NBA: Shai Gilgeous Alexander obskoczył Dallas | dlaczego nie znoszę Doca Riversa

15

Sponsorami dzisiejszego odcinka są Thug53 oraz Woyteck, dziękuję Panowie, przed świętami kawa wjechała jak złoto! B

 

Dziś w nocy rozegrano dwa mecze, niby runda zasadnicza, ale pod egidą NBA Cup, ze specjalnie uszykowanym parkietem i mobilizacją zawodników jakby większą. Zgodnie z procedurami, to były ćwierćfinały pucharu, dziś w nocy kolejne dwa. Do najlepszej czwórki awansowali Thunder i Bucks, ale buk mi świadkiem, że jeśli Doc Rivers sięgnie po ten puchar, zjem szklankę. 

Bucks 114 Magic 109

W każdym zespole, w którym pracował, dba przede wszystkim o gwiazdy. Dostosowuje układ zespołu pod potrzeby boiskowe i pozaboiskowe najbardziej znanych nazwisk. Dla ich komfortu przegra, poświęci zdrowy rozsądek, ale nigdy przeciwko ludziom o wpływach większych od siebie, nie wystąpi. Oni mają być zadowoleni, to oni określają klimat panujący w tej lidze.

Jak sam to kiedyś nazwał, chodzi o tzw. pecking order, czyli ustalenie hierarchii, jak w wojsku. Na pierwszym miejscu są Giannis (37 punktów) Damian Lillard (28 punktów) teraz trzeba się liczyć także z Khrisem Middletonem. Wokół nich krążą pupile Doca, tutaj transakcja jest wiązana: ty mnie komplementujesz, ja ci daję szanse, minuty na zaistnienie w lidze, cała reszta musi się dostosować. A jeśli ktoś z grupy odrzuconych stanie przeciwko niemu, wepchnie go pod autobus na konferencji prasowej. 

Cholerny farciarz, kolejny mecz przyszło mu grać z drużyną rozbitą kontuzjami (Banchero, Wagner, Isaac) pozbawioną ofensywy. Ostatnim razem Brooklyn, a teraz Orlando. Obie ekipy określały warunki, narzuciły styl i tempo prowadzenia akcji. Mimo, że na rozegraniu operowały żółtodzioby jak Anthony Black a kształt akcji określał kuśtykający „nasz człowiek” Goga Bitadze. 

W drugiej połowie Doc Rivers przez dwadzieścia minut ciągiem trzymał na parkiecie AJ Greena (o sorry, dał mu minutę przerwy). Filigranowego, białego zawodnika, którego ukochał jak syna. Problem w tym, że spotkanie było wyrównane, Orlando ryczało jak zraniony zwierz, ale poddawać się nie zamierzali. Cała hala wiedziała, że Jalen Suggs będzie w czwartej kwarcie atakował, brał na siebie, cisnął. Doc uparcie trzymał Greena przeciw niemu, aż się Suggs (32 punkty z czego 18 w IV kwarcie) odpalił, rozgrzał do czerwoności a potem białości. Dopiero na dwie minuty do końca (!!!) mając noż na gardle Doc zamienił nie radzącego sobie Greena na… uwaga, nie na defensywnych Taureana Prince’a czy Andre Jacksona (do nich wrócimy) ale równie niegramotnego defensywnie gościa ze zjaranymi oczami, Gary’ego Trenta Juniora!

Minuta z groszem do końca, a Magicy osiągnęli trzy oczka prowadzenia. Doc znów zgięty w pół przy linii bocznej sprawiał, że ludzie w pierwszych rzędach żałowali, że przyszli. 

Kolejny raz ten cholerny farciarz, Nikodem Dyzma koszykówki, patrzył jak gwiazdy ratują mu tyłek. Dame trzasnął trójkę na remis. Na to młody kolega Black, którego o tej porze nie powinno być w ogóle na parkiecie spudłował jeden z dwóch rzutów wolnych, a za chwilę nieporozumienie w obronie i Dame wjechał łatwo pod obręcz. Trzy oka prowadzenia, Orlando wznawia grę po przerwie na żądanie. Normalną praktyką w tej sytuacji jest faulować, aby nie dopuścić do próby za trzy, ale Suggs wali z otwartej pozycji. Wali niestety w przednią obręcz, bo też odpoczynku nie miał w tym meczu. Doc się uśmiecha, a ja kipię ze złości. 

Taurean Prince – starter, który w trzech ostatnich meczach oddał cztery rzuty, ciekaw jestem jak mu się pracuje w Milwaukee. Andre Jackson, kolejny starter, spędza na boisku osiem minut. Tak się nie prowadzi zespołu. To jest recepta na przeciętność. To jest budowanie sobie bazy popleczników, polityczna zagrywka. W każdym spotkaniu oglądam Doca i nie wierzę że ludzie się na to nabierają. Ten gość w zderzeniu z ekipą o podobnym potencjale talentu, albo przynajmniej zdrowym, nie ma żadnych szans. Nie ma żadnych szans na mistrzowski tytuł, w żadnym klubie. To jest gość, który wije sobie gniazdo i dba o komfort ludzi najbliższych. 

Wybitny trener przeciętnych drużyn. Uwielbiany przez gwiazdy i właścicieli klubów, bo zabezpiecza biznes, dba o relacje między największymi, komfort interesów. On nie jest od wygrywania, on jest od zarabiania pieniędzy. 

Jego „autorytet” bierze się z relacji z ludźmi decydującymi o pieniądzach. Do sędziów wali na ty, zgrywa ziomala, gawędziarza, w rzeczywistości jest przede wszystkim sprawnym politykiem NBA, a ten tytuł, który wygrał na plecach Garnetta, Pierce’a i Allena w 2008 roku to największe nieszczęście ligi od pierwszej kontuzji kolana Penny’ego Hardawaya.

Magic oddali o szesnaście rzutów do kosza więcej i przy skuteczności 6/27 zza łuku bili się o zwycięstwo do samego końca! Zdecydowanie wygrali zbiórkę i pole trzech sekund, ale zabrakło im talentu i zdrowia na koniec. W zdrowiu, w serii playoffs oni Milwaukee zgromią 4-1! 

Thunder 118 Mavs 104

Co tu wiele gadać, OKC zamiotło pod dywan rywali z Teksasu. Luka Doncic pozbawiony miejsca (2 punkty do przerwy!) dwaj obrońcy naprzeciw po zasłonie, izolacje poniżej linii linii linii (sorry niewyspany znów jestem) rzutów wolnych także podwajane. Mimo tego, podania pod kosz odebrane, rywale sprawni fizycznie tak bardzo, że z rogów parkietu koledzy też nie zdążali oddać rzutu i trzeba było rzeźbić. Słoweniec długo nie mógł wejść w rytm, dopiero w czwartej odsłonie nieco się zaznaczył. 

Shai dla kontrastu podwójnej kurateli obrońców nie miał, w efekcie porobił 39 punktów 8 zbiórek 5 asyst 15/23 z gry. Ilekroć zespół potrzebował trafienia, on docierał na swe klepki i wychodził w górę. Podobnie zresztą grał Jalen Williams (18 punktów 8/21 z gry) choć tutaj skuteczność była nieco niższa. Niczym ich Mavs nie zaskoczyli, więc rozegrali to po swojemu i z tym samym rezultatem co zawsze. 

Isaiah Hartenstein w środku także nie dał się rozpędzić środkowym, chodził przykładnie do picków, wracał i wciąż piłki z tablicy czyścił: 10 punktów 13 zbiórek 3 asysty. 

O robocie, którą w obronie wykonali specjaliści: Lu Dort,  Caruso czy Wallace nawet nie wspominam. Na tym właśnie polega siła Thunder, tu żaden nie odstaje w obronie, w każdym posiadaniu Luka widzi, ma na sobie kogo innego. Jeden mu sutki próbuje kręcić, drugi masuje biodro, trzeci wchodzi między nogi. 

Pewnym usprawiedliwieniem dla Mavs może być absencja PJ Washingtona, bo to jednak wszechstronność. Gość niezmiernie potrzebny w sytuacji, gdy ostra presja spoczywa na liderach. Klay Thompson rzucał nieźle (19 punktów 5/10 zza łuku) ale miałem wrażenie, że jego zdobycze OKC ma wpisane w koszty. Quentin Grimes niewidoczny, Spencer Dinwiddie nie ogarnął, trochę lepiej wyglądał Naji Marshall, ale to wciąż za mało. 

  • Thunder oddali o 21 rzutów więcej z gry
  • wobec ciasnego pola trzech sekund zaliczyli potężny wolumen 20/50 zza łuku 
  • zdecydowanie wygrali zbiórkę
  • na ofensywnej desce osiągnęli 17-7!

Chet Holmgren i jego powrót to będzie luksus. Coś jak Porzingis dołączający do rozpędzonych Celtics w ubiegłorocznych NBA Finals. Odnoszę wrażenie, że przewaga motoryczna w zderzeniu tych dwóch ekip jest jednak zbyt wielka. Co sądzicie? 

Dobrego dnia wszystkim. Jeśli ktoś z Was chciałby dołączyć do typowań na dzisiejszą noc (dwa kolejne ćwierćfinały NBA Cup) to zapraszam do grupy. Do zakończenia sezonu dostęp VIP kosztuje 290 PLN:

-> link do płatności: https://ssl.dotpay.pl/Gwiazdy+Basketu&amount=290
-> zaproszenie na Discorda GWBA (3113 osób): https://discord.gg/2dDBGyu6

Jeszcze na koniec, Kawhi Leonard wrócił na salę treningową Clippers, jego debiut jest możliwy jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Aha, no i jeszcze, widzieliście remake świątecznej reklamy NBA? Coś pięknego: 

 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawe czy Dyzma nie zmarnował potencjału Lob City, z lepszym trenerem myślę że chociaż z raz w finale mogli zagrać, a może coś więcej? Skład mieli fajny. Tego się już nie dowiemy, oby Bucks był ostatnim klubem w NBA który go zatrudnił. Pozdrawiam

    (15)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Kiedyś po parkiecie będą biegać avatary a linia za trzy będzie się oddalać lub przybliżać z każdym trafieniem lub pudłem 🙂

      (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Pewnie nie wychowywałeś się na Sąsiadach czy Plastusiowym pamiętniku, c’nie? Tylko nie pisz, że te postacie nie są prawdziwymi ludźmi, bo są.

      (-1)
    • Array ( )
      trapped ina a corner 12 grudnia, 2024 at 12:31
      Odpowiedz

      Taki znak czasów. Wszystko sztuczne i napompowane do przesady. Człowieka w człowieku też coraz mniej a zdecydowana większość młodych ludzi już żyje tylko w cyfrowym matrixie.

      (5)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Dokładnie teraz to nie ma artykułów, wszystko to jakieś takie nijakie pozbawione świeżości natchnienia i oryginalności, czyli tego wszystkiego z czego wcześniej ta strona była znana.

      (-6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Co nie zmienia faktu, że Bucks wygrali. Problemem dla tego klubu nie jest Doc Rivers. Problem powstał wcześniej wraz ze sprowadzeniem Lillarda w miejsce elitarnego obrońcy Jrue Holidaya. Jeden kontrakt Dame’a przejada kasę w miejsce dwóch świetnych zawodników, którzy lepiej uzupełnialiby Giannisa.
    Inny trener nie zrobiłby z Bucks kontendera.

    (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Sam mam polew z Doca, ale w komentarzu Garfilda jest sporo racji. Inny trener nie zrobiłby z nich pretendenta.
    No OKC mocno stoi. Analogia z Celtics i Porzingisem trafna. Ale mam przeczucie, że Thunder z Play Off nie wywali żadna znana marka, tylko tacy, co jadą na fali i nikt na nich nie stawia. Na ten przykład Rockets. Pierwszy mecz w tym sezonie OKC wygrało, ale Houston wzięło później rewanż. W serii mogą ich znów postraszyć.
    Filmik z masowaniem sutków zacny

    (6)

Komentuj

Gwiazdy Basketu