 zza łuku) a także Tweety Carter i Mateusz Dziemba (3/7). W drużynie Trefla niewiarygodnie skuteczny był Paweł Leończyk (5/6 z gry) który w tym sezonie tafia najlepiej z całej ligi (ponad 74%). Gdy właściciel białych butów o fluorescencyjnych sznurówkach robi obrót szykując się do rzutu półhakiem, statystyk już może dopisywać mu kolejne oczka. Znakomity renesans formy tego gracza!

Hej Kolenda, Kolenda!

Martwi trochę nikły czas gry polskich talentów Trefla, Michał otrzymał od trenera 17 minut, a Łukasz zaledwie 12. W tych krótkich fragmentach zaprezentowali piękną akcję Kolenda – Kolenda: starszy z braci asystował w poprzek boiska, a młodszy celnie przymierzył z rogu. Jeśli jednak nasza nadzieja na rozegraniu uzyskuje zaledwie jeden punkt i dwie asysty ze statystyką plus minus na poziomie -12 to nie dzieje się dobrze. Michał Kolenda z kolei udanie otworzył drugą część spotkania wspomnianą już celną trójką i wejściem pod kosz, ale w całym meczu dopisał jeszcze zaledwie trzy punkty.

Zabawnie wyglądają statystyki Startu z tego pojedynku – sześciu graczy zdobyło dwucyfrową liczbę punktów oraz pięciu okrągłe zero. Równowagę zaburzył Roman Szymański zaliczając trzy oczka (w tym potężny wsad nad skaczącym do bloku Foullandem). Dla Trefla to zaledwie druga porażka w sezonie, takiego początku i tak nikt się nie spodziewał, ja z pewnością przejdę się na kolejne spotkania przekonać się, czy był to tylko chwilowy zryw, czy prognostyk na cały sezon.

Arka Gdynia – Legia Warszawa

Tak jak Trefl przystępował do meczu z Lublinem z wyjątkowo dobrym bilansem, tak Arka rozczarowuje, nie mogąc wygrać od pięciu spotkań. Miejsca znów piękne, tuż przy parkiecie, można wygodnie obserwować rozgrzewkę graczy ze stołecznego klubu, którzy pierwsi wynurzyli się z tunelu.  Tu już rozkłada się telewizja, Adam Romański zatopiony w myślach i na krzesełku, miejsca dla prasy pełne. Siedzenie na skraju ma swój plus w postaci widoku na tunel i solidnie rozgrzewające się cheerleaderki.

Od początku głośne okrzyki fanów skandujących nazwiska graczy z pierwszej piątki. Trójka Arki i dwie kolejne straty zakończone prostymi punktami spod kosza Legionistów. Milovanovic rządzi póki co pod koszem gospodarzy, zdobywając sześć pierwszych punktów swojego zespołu. Tyle samo oczek zgromadził Bostic, tyle, że zza łuku.

Piękne podanie Szubargi nad kosz do amerykańskiego środkowego Devonte Upsona i na chwilę można zapomnieć, że nie śledzimy NBA, a ligę polską. Zaraz następuje powrót na ziemię gdy dosłownie w ręce rywala piłkę oddaje Emelogu. Polski Rasheed Wallace, czyli Darek Wyka, otrzymał cios w nos, by w kolejnej akcji popisać się czystym blokiem.

I kwarta Arka 14:17 Legia

Tygrys potrząsa rytmicznie brzuszkiem, muzyczka leci, ale taki wynik nikogo tu nie satysfakcjonuje. Imponująca asysta Upsona do Wyki pod kosz, który nie kończy akcji wsadem tylko przez faul przeciwników. Pięć prostych, niewymuszonych strat po obu stronach w zaledwie minutę drugiej odsłony. Matczak raz za razem skutecznie przedostaje się pod kosz by chybić w kluczowym momencie. Podobnie Szubarga w akcji od kosza do kosza. Rozdrażniony popisuje się za to trójką z odejścia, po zawieszeniu w powietrzu obrońcy.

Strachem napawa mnie Adam Hrycaniuk mierzący w stronę kosza z półdystansu. Adam Linowski dwukrotnie z rogu za trzy, ten właśnie rzut katował powtórzeniami podczas rozgrzewki. Szubarga wciąż wie jak podać w pełnym biegu czy skończyć agresywnie po wejściu na kosz. Asseco wychodzi na prowadzenie 32:29. Zerwana akcja, co nie przeszkadza Moore’owi odpalić celnej trójki. Dla równowagi, gracz ze specyficznymi tatuażami fauluje w ataku już po raz trzeci. Gwizdy niezadowolenia wśród publiki i gromkie „co to jest?” w reakcji na aptekarskie zapędy sędziów.

Liderami punktowymi w obu zespołach Milovanovic i Bostic, odpowiednio 10 i 8 oczek. Ten drugi mógł mieć i 11, ale celny rzut w ostatniej sekundzie, który znalazł drogę do kosza, okazał się minimalnie spóźniony. W statystykach warto jeszcze wyróżnić Krzysztofa Szubargę, kapitan Arki w 15 minut uzbierał aż osiem asyst!

II kwarta Arka 39:33 Legia

Michał Michalak otwiera drugą połowę spotkania celną trójką, a po przechwycie Matczaka, Bostic fauluje niesportowo. Gra nabiera intensywności a na tablicy wyników znów świeci się remis. Upson karci pod koszem Milovanovica by po chwili wywalczyć faul rywala. Kolejna ciekawa rywalizacja środkowych, o jakże różnym profilu.

Po chwili centrzy wymieniają się jeszcze efektownymi wsadami, a Szubarga kontynuuje rajd asyst, zaliczając już jedenaste kluczowe podanie! Co Szubi poda, to koledzy trafią, nawet przez ręce obrońców trójkę wciska Wołoszyn. Niespełna dwie minuty do końca i nadal remis. W trakcie przerwy na żądanie którego z trenerów kibice tańczą czekając na wystrzelenie koszulek, które trafiają głównie do najmłodszych, znów mały ślad NBA, a jakże miły.

Kolejny faul niesportowy, tym razem po stronie Warszawiaków, z trybun niesie się „Bostic, Bostic” bo ten wolnymi wyprowadza Gdynię na dwupunktowe prowadzenie, a jeszcze czeka nań piłka z boku boiska. „Podejdź bliżej” i „jeszcze jeden” skandują kibice po pomyłkach Michalaka z linii, a po drugiej stronie boiska rozpędza się wspomniany Bostic. No i co? Zadziwiający faul Moore’a na Matczaku daje Legii trzy osobiste i szansę na zmniejszenie dystansu. Ten jednak trafia zaledwie raz.

III kwarta Arka 57:53 Legia

Kibic imieniem Patryk nie trafia rzutu za tysiąc złotych, sponsor nagrody oddycha z ulgą i czeka do kolejnego meczu. Znów trójka Legionistów otwiera kolejny fragment meczu. Sześcioma punktami odpowiada energetyczny Upson, jakże miła odmiana od zeszłorocznego, trochę leniwego Roberta Upshawa. Jadą dalej, Szubarga wali tróję i publika głośno krzyczy „Gdynia, Gdynia!”. Osiem punktów przewagi daje powody do optymizmu.

Matczak nie ma szczęścia, jak już trafi, to przekroczona linia. I znów Szubarga do Upsona, który zalicza łatwe punkty wsadem, bo dla takiego wielkoluda zrobić wsad jest łatwo, nie? W podkoszowym starciu ucierpiał Emelogu, schodzi jednak o własnych siłach w kierunku ławki rezerwowych. “Bestia” paskudnie pudłuje półhakiem, ale fatum ciążące nad Matczakiem nie mija, gracz zalicza tym razem faul w ataku. Katharsis po ostatnich porażkach przeżywają zaś kibice w Gdyni, widząc jak technikiem ukarany zostaje trener Legii. Mają to, Bostic kolejną trójką wybija już chyba walkę z głów gości, 12 punktów przewagi Arki. Swoje dokłada Emelogu i zagrać mogą głębsze rezerwy.

Podsumowując

Nie wiem czy to miejscowa legenda, czy prawda, słyszałem kiedyś historię jakoby Szubarga ćwicząc wyskok, pokonywał „żabkami” kolejne piętra blokowiska. Historia zmyślona lub nie, ale idealnie pasuje do charakteru kapitana Gdyni – zaciętość, nieustępliwość okraszona w dodatku pewnością siebie. Oczka zabrakło mu dziś do efektownego double-double, tak mamy 9 punktów i 14 asyst w 31 minut na parkiecie. Upson dodał 16 punktów, a Bostic 21 i tak mamy zwycięstwo Arki. Po stronie Legii wyróżnił się tak naprawdę tylko Milovanovic z 13 punktami i 6 zbiórkami.

Czytajcie o PLK póki możecie, Admin każe pisać tylko o NBA. Miłego dnia! [Grzesiek]

Ostatnie Wpisy

24 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Pisałem to już raz, napiszę drugi. Fajnie gdyby ktoś w redakcji raz w tygodniu rzucił artykuł o podsumowaniu kolejki PLK, przecież mecze nie są rozgrywane z taką częstotliwościa jak w NBA, a fajnie byłoby przeczytać coś, napisane profesjonalnym językiem basketu, o swojej podwórkowej lidze, do tego jakiś link TOP 10 kolejki który zazwyczaj pojawia się gdzieś w środku tygodnia po rozegranej kolejce i bajka 🙂

    (41)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Ale te skróty to beznadziejnie zmontowane. Nie da się tego w ogóle oglądać, a skrót Sopot-Lublin to chyba najgorszy jaki w życiu widziałem. Coś takiego na pewno nie pomoże promocji polskiego basketu

    (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Super Art! Więcej polskiego basketu w gwba (przynajmniej troszkę częściej niż od czasu do czasu😉)
    Polska koszykówka też wciąga tylko trzeba ją promować!

    (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobry tekst. Dzięki! Kiedyś się oglądało… Wójcik, Zieliński, Bacik, Wardach, Jankowski, Walker, Williams, Eggleston, Faulkner, Buntin. Pamiętacie taką dwójkę Ronnie Battle&Kirk Baker? Konkurs. Kto pamięta gdzie grali? Bez nagród. Idea olimpijska oczywiście.

    (-1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    lubie te artykuly 😀 dawac wiecej o plk bo nba jakies nudne sie stalo. za duzo tych pkt nabijaja i juz tak dobrze sie tego nie oglada. a nasza liga w tym roku bardzo ciekawa, ciezko wytypowac kto zdobedzie mistrza i kto wejdzie do playy off 🙂 pzdr, hej trefl!

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Ronnie Battle – 10’5 Basket Poznań, Baker znalazłem ze też, choć stamtąd kojarzyłem nie jego a Keitha Hughesa. Buntin pamiętam nie grał w meczu gwiazd PLK – kontuzja, ale wyszedł o kulach rzucać osobiste i chyba on albo Joubert złapał w pasie Joe Daugrithy’ego i podniósł do góry by ten mógł władować piłkę z góry do kosza. 😉

    (2)
    • Array ( )

      Yeahhh! Brawo!10,5 Basket Club Poznań. Ładowali aż miło. W zasadzie poza nimi nikt za dużo nie rzucał 😀

      (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Prosimy nie słuchać admina i dalej pisać o PLK. Może też o meczach innych, niż tych oglądanych na żywo? Może jakieś cykliczne podsumowanie kolejki/kilku kolejek? Ta strona to w końcu Gwiazdy BASKETU, a nie Gwiazdy NBA.

    (4)
  8. Array ( )
    Hensfort Niedźwiadki 19 Listopad, 2019 at 14:04
    Odpowiedz

    Skoro poruszyliśmy tematy PLK czy ktoś wie co się dzieje z “NIEDŹWIADKI HENSFORT” w II lidze koszykówki ? Próżno szukać drużyny w obecnej tabeli …

    (5)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Te teksty o Polskim koszu są naprawdę ciekawe. Fajnie jak byście jednak opisali co się dzieje na naszym podwórku.

    (2)

Gwiazdy Basketu