To będzie przełomowy sezon dla Jeremy’ego Sochana i jego fanów

- Jeremy Juliusz Sochan przyszedł na świat w maju 2003 roku
- Matka jest Polką, ma na imię Aneta
- Ojciec Ryan Williams był Afroamerykaninem, zginął w wypadku samochodowym w 2017 roku
- Rodzice poznali się i grali w kosza na uczelni w Oklahomie
- Ich związek nie przetrwał próby czasu
- Jako czterolatek Jeremy wyjechał wraz z matką do Anglii, gdzie mieszkał do 15. roku życia
- Następnie trenował w ośrodkach w Indianie (USA) oraz Ulm (Niemcy)
- W wieku osiemnastu lat przez rok był studentem Baylor University w Teksasie
- Jako dziewiętnastolatek został wybrany w drafcie NBA
- Z dziewiątym numerem draftu 2021 roku trafił do San Antonio Spurs
W rozgrywkach NCAA rozegrał trzydzieści meczów, raz tylko wyszedł w pierwszej piątce. Jego średnie wyniosły 9.2 punktów 6.4 zbiórek oraz 1.3 przechwytów. Powszechnie chwalono jego warunki fizyczne, koordynację, zawziętość, wszechstronność i instynkty defensywne, ale umiejętności czysto koszykarskich jak rzut z wyskoku, czy płynność ruchów wokół obręczy, od początku stanowiły znak zapytania.

Wszystko to nie miało znaczenia. W drafcie lepiej trafić przecież nie mógł. Spurs to klub słynący z wysokiej kultury organizacyjnej, rozwijający nie tylko kompetencje koszykarskie, ale charaktery. Jeremy miał pełne trzy sezony na rozwój. Jego bolączki rzutowe próbowano pieczołowicie zaadresować, a gdy postępy nie nadeszły, próbowano znaleźć dla niego przestrzeń i rolę na boisku, w której mógłby wzrastać i komfortowo się czuć. Nie znam organizacji, która tak bardzo starała się wkomponować zawodnika w system. Wręcz zbudować system wokół niego.
Do historii przeszły rzuty wolne oddawane jednorącz czy próby przysposabiania Jeremy’ego jako „rozgrywającego”, zawodnika przeprowadzającego piłkę na połowę rywala oraz inicjującego akcje. Sztab szkoleniowy początkowo widział w nim gracza o archetypie Bruce’a Bowena, którego zadania to defensywna zbiórka, intensywna obrona na piłce oraz rzuty ze stacjonarnych pozycji. Od tego samego zaczynał przecież Kawhi Leonard, gracz o podobnych parametrach fizycznych. Różnicę stanowiła krzywa uczenia, o ile Kawhi w trzecim sezonie strzelał blisko 40% zza łuku, Jeremy do dziś trafia średnio 29% rzutów dystansowych.
Przez trzy sezony nie poczynił w tym względzie postępów, a Spurs jakby stracili cierpliwość. W zespole zaszły głębokie zmiany, pojawili się gracze o talencie i potencjale przekraczającym (niekiedy znacznie przekraczającym) ten niezrealizowany Jeremy’ego: Victor Wembanyama, De’Aaron Fox, Devin Vassell, Stephon Castle. W tym drafcie dołączyli kolejni: Dylan Harper oraz Carter Bryant Junior i niestety obawiam się, że czas Jeremy’ego w Teksasie dobiega końca. Zwłaszcza ten ostatni chłopak (#11) ma papiery by zająć miejsce / minuty Sochana.
Jeremy to obywatel świata, wiecznie uśmiechnięta, entuzjastyczna postać. Jego fryzury stylizowane na Dennisa Rodmana, przyciągają uwagę. Jego flegmatyczna acz pozytywna energia budzi powszechną sympatię. Spontaniczna aktywność na social mediach utwierdza fanów w przekonaniu, że Jeremy to spoko ziom i szczera morda. Być może dlatego tak popularny stał się wśród młodzieży w Polsce. Jesteśmy mu winni szacunek choćby z tego powodu, że zainteresował młodych koszykówką, nie tylko NBA.
Problem polega na tym, że Polacy zaczęli w Sochanie upatrywać koszykarza na miarę największych gwiazd. „Wybawcę” polskiej koszykówki, zawodnika który w kadrze narodowej zdobywał będzie po trzydzieści punktów. Z tym się wiąże duża popularność w kraju nad Wisłą.
Tymczasem prawda jest taka, że zawodnik pozbawiony rzutu dystansowego, będący w dyskomforcie gdy podać mu piłkę w tłoku podkoszowym, nie tylko nie poprowadzi zespołu do zwycięstwa, ale wręcz osłabia jego „dynamikę”. Z całym szacunkiem do Jeremy’ego oraz jego fanów, patrzymy na niego przez różowe okulary. Pucuje się do niego koszykarska blogosfera, raperzy nagrywają z/o nim kawałki, jego twarz zdobi etykietę mojego ulubionego napoju izotonicznego, gość jest super cool, ale jego kariera nie idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
Ten rok będzie przełomowy. Być może to kwestia mentalna, dojrzałości, motywacji, której w ostatnim roku kontraktu ze Spurs, nie może zabraknąć. Być może to kwestia zdrowia (plecy, łydka), bo jeśli nie masz rzutu, musisz nadrabiać atletyzmem, dynamiką, zadziornością, grą z pazurem jak na przykład bracia Amen i Ausar Thompsonowie. Tylko, że Jeremy jest flegmatyczny. To nie jest gość, który grałby na spinie jak Russell Westbrook, a jeśli tak, tym bardziej będzie mu ciężko. Ważą się losy Sochana w San Antonio. Horyzontem czasowym / wiekiem pasuje do Wemby’ego i reszty młodych, ale czy Spurs zechcą mu płacić po kilkanaście milionów dolarów rocznie? Rynek wycenia Sochana na 15-18 baniek za sezon. Mam obawy, obawiam się, że Spurs wytransferują Polaka jeszcze przed zakończeniem kolejnego sezonu NBA.
Co gorsza, jeśli Jeremy trafi do szkółki koszykarskiej jak Utah, Chicago czy Washington, nie ma mowy o dotychczasowej ekspozycji meczowej… wpadnie w kocioł kilkunastu graczy bijących się o minuty, a stamtąd prosta droga do tego, aby w okolicach trzydziestych urodzin zasilić zespół PLK. Być może do tego to wszystko zmierza, być może tego właśnie życzyliby sobie jego fani?
<Bartek Gajewski>










W życiorysie brakuje najważniejszej pozycji – wydarzenia które określiło kim będzie Jeremy: uczestnictwa w Campie! 😉
Czekałem na ten tekst trochę jak na zbawienie, bo sam mam podobne obserwacje względem Jeremiego i liczyłem, że może Bartek wychwycił u niego jakieś „papiery” których moje nieprofesjonalne oko nie dostrzegało. No cóż, oby mu tylko zdrowie dopisywało i niech walczy chłop, bo chyba jest jeszcze jakaś przestrzeń aby się rozwijać. W końcu gracze pokroju Rona Artesta czy Marcusa Smarta też są w lidze potrzebni. Pozdro
Problemem Sochana są niestety częste kontuzje, a co za tym idzie brak stabilności – genralnie trzon SAS ma słabe zdrowie…albo tankuje od samego startu sezonów 😛 Z jednym cięzko się nie zgodzić to będzie przełomowy sezon dla SAS, celem beda PO, a co z tego wyjdzie… trzeba poczekac conajmniej do grudnia 😉
Ogólnie ciekawe spojrzenie, ale szkoda, że nie ma nic na temat tego, jak grał Jeremy na początku sezonu – przed kontuzją i przed udarem Popa. Przecież robił świetną robotę po obu stronach parkietu. Niestety, odkąd Mitch prowadzi zespół, u niektórych zawodników coraz bardziej widzę regres, szczególnie u Sochana.
Serdecznie wszystkich pozdrawiam. 😉
Jeremy? PLK?
HELL NO!
F*&K THAT SHIT!
dobry tekst, doceniam całość, ale końcówki nie lubię 🙂
chciałbym happy endu dla Jeremiasza
Były momenty w ciągu tych trzech sezonów, że grał lepiej i zdawało się, że to będzie ten oczekiwany krok do przodu, przełom, ale następnie zdarzała się jakaś kontuzja, miesiąc bez grania i powrót do status quo ante.
Powyżej dużo ciekawych spostrzeżeń, podpisuję się pod tym, że Jeremy musi być zdrowy-jak jest i gra regularnie to daje jednak dużo dobrego. Optymalnie byłoby też gdyby Spurs się nie rozsypali, żeby faktycznie wyklarowała się w miare stabilna i ograna rotacja. Tak czy inaczej, w zdrowiu Jeremy spokojnie znajdzie angaż w przynajmniej ligowym średniaku, wpasowany w system może być bardzo wartościowy.
Piekna i niestety prawdziwa analiza Jeremiasza.
Mama identyczne przemyslenia. Dzieki Bartek znow;) Ale niech mu sie wiedzie no bo co 😉
Jaki rozwój, jak jego pobyt w NBA to jest pomyłka. Niedługo liga go wypluje.
zeby go przypadkiem przed koncem okienka nie puscili jeszcze….
Fajna analiza, pełna zgoda, że ten sezon będzie kluczowy dla Jeremiego – w końcu bez tankowania (i części kontuzji?), a do tego w meczach o stawkę i w playoffach (a w takich zabłysnąl w Baylor, przed draftem ’22).
Czy Sochan ma podobny mental co playoff Jimmy? Czy to obronca pokroju Caruso, który też przecież nie błyszczy w innych elementach? Za rok o tej porze powinniśmy wiedzieć 🙂