NBA: Chicago Bulls przeładowują działa, odważne decyzje w trudnym czasie

Dzień dobry Państwu, dziś chciałbym porozmawiać na temat ekipy latających byków. Starsi czytelnicy do dziś wspominają złotą erę „Air Jordana”, inni wciąż gdybają, co by było gdyby kontuzji kolana nie doznał najmłodszy MVP w historii Derrick Rose, przez co Bulls pozostają najpopularniejszą ekipą pośród kibiców w Polsce. Dość powiedzieć, że ich przedmeczowe intro (The Alan Parsons Project „Sirius”) wciąż wywołuje ciarki na skórze (a u Karla Malone biegunkę).
Organizacyjnie na dnie
Wszystko to jednak mniej lub bardziej zamierzchła przeszłość. Dziś organizacja Chicago Bulls nie radzi sobie najlepiej. Można wręcz powiedzieć, że jest w najgorszym położeniu od lat. Znacząco spadła oglądalność meczów, co tylko częściowo można wytłumaczyć zmianą dostawcy: prawa do transmisji telewizyjnych straciło klimatyczne NBC, a pozyskało Chicago Sports Network. Co więcej, w marcu podczas koncertu grupy rockowej w United Center, częściowo zjarały się mistrzowskie banery Bulls, które zdjęto do odwołania (mają wrócić w nadchodzącym sezonie).
Myślę więc, że to dobry moment, aby przyjrzeć się zespołowi z Chicago. Mógłbym w tym momencie krwiożerczo skrytykować duet menedżerski, który stanowią panowie Artūras Karnišovas oraz Marc Eversley, ale dajmy temu pokój. Powiem inaczej, tym większy mam szacunek dla kierownictwa Bulls, że w trudnym momencie nie powielają błędów. Nie stawiają na grube, znane i przepłacone nazwisko, które potencjalnie przyciągnęłoby kibiców przede telewizory, ale kontynuują mądrą przebudowę opartą o młodzież i dopasowanie talentów.
Billy Donovan przedłużył właśnie kontrakt z klubem. Warunków umowy nie podano do informacji publicznej, ale cieszy ciągłość. Będzie to szósty sezon szkoleniowca za sterami Byków. Dotychczasowy rekord (195-205) nie oszałamia, ale pewne „zmiany jakościowe” zaczęły się w Chicago dokonywać i myślę, że zatrzymanie head coacha było dobrym pomysłem. 60-letni Donovan nie jest może wybitnym taktykiem, ale w koszykówce „uniwersyteckiej” szybkiej, młodej, opartej na mentorskim stylu szkoleniowym, radzi sobie świetnie, przez co wpisuje się w plan długookresowy organizacji, o czym zaraz się przekonacie.
Dwa ostatnie sezony Bulls przejechali na identycznym bilansie (39-43) bez awansu do playoffs, ale jak mówię: zmiany poszły w dobrym kierunku. Bulls grają koszykówkę nowocześniejszą, szybszą, skład jest młodszy i zdradza możliwości rozwojowe. Chicago odeszło do trzonu złożonego z weteranów, który ani nie osiągał satysfakcjonujących wyników, ani nie rokował na przyszłość:
- DeMar DeRozan -> wytransferowany został do Sacramento
- Alex Caruso -> posłany do OKC w zamian za filar obecnego składu
- Andre Drummond -> puszczony został do Philadelphii
- Zach LaVine -> także wytransferowany został do Sacramento
Akcent postawiono na motorykę, przygotowanie kondycyjne, grę z kontry, prędkie tempo, a koszykówkę „izolacyjną” ograniczono do minimum. W zespole pojawili się: wysoki playmaker Josh Giddey, latający rookie Matas Buzelis, strzelec Kevin Huerter, utalentowany ofensywnie środkowy Zach Collins, a także gracz na piłce Tre Jones.
Fundamentalna zmiana stylu
Patrząc w poniższe dane, mówimy o FUNDAMENTALNEJ zmianie stylu. Sezon do sezonu miały miejsce następujące zmiany:
- średnia zdobywanych punktów: 112.3 -> 117.8
- tempo akcji: 96.3 posiadań (28. miejsce w lidze) -> 102.8 posiadań (2. miejsce)
- liczba oddawanych trójek: 32.1 (26. miejsce) -> 42.0 (3. miejsce)
- liczba asyst: 25.0 (23. miejsce) -> 29.1 (5. miejsce)
- liczba punktów z kontry: 12.5 (26. miejsce) -> 18.5 (3. miejsce)
Gdzie leżą problemy: młodzi nie potrafią wymuszać fauli, grają koszykówkę radosną, strzelaną, finezyjną, gdzie kontaktu fizycznego i przepychanek jest niewiele. Ewidentnie nie radzą sobie na tablicach, ich presja na piłkę jest kiepska, jak i cała obrona. To są główne elementy do zaadresowania, które jak sądzę ulegną poprawie wraz z poprawą fizyczności młodych graczy. Jak w tej chwili wygląda skład Chicago Bulls:
Roster
- PG: Josh Giddey (?) / Tre Jones / Jevon Carter
- SG: Coby White / Ayo Dosunmu
- SF: Kevin Huerter / Isaac Okoro / Dalen Terry
- PF: Matas Buzelis / Patrick Williams / Noa Essengue (R) / Julian Philips
- C: Nikola Vucevic / Zach Collins / Jalen Smith
Nie spodziewajmy się cudów, bo tu nie ma cienia defensywnego skilla. Giddey, White i Buzelis błyszczą w biegowej formacji, ale defensywnie nie sprawiają rywalom najmniejszych kłopotów, ani w pierwszej linii, ani pod obręczą. Pozycje 2-4 rażąco odstają fizycznie od ligowej przeciętnej, a Vuc jako kotwica defensywna to śmiech na sali.
Tym niemniej, Huerter i Vucevic to ludzie, z którymi komfortowo się gra w ataku, bo zapewniają spacing i strukturę gry. Każdy jeden w piątce rzuca z dystansu. Zmiennicy w oparciu o solidnego Jonesa i potrafiącego grać piłką Collinsa również sobie radzą. Nowe nabytki to surowy atleta Essengue (206 cm wzrostu, 216 cm rozpiętości ramion) który biega jak szatan, ale rzucać nie umie oraz Isaac Okoro, którego oddelegują stricte do zadań defensywnych.
Cele klubu
- nie przepłacić Giddeya, który pozostaje free-agentem (chce 30 mln $ za sezon, Bulls oferują 20 mln $)
- nie zatracić entuzjazmu, tempa i żywiołowości, które koniec końców spodobają się kibicom
- rozwinąć Buzelisa, bo to gość na miarę Franza Wagnera
- poprawić obronę, z czym będzie największy problem
- znaleźć franchise-playera…
A propos tego ostatniego, czy wiecie że gdyby nie pechowy rzut monetą, pierwszy numer draftu (Cooper Flagg) przypadłby właśnie Chicago, a nie Dallas? Oba zespołu miały identyczny bilans i trzeba było rozstrzygnąć, komu przypadnie jedenasta lokata w loterii draftu (1.8% szans na top pick), a komu dwunasta (1.7% szans). Wygrała ekipa z Teksasu, niestety. Jakże inaczej mówilibyśmy dziś o Bykach z Flaggiem w składzie, co?
Patronami dzisiejszego odcinka są T. Serafinowicz oraz Woyteck, dziękuję za pamięć. B










Minęło prawie 15 lat odkąd wysiadły kolana Rose’a, minęło prawie 30 lat odkąd Byki były wielkie. W tym czasie wiele drużyn zbudowano od zera do kontendera a Byki dalej na dnie. To musi być problem z właścicielem lub/i managementem (vide Charlotte), że w Chicago (pomimo takiej rozpoznawalności marki) nadal nic nie zbudowano.
Z tego obecnego składu co najwyżej można zrobić drużynę fun to watch ale nic poza tym. Z tej mąki chleba nie będzie.
I jeszcze się przyczepię o Alexa Caruso: „posłany do OKC w zamian za filar obecnego składu”? Come on! To OKC go wyciągnęło z tego bagienka, wciskając Bykom nieprzydatnego Giddey’a. Efekt? Caruso ma kolejny pierścień, będąc kluczowym dla OKC w playoffs a Giddey’a nikt na razie nie chce zatrudnić.
Masz rację. Przed erą MJ, to była ekipa, przy której Toronto wygląda w pełni profesjonalnie. Mieli furę szczęścia, że MJ wynegocjował kontrakt z Nike o którym nawet dzisiaj każdy może jedynie marzyć. Lubił też wygrywać, więc nawet King Kong Szpakowskiego zarobił więcej na kontraktach z klubem. Miał też chyba największy w historii impact na grę. Jeżeli masz króla strzelców, DPOYa i MVP w jednym, który nie jest w pierwszej 10 (poza dwoma ostatnimi latami) zarabiających, reszta jest dość prosta. Jak jeszcze mocno stukniesz na kasę drugiego najlepszego gracza, to i w stolicy ulepisz mistrzowską ekipę. Ale to fart raz na sto lat i bez analityki, planów i zarządzania aktywami, nie ma powtarzalności.
Denver Panie, Denver!
nie kolejne szkółki koszykarskie 😉
Chicago nie ma żadnego pomysłu na drużynę i to niestety są fakty. Giddey to spoko 3 opcja dobrej drużyny a tutaj ma być liderem xd, Coby White to również fajny gracz ale właśnie na 3 opcje albo sixmen a nie podstawa rotacji (zresztą teraz nie chcą przepłacać Giddeya a za rok będą mieć to samo z Whitem i wcale się nie zdziwię jak za pół roku wymienia go za paczkę frytek bo ile może być warty taki gracz z półrocznym kontraktem xd i tyle im zostanie z jedynych assetów)
Jest jeszcze młody Buzelis który widać że się rozwija ale to wciąż melodia przyszłości i miejmy nadzieję że go jakoś rozwiną.
Cała reszta to nadaje się do tarcia chrzanu, Vucevicia zaraz wykupią z kontraktu bo nikt go niechce, Huerter to średniak bez większej wartości, Donsumu od lat się nie rozwija, a cała reszta z przepłaconym Williamsem na czele, 20 milionowym kontrakcie Okoro, wiecznie srednim i często kontuzjowanym Collinsem to gracze zasługujący na minimalne kontrakty i niestety tak wygląda realny obraz obecnego Chicago.
Krótko mówiąc nie jest dobrze xd.
Jedno sprostowanie, Okoro ma 11 a nie 20 milionów na sezon, ale za to Collins ma prawie 20 baniek na sezon także na jedno wychodzi xd.
Pamiętam jak wstawałem na finały w 97 i 98 z Utah. TVP pokazywała je live, a ja miałem13 lat i czarno-biały telewizor w moim pokoju. To byli czasy.
I pewnie bez pilota. Znaczy ty byłeś pilotem.
Jescze jak, ale i tak się cieszyłem, ze mogłem obejrzeć.
A kto pytał
Finały 98 to już niestety WIZJA TV…
Gdzieś mi ten rzut monetą o 11 miejsce w drafcie umknął. Szkoda, bo Flagg by w Chicago świetnie pasował przy tylu rzucających zawodnikach, a jego defensywa by się bardzo przydała, a tak to zachód coraz mocniejszy, a wschód jak to wschód ^^
Ta narracja, że Bulls o rzut moneta przegrali numer 1 w drafcie jest mocno naciągana. Tak o miejsce 11 przegrali rzut moneta z Mavs, ale przed losowaniem. Nawet jakby wygrali ten rzut moneta, to dalsze losowanie moglo wyglądać zupełnie inaczej. Nie jestem fanem teorii spiskowych, ale coraz bardziej mi tu śmierdzi układem na lini Pelinka-Silver-Harrison. Więc nawet jakby to Dallas wybierali z 12 pickiem, to i tak by mieli 1.
Słabo umieją w przebudowę skoro za DeRozana, Lavine’a i tych innych grajków co zostali wymienieni w artykule nie dostali ani jednego picku pierwszej rundy draftu. Wszytko za frajer i jakieś okruchy. Tylko Giddey im się trafił i tylko dlatego że OKC to im wcisnęła.
Szkoda strzępić ryja na nich
Panie Bartku, to nie było ICH intro. To była kompozycja używana przez wszystkich. Tak jak teraz świstak I-O I-O-I-JO-I-JO-E – swoją stroną, znak czasów, co jest kojarzone z meczem NBA, wtedy i teraz.
https://youtu.be/4ARipiBlFKk?si=Ho39gLsVImSyzA49
W 93. roku, pierwszy raz usłyszałem ten utwór w meczu moich Suns w Arizonie. Pamiętam te noce/poranki, szczególnie grane na Zachodzie, bo trzeba było wkrótce iść do szkoły. I to chyba NBA nauczyła mnie, jak nie spać przez półtorej doby.
Dzięki za art
„…pozostają najpopularniejszą ekipą pośród kibiców w Polsce”
Rzeczywiście tak jest? To jakieś staty czy „na oko”? Nie pytam żeby się czepiać, ale ostatnio zastanawiałem się jak to teraz w Polsce wygląda, bo w latach 90 nie było wątpliwości.