NBA: Gilbert Arenas aresztowany, grozi mu piętnaście lat odsiadki

14

Były gwiazdor NBA Gilbert Arenas aresztowany. Tak bywa, gdy jesteś uzależniony od wysokich dawek, wysokich stężeń hormonów szczęścia we krwi. Gdy wydaje ci się, że dysponując wielkimi pieniędzmi możesz wszystko. Formalnie w NBA spędził jedenaście lat, w praktyce rozegrał 552 meczów, czyli objętość niecałych siedmiu sezonów. Postać była to wyrazista do granic, więc się może na chwilę przy Arenasie zatrzymajmy. Zwłaszcza, że to mój rocznik: 1982. 

Gil wybrany został z 31. numerem draftu w 2001 roku. Mówiono, że deklaruje się na zawodowstwo zbyt wcześnie, ale nie chciał słuchać. Twierdził, że potrzebuje kasy, miał niezachwianą wiarę w siebie, potrafił zdobywać punkty, świetnie rzucał zza łuku, ale pamiętajmy: to było inne NBA. Do 2001 roku nie było można bronić strefą. Owszem, do głosu coraz bardziej dochodzili gracze szybcy i zręczni, ale wciąż królowała fizyczność. Nacisk na kompetencje rzutowe był mniejszy, a obowiązującą normą było dogrywać piłkę do największego schaba i patrzeć jak się upycha tyłem do kosza. 

Shaquille O’Neal w sezonie 2000/2001 osiągał średnie: 28.7 punktów 12.7 zbiorek 2.8 bloków przy 57.2% FG

Dziewiętnastoletni Arenas można powiedzieć „wyprzedzał swój czas”. Występował w mocnej ekipie Arizona Wildcats (Richard Jefferson, Luke Walton, center Loren Woods) której był liderem punktowym. Jako uczelniany drugoroczniak (sophomore) zaliczał 16.2 punktów na 42% skuteczności rzutów za trzy. Panowie dotarli do wielkiego finału NCAA, gdzie przegrali z potężną ekipą Duke (Shane Battier, Carlos Boozer, Jay Williams, Mike Dunleavy Jr). Arenas w meczu o mistrzostwo kraju zanotował 4/17 z gry, w tym 4/13 zza łuku. 

Jak mówię, pewności siebie mu nie brakowało, brakowało natomiast fizyczności i kompetencji defensywnych – stąd spadek notowań i tylko 31. miejsce w drafcie. Trafił do Golden State Warriors, pogrążonych w kryzysie, będących w głębokiej fazie przebudowy. W klubie brylowali indywidualiści nastawieni na zdobycze punktowe: Antawn Jamison, Larry Hughes, Jason Richardson. To nie były postaci, na których można było budować mistrzowski zespół. Jeśli chodzi o rating defensywny zaliczali 28. miejsce w lidze na 29 zespołów. Arenas był więc kolejną strzelbą w składzie. 

Drugi sezon przyniósł przełom. Zespół objął nowy trener Eric Musselman. Warriors byli najgorzej broniącym zespołem NBA, ale tak bezceremonialnie stawiali na offense, tak szybko biegali (drugie tempo NBA), że poprawili się aż o siedemnaście zwycięstw, a Arenas po odejściu Larry’ego Hughesa, stał się drugim strzelcem zespołu, grał duże, regularne minuty i w biegowym, strzelanym stylu gry, czuł się jak ryba w wodzie. Średnie urosły do 18.3 punktów i 6.3 asyst. Efektywności nie miał (ledwie 42% z gry) ale dali mu „zielone światło”, więc korzystał. Kapituła ligi ogłosiła go nawet The Most Improved Player, jego fame rósł, a gęba nie zamykała. 

Następca Michaela Jordana

Jako że został wybrany w drugiej rundzie, rookie kontrakt miał tylko dwuletni i oto stawał się free-agentem. Zainteresowanie jego usługami wyrazili między innymi spragnieni ofensywy Washington Wizards. Michael „Air” Jordan ostatecznie kończył karierę (sprawdźcie poniższy artykuł), więc trzeba było podtrzymać zainteresowanie kibiców i zainstalować w stolicy nową gwiazdę. 22-letni Arenas miał być właśnie tym, główną atrakcją w klubie.

Retro NBA: wzloty i upadki Michaela Jordana w Washington Wizards

Jego zarobki wzrosły z 500 tysięcy do ponad 8 milionów dolarów rocznie (podpisał sześcioletni kontrakt na kwotę 64 milionów $). Oddawał już nie piętnaście, a dwadzieścia rzutów w meczu i nikt mu złego słowa nigdy nie powiedział. Wpompowano w niego biznes, miał rzucać i sprzedawać bilety, hodowany był na gwiazdę ligi, którą w czwartym roku kariery został – w 2005 roku powołano go do prestiżowego All-Star Game.

Dziś by to nie przeszło, dziś nazywamy Cama Thomasa „ball-hogiem” który zalicza puste przebiegi, karmi zespół pustymi kaloriami. Arenas notował niemal identyczną efektywność, przy czym nigdy nie był playmakerem jak Trae Young, ani nie miał walorów defensywnych jak powiedzmy Anthony Edwards. 

Tym niemniej, w stolicy USA namaszczono go królem. Przez trzy kolejne sezony jego średnie punktowe wynosiły 25.5 -> 29.3 -> 28.4 punktów. W grudniu 2006 roku naprzeciw Kobe Bryanta w Los Angeles zdobył 60 punktów i 8 asyst! Patrząc z perspektywy, ależ te zespoły były kiepskie i fatalnie poskładane, a koszykówka radosna i nieskrępowana myślą szkoleniową, zobaczcie sami:

Pod koniec 2007 roku doznał kontuzji (MCL) po tym jak atleta Gerald Wallace upadając na parkiet wpadł Gilbertowi pod nogi. Rzecz zlekceważono, ale dla Arenasa był to początek końca. Rehabilitacja miała trwać sześć miesięcy, ale przywrócono go do gry już po czterech, o co po czasie Arenas miał do lekarzy pretensje. Czuł ból, noga nigdy nie wróciła do stuprocentowej sprawności, a Arenas stracił dynamikę. 

Mimo wszystko wierzono, że to tylko przejściowe trudności. Chociaż w poprzedzającym sezonie Gilbert zdołał rozegrać zaledwie trzynaście spotkań, w lipcu 2008 roku zaoferowano mu kolejny, sześcioletni kontrakt opiewający na kwotę 111 milionów dolarów. Wówczas totalnie już odbiła mu palma. Nie grał, ale był twarzą klubu. Wskutek chronicznych urazów, nie popartych jak mniemam stuprocentową pracą rehabilitacyjną, na przestrzeni trzech sezonów wystąpił w sumie w 47 meczach, za to kasa płynęła wartkim, gwarantowanym strumieniem, a w domu zawodnika zawisł papier toaletowy z banknotów studolarowych.

Guns and arrests 

W grudniu 2009 roku Wizards lecieli klubowym samolotem, podczas gry w pokera Arenas pokłócił się z kolegą z drużyny Javarisem Crittentonem. Tak, to ten sam, który w 2011 roku śmiertelnie postrzelił kobietę biorąc ją za złodzieja. Strzelił w udo, babka zmarła podczas operacji. W 2015 roku podczas rozprawy sądowej, Crittenton przyznał się do winy. Prokurator dowodził jego związków z gangiem Crips, ostatecznie otrzymał wyrok 23-letniego pozbawienia wolności. Odsiedział osiem lat, w 2023 roku jego wyrok został złagodzony do dziesięciu lat prac społecznych… 

Wtedy jednak obaj byli jeszcze koszykarzami NBA. Obaj charakterni, żaden nie chciał ustąpić, Arenas rzekomo wygrał, Crittenton przegrał, ale nie zamierzał płacić. W odpowiedzi Arenas wniósł do szatni klubowej cztery naładowane rewolwery i zostawił karteczkę z napisem „wybierz jeden”. Na to Crittenton wyciągnął własny, naładowany rewolwer, a sytuacja eskalowała do iście gangsterskiej. W jednej chwili biznes NBA warty miliardy dolarów miał zostać wystawiony na szwank przez dwóch „oszołomów rodem z getta”. 

Arenas nie miał nawet pozwolenia na broń. Otrzymał 30-dniowy areszt domowy, 400 godzin prac społecznych oraz zawieszono go na 50 meczów bez wypłaty po tym jak pozwolił sobie dodatkowo na antenie TV strzelać palcami w kierunku kolegów z drużyny w styczniu 2010 roku. I to było wszystko, resztkę kariery spędził w Orlando oraz Memphis. Ostatecznie został zwolniony z obowiązku pracy, a należne pieniądze wypłacano mu w ratach. Próbował jeszcze szczęścia w lidze chińskiej, marzył mu się powrót do NBA, ale żaden z klubów nie wyraził zainteresowania 30-letnim wówczas zawodnikiem. Za dużo przypałów i niesubordynacji. 

Arenas Poker Club

Zawsze ceniłem go za spryt i zmysł obserwacji, ponoć był świetnym graczem pokerowym. Na przestrzeni lat ciekawie komentował wydarzenia ligowe, prowadził podcast, który z roku na rok tracił jednak na merytorycznej wartości. Arenas coraz bardziej się odklejał, pociąg mu odjeżdżał, może nas wszystkich to czeka? Nie wiem. 

Wczoraj został aresztowany po tym, jak śledztwo federalne wykazało jego nielegalne aktywności hazardowe. Od września 2021 roku do lipca 2022 roku Gilbert miał w swej luksusowej willi urządzać turnieje pokerowe na wysokie stawki. Kolaborował między innymi z izraelską, zorganizowaną grupą przestępczą. Rzecz nazywała się Arenas Poker Club. Atrakcyjne, młode kelnerki serwowały drinki, robiły masaże, eskortowały graczy do pokojów. Koledzy z Izraela rekrutowali graczy, wysyłali zaproszenia. Na miejscu dostępni byli szefowie kuchni, lokaje, parkingowi, uzbrojona ochrona. Od każdej gry Arenas pobierał procent. Na centralnym, bogato zdobionym stole pokerowym widniał napisał „Arenas Poker Club” oraz sylwetka postaci z numerem #0. Grozi mu piętnaście lat bezwzględnego pozbawienia wolności. To tyle. 

Patronami odcinka są Miro Magolon, Piotr Janus oraz Wojtek Skrzypek – dziękuję Panowie, kłaniam się i zapraszam po południu na krótki felieton o reprezentacji Polski. 

Aha, wczoraj zrobiłem 1178. podejście do zaistnienia GWBA na Instagramie. Jeśli będzie nas tam choć kilka osób, obiecuję regularnie wstawiać ciekawostki, które są ciekawe, ale za małe na artykuł. Dziękuję wszystkim, którzy dołączyli od wczoraj. B

https://www.instagram.com/gwiazdybasketu/

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Znaczy moralnie rzecz biorąc ja nie widzę niczego złego w organizowaniu pokera, mam nadzieję że się z tego wykaraska.

    (13)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Jeśli grasz ze znajomymi prywatnie – OK. Ale jak robisz „przedsiębiorstwo hazardowe” bez licencji, oj to chyba upss ….

      (16)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajne te były jego podcasty na yt, ale dla zrobili się tam za bardzo krzykliwi i odlatywali czasem z swoją gadką

    (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Szczęściarze. Polska kroi jeszcze EU, a rodzimych budżetowców per capita, mamy x2,5 w ujęciu USA i x3 w ujęciu EU.
      „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, swych grabieżców mają”

      (3)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Straszny bandyta z Arenasa…., a Cejrowski kreuje USA na wielce wolnościowy kraj, że u siebie to możesz prawie wszystko. Taa

    (-1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Polecam dokument na Netflix „Untold: Shooting Guards”, który opowiada o incydencie z bronią w szatni Washington Wizards, w którym brali udział Gilbert Arenas i Javaris Crittenton.

    BTW: Kiedy premiera książki? 🙂 Pierwsza część została łyknięta chyba w 3 wieczory. Czy druga część będzie na podobnej zasadzie?

    (2)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      jak się uda, to do końca sierpnia
      druga książka mnie podoba się o wiele bardziej niż pierwsza, zobaczymy jak Wam siądzie.

      (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu