NBA Finals: Indiana Pacers uprawiają voo-doo | szamańskie czary Siakama i ekipy

No dobra, scenariusz nocnego meczu w najmniejszym stopniu nie poszedł po naszej myśli. Indiana Pacers stojąc w obliczu eliminacji, przed własną publicznością dosłownie wytarli parkiet rywalami z Oklahomy i w niedzielę oba zespoły zagrają mecz, którego stawką będzie tytuł mistrzowski. Nothing eazy, game 7 baby!
Cieszę się na niedzielne emocje, ale co wstąpiło w Oklahomę, dlaczego grali tak niechlujnie i bez wyrazu? Nie przypuszczałbyś, jak też nie przypuszczałem, ale wyobraź sobie, że w pierwszej połowie Thunder byli w stanie wygenerować zaledwie 42 punkty TRZY asysty ZERO przechwytów DWANAŚCIE strat oraz 1/11 zza łuku. Co to w ogóle jest? Sabotaż? Działalność wywrotowa obliczona na to by puchar wznieść w górę we własnej hali? Co tu się odwaliło w ogóle?
Chet Holmgren zapomniał jak się gra w koszykówkę, a Shai Gilgeous-Alexander i Jalen Williams naprzemiennie grali akcje izolacyjne, wjeżdżając w tłok, gubiąc piłkę. Ich wspólny dorobek, całej trójki, wyniósł 10 strat i 0 asyst. SGA przestał ufać kolegom, dostał klapek na oczy, wydawał się całkowicie zaskoczony podwojeniami…
Voo-doo
A może zamiast przyglądać się ekipie Thunder powinniśmy spojrzeć na Indianę, bo tu się mili Państwo dopiero zadziało. We wcześniejszych seriach pisałem, że grają jakby cyrograf z rogatym podpisali, teraz myślę sobie, że to może być raczej kameruńskie voo-doo, sami zobaczcie:
Co oni tam wąchają? Co to za zaklęcia są, szamańskie sztuczki? Pacers spadli na gości jak grom z jasnego nieba. Thunder byli jak zahipnotyzowani, jak wąż kobra słuchający brzmienia fujarki, pozwalający się nakryć wiklinowym koszem. Nawet w przewadze 5 na 4, nie wiedzieli co robić i jak zaatakować. J-Dub czekał aż Haliburton wróci do szyku obrony, po czym podał mu piłkę w dłonie. Wyszła z tego akcja śmierci, absolutny klasyk NBA Finals, który będzie ogrywany przez ligę przez dekady:
Wcześniej wyprowadzając akcję Williams równie gapowato podał do McConnella i tak cały mecz. Bez ładu i składu, indywidualnie, zaskoczeni szybkością rotacji Pacers i w efekcie wyjmujący piłkę z kosza. J-Dub był tak kiepski i oszołomiony w tym spotkaniu, że jego wskaźnik plus-minus wyniósł -40! To najniższy wynik w historii NBA Finals, wow! Ponownie zapytam, co w tego chłopaka wstąpiło? Jego dusza opuściła ciało…
Thunder 91 Pacers 108 [3-3]
Na drugą połowę goście zeszli z 22 punktowym deficytem. Odebrali instrukcje, ale nic z tego nie wyszło. Przez prawie cztery minuty żaden z zespołów nie zdobył punktów (!!!) a gdy wreszcie Haliburton przełamał impas, Pacers jedynie powiększali przewagę. OKC ani przez chwilę nie złapali rytmu, żaden z zawodników nie wyszedł przed szereg, wyglądali na zrezygnowanych i pogodzonych z porażką.
TJ McConnell, ten facet (ponownie) zasługuje na osobny akapit: 12 punktów 9 zbiórek 6 asyst 4 przechwyty. Wyprzedzał intencje gości, z łatwością docierał na swoje klepki, zebrał piłkę obok głowę wyższego Hartensteina, aby w kolejnej akcja zabrać temu samemu rywalowi piłkę w parterze. Jego „nieodwołalność” i energia całkowicie już rozbiła Thunder, którzy nie zdążyli się pozbierać po pierwszym uderzeniu. Timing, szybkości, determinacja, niebywałe panie Tidżeju:
Czego możemy spodziewać się w Game 7… Pacers znów są na fali, odzyskali pewność siebie, z całą mocą wierzą w niedzielne zwycięstwo i co im zrobisz?
Czym zaskoczyli dziś w nocy? Nie było presji na całym boisku, Andrew Nembhard podejmował Shaia dopiero w okolicach połowy, co pozwoliło mu zachować więcej energii oraz zaznaczyć się ofensywnie. Nemby zaliczył 17 punktów 4 asysty i 3 przechwyty! Trafiał catch and shoot, mijał kozłem wysokiego po przejęciu krycia, ideą było pokryć ofensywną produkcję Haliburtona, na którego z powodu naciągniętej łydki, nie było wiadomo czy będę mogli liczyć.
Przesunięcie „linii frontu” na połowę boiska zabrało też OKC możliwość stawiania wysokich zasłon i ataku kozłem przez rozpędzonych SGA czy Williamsa. Zasłony od Hartensteina na piętnastym metrze dotąd zmuszały wysokich obrońców Indiany do opuszczania posterunku i sprawiały, że środek stał otworem.
Kolejna rzecz to Pascal Siakam (16 punktów 13 zbiórek 3 asysty) jako obrońca, przy jego sprawności i rozpiętości ramion (222 cm, o pięć centymetrów mniej niż Anthony Davis) problemy z oddaniem rzutu miał nawet SGA. Ultra wszechstronny facet, z którego Kamerun powinien być bardziej dumny niż z Joela Embiida. Co myślicie?
Patronami dzisiejszego odcinka są Gcema oraz Paweł Bor – dziękuję Panowie, kłaniam się! B










Żeby tak Indiana ich skończyła
oby nie
A może w okół nocy okc jest za duży hype? Indiana jest notorycznie niedoceniana. Hali i Siakam nie ustępują w tej lidze nikomu. Nie trzeba wymyślać teorii spiskowych szybko, dlaczego potężne okc się męczy z bieganą koszykówką i obroną Indiany która statystycznie jest elitarna. To co gra indiana to kryptonit na miotanie 3jek 40 razy na mecz tylko troche im zajęło dogranie się w tym sezonie
Dzięki za artykuł:)
No jak Indiana to weźmie w G7… Zrobić misia bez żadnego top 10 ligi, może top 20, to będzie szok. Kto ostatnio tego dokonał, Pistons? Podoba mi się kierunek ligi, liczy się kolektyw a nie napompowane gwiazdy typu Beal i Embid, które zarzynają finanse klubu na lata. Pieniędzmi nie kupisz zaangażowania, a to jest najważniejsze w kluczowych momentach, patrz TJ.
Było ostatnio pisane że byłaby największa sensacja od jakichś 30 lat. Więc wychodzi na to że gdzieś w latach 90. Przypomni ktoś młodym czytelnikom o jaką historię może chodzić? Jak wyglądały składy obu ekip i jak stały po sezonie regularnym? Z chęcią sam się dowiem jak wielkiej rzeczy dokonają moi Thunder jeśli to spartolą :/
W tej akcji z 360 podaniem Haliego, Dort chyba powinien dostać ten faul clear patch czy jakoś tak, przecież go po chamsku bił po schabach.
acha- go Indy!!!!
Szanuję obie drużyny, ale to co robi INDY w tym PO to jest koniec. Porobili po drodze faworytów 4-1 lub 4-2. W NBA Finals równają się bez kompleksów ze zdecydowanym faworytem. Każdy wieszczył 4-1 OKC. Gdzie to pójdzie, nie wiem ale wyszły naprawdę świetne finały. Mavs mieli nieduże szansę z Bostonem, Miami z Denver. Tutaj miało być podobnie a mamy Panowie Game 7. 🎯
PS oby o wyniku nie decydowała żadna kontuzja, niech wszyscy dojadą i dadzą nam epic fight!
Bartek najwyższa forma
I to mi się podoba a nie co chwila o tej rozpiętości ramion…może mieć nawet jak szympans a wchodzi taki T.J i robi to co kiedyś J.Stockton 👏
Jeszcze przed pierwszym meczem mówiłem, że bedzie 7 gier. Czyżby ta liga była aż tak ustawiona?
Może gracze o tym wiedzą i jak zobaczyli, że sedziowie gwiżdzą pod (tym razem) Indiane, to dali sobie spokój.
Kaszpirowski
Dlaczego tu się OKC nie lubi, ktoś mi powie? Serio pytam
bo kładą ręczniki na głowe, szczyle jedne młode!
Tu nie chodzi o lubienie OKC, po prostu ciężko jest nie kibicować takiemu zespołowi jak Indiana.
Pytałem kilka artykułów temu bo też nie rozumiałem. Nikt nie potrafił odpowiedzieć. Podejrzewam że wszyscy ich tu cisną tylko dlatego że są sporymi faworytami tych finałów.
Toms – floperek MVP?
Dla mnie trudno jest polubić…oszusta.
Ma super technikę, te kocie ruchy, a jednocześnie to bezczelne wymuszanie fauli….z tym arenałem techniki mógłby sobie darować te pady ala Harden.
Może przez to, jak Shai wymusza faule w playoffach?
Bo to twór powstały w wyniku kradzieży/oszustwa dokonanego przez jegomościa Claya Bennetta na Seattle.
dlaczego kradzieży / oszustwa?
Bo Bennett od samego początku przejęcia Sonics miał na celu przenosiny teamu do OKC tylko ściemniał że zrobi wszystko aby zostali w Seattle. A Howard Schultz gdy się połapał w jego zamiarach to było już za poźno. Władze miasta też dały ciała nie ma co ukrywać, co Bennett wykorzystał szukając drużyny do kupna aby ją przenieść po sukcesie frekwencji na meczach Hornets gdy grali w OKC
W filmie dokumentalnym „Sonicsgate: Requiem for a team” jest pokazane dużo w tym temacie. A tak poza tym to SuperSonics byli moją drużyną i od momentu przeniesienia nie lubię Thunder i to delikatnie mówiąc.
Wielka szkoda, że Indiana straciła wykradzioną przewagę parkietu ponieważ to jakby nie patrzeć jest duży czynnik, gdy grasz u siebie. Indiana musisz!
No cóż, mecz jak z „niedzieli cudów” w polskiej Ekstraklasie w latach 90-tych.
Albo OKC czują się mocni i są pewni, że u siebie zrobią to z palcem w d*pie (no to zaczynajcie sobie już ten palec wsadzać, he he), albo Indiana jest rzeczywiście taka mocna, że tylko łydka przestała Burtona boleć i znów pogonili OKC znad brzegu jak Państwowa Straż Rybacka wędkarzy bez karty.
Rozważania o hiszpańskim pick’n’rollu są domeną ekspertów taktyki, do których nie należę. Wiem, że jest kilkanaście sposobów na rozegranie pick’n’rolla, a Karl Malone powiedział kiedyś, że jego pick’n’roll ze Stocktonem był najlepszy, bo John trafiał na wysokim procencie dalekie dwójki (?!?!?). Wiem też, że Indiana to drużyna jak z nagrań Marka Belki i ministra Sienkiewicza, kiedy ten drugi powiedział słynne „Polska to państwo teoretyczne”. To poszło viralem, ale nikt nie pamięta, jak to dokładnie brzmiało: „Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność.”
Indiana nie jest drużyną trzech gwiazd, dwóch czy nawet jednej. Haliburton sam nie wygra meczu jak kiedyś Jordan, Kobe czy Lebron, co najwyżej strzeli co jakiś czas clutcha. Indiana musi działać całością, a wtedy ma zdumiewającą skuteczność. Jednocześnie: musi zrobić coś rezerwowy dunker-trójkarz Toppin (ciekawe czy kiedyś wzniesie się na poziom Arona Gordona, bo to ten sam typ), musi między w międzykwarciu rozpętać rozpierduchę McConnell, Nembhard musi pobronić i porzucać, Nesmith to samo, Turner ma przypomnieć Chetowi, że miejsce pogrzebacza (nowa matura – googlujcie co to), to nie jest parkiet NBA, no i na koniec Pascal Siakam musi trafić większość swoich izolacji, bo chłopaki wtedy odpoczywają (jak się dzisiaj okazało – Mathuring czasem nic nie musi zrobić). I właśnie reakcja łańcuchowa, która uruchomiła się w tej drużynie w play-offs to jest coś, co nie śniło się nawet filozofom. Mam tu konkretnie na myśli artykuł, który ukazał się na tej stronie 21 października 2024 roku. Jego kluczowy fragment grzmiał:
„Generalizując, kogo w tym sezonie stać na tytuł mistrzowski? W sumie widzę dziewięć składów, które stać.
(1) Pierwszy rząd to Boston, Dallas, Oklahoma City.
(2) W obliczu sprzyjających wiatrów stawkę mogą uzupełnić Denver, Knicks i Minnesota.
(3) Przy totalnej awanturze z kontuzjami do gry wchodzą Phoenix, Miami i Philadelphia.
(4) Z pewnością w dobrą stronę idą, ale jeszcze za chudzi są: Orlando, Cleveland, Houston, Indiana, Memphis, San Antonio.
(5) W przeciętniactwie trwają: Bucks, Kings, Lakers, Clippers, Hornets, Hawks, Warriors, Pelicans.
(6) Do grona zespołów tankujących zaliczają się albo powinni dołączyć: Nets, Bulls, Pistons, Raptors, Blazers, Jazz, Wizards.”
I tak sobie myślę, że jak na mecze w Indianie stawia się dziadek TJ McConnella – na wózku i z rurkami z tlenem wetkniętymi do nosa, to nie czas szukać wymówek, że niedziela noc, a w poniedziałek do pracy. Pewnie G7 będzie dla OKC, ale co tam peanów nakomponowałem na cześć Indiany, to moje 😀
P.S. Legia Warszawa – Start Lublin: dzisiaj wyrównanie przez Legię 3:3 i będzie G7 w Lublinie. Zerknijcie chociaż na 15-minutowe skróty na www Polsat Sport, bo u nas też jest poważne granie o tytuł. W rolach głównych Shai Gilgus Alexander (Legia) i Zion Williamson (Start). Guess who is who.
Łooo, Panie. Dobre cytaty 🙂
A dzięki temu drugiemu aż grzebnąłem do tego artykułu z X 23 i możemy się pośmiać wspólnie 😀
„Moje koszyki są inne.
pierwszy: Thunder, Timberwolves, Knicks, Celtics
drugi: Mavs, Nuggets, 76ers, Pacers
trzeci: Suns, Grizzlies, Magic, Heat
czwarty: Pels, Kings, Cavs, Bucks”
Więcej przestrzelonych niż trafionych. OKC i Wolves finał WC. Pacers podejrzewałem o coś więcej. No ale obok postawiłem 76ers XD Cavs to w ogóle „zeszmaciłem”, stawiając obok Bucks, Kings i… Pels 2XD
A do polskich pakietów to mnie Pan nie przekoszasz. Gratuluję oczywiście, że fani mają sporo atrakcji w tym sezonie! Ale co do poziomu, to obejrzałem w zeszłym sezonie jakiś mecz pucharowy Legii w Hiszpanii. Jeśli nie mylę faktów, to dla naszych grał taki knypek. O Panie, muzyczka z Benny Hilla wchodzi jak ta lala. Potem znowu obejrzałem show, tym razem ligowe (raczej żadna topka, ale nie pamiętam już kto), i uznałem, że to wygląda trochę jak WNBA. Ta piłka wyglądała jakby miała ciężar lekarskiej. Koszykarze składali się do rzutu jak w netballu. I to wszystko takie nieudolne. Zasłony z dupy. Podania do wysokiego na wysokości kolan. I przeszło mi na rok… and still counting.
Basket w PL przypomina trochę nasz futbol. Wszystko wygląda podobnie jak na Zachodzie – tylko zawodnicy jakby inaczej rozumieli ten sport.
Zdrówka!
Po tym meczu jednak większość jest w szoku…. Bo co niby się stało, że drużyna, która parę dni temu potrafiła Indianę zneutralizować teraz raptem gra jakby wszyscy na kacu byli….
Nie cierpię spiskowych teorii dziejów….ale myśli same się cisną.
A na mecz 7 pozwolę sobie „przewidzieć”: mecz bez większej historii wygrany przez OKC.
Dobrej nocy!
Na „twoim tubie” NBA Referees Are Rigging The Finals Again…
Niektórzy narzekają, że tegoroczne finały mają w Stanach niską oglądalność, niższą ponoć nawet o 20% od poprzednich. Jeśli to prawda, to te 20% nie wie, co traci. Zresztą to żadni prawdziwi kibice, a niedzielni, dla których ważniejszy od prawdziwej koszykówki jest marketing, czyli wielkie nazwy. Jestem z NBA mniej więcej od czasów dominacji Bulls z MJ na czele, zawsze jako fan Celtics i całe tegoroczne playoffy, a finały to już w ogóle, przypominają najlepsze czasy tej ligi. Dwie fantastyczne, godne siebie drużyny przez duże D. Zespołowość, atmosfera, wola walki/zaangażowanie, charakter, obrona, świetni rezerwowi i sztaby trenerskie ze swoimi manewrami taktycznymi – genialnie się to ogląda. Myślę, że wszyscy będziemy wspominać ten sezon wiele lat do przodu. Z pewnością, gdyby zapytać wcześniej IND, OKC i ich kibiców, jakiego wyniku by chcieli, to byłoby to szybkie i bezstresowe 4:0. Za chwilę, gdy do zwycięzców dotrze, czego i w jakim stylu dokonali, po jakiej batalii, to duma i satysfakcja będą bez porównania większe i pełniejsze. Po meczach w Oklahomie pisałem, że po meczach w Indianapolis będzie 2:2, a na końcu 4:3 dla OKC, czyli scenariusz z Denver. Najważniejsze, że mamy siódmy mecz, bo ta seria na to zasłużyła. Teraz każdy scenariusz jest możliwy, nawet blowout w obie strony, oby nie, bo na takie zakończenie z kolei ta seria nie zasługuje, więc kurde może dogrywka… To chyba jedyne, czego tu jeszcze nie było. Jedno jest pewne, wygra WIELKA DRUŻYNA i mam gdzieś, że z „małego rynku”.
Liczę mocno na Indianę.
Tu już robią z OKC hegemona na najbliższe lata, a może się tak skończyć, że rozlecą się jak dawni OKC i to bez tytułu.
J-Dub to już dla niektórych drugi Scottie Pippen, a jeszcze.dużo wody w Wiśle upłynie zanim będzie mógł się do niego porównać.
Głupie media robią ze sportowców piep**onych bożków, a to zwykli klepacze gały.
No ale w klepaniu gały to są bożki.
bartus skoro tak domagasz się podziękowan w celu polechtania twojego ego to może zróbmy tak: ja ci teraz podziękuję za co najmniej 10 przyszłych artykułów a ty je w najbliższym czasie opublikujesz ok? Chyba jest to dobry uklad co? Inni tez mysle będą zadowoleni bo nie trzeba bedzie tyle czekac na twoje laskawe pioro! Uwaga:! Dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję dziękuję!
tylko 9x dziekuje?
dziękuj ku$wa, więcej żalu!!
https://www.youtube.com/watch?v=bBAyJywftOw
wtf? Kto się puścił?
Ludzi łatwo jest oszukać, ale trudno uświadomic ich, że zostali oszukani.
Foster dostanie pewnie mecz nr7.
Trener Indiany wie co robi, bo ostatnio Fostera chwalił/bronił 🙂 Tylko czy to wystarczy?
Statystyki są wyrównane. Męcz u siebie zadecyduje o wygranej OCT. Dobrze że w finale są nowi.
Mój ulubiony bohater z lat wczesnej młodości to Indiana Jones😉